Sen pierwszy: spotkałem lamę Ole Nydahla, przypominam sobie, że powiedział do mnie: jaki piękny facet
Sen drugi: przewija się od jakiegoś czasu, a mianowicie śni mi się, że nie ważne jak mocno docisnę pedał hamulca to samochód i tak zatrzymuje się na tyle powoli, aż w kogoś wjeżdżam..
Wychodziłem z pokoju gdy poczułem smród. Nawet się nie zdziwiłem, w końcu ten mały kotek, który gdzieś tam gonił te myszki musiał narobić kupę. Rozpoczęły się poszukiwania..
Po obudzeniu potrzebowałem jakiś 2 minut aby pojąć, że nie mam żadnego kotka..
Nasza grupa miała zająć się zaprojektowaniem nowego modelu BMW. Do tych celów postanowiliśmy skorzystać z wizualizacji samochodu podczas medytacji. W trakcie medytacji miało dojść do połączenia się osób biorących udział w przedsięwzięciu. Kolektywistyczny umysł miał dokonać opracowania nowego projektu.
Mnie oczywiście coś musiało się przytrafić i jakimś cudem musiałem stać przed barakiem (w którym odbywała się medytacja) i chronić go przed jakimiś stworami (nawet nie wiem dokładnie co to było). W jakiś sposób udało mi się uporać z problemem. Po wszystkim wróciłem do baraku aby pomóc grupie. Niestety nie udało mi się dokonać "połączenia", o czym nie wiedziałem. Nieświadomie zacząłem składać moje BMW w całość. Troszkę z Malucha, trochę z Corvette. Wyszedł czołg bez lufy, z przyciemnianymi szybami i "rekinkiem" na dachu. Jeździłem nim w świetle zachodzącego słońca.
Byłem na Bermudach. Za bardzo nie wiem w jakim celu. Wczasy to chyba nie były. W każdym bądź razie płynę sobie przed siebie aż tutaj na środku oceanu widzę "właz". W sumie to były takie kwadratowe drewniane drzwiczki, otwarte. Wejście było idealnie w bezruchu. Pomimo fal cały czas stało w miejscu. Z ciekawości spojrzałem przez ten właz. Ku mojemu zdziwieniu ujrzałem.. wodę. W sumie to ten właz nigdzie nie prowadził, po prostu sobie był utwierdzony pośrodku oceanu.
Olałem tajemniczy właz do tego samego wymiaru i postanowiłem wracać na brzeg. Płynę sobie i nagle jak mnie nie sieknie melodia ze "Szczęk"!. Widzę w oddali jakiś czarny cień się zbliża. Myślę sobie nijak rekin musi być!. Płynę jeszcze szybciej i jakoś dobiłem do tego brzegu. Okazało się, że cień nie był rekinem, a gigantyczną mureną. W dodatku taką z nogami.
Poczwara wyłoniła się z wody. Najwyraźniej nie kwapiła się wyłazić na brzeg także jedyne co zrobiła to syknęła nienawistnie i zniknęła w odmętach oceanu.
Nie wiadomo skąd, ale zadzwonił telefon. Podciągnąłem rękę z wyimaginowanym telefonem do ucha i powiedziałem "no hej tato". Po chwili z otchłani podświadomości uświadomiłem sobie, że powiedziałem to na głos. Skoro spałem wydawało się bez sensu abym rozmawiał przez telefon. Tak więc powiedziałem jeszcze "tato, nie mogę teraz rozmawiać, narazie" i ponownie ścisnąłem się bardziej z Morfeuszem.
Mogłem wcześniej napisać notkę pt. "martwy kotek". To by była część pierwsza. Podobnie jak wcześniej przypomniałem sobie o tym śnie w części drugiej. W części "martwy kotek" przyśniło mi się coś takiego, że odkryłem pod moim fotelem leżące zwłoki (bo martwy już był) kotka (a może to była mała łasica?).
