Miniblog: Jak sobie poradzić z negatywnymi uczuciami?

Z tego co zrozumiałem to recepta Buddyzmu na tego typu problem jest prosta: "do not feed the troll". Prawda, że łatwe? Problem w tym, że często jest tak, że nie można odpuścić takim trollom emocjonalnym.

Miniblog: Rozstanie, a pocieszenia

Wiele osób chciało mnie w jakiś sposób pocieszać. Czy to na łamach tego bloga, czy podczas zwykłej rozmowy. Zazwyczaj słowa otuchy były do siebie podobne. "To minie", "Czas leczy rany", "Wszystkie kobiety to kurwy są", "Będzie dobrze" itd.

Zabrakło mi słów w rodzaju: "ciesz się tym co było, wykorzystaj to w przyszłości". Myślę, że będę takie słowa kierować innym w podobnej sytuacji. Powód jest prosty. Świadome wykorzystanie doświadczeń z poprzedniego związku może wpłynąć na "jakość" kolejnego. Wiem z autopsji.

Miniblog: Rodzinna tradycja

A może zobowiązanie? W każdym bądź razie dowiedziałem się, że moi rodzice i rodzeństwo mieli ślub w przedziale wiekowym 21-22 lata. Z tego wynika, że mnie również pozostał niecały rok na to aby dopełnić rodzinnej tradycji. Ktoś chętny aby mi w tym pomóc?

Najwyraźniej Twoja przeglądarka ma problemy z obsługą podstawowych znaczników CSS3. Możliwe, że z tego powodu coś może wyglądać beznadziejnie ;-)

PS. Czas zmienić przeglądarkę na coś bliższego nowym standardom.

Miniblog: Jak sobie poradzić z negatywnymi uczuciami?

Z tego co zrozumiałem to recepta Buddyzmu na tego typu problem jest prosta: "do not feed the troll". Prawda, że łatwe? Problem w tym, że często jest tak, że nie można odpuścić takim trollom emocjonalnym.

Śmiech rozbraja wszystko

03 marca 2010

Moje niewyspanie z samego rana odbijało się wyjątkowo złym humorem. Humorem, dołem nieważne. Samopoczucie równie fatalne. Zebrałem się w kupę, zjadłem jakieś śniadanie i wypad do pracy.

W międzyczasie dodzwoniłem się do ex-teścia. Mam z nim pewne interesy i chciałem po prostu pogadać co dalej (skoro teściowie w końcu dowiedzieli się o naszym rozstaniu). Spodziewałem się raczej zwykłej, konkretnej rozmowy. Zamiast tego usłyszałem zaraźliwy śmiech i zapewnienie, że pewnie jeszcze nie raz będziemy pili wódkę.

Taki zwykły śmiech poprawił mój humor. Nie ma nic lepszego niż żartowanie z tego co się działo i dzieje. Proste śmianie się z rzeczy sprawia, że przestają być takie ponure. Ot, zwykły optymizm, który trzeba w siebie wpoić, co więcej zarażać nim innych.

Zwykły śmiech po prostu rozpuszcza to co sztywne.

Miniblog: Rozstanie, a pocieszenia

02 marca 2010

Wiele osób chciało mnie w jakiś sposób pocieszać. Czy to na łamach tego bloga, czy podczas zwykłej rozmowy. Zazwyczaj słowa otuchy były do siebie podobne. "To minie", "Czas leczy rany", "Wszystkie kobiety to kurwy są", "Będzie dobrze" itd.

Zabrakło mi słów w rodzaju: "ciesz się tym co było, wykorzystaj to w przyszłości". Myślę, że będę takie słowa kierować innym w podobnej sytuacji. Powód jest prosty. Świadome wykorzystanie doświadczeń z poprzedniego związku może wpłynąć na "jakość" kolejnego. Wiem z autopsji.

Wiosna, ponownie

28 lutego 2010

Wraz z pierwszymi, udanymi, próbami przebicia się promieni słonecznych przypomniał mi się wpis z dawnych lat. Czy teraz będzie podobnie? Na widok słońca duch się we mnie ożywił nieco. Zaraz potem wspomnienia dały o sobie znać i ponownie trafiłem na dołek emocjonalny.

Te dołki są już coraz rzadsze, może wraz z nowymi promieniami słońca opuszczą mnie w zupełności?
Zauważyłem, że praktyki medytacyjne sprawiają, że lepiej rozumiem to co się dzieje. Dzięki nim znajduję wewnętrzny spokój. Niestety opuszczenie choćby jednej z nich sprawia, że powolutku ta wewnętrzna harmonia ulega rozpadowi.

