Takie oto stwierdzenie forsuje Intellectual Property Alliance (IIPA) która zrzesza m.in MPAA i RIAA. Organizacja postuluje postawienie znaku równości między ruchem open source a piractwem, co za tym idzie oprogramowanie na wolnych licencjach zostałoby uznane za nielegalne.
Linux News
Aż brakuje mi słów aby to skomentować.
Mój Asus chyba umiera. Aby nie kusić losu wolałem się jakoś zabezpieczyć i tak oto zakupiłem w/w laptopa. Bajerów raczej nie ma, ale aż taki zły też nie jest. O czym warto wspomnieć?
- zasilacz jest tak samo kiepski jak ten Asusa - krótki kabel, jakoś łatwo się rozłącza..
- w Archu defaultowy kernel się wywala, natomiast drugi typu "fallback" działa bez problemów..
- zestaw głośników 4.1 gra całkiem nieźle, szkoda tylko, że jakoś pod Linuksem nie chcą wszystkie grać..
- zauważyłem, że na panelu dotykowym odstaje kawałek plastiku, już teraz zaczyna się coś "odpinać"
- całość wydaje się solidna, chociaż odnoszę wrażenie, że kiedyś odchylę monitor na tyle energicznie, że wyłamię go z zawiasów..
- klawiatura czasami nie nadąża za moim tempem pisania - gubią mi się literki
- wifi i grafika została postawiona bez żadnych problemów - tego się nie spodziewałem
- tacka CD z powodzeniem mogłaby robić za podstawkę na kubek - wyjątkowo solidny element
Póki co to tyle. Nie mam czasu aby bardziej się nim zająć. Czeka mnie jeszcze przeniesienie danych ze starego sprzętu, dopiero wtedy przesiądę się definitywnie na nową maszynkę.
Zdobyłem konto trial w opisywanym przeze mnie Ipredatorze. Konto oddaję, ponieważ za żadną cholerę nie mogę się połączyć z tym VPNem. Ustaliłem jedynie tyle, że jest problem z wykorzystaniem modułu MPPE (który o dziwo u mnie jest). Nie znalazłem dobrej odpowiedzi na mój problem i nie chce mi się dalej szukać, także ten trial się marnuje. Jeśli ktoś byłby zainteresowany to niech da znać. Trial jest ważny do 2010-01-28.
Ze względu na rewelacje, które na szczęście się nie potwierdziły postanowiłem coś zrobić.
Nie chodzi mi tutaj o to aby prowadzić jakieś kampanie, ani nic z tego rodzaju. Widzę, że zapędy do inwigilacji są tak spore, że wydaje mi się kwestią czasu ich wprowadzenie. Z tego też powodu postanowiłem lepiej poznać szyfrowanie PGP, oraz praktyczne wykorzystanie tego przy pomocy GPG. Trochę czasu potrzebowałem, aby w ogóle zrozumieć o co chodzi (choć sama idea PGP jest dla mnie jasna). Większość problemów sprawiała tutaj kwestia praktyczna, oraz różnej maści podpisy, wymiana kluczy etc.
Z częścią z tych rzeczy się uporałem. Klucze wygenerowałem, powoli postaram się wprowadzić w życie korzystanie z nich. Na pierwszy ogień pewnie pójdzie komunikator, w dalszym planie jest poczta. Nie wiem jeszcze jak to się sprawdzi, choć jeśli całość będzie aż nadto utrudniać codzienną rutynę, to obawiam się, że zrezygnuję z tego cuda.
Ciekawa sprawa. Wyjątkowo pod Linuksem jest problem z tym aby dodać wyjątki certyfikatów, przez co są spore problemy aby zalogować się na Joggerze. Próbowałem sposobu opisanego w jakimś helpie, no ale coś nie podziałał. Zamiast tego można w ustawieniach zaawansowanych odznaczyć opcję "Sprawdź datę ważności certyfikatu serwera". Sposób działa, choć nie jestem do końca przekonany czy warto tą opcję odznaczać. Co o tym sądzicie?
Pragnę poinformować iż wydano wersję 0.10 przeglądarki Arora. Teraz, gdy wprowadzono AdBlocka, jest spora szansa, że to właśnie Arora będzie przeglądarką od "przeglądania" sieci. Firefox jest wolny, a Arora wydaje się być świetnym zamiennikiem.
Zaskoczyła mnie dyskusja, która wywiązała się w grupie Linux w serwisie Identi.ca. Całość zaczęła się od tego, że ktoś wstawił informację o tym, że wyszła nowa beta Skype'a dla Linuksa.
News przerodził się w dyskusję (kłótnię?) o to, że nie powinno się wspierać zamkniętych formatów/protokołów dla Linuksa bo to jest złe. Ogólnie to nie rozumiem skąd to się wzięło, bo przecież każdy ma w Linuksie wybór co nie ? To dlaczego nie można korzystać ze Skype'a i informować społeczność Linuksową o jego nowych wersjach? Czyżby to było dlatego, że Skype opiera się o zamknięty protokół? A może dlatego, że to jest "anti-feature" (cokolwiek to znaczy) ?
