Coś mnie podkusiło i ponownie zainstalowałem Amaroka 2. Muszę przyznać, że w tym wszystkim nawet udało mu się odtworzyć jakąś muzykę. Takiej kobyły to już dawno nie widziałem.. Samo uruchomienie się wymagało paru minut, renderowanie głównego okna (po maksymalizacji z tray'a) parę ładnych sekund. Woolnooo. Poza tym interfejs skomplikowany i mały użyteczny.
Strasznie zawiedziony jestem nowym Amarokiem. Wiedziałem wcześniej, że najnowsza wersja słabo wyszła mimo to chciałem dać jej kolejną szansę.
Na szczęście nie jestem sam. Są ludzie, którzy tęsknią za starą dobrą wersją 1.4. To oni właśnie postanowili zrobić port Amaroka 1.4 i przystosować go pod bibliotekę QT4. Mowa o Clementine. To jest to czego szukałem. Póki co player zostanie u mnie na dłużej.
Tym razem chodzi o Wirtualną Polskę. O mało się nie przewróciłem czytając artykuł "Gry na Linuksa mogą stanowić zagrożenie". Co konkretnie mnie rozbawiło?
Hackerom udało się spowodować zagrożenie dla komputerów z systemem operacyjnym Linux. Na jednym z głównych serwerów wymiany plików zamienili plik z grą Unreal na plik z tą samą grą, ale z dodanym trojanem
Co jest tutaj śmiesznego? Ano faktycznie, niedawno zaszło coś takiego, choć nie dotyczyło to gry Unreal, a serwera IRC UnrealIRCd (więcej o tym na Niebezpieczniku). Panom z WP gratuluję.
Na początku mocno się zdziwiłem. Ponoć po dezaktywacji konta należało odczekać 2 miesiące aby w pełni konto zostało skasowane (odczekać w sensie, że nie logować się na nie). Co ciekawe tak się nie stało. Albo ja coś źle zapamiętałem, albo coś się zmieniło. Po półrocznej (o ile i nie dłuższej) absencji konto się zachowało.
Wracając do tematu, konto ponownie aktywowałem. Na początek dlatego, że jest mi po prostu potrzebne do celów zawodowych (wykorzystanie API FB). Poza tym tak jak już raz wspomniałem skorzystam sobie z tego czegoś jako odpowiednika OpenID.
Pomijając to muszę przyznać, że teraz Twarzoksiążka wydaje się być mniej obładowana treścią niż dawniej. W sumie nawet potrafię się w tym ogarnąć itd. Panel ustawień prywatności (który uchodzi za przerażający) był dość prosty do ogarnięcia - wystarczyło wszędzie zaznaczyć "tylko dla znajomych", a reszty danych nie wypełniać ;)
Póki co ciężko mi powiedzieć, czy zostanę tam na dłużej. Jakoś nie czuję klimatów Facebooka, z resztą nie raz o tym pisałem.
Włączyłem sobie tryb "Skype on me" i zapomniałem o nim. Do momentu gdy ktoś się odezwał. Jakaś "moly" z jakiejś Wielkiej Brytanii. Coś tam mi pisze, że chce mnie zobaczyć i prosi o odpalenie kamery. Myślę sobie, czemu nie? (najwyżej wyszedłbym na geja ;). Odpalam kamerkę coś tam gadam do mikrofonu, ale kobita ciągle milczy. Potem prosi o pokazanie "reszty", a na końcu chce gacie oglądać.
Prawie się nabrałem. Cyber sex via Skype? Podziękuję.
Mam! Użyję Facebooka jako closed-openid! Dlaczego? Po raz kolejny potrzebuję konto do jakiegoś serwisu, a wcale nie chce mi się tam rejestrować. Za to z użyciem FB to może być proste.
Btw. czy ktoś się orientuje gdzie na nowym Filmweb znajdę listę recenzji DVD? Kiedyś był wielki spis, a teraz jedynie lista ostatnio dodanych recenzji.. Niestety nie odnajduję się w tym nowym układzie.
Wydaje mi się, że w Polsce agile jest jakimś tabu. Na studiach mam przedmiot zwany "Inżynieria oprogramowania". Pani doktor skupiła się jedynie na tradycyjnych metodach, o agile mówiąc tyle, że istnieje (choć miała poświęcić temu więcej czasu). Podobnie z różnymi wykładami na konferencjach. Ostatni przykład Infoshare i wykład pt. "Kiedy na twardo a kiedy na miękko – porównanie skuteczności stosowania tradycyjnych metodyk zarządzania TPM i podejścia zwinnego Agile.". Tam również poświęcono 90% czasu na omówienie tradycyjnych metod i jedynie wspomniano o zwinnych metodach.