W części drugiej minęło już trochę czasu (jakiś tydzień) od zdarzenia z części pierwszej. Martwego kotka odkryła moja mama. Coś łysy był i jakiś taki wysuszony. Powiedziała, że mam się go pozbyć. Kiedy chciałem się nim "zająć" zauważyłem coś ciekawego. Kotek zaczął się "nawadniać". Po chwili nawet sierść mu odrosła i zaczął wesoło biegać po naszym domu. Od tego czasu stał się jednym z domowników.
Prorok, bo taką nazwę roboczą ma mój sen, z dniem dzisiejszym stał się snem dwuczęściowym. Parę dni temu przyśniła mi się część pierwsza, a dzisiejsza część druga przypomniała mi o istnieniu części pierwszej.
Prorok to ja, ja to prorok. Wyruszyłem na misję głoszenia Prawdy. Postanowiłem, że Prawdę przekażę najmłodszym adeptom - uczniom podstawówki, w której sam się uczyłem. Tak więc poszedłem siać Prawdę wśród młodych, przyszłych, adeptów Prawdy. Mówiłem im o wolności wyboru, o tym, że sami mogą decydować o tym co chcą robić. Cała moja Prawda skupiała się na tym, że mają możliwość wyboru, bo mają wolną wolę.
Podczas głoszenia Prawdy zebrało się sporo słuchaczy.. Zakończyłem swoją przemowę, a wraz z nią skończyła się część pierwsza snu.
Wychodziłem jakoś od kuzyna. Bodajże to było w dzień święta Kupały (wczoraj coś o tym czytałem). Nagle widzę dwóch typów zbliżających się dość szybko, w podskokach. Obaj są ubrani w stylu pięcioletniego Jasia, co zbudziło moje zgorszenie...? Jeden z nich okazał się być byłym praktykantem z firmy. Praktykant podchodzi do mnie i machnął mi w twarz takim zwykłym, raczej średniej wielkości liściem. Nie pozostałem dłużny - "sprzedałem liścia" prosto w glace, bo łysy był.
Praktykant się na mnie wielce obraził. Zwyzywał mnie, napomknął, że mnie nienawidzi i uciekł płacząc jak wspomniany Jasio..
Jestem na jakimś deptaku. Jestem i jestem, aż nagle widzę wychodzącego ze sklepu premiera Kaczyńskiego. Facet ma na sobie jakiś flanelowy koc, bo widać, że mu zimno jest (zdaje się, że zimę mamy). Podchodzę do niego, między nami wywiązuje się taka mała dyskusja:
- Pana brat jest fajnym prezydentem. Jest stanowczy, co mi się podoba. Mimo to nie lubię jak czasami ględzi o sprawach, które tak naprawdę go w ogóle nie dotyczą.
- Wiem, ma pan rację.
Gadamy sobie jeszcze chwilę gdy nagle zauważyłem samolot, który ze zwykłego toru lotu zaczął nurkować, znaczy się spadać. Po chwili widzę jedynie masę dymu. Patrzę w górę, a tam kolejny samolot dziwnie się zachowuje. Krzyczę do Kaczyńskiego "chodu! zamach kurwa jest!". No i biegniemy, ja się zastanawiam czy dzwonić na 112 (przeca inni już mogli to zrobić). Dzwonię, zamiast jakiegoś komunikatu tekstowego, przywitania czy cuś słyszę techniawkę. Po chwili rozłączam się i kwituję to - "kurwa".
Biegniemy dalej. Nagle mijamy podwórko na którym jest policjant stojący nad jakąś rozciągniętą plamą krwi. Kaczyński mnie zatrzymuje, mówi że z nim (policjantem) pogada. Okazuje się, że Kaczyński, to nie Kaczyński. To Putin, a ja jestem w Rosji! Gadamy sobie z tym policjantem. Mówi, że te jebane terrorysty dały o sobie znać. Po chwili widzimy nawet jak ktoś chce nas z rakiety ustrzelić.