Nie bez powodu medytacje trzeba powtarzać. Im dłużej się je praktykuje to osiągnięte szczęście również trwa dłużej. W pewnym momencie po prostu przestanie zanikać.

Pomysł na nieśmiertelność

06 lutego 2010

Nie wiedzieć czemu ludzie chcą być nieśmiertelni. Jedni chcą się odmładzać, inni wierzą w technologię oraz modyfikację naszych genów. Wydaje mi się, że jest nawet lepszy sposób na osiągnięcie takiej "nieśmiertelności". W każdym bądź razie jest to sposób bardziej realny.

W dzisiejszych czasach jesteśmy tak naprawdę numerkiem. PESEL, seria dowodu osobistego, nr ubezpieczenia itd.. Imię i nazwisko ma zasięg raczej lokalny, ograniczony do osób które znamy. W szerszym zakresie jest bezużyteczny - nie jest unikalny jak zwykły identyfikator liczbowy.

A gdyby żyć w taki sposób aby więcej osób niż tylko znajomi zapamiętali nasze nazwisko? Egipcjanie bodajże wierzyli, że człowiek umiera dopiero wtedy kiedy zamiera pamięć o nim.
Może w tym sposób aby być "nieśmiertelnym"? Żyć w ten sposób aby wielu o tym pamiętało..

Miniblog: Ironia

22 stycznia 2010

W dzień grania WOŚP wybraliśmy się do kina. Przy wejściu stali dwaj żebracy, których mijały setki ludzi z czerwonym serduchem. Szanowni dobroczyńcy nawet nie spojrzeli na dwóch żebrzących.

Trochę dołujący obrazek. Człowiek ma moralność selektywną. Jednym pomoże innych zupełnie oleje.

Ja również olałem tych dwoje. W zasadzie mam pewne wyrzuty co do tego, bo mogłem się po prostu spytać czy chcą coś zjeść. Są postępy w byciu miastowym..

Miniblog: Sesyja

19 stycznia 2010

Skoro mamy tematy około sesyjne stwierdziłem, że również słowem wspomnę o tym. Zawsze mnie to zastanawiało jakim to cudem wszystko zwala się w czasie sesji. Wiadomo, część z tego to zwykłe lenistwo studenta, który postanawia się uczyć dzień przed egzaminem. Czy jest coś jeszcze? Myślę, że przykład jaki idzie z góry. Prowadzący zajęcia również mają brzydki zwyczaj robienia wszystkiego jak najpóźniej. Tak więc poza samymi egzaminami jest masa zaliczeń, projektów i innych dziwnych rzeczy do zrobienia.

Mówi się, że przykład idzie z góry. Skoro tzw ciało pedagogiczne pokazuje nam, że wszystko najlepiej zrobić na sam koniec to czy my podświadomie robimy dokładnie tak samo?

Miniblog: Gdybym był psem

27 grudnia 2009

Notuję małe spostrzeżenie z ostatnich dni. Gdybym był psem, to byłbym świadkiem prawdziwej natury swoich właścicieli - wcale nie kochających, dbających, a krzyczących, rozkazujących, pomiatających.

Fakt, psa trzeba jakoś odchować (czyt. wytresować), ale nie wydaje mi się, że to dobry pomysł cały czas kazać mu iść do swojego kąta, bo akurat wymusił pierwszeństwo na skrzyżowaniu korytarzy..

Oj, podmuchało troszkę

15 października 2009

Jak wiadomo na pomorzu jest sytuacja kryzysowa. Wszystko to za sprawą sporej wichury, która narobiła niemałych szkód. Przyznam się bez bicia, że ta cała sytuacja niespacjalnie by mnie interesowała gdyby nie... mój samochód. Parkowanie pod chmurką sprawiło, że zastanawiałem się co jakiś czas czy przypadkiem jakie zbłąkane drzewo nie postanowiło sobie na nim odpocząć. Na szczęście jakoś się udało, póki co samochód jest cały.

Oczywiście były problemy z komunikacją, oczywiście część miasta zalało. Ponownie wróciła do mnie refleksja nad tym jak my, ludzie, jesteśmy bezradni wobec żywiołu. Możemy z całą naszą technologią świecić sobie w chmurki, niewidzialnymi promieniami przeszywać ziemię, a satelity rozbijać o te naturalne. Co z tego, że to wszystko co robimy wydaje się takie nietrwałe wobec żywiołu, który zaczyna grymasić? Mocniej zawieje, a okazuje się, że nagle nie możemy dojechać do pracy, bo przecież to ponad kilometr do przejścia! Nie będzie prądu to nagle zapowiada się klęski urodzaju i zagładę ludzkości..

