Miniblog: Jak sobie poradzić z negatywnymi uczuciami?

Z tego co zrozumiałem to recepta Buddyzmu na tego typu problem jest prosta: "do not feed the troll". Prawda, że łatwe? Problem w tym, że często jest tak, że nie można odpuścić takim trollom emocjonalnym.

Miniblog: Rozstanie, a pocieszenia

Wiele osób chciało mnie w jakiś sposób pocieszać. Czy to na łamach tego bloga, czy podczas zwykłej rozmowy. Zazwyczaj słowa otuchy były do siebie podobne. "To minie", "Czas leczy rany", "Wszystkie kobiety to kurwy są", "Będzie dobrze" itd.

Zabrakło mi słów w rodzaju: "ciesz się tym co było, wykorzystaj to w przyszłości". Myślę, że będę takie słowa kierować innym w podobnej sytuacji. Powód jest prosty. Świadome wykorzystanie doświadczeń z poprzedniego związku może wpłynąć na "jakość" kolejnego. Wiem z autopsji.

Miniblog: Rodzinna tradycja

A może zobowiązanie? W każdym bądź razie dowiedziałem się, że moi rodzice i rodzeństwo mieli ślub w przedziale wiekowym 21-22 lata. Z tego wynika, że mnie również pozostał niecały rok na to aby dopełnić rodzinnej tradycji. Ktoś chętny aby mi w tym pomóc?

Najwyraźniej Twoja przeglądarka ma problemy z obsługą podstawowych znaczników CSS3. Możliwe, że z tego powodu coś może wyglądać beznadziejnie ;-)

PS. Czas zmienić przeglądarkę na coś bliższego nowym standardom.

Tommy Bogs ponownie mnie zaskoczył

06 marca 2010

Dzisiejszy wykład był taki bardziej "historyczny". Tommy opowiedział o tym jak zetknął się z buddyzmem. Trzeba przyznać, że jego historia jest mocno pokręcona, chociaż sposób w jaki ją opowiedział nie zbywała ani na chwilę uśmiechu.

Po wykładzie zwróciłem się do Tommiego z osobistym pytaniem. Myślę, że dla tych co czytają tego bloga to pytanie było dość oczywiste. Jak sobie poradzić z tymi uczuciami skoro powracają?

Odpowiedź prosta - zbywać je. Są nietrwałe także nie ma sensu zaprzątać sobie nimi głowy. Na pożegnanie powiedział jeszcze coś co mnie lekko zamurowało:

Do the best, fuck the best.

To pierwsze to odnosiło się do praktyk. To drugie to hmm.. do całej reszty :)

Ps. jeśli związek karmiczny jest dostatecznie silny nie ma co się obawiać o losy znajomości, na pewno przetrwają i będą bardzo dobre. Czy tak jest w moim przypadku? Odnoszę wrażenie, że tak.

O oświeceniu w paru zdaniach

05 marca 2010

Oświecenie w buddyzmie jest postrzegane jako idealny wgląd w naturę umysłu. Jest to zniesienie wszelkich koncepcji, oraz zrozumienie prawdziwej natury rzeczy.

Nie ma mowy o czymś takim, że po osiągnięciu oświecenia będziemy widzieć nieskończoną przestrzeń jaką umysł jest. Jak to ujął dzisiaj jeden z nauczycieli Tommy Bogs:

It' won't be like "oh, where's the fucking house?!"

Tommy zwrócił również uwagę na inny ciekawy aspekt. Dzięki chęci dążenia do oświecenia wkraczamy na drogę własnego rozwoju. W pewnym momencie będzie trzeba przestać pożądać uzyskania oświecenia. Jeśli tego nie zrobimy to ostatnią przeszkodą do pełnego wglądu będzie właśnie nasze pożądanie.

W ciekawy sposób Lama Ole przedstawił to jak świat może być postrzegany przez oświecony umysł:

Wyobraźcie sobie, że do tej sali wchodzi teraz kilku trudnych chłopaków i zaczyna rzucać dookoła granatami - jeżeli ocenilibyśmy te sytuację w zwyczajny sposób, z pewnością nie spodobałoby się nam to (...). Ale gdybyśmy spojrzeli na nią z absolutnego punktu widzenia, bez osobistej oceny, każdy ruch kawałków metalu i ciał byłby najwyższą mądrością, najwyższym wyrazem możliwości zawartych w przestrzeni.

