hex#2 - radmen's weblog http://blog.radmen.info/ Przemyślenia, fakty, baśnie Niekrótka historia o zalaniu http://blog.radmen.info/2014/10/21/niekrotka-historia-o-zalaniu/ <p><em>♫ Tyle wkoło nienawiści.<br /> Nie widziałeś tylu liści. ♫<br /> Popatrz..</em></p> <hr /> <p>Jak każda porządna historia ta zaczyna się dramatem. Dzień zaczął się spokojnie. Byłem w drodze do Kuchar, słońce świeciło, kwiaty pachły. Ona zadzwoniła. I zaczęła krzyczeć. Że sufit przecieka, kapie i w ogóle <em>japierdole</em>. Sytuacja była dość poważna, dlatego postanowiłem pozostawić sprawy do ogarnięcia Loco.</p> <p>Poszło jej dobrze. Powkurwiała się na księżniczkę sąsiadkę (która nas zalała). Zorganizowała zamknęcie wody w całym pionie, oraz powiadomiła o tym sąsiadów. Pełna profeska.</p> <p>Później sytuacja się uspokoiła. Woda "nagle" przestała przeciekać, a jedyny jej ślad do smutna plama obserwująca nas z sufitu w kuchni.</p> <p>Właściciele mieszkania postanowili pozbyć się plamy. Przy okazji usuwania szkody wyszło na to (poniekąd z powodu naszego narzekania), że mieszkanie należy odświeżyć. Plan okazał się być ambitny. Cała łazienka do wymiany, drobne przeróbki w kuchni oraz wywalenie ściany ze sklejki, która służyła za zabudowę licznika.</p> <p>Data startu remontu - początek Woodstocku. Termin wykonania prac - do dwóch tygodni.</p> <p>Po tygodniu zastaliśmy łysą łazienkę, zajebaną kuchnię i.. rozmrożoną lodówkę. Pierwsze wiadro wkurwa zostało wylane.</p> <p>Później było już gładko. Panowie każdego dnia wzbogacali łazienkę o brakujące elementy. Na końcu postanowili ogarnąć odrobinę kuchnię. Poza drobnymi usterkami efekt końcowy był całkiem znośny. Z trojga nowych drzwi jakieś sto procent z nich niedomykało się. Kuchenka gazowa okazała się być nieszczelna. W łazience pralka niedomagała, a spod brodzika wylewała się woda (co potwierdził nam sąsiad z dołu).</p> <p>Odrobina rzeźby w drzwiach, demontaż i ponowny montaż brodzika, wymania węża i uszczelki rozwiązały nasze bolączki.</p> <p>Biorąc pod uwagę okoliczności łazienka prezentowała się bardzo dobrze. Mieszkanie odświeżone i posprzątane. W końcu mogliśmy mieszkać. Do tej pory (a było to ponad dwa tygodnie) nie mogliśmy korzystać z mieszkania.</p> <p>Łazienkowy hedonizm kwitł w najlepsze. Mogliśmy zrobić (i robiliśmy!) pranie, mogliśmy skorzystać z prysznica, a nawet i kibelka. Byliśmy szczęśliwi.</p> <p>Wtem przyszedł ten paskudny sąsiąd, który powiedział, że jego sufit walczy z grawitacją o status basenu. Widok był bardzo paskudny, bardzo dramatyczny. My natomiast byliśmy bardzo wkurwieni.</p> <p>Mieliśmy przeciek. Wezwaliśmy osiedlowego fachowca, jednego i drugiego. Obaj zgodnie stwierdzili, że wina jest nasza (mieszkania znaczy się). Mieliśmy rozwiązać problem we własnym zakresie.</p> <p>Tym razem wezwaliśmy naszego fachowca. W skrócie - rozpierdzielił część kuchni, aby odkryć, że winną przecieku okazała się przedłużka w baterii prysznica. Gdyby nie przeczucie rozkułby całą kuchnię w poszukiwaniu usterki.</p> <p>Wnioski po naprawie były dość oczywiste - winnymi awarii byli majstrowie. Dostaliśmy ogromny protokół, przekazaliśmy go właścicielom.. a ci stanęli w obronie majstrów.</p> <p>Nasza historia zakończyła się w zeszłym tygodniu kiedy została załatana dziura w kuchni.