Śniło mi się, że radośnie kupiłem samochód (jakaś dziwna wersja Forda Focusa), przez allegro. Kasę, całe 4k, wpłaciłem na konto i zapomniałem o fakcie. Dalej szukałem swojego Passata.
Nagle po paru dniach przyjeżdża do mnie ten Focus (coś w rodzaju wysyłki, w końcu to allegro). Sprawdziłem autko na rondzie, które o dziwo miałem na podwórku. Samochód sprawdził również kumpel. Niby wszystko ok. Wjeżdżając do garażu okazało się, że auto jest węższe od Fiata Seicento, przez co prawie spadł do kanału..
Minęło znowu parę dni, a tu zjawia się pani. Mówi, że to była tylko zaliczka, a ktoś mi nad uchem krzyczy, że mam auto oddać i wziąć z powrotem tą zaliczkę, bo niedługo wejdzie ustawa, która zabrania na pobieranie tak wielkich zaliczek.
Całość skończyła się tak, że nie wiem czy mam samochód, czy też nie. Możliwe, że pani mi go zabrała bo nie chciałem jej zapłacić reszty kwoty. Myślałem nawet żeby wytoczyć jej pozew, bo na allegro nie było mowy o tym, że to zaliczka była :)
Ostatnio mam dziwne sny (co więcej pamiętam je, a to prawdziwa rzadkość). Raz mi się śniło, że współlokatorzy sprzedali okap, bo zjadał 4zł/h prądu. Dzisiaj (wczoraj?) śniło mi się, że spłukałem w kiblu własne majtki. Interpretacja, anyone ?
Dzisiejszej (a właściwie wczorajszej) nocy śniło mi się coś ciekawego... Mianowicie oglądałem Klątwę 4 ;-) Rzecz działa się na jakimś bagnie, co ciekawe dzieciak znany z filmu, przez dwa dni spadał z wysokości 10 metrów do wody, po czym znikał ;-]
Ciekawym urywkiem "filmu" był motyw kiedy widziałem jak jakieś bliźniaczki (IMHO jakby były rodzeństwem tego dzieciaka) wybierały się na przejarzdżkę nowym Cadillaciem ;]
Cała rzecz działa się w Garczu (taka wiocha niedaleko Chmielna). Jest późny wieczór, a ja nie wiedzieć czemu idę piechotą do domu. Mijam jakieś gospodarstwo i słyszę jakieś "przemówienie"...
Podchodzę bliżej i rozpoznaję głos. Ku memu zdziwieniu to Lepper gada o0... Idę szybszym krokiem w kierunku tego gospodarstwa. Wychodzę z za rogu, widzę masę ludzi. Ale zamiast Leppera, widzę... 2 jego sobowtóry, które pieprzą ciągle jakieś głupoty, a ludzie, zauroczeni, słuchają ich....
Sen powstał pewnie podczas mojego dzisiejszego "wymuszonego" snu...
Wniosek: Już więcej nie spać na siłę.
Mam bardzo ciekawą dolegliwość. Jakoś tak się składa, że nigdy ich nie pamiętam. Jak się zdarzy, że zapamiętam jakiś sen to nie poznam jego końca, bo się obudzę...
Oto jeden z 'tych' snów :P
"Siedzę sobie na schodach. Mam moje buty, wprawdzie do trekingu, ale doskonale sprawdzają się w warunkach takich jakie panują. Chcę je zawiązać. W tych butach, akurat muszę zahaczać sznurówkę o kolejne 'haczyki'. No i tak je zahaczam i chcę zawiązać, ale nie idzie!! Jakoś ta sznurówka się skończyła!
Rozplątuję wszystko i od nowa... I w ten sposób w moim śnie przez 1 h robiłem jednego buta, zwątpiłem, zabrałem się za drugiego buta i też mi się nie udało!!"
I tak się skończył ten zryty sen ^^