Swoistym paradoksem jest to, że nauki buddyjskie opisują oświecenie za pomocą koncepcji. Z tego też powodu mówi się o tym, że buddyzm jest zbiorem narzędzi do osiągnięcia oświecenia. Ostatecznie to my mamy się przekonać jak to oświecenie wygląda.

Miniblog: Jak sobie poradzić z negatywnymi uczuciami?

Z tego co zrozumiałem to recepta Buddyzmu na tego typu problem jest prosta: "do not feed the troll". Prawda, że łatwe? Problem w tym, że często jest tak, że nie można odpuścić takim trollom emocjonalnym.

02 marca 2010

Czy przepowiednia, że buddyści Kagyu będą padali jak muchy, już się spełniła, czy to dopiero nastąpi?

Nigdy nie słyszałem o tej przepowiedni. Słyszałem jedynie, że buddyści Kagyu rozejdą się po świecie jak mrówki i to już się wydarzyło. Jeżeli jednak proroctwo, o którym mówisz, spełni się, zrobimy z tego imprezę i umrzemy w dobrym stylu.

Bungee mądrości - Lama Ole Nydahl

Wiosna, ponownie

28 lutego 2010

Wraz z pierwszymi, udanymi, próbami przebicia się promieni słonecznych przypomniał mi się wpis z dawnych lat. Czy teraz będzie podobnie? Na widok słońca duch się we mnie ożywił nieco. Zaraz potem wspomnienia dały o sobie znać i ponownie trafiłem na dołek emocjonalny.

Te dołki są już coraz rzadsze, może wraz z nowymi promieniami słońca opuszczą mnie w zupełności?
Zauważyłem, że praktyki medytacyjne sprawiają, że lepiej rozumiem to co się dzieje. Dzięki nim znajduję wewnętrzny spokój. Niestety opuszczenie choćby jednej z nich sprawia, że powolutku ta wewnętrzna harmonia ulega rozpadowi.

Nie bez powodu medytacje trzeba powtarzać. Im dłużej się je praktykuje to osiągnięte szczęście również trwa dłużej. W pewnym momencie po prostu przestanie zanikać.

Reinkarnacja

21 lutego 2010

Wczoraj poświęciłem troszkę czasu na lekturę historii Karmapy. Karmapa jest zwierzchnikiem szkoły Karma Kagyu. Ciekawe jest to, że jest on również tzw. Tulku czyli kimś kto doznał oświecenia i świadomie dokonuje reinkarnacji.

Czytając wspomnianą historię kolejnych wcieleń Karmapy można się dowiedzieć, że już przed śmiercią potrafił pozostawiać dokładne wskazówki jak odnaleźć jego kolejne wcielenia. Ciekawe też jest to, że wiele z kolejnych wcieleń zaraz po narodzeniu wiedziało kim jest i manifestowało swoje odrodzenie.

Z perspektywy nauk Buddy takie coś nie powinno dziwić. Umysł jest jedyną trwałą rzeczą, ciało jedynie formą. Fakt odrodzenia jest tutaj czymś normalnym i osiągalnym. Poprzez medytację można dojrzeć swoje poprzednie żywoty, chociaż nie zawsze jest to możliwe. Ponoć obecny Dalajlama nie potrafi tego dokonać. Nie powinniśmy się jednak przejmować tym jakie były poprzednie życia. Efekt działań w poprzednich żyć przejawia się w naszym aktualnym w postaci karmy.

Sposób na doły emocjonalne

16 lutego 2010

Aktualnie funkcjonuję trochę jak wielka huśtawka emocjonalna. Przez większość czasu jest dobrze, aż nagle przychodzi krach. Tak było dzisiaj. Ogólna załamka, niechęć do robienia czegokolwiek. Do tego kolejne złudne myśli i hiperbolizowanie.

Poważnie bałem się, że ten stan będzie mnie męczył do końca dnia. Na szczęście dzisiaj był dzień medytacji. Dzięki tym 30 minutom skupienia się nad samym sobą te negatywne myśli po prostu odeszły. Fakt, są gdzieś w mojej świadomości, ale już nie tak silne jak były wcześniej.

Czy to wynik medytacji, a może przyjście do miejsca w którym zebrała się grupa pozytywnie nastawionych do życia ludzi? Na chwilę obecną nie wiem. Wiem natomiast tyle, że trzeba mocniej pracować nad samym sobą. Wszelkie negatywne emocje przeminą, gdyż z natury swej są nietrwałe.