</p> <p>Przez okres "właściwy" remontu praktycznie nie mogliśmy korzystać z mieszkania. W okresie "gwarancyjnym" właściwie nadal nie mogliśmy z niego korzystać. Mieliśmy niedziałający prysznic, brak zimnej wody, nieszczelną instalację gazową, ogromny bałagan (którego nie było sensu sprzątać z powodu kolejnych poprawek). Właściwie przez około miesiąc żyliśmy na torbach.</p> <p>Punktem krytycznym był moment, w którym przenieśliśmy się do biura, bo uznaliśmy, że w nim mamy lepsze warunki niż w mieszkaniu.</p> <p>To był bardzo intensywny okres. Pełen nerwów, zwątpienia i chęci mordu.</p> <p>Problem był bardzo skomplikowany. Z jednej strony właściciele mieszkania chcieli zrobić dobrze - odświeżyć stare mieszkanie, polepszyć komfort życia. Niestety w pewnych aspektach chcieli zaoszczędzić, co naszym zdaniem było przyczyną późniejszych problemów. Zupełnie nie rozumieliśmy skąd się bierze tak duża pobłażliwość dla osób wykonujących remont. </p> <p>Życie jak zwykle postanowiło dostarczyć nam atrakcji. Sprawdziło naszą wytrzymałość, elastyczność, cierpliwość, oraz rozwinęło naszą sztukę elokwencji. </p> <p>Miałem również okazję poznać na przykładzie czym jest ironia - całym powodem do remontu były drzwi do łazienki, które się nie zamykały. Po remoncie dostaliśmy nowe drzwi, które również się nie domykały.</p> Tue, 21 Oct 2014 00:00:00 +0200 Dzienniczek http://blog.radmen.info/2014/07/21/dzienniczek/ <p><em>Spacer przez miasto może być ekscytujący. Zakładając, że każda mijana osoba to tykająca bomba.</em></p> <hr /> <p>Zawsze podziwiałem pamiętniki prowadzone regularnie. Poniekąd ten blog miał być swoistym dziennikiem tego co się porabia w moim szaleństwie.</p> <p>Niestety forma bloga w pewnym sensie nie pozwala na to. Bardzo lubię to poletko moich wynurzeń, jednak to co się na nim pojawia to produkt eksportowy moich myśli. Wygładzony, czasami ułożony. Możliwe, że nie zawsze prawdziwy (lub taki, w którym trzeba doszukać się prawdy).</p> <p>Inaczej jest z dziennikiem. Dziennik to coś absolutnie prywatnego. Życiowe sytuacje ubrane w te słowa, które nasunęły się w danej chwili. Bez wygładzania, bo nie są przeznaczone dla nikogo innego. Taki Twitter dla myślowego introwertyka.</p> <p>Mój pierwszy blog (ten tajemny) był właśnie taki. Jednak przez to, że miał to być blog starałem się pisać w nim całe elaboraty. Znowu układałem myśli.</p> <p>Zainspirowałem się pewnymi programami, które odnalazłem w sieci. Mowa o DayOne i jrnl. Dzięki nim postanowiłem realizować dawne założenia - pisanie dziennika. Takiego prywatnego, bez zbędnego upiększania. Coś do czego będę mógł wrócić jak zaatakuje mnie skleroza (mniej więcej po tygodniu). Tym razem produkt, który nie jest przeznaczony do eksportu.</p> Mon, 21 Jul 2014 00:00:00 +0200 Cisza http://blog.radmen.info/2014/05/18/cisza/ <p><em>Każde słowo, które wypowiesz pozostaje w przestrzeni przez kolejne wieki. Wystarczy znaleźć się w miejscu jego wypowiedzenia aby móc przywołać i ponownie usłyszeć to co zostało wcześniej powiedziane. Takie miejsca można rozpoznać po charakterystycznym szumie. Im więcej w nich powiedziano, tym są wyraźniejsze. Nazywamy je echami przeszłości.</em></p> <hr /> <p>W dzisiejszych czasach trudno o <em>pustkę</em>. Znana nam przestrzeń jest wypełniona szumem. Jego wielorakość powoduje coraz większe zamieszanie i brak zrozumienia. Fakty są nadinterpretowane, a wypowiedziane wcześniej słowa uważane za takie, które nie miały miejsca.</p> <p>Wystarczy tylko dobrze poszukać i można znaleźć te zapomniane wypowiedzi. W dzisiejszych czasach to nie jest problem. Jednak wielu boi się do nich przyznać, lub tłumaczy się tym, że zostali źle zrozumiani.