Zmarnieliśmy, a nasz szacunek do sił natury zmalał. Wydaje się, że jesteśmy panami planety, a okazuje się, że mogłaby nas zdmuchnąć w każdej chwilii.

The hitchhiking way

10 października 2009

Rzucić wszystko i po prostu ruszyć w świat. To wydaje się być takie proste w wykonaniu. Dla mnie tak niestety nie jest. Wątpię abym potrafił pojechać dalej niż 200 kilometrów bez zastanowienia się za co, jak i co brać ze sobą.

Miniblog: Strach przed tłumem.

07 października 2009

Tłumy mnie przerażają. Jest to zwykła tłuszcza ludzi, którzy mają wszystko gdzieś. Interesuje ich tylko ich własne zdanie, ignorując to co inni myślą. Często zachowują się irracjonalnie idąc za krzykiem osoby wystarczająco haryzmatycznej. Tłum mnie przeraża. Ignoruje wszystko wokół siebie, a gdy się zaangażuje to jego krzyki są osobistym wyrażeniem myśli wypowiedzianej przez lidera..

Wpis z cyklu głęboko skrywanych myśli ujawnianych po odpowiedniej dawce alkoholu.

Oczko.

05 października 2009

Trzeba przyznać, że nie czuję się ani starszy, ani młodszy. Tak jak zwykle wczorajszy dzień był tylko dniem. Czy to była okazja aby świętować? Myślę, że nie. Mimo to nie obyło się bez opicia mego zdrowia, ale to za sprawą znajomych, którzy nie pozwolili abym se odpuścił.

Dla mnie idea urodzin jest nazbyt dziwna. Jakoś nie przywykłem do robienia okolicznościowych imprez, nie lubię też aby ludzie nagle silili się z życzeniami i prezentami. To ostatnie jest często po prostu wymuszone. Zapraszamy kogoś na imprezkę urodzinową, no a skoro urodziny to nie może się obejść bez prezentu. Wolę ten dzień zachować dla siebie, spędzić go w spokoju. Nie zależy mi na tym aby był bardziej innych od pozostałych 364 dni w roku.

Razem z tymi urodzinami przyszły wspomnienia, jak to było dawniej, oraz to co dalej. Jakiś cel mam, powoli będę go definiować aby potem móc w pełni realizować. Póki co czuję się nieco skrępowany brakiem czasu, ale jeszcze trochę i to przestanie być problemem.

Lenistwo

09 września 2009

Lazy fail

Nabijamy się z tego, że amerykanie są głupi. Zadziwiamy się momentami jak ta nasza młodzież jest głupia. Mi się wydaje, że jest dość proste wytłumaczenie na to skąd to się wzięło.

W moim mniemaniu rozwój technologi dąży do tego aby ułatwiać nam życie. Podobnie to pewnie wygląda wśród wielu osób, które po prostu ułatwiając sobie życie załatwiają wszystko półśrodkami. Po co myśleć, skoro ma się Google'a? Po co pisać jakieś prace skoro można znaleźć gotowca?

Przybiera to nawet dość kuriozalny wymiar. Ostatnio wyczytałem, że około 50% amerykańskich lekarzy pierwszego kontaktu w celach zawodowych odwiedza wikipedię!

Ludzie się rozleniwiają. Po co myśleć, skoro ktoś robi to za nas?

[*] Jacko

07 lipca 2009

W całej tej sytuacji odnośnie śmierci Michaela Jacksona stwierdziłem jedną rzecz - bardziej zrypanego końca ten facet nie mógł mieć. Nie dość, że jego kariera drastycznie się skończyła, ludzie zarabiają na jego "pamięci", to po śmierci zaczęły wychodzić kolejne mroczne smaczki z jego życia.

Tak więc okazało się, że król wszystkich fanów (i nie fanów) był parszywym kłamcą, do tego ćpunem i bogowie wiedzą czym jeszcze. Fatalny koniec.

Kim był dla mnie? Kolejnym wykonawcą, którego kawałki nawet mi się podobały. W hierarchii moich idolów był gdzieś wyżej wykonawców, których puszczają w radiu, a mnie się podobają. Nie specjalnie będzie mi za nim tęskno.