Miłość, a buddyzm

15 lutego 2010

Dawniej buddyzm był dla mnie sztuką wyzbycia się przywiązania. Rozumiałem to w ten sposób, że trzeba za sobą porzucić wszystko aby w ogóle móc być szczęśliwym. Dla mnie z perspektywy miłości i partnerstwa była to przerażająca wizja.
Uważam, że miłość jest czymś najpiękniejszym. Dlaczego więc miałem się jej wyzbywać aby zdobyć szczęście?

Po wykładzie Florindy Czeija "Miłość i partnerstwo" o wiele lepiej zrozumiałem tą kwestię. Buddyzm wcale nie mówi aby wyzbywać się wszelkiej miłości oraz więzi z ludźmi. Pary łatwiej dokonują zmian w swoim życiu. Są bardziej otwarte na nowe doświadczenia, a ich szczęście może mieć wpływ na życie innych.

Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć to samo. Jestem w stanie dokonać w sobie wielu zmian, tylko jeśli są to zmiany dla bliskiej mi osoby. Będąc samemu nie czuję za bardzo potrzeby na to aby cokolwiek zmieniać.

Diamentowa Droga

08 lutego 2010

Nie lubię zmian. Po ostatnich muszę zaczynać praktycznie wszystko od początku. Już wtedy postanowiłem, że coś będzie trzeba ze sobą zrobić.

Buddyzmem interesowałem się nieco wcześniej, jednak nie było to nic konkretnego. Na trójmiejski ośrodek medytacyjny natknąłem się przypadkiem, podczas spaceru. Jakiś czas się wahałem czy chcę spróbować czegoś takiego.

Wczoraj zdecydowałem się pójść na medytacje. Przyszedłem wcześniej, zostałem nieco wprowadzony do "tematu". Same medytacje były, raczej, krótkie, bo trwały jakieś 30 minut.
Ciężko powiedzieć abym dostał od razu oświecenia, aczkolwiek wyczuwam pewną małą różnicę.

Moje ogólne wrażenia są bardzo pozytywne. Zamierzam się wybrać na kolejne spotkania.

Wielki Piątek

10 kwietnia 2009

Wydaje mi się mocno, że Wielki Piątek jest wielkim świętem hipokrytów. Pośćmy dzisiaj na maksa, aby następnego dnia (no, dwa dni później) upchać się na maksa. Dlaczego ci co tak poszczą w wielki piątek nie robią tego przez całe 40 dni ?

Nie dla wojny Kościół - państwo

Uwaga, autor (czyli ja) nie jest wojującym ateistą. Nie lubi po prostu gdy pewne instytucje religijne wciskają wszędzie gdzie popadnie swoje łapska.

Gdy widzę kolejne komentarze w stylu ostatniego tekstu bp Pieronka - "Jeśli ktoś chce mieć wojnę, to będzie ją miał na własne życzenie." to naprawdę chciałbym aby ktoś w końcu powiedział stanowcze dość i jednoznacznie wyznaczył zasięg wpływów Polskiego Kościoła.

Rozumiem, że temat trudny, a czas może niewłaściwy. Kaczyński twierdzi, że nie teraz o eutanazji bo mamy (mistyczny z lekką nutką dekadencji) kryzys, który jest już ciągle i wszędzie (nawet dzisiaj na sali go miałem, skubany nie pozwolił kilku osobom grać). Rozumiem, że Kościół jako moralny przewodnik wielu polaków (tak - 90%) ma prawo wypowiadać się w tych kwestiach. Ale co do cholery ma znaczyć "chce wojnę, to będzie ją miał"? Jakieś agitacje polityczne? Ja się na to nie godzę!

Miejsce Kościoła nie jest w polityce. Niech zbawia dusze, a nie naród. Kiedyś pełnił dwie funkcje naraz, może chce wrócić do starych dobrych czasów (niczym imperialne zapędy Rosji). To było dawniej. Teraz IMHO wara hierarchom od polityki. Wasze miejsce jest gdzie indziej.

05 czerwca 2008

Oglądałem sobie dzisiaj fragmenty jednego z koncertów SOADa. Przed kolejnym utworem Daron palnął ciekawy tekst:

Jesus please come and save us from Your followers!

Krótkie (choć powtarzane kilka razy), aczkolwiek ciekawe. Pozostawię to do Waszych rozmyślań.

Deizm? Hell yea!