Osobom, które przeszły już na Linuksa wydaje się, że muszą nawrócić wszystkich, których znają, aby doświadczyli wspaniałości Linuksa. Wiecie co, dajcie spokój - to nie zadziała. Wykorzystajcie swój czas aby zrobić coś bardziej konstruktywnego i mniej frustrującego. Wy będziecie szczęśliwsi. Oni będą szczęśliwsi. Apple i Microsoft zarobią więcej pieniędzy, co też uczyni ich szczęśliwszymi.
(...)
Przestańcie próbować namawiać do przejścia mówiąc o stabilności, wolności, cenie i wszechstronności. Zatrzymajcie to dla siebie. Nikt nie chce tego słuchać. Nie było przecież żadnego proroka nakazującego wam udać się ręka-w-rękę do wszystkich domów w sąsiedztwie niosąc nowinę o Linuksie, konwertować stare, zmęczone komputery, uczyć o męczarni restartów i mieć serce rozdarte banalnymi pytaniami typu “Jak mam uruchomić na tym Internet?”
OsNews.pl :: Linux powinien być wytresowany - czy nie?
W sporej części zgadzam się z tym co tam jest napisane. W sumie to i do mnie jest/było skierowane, na szczęście już jakiś czas temu odpuściłem sobie ewangelizację.
A coś tak wszyscy o nim piszą to postanowiłem, że spróbuję. W sumie jeszcze nie wiem, co będę syncować, dlatego na pierwszy ogień poszły zdjęcia.
W sumie to bym sobie nadal korzystał z oferty box.net, ale ich jedyną wadą jest to, że nie mają softu, do instalacji na kompie. Generalnie nawet 1GB w zupełności by mi starczyło.
Właśnie przeczytałem bardzo ciekawy artykuł na Dobreprogramy.pl. Potwierdzono fakt, że można zapchać serwer małą ilością requestów. Klasyczny atak DoS (lub DDoS) polega na tym, że serwer zawala się jak największą liczbą requestów. Nowy atak polega na tym, że wysyła się niekompletne nagłówki HTTP. Serwer czeka na resztę, tworzy wątek i trzyma połączenie. Wyobraźcie sobie co jeśli wysłać kilka takich nagłówków? :)
Myk polega właśnie na tym, że przez rosnącą liczbę niezamkniętych połączeń serwer pada. Podatna jest większość serwerów, poza tymi z rodziny IIS, Cherokee i lighttpd.
Przekleję skrypt z newsa znalezionego w czytniku. Jedyny wymóg to posiadanie sqlite3 i wyłączony FF.
Myk polega na wyczyszczeniu bazy SQLite, z której korzysta Lisek. Najwyraźniej może w niej być cała masa zbędnego syfu.
U mnie widać pewną różnicę, choć nikt nie gwarantuje wzrostu prędkości uruchamiania przeglądarki :)

Nie wiem czy zauważyliście. Została odświeżona strona Mozilla Addons. Mamy bardziej przejrzysty układ, ładną kolorystykę i bardzo ciekawy dodatek.
Od tej pory możemy na stronie z wtyczkami tworzyć właśne kolekcje wtyczek. Dzięki rozszerzeniu Add-on Collector można dodawać kolejne subskrypcje kolekcji. Rozwiązanie zgrabne i łatwe. Jedyne wymagania to konieczność posiadania w/w wtyczki, oraz konto na addons.mozilla.org
Na chwilę obecną subskrybuję dwie kolekcje:
Czy warto? Myślę, że tak. Jeśli chcemy w pewien sposób zoptymalizować naszą pracę to niektóre kolekcje będą w sam raz.
W trakcie pracy nad jakimś dokumentem absolutnie nie zmieniać (ani nie instalować) innej wersji językowej. Przeżyłem niemały szok, gdy większość styli dokumentu była zupełnie inna niż przed instalacją polskiej wersji.
Pobawiłem się dzisiaj GITem. Powrzucałem parę mniejszych projektów, pobawiłem się z branchami/etc. Generalnie mam trochę mieszane uczucia bo jeszcze mnie się mylą wszelkie tagi/branche/głowice i inne dziwne sprawy.
Muszę jeszcze wykumać jak wrzucić lokalnego brancha do repo i ogólnie muszę wyczaić jakieś GUI. Korzystam aktualnie z qGit, ale wydaje mi się być nieintuicyjny (a to może dlatego, że mylę pojęcia?).
Najbliższy projekt oprę sobie na tym systemie, zobaczymy jak się sprawdzi w praktyce.
Poszukuję jakiś fajny, prosty program pozwalający na tworzenie prostych schematów blokowych. Coś polecacie? Oczywiście soft pod Linuksa :)
Po raz kolejny musiałem zapakować maszynkę do wielkiego pudła. Tym razem nie napisałem mazakiem numeru RMA, tylko wydrukowałem wielki napis z tymże numerem. Stary zamazałem coby się nie pomylili przypadkiem. Tak oto laptop wewnątrz opakowany w worek na śmieci wyruszył w podróż w swym wielkim pudle do serwisu.