Czy u nas to jest jakiś temat zakazany, a może jest na tyle nieatrakcyjny, że nie warto o tym wspominać? Rozumiem, że obie metody mają swoje "za" i "przeciw". Zastanawia mnie jedynie to dlaczego poświęca się tyle czasu na tradycyjne metodyki, a zwinne się hm.. pomija?
Z wielu rejonów Polski, a zwłaszcza z miejsc na terenach dotkniętych w ostatnim okresie ulewnymi deszczami i burzami, otrzymujemy od licznych osób niepokojące sygnały. Według tych - pokrywających się ze sobą informacji - wszystkie one mówią o pojawianiu się co pewien czas samolotów pozostawiających za sobą dziwne smugi na niebie. Według naocznych świadków samoloty te widoczne były w tych rejonach polskiej przestrzeni powietrznej, w których - wkrótce po ich przelocie - powstawały niespodziewanie potężne chmury deszczowe i niebawem występowały nadzwyczaj obfite opady - pisze na stronie internetowej biura prasowego Jasnej Góry o. Stanisław Tomoń,
Gazeta.pl - Pytania z Jasnej Góry. Czy powodzie w Polsce powodują tajemnicze samoloty?
Igranie z chmurami na polskim niebie?
I'll just leave this here.
Wiadomość o przepisaniu Joggera co najwyżej mnie zaciekawiła. To co jest teraz mi wystarcza i nie potrzebuję nowych bajerów. Natomiast pomijając to zastanawia mnie sposób rozwoju nowej wersji.
Wybranie małego teamu developerów może spowodować, że nowa wersja systemu powstanie dopiero za kilka miesięcy (?). Biorę tutaj również pod uwagę to, że to jest projekt rozwijany hobbystycznie także może się okazać, że deweloperzy po prostu nie znajdą wystarczającej ilości czasu na to aby przysiąść i pisać kod.
Rozumiem, że kod systemu Jogger v2 nie nadaje się na opublikowanie. Natomiast czy nie warto z nowego Joggera zrobić projektu OpenSource? W ten sposób ci co zdeklarowali się na stałą współpracę będą rozwijać większość kodu, a pozostali w miarę możliwości/chęci również coś dopiszą. Chętnie bym pomógł, ale wiem, że nie będę mieć dość czasu aby nadawać się na "stałego" dewelopera. Mimo to chętnie bym coś dopisywał/poprawiał w wolnych chwilach.
Oczywiście wymagałoby to pewnego nakładu pracy na samym początku. Trzeba napisać jakąś specyfikę pisania kodu, ogólne zasady odnośnie jego rozwijania, oraz wprowadzić cały model testowania zmian przed wdrożeniem ich na wersję produkcyjną.
Z drugiej strony Jogger miałby okazję stać się pierwszą w Polsce (a może i na świecie?) otwartą platformą blogową, gdzie każdy może pomóc w jej rozwijaniu. Byłaby to fajna reklama, która mogłaby ściągnąć kilku entuzjastów, przez co przyczynić się do merytorycznego wzbogacenia głównej.
Konto na YouTube mam od jakiegoś czasu. Wrzuciłem tam nawet całe dwa filmiki i to wszystko. Poza tym praktycznie zero aktywności. I co jest w tym najlepsze? Regularnie zostaję zapraszany do znajomych. Ach, to Web 2.0 jest takie fajne. Można mieć znajomych, z którymi nie zamieniło się ani słowa (nie ważne czy w realu, czy w sieci).
Cały czas poszukuję jakiejś nowej muzyki. W sumie to nie chodzi już o konkretne zespoły, ani gatunek. Słucham tego co mi się podoba. W związku z tymi poszukiwaniami trafiłem ponownie na Jamendo. Muzyki tam jest od groma, chociaż nie wszystko mi się podoba.
W wolnych chwilach przesłuchuję sobie jakąś listę najpopularniejszych utworów i w ten sposób wyłapałem Diablo Swing Orchestra, o której pisał nie raz Zal. Moja kolekcja muzyczna wzbogaciła się o kolejnego wykonawcę.
A może Wy możecie mi coś polecić z Jamendo?
Zaskoczyło mnie niesamowite granie pana Erica Lewis (cover "Smells Like Teen Spirit po prostu wymiata). Na jego stronie dowiedziałem się o tym, że niedawno wydał album. Zaciekawiony kliknąłem na link do Amazona, gdzie można zakupić album w formacie MP3.