Ps. w dniu śmierci króla w firmowym radiu był mały "tribute". Jakoś dziwnie się poczułem ze świadomością, że słucham zombie.

Myśli "dorosłe"

24 maja 2009

Spojrzałem sobie na moje wcześniejsze notki pisane na tym blogu. Na początku to tak naprawdę pisałem o niczym, ot zwykły blogowy twitter to był. Później już kleciłem dłuższe notki, bardziej złożone i pisane z pewnym rozmysłem. Nadal pisałem sporo, ale (IMHO) lepiej. Teraz nie piszę praktycznie wcale.

Wcześniej myślałem, że to przez brak czasu. Dzisiaj doszedłem do wniosku, że wcale nie. Cały czas kłębią mi się przeróżne myśli i pomysły. Czasami chciałbym je opisać i nagle trafiam na "mur weryfikacji". Czy warto? Po co ktoś miałby to czytać? Co więcej, nie piszę takich "bzdur", bo zastanawiam się nad tym jak będzie wyglądał mój "poziom" po ich opublikowaniu.

Stałem się cenzorem własnego siebie, tylko po to aby pisać w sposób wręcz wzniosły. Z tego też powodu przestałem pisać o rzeczach zupełnie błachych, a jednak tak ważnych w moim życiu.

Taki stan rzeczy chyba wyszedł poniekąd z branży w której pracuję. Czyta się sporo blogów technicznych, w tym tych naprawdę popularnych. Gdzieś tam to moje małe ego podpowiada, że też tak przecież zawsze chciałem pisać. Może stąd to mi się bierze. Wyciekają z głowy myśli dzieciaka, a wchodzi myślenie osoby dorosłej. Nie podoba mi się to.

radmen i "publiczne wystąpienia"

31 marca 2009

Mam taką wadę. Strasznie się denerwuję kiedy mam coś powiedzieć przed sporą grupą ludzi. Dzisiaj również miałem ten problem na 3campie, kiedy chciałem zadać jakieś pytanie. Mimo, że to nie ja miałem prelekcję, pomimo tego, że nie stałem przed tymi ludźmi, w momencie kiedy zacząłem mówić do mikrofonu najzwyczajniej się zestresowałem.

Nie było w tym nic dziwnego, jednakże popełniłem szereg błędów, które sprawiły (u mnie) takie wrażenie, że i tak nie zrozumiano mojego pytania. Z takich ważniejszych to (chyba to najgorsze) - szybkie mówienie. Niestety zacząłem nawijać tak szybko, że w pewnym momencie zacząłem mówić szybciej niż przeszło mi to przez myśl. Co mam tutaj na myśli? Niestety mówiąc puszczałem potok słów, a dopiero po chwili zdawałem sobie sprawę, że sam się pomyliłem i musiałem to jakoś prostować.

Z takich kolejnych, bardziej przykrych rzeczy, to niestety muszę się przyznać do tego, że czasami brakuje mi słów. Doskonale wiedziałem jak chcę sformułować swój problem, ale z powodu braku konkretnych słów byłem zmuszony mówić na około, przez co znacznie wydłużyłem swoją wypowiedź, a to było tak naprawdę zbędne. Co ciekawe, po pewnej chwili przyszły mi do głowy te słowa, których powinienem użyć. Niemniej jednak, przed zadaniem pytania warto będzie się zastanowić czy jestem w stanie poprawnie sformułować moje pytanie. Nie chodzi tutaj o ogólną myśl. To powinien być konkret, tak aby inni również mogli zadać swoje pytanie, a nie czekać aż ja skończę.

Strach przed starością: zagubienie

15 marca 2009

Przeraża mnie ten widok. Wystraszona babcia staje przed drzwiami do autobusu i rozpaczliwie naciska wszystko co przypomina guzik. Boję się tego. Zagubienie w tych czasach jest straszne, zwłaszcza, że wiele rzeczy jest zupełnie inne niż 10 lat temu. Wtedy też były samochody, teraz też przeca są. Jeszcze nie latają znaczy się to samo. A jednak nie, bo tutaj nie trzeba szarpać, trzaskać. Wystarczy guzik wcisnąć i działa.

Boję się tego, że przyjdzie moment, w którym sobie uświadomię, że nie wiem co zrobić z tymi wszystkimi nowymi rzeczami. Widząc starszych ludzi, którzy mają naprawdę poważne problemy ze zrozumieniem czegoś nowego mój strach potęguje.