</p> <p>Coraz częściej mam wrażenie, że to cisza jest tym co niesie wartość. Być może trudno to pojąć, jednak to jest jedyna rzecz, która daje nam szansę poznania własnych myśli. Na spokojnie, bez zewnętrznego narratora, który mówi nam jak powinniśmy się zachować.</p> <p>W czasach <em>ech przeszłości</em> cisza staje się towarem luksusowym.</p> Sun, 18 May 2014 00:00:00 +0200 Świetny święty http://blog.radmen.info/2014/05/05/swietny-swiety/ <p>W swym życiu prowadziłem kilka blogów. Wśród nich był taki jeden wyjątkowy. Bardzo prywatny, bardzo osobisty. Istniał wyłącznie na dysku mojego komputera i.. przepadł.</p> <p>Opisałem w nim dzień, w którym zmarł Papież. Jedyny Papież polaków. Święty i wspaniały. Dla mnie to było duże wydarzenie. W tym czasie uważałem JP2 za kogoś wyjątkowego, świętego. Swoje przemyślenia dotyczące tego dnia skrupulatnie spisałem. Niestety bezpowrotnie przepadły.</p> <p>Chciałoby się powiedzieć - papież umarł, niech żyje papież. Jednak doskonale wiemy, że to nie był koniec. Ludzie żądali świętego. <em>Santo subito</em>.. Watykan wrzucił wyższy bieg i już w drugim pokoleniu papieży dokonano beatyfikacji Papieża polaków.</p> <p>Mój pogląd religijny uległ ogromnej zmianie. Stałem się bardziej krytyczny. W pewnym sensie zrewidowałem swój pogląd dotyczący JP2. Stał się on dla mnie zwykłym człowiekiem. Żadnym świętym. Nie mogę negować cudów (które przesądziły o beatyfikacji), jednak tak jak każdy człowiek popełniał błędy (choć spadło na nie <em>święte</em> milczenie).</p> <p>JP2 był po prostu odpowiednim facetem w odpowiednim miejscu i czasie. Jednak święto jego beatyfikacji zupełnie mnie nie obchodziło. W niedzielę była idealna pogoda aby ostatecznie rozprawić się z balkonem (<a href="/2013/11/10/wrog-u-bram">ptactwo</a> tym razem zrobiło sobie kuwetę).</p> Mon, 05 May 2014 00:00:00 +0200 Koalang http://blog.radmen.info/2014/04/07/koalang/ <p><em>Szary anioł przyśnił mi się nieostrożnie.</em></p> <hr /> <p>Jestem czarnowidzem. Czarno widzę tzw. <em>wolność internetu</em>. Powstaje coraz więcej inicjatyw, które mają ją ograniczyć. Prędzej czy później któraś z nich zostanie wdrożona.</p> <p>Ponoć kryptografia jest odpowiedzią na takie działania. Zastanawiam się jednak co w sytuacji kiedy zabroni się jej stosowania?</p> <blockquote> <p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Koalang">Koalang</a> – akronim terminu KOjarzeniowo-ALuzyjny język (ang. LANGuage), termin użyty przez polskiego pisarza fantastycznego Janusza A. Zajdla w dystopijnej powieści Paradyzja.</p> <p>Paradyzja jest zamkniętym sztucznym światem, kontrolowanym przez totalitarny reżim za pomocą obowiązkowych identyfikatorów i wszechobecnych komputerów, śledzących zachowanie, a nawet mowę wszystkich obywateli. By oszukać system ludzie zamieszkujący Paradyzję wykształcili specyficzny żargon, oparty na aluzjach i metaforach.</p> </blockquote> <p>Czy taka może być przyszłość?</p> Mon, 07 Apr 2014 00:00:00 +0200 Sushi http://blog.radmen.info/2014/03/30/sushi/ <p><em>Po co oglądamy telewizję, skoro życie jest snem?</em></p> <hr /> <p>W sąsiedztwie pojawił się nowy samochód. Pewnie któryś z sąsiadów sobie kupił. Ewentualnie kamienica pozyskała nowego sąsiada. Może być też tak, że nowy sąsiad z nowym samochodem.. W każdym razie samochód ma naklejkę. Taką graficzkę z napisem <em>"I ♥ sushi"</em>. Historia, którą opiszę ma trzy akty.