Cena albumu to 8,99$. Ten sam album w zwykłym wydaniu CD kosztuje nieco więcej bo ~13$. No i gdzie tutaj oszczędność na tych MP3? Ponoć wprowadzenie ich sprzedaży miało umożliwić dostęp do tańszej muzyki itd. Okazuje się, że za małą dopłatą można dostać namacalny album, który w mojej ocenie zawsze będzie lepszy niż zwykłe empetrójki.
Osobiście to jestem zawiedziony sklepami mp3. Jak już chcę zakupić jakiś album to za każdym razem zapala się lampka, że wystarczy dopłacić 10-15zł. W zamian otrzymam ładne pudełko z CD, wewnątrz będzie jakaś wkładka itd. Jak dla mnie to jest zdecydowanie lepsze niż jakiś wirtualny odpowiednik.
Tak jakoś wyszło. Ludzie to nawet nie mogą mnie otagować na swoich zdjęciach.
Szybka myśl odnośnie serwisów społecznościowych - jeśli ja nie udostępnię informacji o sobie, to zrobi to ktoś inny, zupełnie przypadkiem.
Po akcjach takich jak debata z Andrzejem Olechowskim zastanawiam się po raz kolejny czy nie fajnie by było mieć konto na FB.
Niestety ten portal robi się powszechny w naszym życiu. Na ostatniej imprezce czułem się jak jakiś wyrzutek. Okazało się, że większość osób wiedziała już kto będzie, a kto nie. Wszystko dzięki twarzoksiążce..
Z drugiej strony, cały czas mam wrażenie, że aplikacje tego typu to tworzenie kolejnego Matrixa. Czy nie wystarczy nam jeden - życie?
W ramach powolnego uniezależniania się od aplikacji Google'a postanowiłem, że postawię sobie na serwerze coś co będzie odpowiedzialne za przechowywanie moich kalendarzy.
Generalnie nie za bardzo wiedziałem jak ugryźć temat, bo coś ciężko znajdowałem ciekawe informacje. Okazało się, że do najprostszego sposobu przechowywania kalendarzy wystarczyło skonfigurować WebDAVa i w sumie tylko tyle.
Skonfigurowanie rozszerzenia Lightning zajęło mi niecałą minutę. Dzięki temu rozwiązaniu będę miał dostęp do kalendarzy w sytuacji awaryjnej (czyt. bez posiadania własnego komputera).
Fajnym uzupełnieniem jest PHP iCalendar - prosta aplikacja generująca podgląd kalendarzy, znany z Google Calendara. Wystarczy tylko zdefiniować ścieżkę, w której są zapisane pliki .ics, a reszta zostanie załatwiona z automatu. Warto poświęcić trochę czasu na konfigurację, ponieważ jakimś dziwnym cudem panel preferencji nie za bardzo działa.
Koalicja Antypiracka popisała się stworzeniem kalkulatora kar. Ot taki badziew co to przedstawia nam kwotę jaką trzeba by zapłacić w razie złapania. Po potwierdzeniu formularza pokazuje się nawet jakieś wideo z takim ładnym podsumowaniem:
Pamiętaj w sieci nie jesteś anonimowy!
nielegalne ściąganie
i rozpowszechnianie plików
może być karalne
Teraz tak się zastanawiam, czy po wysłaniu takiego formularza nie zwrócę czyjejś uwagi na to, że teoretycznie posiadam 10k utworów muzycznych? Z tego powodu formularz wysyłałem spod VPNa.
Parę osób polecało mi ten edytor. Z powodu przyzwyczajeń do Zend Studio (w wersji 5.1.0) inne edytory były zawsze gorsze. Wszystko to co wywodzi się z Eclipse'a to również zło.
No i w tym miejscu dochodzimy do Netbeansa. Edytor dość przyjemny w obsłudze. Panel z opcjami jest czytelny, łatwo znaleźć co trzeba. Instalacja wtyczek banalna, a ogólne wrażenia z obsługi całkiem dobre.
Wkurza mnie trochę powolne indeksowanie plików źródłowych, momentami też są problemy z odnalezieniem metod/funkcji/etc. Jeśli dalej miałbym się czepiać to mogę dodać, że pomimo otwartego jednego projektu wyszukiwanie jest po wszystkich, wcześniej dodanych, projektach.
Postaram się jeszcze wykorzystać to IDE do innych projektów. Bardzo możliwe, że przesiadka ze starego Zend Studio może być prawie bezbolesna ;)
Na Naszej Klasie spotkać można nie tylko znajomych ze szkolnej ławy. Znajdują się tam także osoby, prowadzące wirtualne życie pośmiertne.