06 kwietnia 2008

Bycie ateistą, lub udawanie, że nim się jest nie jest fajne. Bycie ateistą ma jedną poważną wadę. Jest nią jedne fundamentalny błąd. Nie chodzi tutaj o to, że Boga nie ma. Problem w tym, że coś musiało nas stworzyć. Nauka twierdzi, że stworzył nas Big Bang, ale już nie wie co było wcześniej. Nawet jeśli to odkryje to znowu pozostanie pytanie "jak to powstało?". Niestety dla ateistów, dochodzimy tutaj siłą rzeczy do istnienia jakiegoś bóstwa, które musiało to zapoczątkować. Z naszego punktu widzenia to mogliby być nawet kosmici i tak przypisalibyśmy im rangę bóstwa niezależnie od tego czy nimi są, czy nie.

Z drugiej jednak strony jest pytanie "jak się zrodził ten bóg?". Podejrzewam, że właśnie to może być punktem spornym całego założenia Deizmu. Niestety raczej nie uda nam się wytłumaczyć ani tego jak bóg powstał, ani tego jak powstała materia w kosmosie, która zapoczątkowała Wielki Wybuch.

Przypomina mi się moja notka o ankiecie czy wierzę w boga. Nie potrafiłem się zebrać na jednoznaczną odpowiedź. Niejednokrotnie tępiłem religijny fanatyzm, Kościół, itd. Nie oznaczało to jednak, że jestem ateistą. Deizm jest mi o tyle bliższy, że w jakiegoś tam boga (określmy go jako no name) wierzę, ale go nie wyznaję. Nie odczuwam jego obecności, ani też jej nie potrzebuję. Wychodzę jednak z założenia, że no name stworzył wszechświat, który później wyewoluował do obecnej postaci. Dlaczego ten bóg nas opuścił tego nie wiem, podobnie z resztą dlaczego nas stworzył. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że takie spojrzenie na całość mnie zadowala, nie czuję jakiejś luki choć zdaję sobie sprawę, że ta teoria niekoniecznie jest super spójna.

Ps. a może naszym stwórcą jest Ceiling Cat? ;-)

90%

11 marca 2008

Czyli tylu polaków ponoć wierzy w Boga. Jak zwykle na złym wykopie znajdzie się czasami coś ciekawego. Tym razem taka ogólnoświatowa sonda z pytaniem "czy wierzysz w boga?". Póki co z naszego kraju odpowiedziało nieco ponad 1300 osób, ale ta wiara ledwie wygrywa z nie-wiarą. Nie jest pewnie wiarygodny wynik, no ale ta sonda się jeszcze nie skończyła - każdy może oddać swój głos.

Strona "projektu" - http://www.yesnogod.com/

Krótka myśl

23 lutego 2008

Odnośnie dyskusji w pewnym wykopie.

Wystarczy dodać, że ktoś szerzy zło (i/lub jest poplecznikiem Złego) i od razu mamy boże błogosławieństwo do tępienia...

Nie wolno Nam. Na rany Chrystusa nie wolno Nam! Dopuścić do dalszego istnienia tego “szatańskiego pomiotu” Mówią

Walka Trwa! Redwatch Polska żyje!
Jak Fenikx z popiołu Redwatch się odrodzi po każdym ataku! Rzekoma akcja zablokowania strony Redwatch.info dała tyle, że wzbogaciliśmy się o IP lewackiego ścierwa!!!

a ja mówię a mówię to z pełną konsekwencja i wiarą w nauki Jezusa Chrystusa (de facto Ortodoksyjnego Żyda) iż mają numery wzorowych Chrześcijan.

Nic odkrywczego, ale na litość (boską chciałoby się wręcz powiedzieć) dajcie sobie spokój z mieszaniem bóstw we wszystko! To dla mnie brzmi jak średniowiecze --,--

Biada przyszłym bierzmowanym

Kategorie
10 lutego 2008

Ten proceder w mojej parafii już widać od paru ładnych lat. Na początku to wszystko miało łagodną formę, ot raz na różaniec do kościoła etc. Później, wraz z nadejściem nowego wikarego, wszystko przybrało ostrzejszą formę. Do dzisiaj dzieci z tego powodu muszą co niedziela odbierać specjalny podpis, że uczestniczyły we mszy św.

Osobiście uważam to za bzdurę, ale wydaje mi się, że już wcześniej o tym mówiłem, dlatego też nie będę się powtarzać. Chciałem jeszcze dodać, że w tym wszystkim wkurza mnie jeszcze jedna rzecz. Dzieci zmuszane są, dodatkowo, do czytań w czasie mszy fragmentów Pisma. To jest strasznie irytujące (dla mnie) tym bardziej, gdy taka osoba, co tutaj owijać, nie jest przeznaczona do czegoś takiego. Wprawdzie ze mnie żaden praktykujący, ale jak już jestem na tej mszy to nie mam ochoty wysłuchiwać czytania, w wykonaniu osoby, której literki migają przed oczyma i ma problemy z przeczytaniem zdania poprawnie...