</p> <p>Akt 1.<br /> Idąc do pracy mijam wspomniany samochód po raz pierwszy. Widzę tajemniczą naklejkę. Dzięki znajomości języka bardzo szybko zrozumiałem jej przekaz. Przyznam, że pojawił się na mojej twarzy mały uśmiech. Wariatów na tym świecie jest sporo, na pewno znajdzie się miejsce dla maniaków sushi.</p> <p>Akt 2.<br /> Wracam z pracy. Samochód dalej stoi. Tym razem przyjrzałem się naklejce. Był na niej ludzik. Wyglądał tak jakby leżał trzymając w ręce butelkę. Szybko zrozumiałem metaforę napisu. Tak naprawdę właściciel samochodu uwielbia ostro popić (łatwo złapałem analogię <em>sushi == suszy</em>). Nie wstydzi się do tego przyznać. Nie obawia się późniejszego kaca.</p> <p>Akt 3.<br /> Po raz kolejny ten sam samochód. Znowu ta sama naklejka. Byłem przekonany, że znam ją na wskroś. Jednak nie. Okazało się, że obrazek przedstawia dwie postaci. Jedna ma głowę między nogami tej drugiej. Najwyraźniej właściciel samochodu jest smakoszem miłości oralnej. Na tym poprzestanę.</p> <p>Kurwa, a myślałem, że jestem dobrym obserwatorem.</p> Sun, 30 Mar 2014 00:00:00 +0100 Oh lord Johnson http://blog.radmen.info/2014/03/18/oh-lord-johnson/ <p>Od miesiąca mieszkanie jest przesiąknięte oryginalną mieszanką zapachu kupy i żwirku. Dla wtajemniczonych jest to niechybnie oznaka nowego lokatora w naszym mieszkaniu. Tak, ponownie mamy kota.</p> <p>Imię kota miało oddawać jego oddanie ciemnym mocom. <em>Crucifier</em> (pol. <em>Krzyżownik</em>), <em>Lodowa iglica nienawiści</em>, lub po prostu <em>Bogdan</em>. Wyszło na to, że nasza kotka nazywa się Zorza.</p> <p>Jak na prawdziwego adepta arkanów mroku Zorza opanowała kilka technik. Toksoplazmozę wykorzystała na nas już pierwszego dnia. Kilkanaście godzin później (o poranku) kotka objawiła się w zupełnie innej postaci (o czym dowiedziałem się dopiero niedawno!) - jako <a href="http://www.smakizpolski.com.pl/mrocznastrona/">zmora</a>.</p> <p>Ze schroniska wniosła do naszego domu świerzb. Zapewne był to obóz przejściowy, w którym chciała się przygotować do walki z ludźmi. Ta sztuczka akurat się nie udała. Każdego dnia jej uszy są zalewane napalmem - zero litości dla usznych stworków!</p> <p>Wspominałem, że Zorza jest kotem? Miauczy, wymaga głaskania, czasami pozwoli aby się z nią pobawić. Zdecydowanie często śpi na mnie, tuli się (czyt. wymaga głasków). Wymaga jedzenia i głaskania. W końcu mamy normalnego kota.</p> Tue, 18 Mar 2014 00:00:00 +0100 No cześć http://blog.radmen.info/2014/03/04/no-czesc/ <p>Przyjaciel spytał <em>jak życie?</em> <em>Dobrze</em> odpowiedziałem. Brat spytał <em>co u was?</em> <em>Po staremu</em> stwierdziłem. Ten sam brat spytał <em>jak leci?</em> <em>Powoli</em> rzekłem.</p> <hr /> <p>Nigdy nie wiem co odpowiadać na pytania dotyczące tego jak się życiu powodzi. Nie prowadzę listy zmian, a moja pamięć sięga paru dni wstecz. Z tego powodu zdarza mi się myśleć, że żyję nudnym życiem.</p> <p>To życie przypomina jazdę ze stałą prędkością po bardzo długiej, bardzo prostej drodze. Jazda jest monotonna i końca nie widać. </p> <p>Jednak podczas tej jazdy sporo się dzieje. Złapie się gumę, pojedzie dla zabawy zygzakiem, spotka nieznajomego. Czasami być może będzie trzeba uciekać przed jakimś gangiem, lub walczyć o dojazd na oparach benzyny.</p> <p>Dla mnie wiele z tych wydarzeń to normalna kolej rzeczy. Wydają się być czymś tak bardzo naturalnym, że nie warto nawet o nich wspominać.