Niby jesteśmy już pokoleniem nastawionym na nowości. Ciągła zmiana (niby na lepsze) nie powinna nas dziwić. Uważam jednak, że teoria ta bzdurą jest. Przyjdzie moment, kiedy nasz organizm nie będzie w stanie dostatecznie szybko przyswoić nadmiaru informacji. Poczujemy się zagubieni w tym świecie nowości.

Nie dla wojny Kościół - państwo

Uwaga, autor (czyli ja) nie jest wojującym ateistą. Nie lubi po prostu gdy pewne instytucje religijne wciskają wszędzie gdzie popadnie swoje łapska.

Gdy widzę kolejne komentarze w stylu ostatniego tekstu bp Pieronka - "Jeśli ktoś chce mieć wojnę, to będzie ją miał na własne życzenie." to naprawdę chciałbym aby ktoś w końcu powiedział stanowcze dość i jednoznacznie wyznaczył zasięg wpływów Polskiego Kościoła.

Rozumiem, że temat trudny, a czas może niewłaściwy. Kaczyński twierdzi, że nie teraz o eutanazji bo mamy (mistyczny z lekką nutką dekadencji) kryzys, który jest już ciągle i wszędzie (nawet dzisiaj na sali go miałem, skubany nie pozwolił kilku osobom grać). Rozumiem, że Kościół jako moralny przewodnik wielu polaków (tak - 90%) ma prawo wypowiadać się w tych kwestiach. Ale co do cholery ma znaczyć "chce wojnę, to będzie ją miał"? Jakieś agitacje polityczne? Ja się na to nie godzę!

Miejsce Kościoła nie jest w polityce. Niech zbawia dusze, a nie naród. Kiedyś pełnił dwie funkcje naraz, może chce wrócić do starych dobrych czasów (niczym imperialne zapędy Rosji). To było dawniej. Teraz IMHO wara hierarchom od polityki. Wasze miejsce jest gdzie indziej.

Chore Ego

10 marca 2009

Niżej przedstawię krótką myśl, która zapewne ma jakąś nazwę naukową i jej w pełni poprawną definicję. Piszę to aby wytłumaczyć to zjawisko pod własnym osobistym pojęciem, także traktuj to jako przemyślenie, a nie traktat naukowy.

Czym jest "Chore Ego"? Myślę, że jest to rzecz, którą ma wiele osób. Często pewnie rodzi się z chęci bycia docenionym.

Jak to się przejawia? Zazwyczaj taka osoba stara się za wszelką cenę dążyć do tego, do czego dąży "chore ego". W przypadku mojego kumpla - kupowanie zbędnych gadżetów, tylko po to żeby się nimi pochwalić. W przypadku mojej znajomej - studiowanie jak najwięcej, pokazywanie się gdzie popadnie, pomaganie innym - po to aby pokazać innym, że potrafi. Również po to, aby inni docenili jej osiągnięcia.

A ja? Ja natomiast chcę kupić samochód. Chcę wyłożyć sporo kasy i ryzykuję to, że coś spieprzę. Co więcej, może stać się tak, że będę musiał ten samochód po prostu odsprzedać, a długi spłacić. Po co to więc? Aby pokazać samemu sobie, że potrafię. Chcę udowodnić (samemu sobie), że potrafię podjąć dobrą decyzję i jestem w stanie dążyć do (nawet ambitnego) celu. To jest moje "chore ego". A Twoje?

Bez telefonu

10 marca 2009

W pośpiechu zapomniałem zabrać dzisiaj telefon. Jakie uczucie? Pustka w kieszeni drażni mnie niebywale. Jakoś przeżyję brak cegiełki do wieczora, choć pewnie brak jedynego zegarka będzie mnie wkurzał.

Ogólnie śmieszne to. Człowiek nie ma telefonu ze sobą i od razu nachodzą go myśli, że na pewno będzie dzwonił ktoś z czymś bardzo ważnym. Trudno, ten ktoś będzie musiał poczekać. Kolejna myśl, że ja będę musiał pilnie do kogoś zadzwonić, choć zdarza się to rzadko. Dalej - nie będę mógł napisać żadnego smska do nikogo - trudno przeżyję.

Także w czym problem? Otóż rozwój cywilizacji sprawił, że jesteśmy często niewolnikami technologi, która miała przecież nam pomagać. Czasami zastanawiam się czy nie robić sobie dnia bez komórki, dnia bez komputera itd..

PS. wbrew pozorom nie korzystam nałogowo z komórki, jednakże czuję się do niej przyzwyczajony przez co jest jakiś jej dziwny brak. Brzmi jak zboczenie, czyż nie ?