Przy okazji mała zagadka: dlaczego Bóg jest egoistą/megalomanem ?

Tybet

07 lutego 2008
  • 2050- USD + 800 USD
  • 6950 zł + 1350 USD
  • 1980 Euro + (1520 $)

Tyle mniej więcej kosztowałby mnie wyjazd do tego kraju. Dlaczego Tybet? Co może w nim być tak szczególnego, że właśnie tam chciałbym pojechać?

Myślę, że na dzień dzisiejszy powiedziałbym, że chcę tam jechać dla kilku powodów. Poza tymi tradycyjnymi (zwiedzanie, poznawanie kultury, etc), chciałbym znaleźć tam drogę, oraz sposób życia wg Buddhy. Możliwe, że to brzmi irracjonalnie, ale tak właśnie jest. Chciałbym tam jechać głównie po to, żeby móc zgłębić tą religię/system filozoficzny, oraz poznać jej szczegóły.

Gdzieś wyczytałem, że aby móc w pełni poznać wszelkie zasady Buddyzmu, należy mieć kogoś na wzór mentora. Określenie "przewodnik duchowy", jest właściwie lepsze. Taka osoba pozwoliłaby mi zgłębić wszelkie tajniki tej religii.

Cóż pozostaje mi poczekać, aż będę w stanie przeznaczyć podobne kwoty i zrobię to o czym myślę od dłuższego czasu - wyjadę tam na, co najmniej, miesiąc (choć pewnie i to będzie za mało)..

09 stycznia 2008

Godek :: 21:06:15 / S 21:07:45
Wiesz zapytałem się raz księdza czy Palenie to grzech (ja nie pale takze nie pomysl sobie czegos...)

Godek :: 21:07:13 / S 21:08:43
Ksiądz powiedział tak bo to sie zalicza pod samobójstwo lub zabicie osoby ludzkiej. a ja w tym momencie pytanie strzeliłem. "Dlaczego więc proboszcz pali 2 paczki fajek nadzień?" i w tym momencie ksiądz wyprosił mnie zadrzwi

Stały argument ateistów?

26 grudnia 2007

Tak a'propos tych wszystkich kłótni prawie-noworocznych nt. złego kościoła itd..

Zacytuję znajomego ateistę:

Czy wierzysz w różowego niewidzialnego jednorożca?

Niech każdy zinterpretuje to sobie jak tylko chce.

Inspiracja z Kościoła - skąd wiara?

11 listopada 2007

Zwyczajem już byłem dzisiaj w Kościele na mszy. Było sobie kazanie, powiedzmy, dość nacjonalistyczne. Wikary zaczął mówić, że to Polska zawsze znana była ze swojej wiary, że to właśnie Polacy dzięki niej (wierze) tyle razy wygrywali, itd. Wspomniał też, że coraz więcej rzesz rodaków odstępuje od tej wiary.

Zaczęło mnie zastanawiać dlaczego tak jest. Aktualnie to Brazylia (i właściwie inne kraje tzw Trzeciego Świata) są najbardziej wierzącymi krajami. Te bardziej rozwinięte państwa mają coś na styl "deficytu" wiary. W postawionym pytaniu i tych nasuniętych myślach odpowiedź wydawała się prosta - potrzeba. Nie ma innego sposobu na lepsze życie, ludzie odnoszą się do Boga. Kiedy nie ma nadziei na poprawę wkracza Bóg. Tak sobie pomyślałem, że w czasie wojny Bóg dawał ludziom siłę do walki. Ciężko to nazwać siłą, bo właściwie nie składano próśb typu "Daj nam moc", tylko "pomóż nam".

Teraz nie ma wojny, mamy jakiś tam dobrobyt. U nas jeszcze jest kiepściutko z tym dobrobytem, ale na zachodzie tak nie jest. Ludzie mają to co jest potrzebne do życia, także właściwie nie potrzebują Boga. Hmm właściwie wysunąłem małą tezę (pewnie nie zauważalną), że jeśli człowiek się czegoś boi/potrzebuje to ucieka do Boga. Gdyby wiara zależała tylko od dobrobytu to pewnie w wielu krajach już by jej nie było. Także co jest kolejnym czynnikiem, że wiara cały czas jest?