</p> <p>Czasami mam wrażenie, że to efekt mojego <a href="/2014/02/12/persona-non-facebook">socjalnego kalectwa</a>. Nie lubię poświęcać czasu na głupie rozmowy, a te dotyczące mojego (czasami nudnego) życia, nie wydają się być szczególnie interesujące.</p> <p>Może jednak powinienem prowadzić dziennik zmian i podczas kolejnego pytania o nowości po prostu przeczytać z niego kilka losowych wpisów?</p> <p>A może jestem socjopatą? <em><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Socjopata">[chwila zastanowienia..]</a></em> raczej nie.</p> Tue, 04 Mar 2014 00:00:00 +0100 War http://blog.radmen.info/2014/03/03/war/ <p><em>War... War never changes.</em>.</p> <hr /> <p>Przyszło i rzuciło na nas cień widmo wojny. Nie tam jakiejś wojny na lądzie czarnego człowieka, ani w komunistycznej części azji, ani w którymś z narkotykowych imperiów. Tym razem wojna jest blisko.</p> <p>Wojska wkroczyły na terytorium Ukrainy, a świat krzyczy aby Rosja tego nie robiła bo się obrazi. Przy okazji gorąco wspiera Ukrainę. Zdecydowanie zapowiada zdecydowane reakcje.</p> <p>Świat prowadzi analizy. Tworzy, weryfikuje po czym obala kolejne teorie. Straszy, grozi, prosi i zachęca. W każdym razie stara się pokazać, że coś tam robi. W międzyczasie Rosja nic z tego i zajmuje kolejne obwody ukraińskie. </p> <p>Podobno w XXI wieku nie dokonuje się inwazji wojskowych, ponieważ to jest takie <em>passé</em>. W XXI w. wojny prowadzi się na słowa, a kraje prowadzące wojnę wg. starej szkoły są jakieś dziwne. Cywilizowany zachód woli nie uczestniczyć w tych głupich zabawach. </p> <p>Każdego poranka zastanawiam się czy będzie nam dany kolejny spokojny dzień. Boję się jednak tego, że świat mimo zapewnień nie zareaguje. Pozostawi Ukrainę samą, tak samo jak pozostawił kiedyś Polskę.</p> <p>Nie wierzę w NATO, UE, USA i inne podobne twory. Póki co pokazują jak bardzo potrafią być zbędne.</p> Mon, 03 Mar 2014 00:00:00 +0100 Persona non Facebook http://blog.radmen.info/2014/02/12/persona-non-facebook/ <p><em>- Nie mam fejsa.<br /> - Ech, czyli nie wiesz co się stało..</em></p> <hr /> <p>Na imię mam Radek. Od dwóch lat <a href="http://hex1.radmen.info/2012/02/03/facebook-self-ban/">nie korzystam z Facebooka</a>.</p> <p>Nie tracę czasu na wertowanie kolejnych wpisów o wstrząsających przeżyciach w kuchni (ani pokoju, ani innych wstrząsających miejscach). Nie muszę czytać o problemach ginekologicznych, ani zastanawiać się czy mam zbędne przedmioty, które mogą się przydać innym. Nie mam ściany, na której mógłbym napisać, że pożarłem kotleta. Nie ma mnie.</p> <p>Jednak w pewnym sensie jestem obecny na Fejsie. To inne osoby wstawiają mnie tam w postaci jawnej (w formie tekstowej, lub, o zgrozo, jako zdjęcie). Do tego krótki opis wyjaśniający dlaczego się tam pojawiłem. W ten sposób niektórzy dowiadują się co się u mnie w życiu dzieje.</p> <p>Ogłaszanie światu ważnych rzeczy na FB stało się na tyle oczywiste, że ludzie dziwią mi się, że o nich nie wiem. Obawiam się, że jestem przyczyną tego, że muszą <em>powtórzyć</em> to co napisali.</p> <p>Czasami mam wrażenie, że jestem samotny wśród ludzi. Oni, powiadamiani o każdym wydarzeniu z życia bliskich. Ja, ignorant, który o niczym nie wie.</p> <p>Właściwie to dobrze mi bez Fejsa. Jestem społecznym kaleką, jednak nie muszę się martwić problemami opisanymi w 160 znakach.</p> Wed, 12 Feb 2014 00:00:00 +0100