Tym razem sprawcą zamieszania był dysk, który już otrzymał swoją karę. Padł śmiercią męczęńską do samego końca nie pozwalając na wydarcie jakże cennych danych. Jego nieszczęście, że i tak porobiłem sobie kopie na DVD (moje nieszczęście, że coś ich odczytać nie mogę).
Recydywista szybko wrócił. Technicy uzupełnili braki wstawiając nowy dysk, a stary pewnie dali ludziom w potrzebie (oby nie skumali się, że tam są jakieś dane). System ponownie postawiony. O dziwo instalacja Archa zaskoczyła mnie, bo była praktycznie bezbolesna.
Najgorsze co pozostało to poinstalowanie reszty softu i jego konfiguracja. Do tego dochodzi ATI zdrajca, którego sterownik FGLRX przestał wspierać moją kartę graficzną. Otwarty sterownik mile mnie zaskoczył bo działa. Prawie. Muszę niestety pogmatwać w xorg.conf (a tak fajnie było go nie mieć) i zmusić kartę do tego aby w końcu odpaliła efekty KDE. Wsparcie 3d już mam jeno KDE grymasi. Zmuszę go do działania...
Od zawsze korzystałem z tego odtwarzacza. Naprawdę go lubiłem dopóki nie wypuszczono wersji 2.0. Powiadają, że KDE4 failem był, ja mówię, że nowy Amarok nim jest. Od paru miesięcy korzystania, ani razu nie udało mi się raz a dobrze ustawić plazmoidów, za każdym razem ustawiały się po restarcie inaczej. Na domiar złego, wtyczka do Last.fm po prostu nie działała. Amarok potrafił sprawdzić, czy podane przeze mnie dane są poprawne (testowo się logował), ale nie potrafił wysłać ani jednej informacji o odsłuchanych piosenkach.
Do tego napotykał na jakieś losowe problemy i z automatu zmieniał co chwila piosenki, bo nie potrafił ich nagle odczytać. Totalnym failem było to, że zabrakło mu opcji 'kolejkuj', a wrzucenie opcji 'wstecz' sprawiało, że cofnął się, odegrał kawałek i go powtórzył jeszcze raz.
Te błędy na tyle mnie wkurzyły, że postanowiłem coś zmienić. Jakoś nie znalazłem ciekawych odtwarzaczy dla KDE, także zainstalowałem sobie MPD. Już jest skonfigurowany i Sonata ładnie mi wszystko odtwarza. Chciałbym zastąpić Sonatę czymś natywnym, w miarę prostym i nieupierdliwym. Niestety wersje klientów QT, są beznadziejne.
Ostatnio zastanawiałem się nad tym, czy jest jakaś inna możliwość kasowania plików, w sposób trudny do odzyskania. Metoda znana - zamazywanie sektorów. Ja natomiast pomyślałem o czymś innym - zamazanie zawartości pliku. Konkretniej mówiąc kilkukrotne nadpisanie jego zawartości po czym skasowanie.
Ot pomysł trywialny. Skoro myśl prosta, to i pewnie metoda odzyskania pliku po takiej zabawie również. Nie byłem pewien jak to wygląda, także spytałem się po prostu na pewnym forum. Z uzyskanej odpowiedzi od "Hash Frau" wynika, że ta metoda wbrew pozorom jest całkiem skuteczna (wcale nie, ssie :D). Pomimo tzw. księgowania plików, odzyskanie pliku po nadpisaniu jest dość trudne, wręcz niemożliwe.
Ps, sprostowanie. Metoda jest słaba. W takim razie zdejmuję to z techbloga, natomiast napisany niżej skrypt pozostawiam do Waszej oceny :)
Dzisiejszy pad GMaila uświadomił mi jedno - warto całą zawartość skrzynki pobrać do lokalnego programu pocztowego, ot tak dla pewności, że niczego nagle nie stracę.
Zastanawiam się nad tym z którego klienta mógłbym skorzystać. Od kilku lat mam GMaila i od tego czasu zawsze korzystałem z tej poczty via przeglądarka. Może Thunderbird? Zastanawiam się, czy od razu nie próbować wersji 3, która chyba jest w fazie testów..
Firefox po prostu brzydnie mi w oczach. Włącza się całe wieki. Chodzi czasami tragicznie wolno, a mnie zaczyna to irytować. Zastanawiałem się nad tym na co mogę go zmienić, jednak opcji zdaje się jest mało. Opera nie, nie lubię jej. Konqueror wydaje się być fajny, ale zaraz po wejściu na gmail.com stwierdziłem że sobie odpuszczę. Czy jest jeszcze jakaś w miarę fajna przeglądarka, która byłaby w miarę szybka?