Cmentarz zwany Nasza Klasa - gazeta.pl
Zastanawiam się czy w swojej ostatniej woli zapisać zdanie dotyczące nie zakładania kont w serwisach społecznościowych.
Rozumiem, ból po śmierci pozostaje. Tylko jaki jest sens dzielić się nim z całym światem? Na pewno nie zmniejszy to straty, a stworzy jakieś kółko wzajemnej, durnej, adoracji.
Podczas zmiany hasła w PayPalu zaskoczył mnie komunikat "Hasło powinno mieć od 8 do 20 znaków". Co proszę? Dlaczego nie mogę podać dłuższego hasła? Czyżby to były kwestie bezpieczeństwa?
Rozumiem dolne ograniczenie długości hasła. No, ale po kiego wała ograniczać jego długość odgórnie?
Wielu z Was doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wykop.pl dokonał ostatnio sporych zmian. Poza faktem, że nie potrafię znaleźć tam paru rzeczy uważam, że te zmiany wyszły całkiem nieźle.
Nie jestem jakimś zapalonym użytkownikiem wykopu, dla mnie istnieje on jako feed RSSowy. Nie udzielam się w dyskusjach ze "społecznością", bo ta bardziej przypomina ludzi z 4chana.
Ostatnio bardzo popularne zrobiło się żalenie jaki ten wykop jest teraz zły i niedobry. Najlepiej żeby powrócił do czasów HTML 1.0, z contentem generowanym przez administratora w postaci statycznego pliku HTML. Raz po raz wykopywane są kolejne pomysły na to aby przywrócić dawny wykop. Dzisiaj natknąłem się na pomysł aby nie odwiedzać wykopu, a potem się z niego wynosić bo tam i tak komerchą zawiało.
Oczywiście drodzy użytkownicy nie dostrzegają podobnego dylematu jaki miała Nasza-Klasa. Wykop wręcz musi w jakiś sposób zarabiać pieniądze. Wątpię aby utrzymał się z dobrej woli swojej społeczności.
Te żale wykopowiczów tak naprawdę mnie niespecjalnie ruszają. To ich problem, niech najlepiej w akcie protestu chwycą za żyletki.
Z mojej strony pozostaje pewien niesmak. Głównie dlatego, że wydaje mi się, że to jest jakiś tam odsetek społeczeństwa, który przejawia typowo durne myślenie - krzyczmy bo jest źle, a jedyny pomysł na zmianę sytuacji to albo zmuszenie winnych do poprawy, albo ucieczka. A może tak próbować pomóc w rozwinięciu tego serwisu w jakimś konkretnym, lepszym dla ogółu, kierunku?
Jestem w trakcie poszukiwania portali, na których mógłbym pozostawić ofertę wynajmu domku wczasowego. Przeglądam portale, które są płatne jak i darmowe. Co ciekawe większość z nich charakteryzuje się tymi samymi błędami.
- w większości wypadków hasła nie są szyfrowane
- z czego za każdym razem po rejestracji moje hasło jest wysyłane na maila
- niektóre szablony nie były odświeżane od kilku lat
- bez problemu można odnaleźć opcję "dodaj obiekt", problem zaczyna się wtedy kiedy chcę znaleźć cennik
- cennik najczęściej jest w mało widocznym miejscu i nazywa się "nasza oferta"
- maile, które otrzymuję z danego portalu często nie są nawet w poprawnym kodowaniu
- dodanie obiektu do byle jakiego z portali sprawia, że prędzej czy później zacznę dostawać spam z ofertami innych serwisów
Z przykrością stwierdzam, że nie ma zbyt wielu portali, które byłyby naprawdę warte wspominania. Większość z nich jest robiona na odpierdziel, byle mieć z tego jakieś pieniądze.
Zastanawiam się jak udaje się im funkcjonować? Czy dzieje się tak dlatego, że wynajmujący próbują pakować swoje oferty wszędzie gdzie się da (nie patrząc na koszta)? Ja jako zwykły użytkownik widząc stronę główną większości z tych portali jak najszybciej uciekam. Mamy do czynienia z totalnym usability fail. Okazuje się, że w tej branży nawet takie faile są w stanie zarabiać pieniądze.
Oczywiście zdarzają się serwisy, które zostały stworzone wg obowiązujących standardów. Szkoda tylko, że pomimo dość dobrej prezentacji posiadają błędy, o których wspomniałem wyżej..