Subiektywnie o tym dlaczego Linux jest lepszy

Dodano 03 LIS 2007 roku o godzinie 18:12:10

Od pewnego czasu prowadzę wyjątkowo jałową konwersację nt. "wyższości" Linuksa od Windowsa (lub odwrotnie). Niestety jest ona przegrana i nie ma co tłumaczyć dlaczego. Po prostu gdy słyszę teksty typu "i chuj, że ma" nie chce mi się dalej rozmawiać. Mógłbym powiedzieć, że to jest taka sama pyskówka jak te na linii moher/prawicowiec-komuch/lewicowiec...

W tej notce nie przedstawię żadnych wiadomości technicznych ani cyferek. Chcę podejść do sprawy jedynie od strony ideologicznej.

Do następnego... końca świata!

Dodano 30 PAŹ 2007 roku o godzinie 23:55:33

Taak... Mamy rok 2012 i nagle cały misterny plan Stwórcy idzie w pizdu. Na jego szczęście coś pozostaje z ludzkiej rasy, jednak jest jej tylko garstka. Poza tym wszystkie zdobycze technologiczne człowieka również przestały istnieć. Załóżmy, że masz szanse przeżyć (albo na pewno przeżyjesz). Co z tą myślą zrobisz?

Takie pytanko (mniej lub więcej, a właściwie to mniej) zadał mi raz kuzyn. Pomijam już jego rozterki co do kalendarza juliańskiego (niestety nie chce mi się tego tłumaczyć) oraz staram się skupić tylko na tym problemie. Załóżmy, że faktycznie przyjdzie wykitować 90% ludzi i 100% naszego dorobku technologicznego powie nam "papa", co wtedy? Oczywiście można się jakoś przygotować. Mój kuzyn stwierdził, że poszedł by na studia, bo wykształcenie by się przydało (mając wykształcenie będzie mógł stworzyć model teoretycznego rozwoju nowej ludzkości). Ja mówię, że mam to w dupie i nadal będę robić to co robię.

Jeśli jest nam pisana śmierć w wyniku zagłady to tak będzie. Jeśli jest mi pisane to przeżyć to zapewne to co teraz robię również jest mi pisane. Może się i mylę, bo właściwie to jestem zdania, że sam kuję swój los...

A jak Ty byś odpowiedział(-a)? na takie pytanie? ;-)

Kremacja

Dodano 15 PAŹ 2007 roku o godzinie 20:13:52

Jadąc do Fasion House w Gdańsku jechaliśmy uliczką pełną zakładów kamieniarskich, lub wszelakich usług pogrzebowych. Patrząc tak na to wszystko zacząłem przez chwilkę myśleć o tym jak chciałbym "skończyć" po śmierci.

Mam na myśli mój pochówek, oraz to czy, oraz gdzie (jeśli w ogóle) spocznę. Moja myśl stanęła na kremacji. Jakoś nie chciałbym być pochowany w tradycyjny sposób. Myślę, że wolałbym, żeby moje prochy zostały po prostu (lub wręcz poetycko) rozrzucone na wietrze...

Oczywiście poza czymś tak błahym mam jeszcze dwie możliwości, które przeszły mi przez myśl (oczywiście cały czas zahaczając o temat kremacji):

  1. po kremacji moje prochy przerobić na sztuczny diament i dać go komuś do szpanowania "bogactwem"
  2. "rozdzielenie" moich prochów na kilka części i danie ich najbliższym znajomym/rodzinie. Mogliby pogadać ze mną po kilku głębszych ;-)

Hehehe gdy sobie pomyślę, o tym jakie debilne pomysły czasami miewam to aż się boję samego siebie. ;-)

PS. Przypomniało mi się, że (wzorem z filmu "How High") można na moich prochach posadzić zioło, a potem jarać z myślą o mnie xD

Nauka o stanie umysłu

Dodano 07 WRZ 2007 roku o godzinie 19:10:16

Tak wiem, to jest na wykopie, ale naprawdę nie mogłem się powstrzymać. Jest to film, który w bardzo ciekawy sposób przedstawia Buddyzm.

Obejrzałem wszystkie pięć odcinków (a właściwie jeden film, podzielony na 9 części ~9 minut każda). Myślę, że jeśli masz chwilkę czasu i nie należysz do religijnych ignorantów to możesz sobie obejrzeć. Streszczając to, mogę powiedzieć, że jest to opis wrażeń pewnego antropologa, który poza sztywnymi definicjami stara się na własnej skórze odkryć czym jest buddyzm.

W dalszej części będzie film, a jeśli nie chce Ci się wchodzić na mojego bloga to zapraszam tutaj.

Wiara - wersja polska, poprawiona

Dodano 06 WRZ 2007 roku o godzinie 09:46:52

- Ateizm? Jak ja cię wychowałam?! - krzyczy mama na Marka (imię zmienione). - Jakie ten twój ateizm wystawia świadectwo nam, rodzicom?! To znaczy, że my jesteśmy nikim. Słyszysz? NIKIM! Że nam się życie nie udało. Przecież Bóg to podstawa. Kościoła można nie lubić, ojciec dyrektor też ma zastrzeżenia do biskupów, ale mówić, że jesteś niewierzący?! My z ojcem przestaniemy wychodzić na ulicę. Nie lubi dzieci a do tego ateista - bo ja nie znoszę dzieci a zwłaszcza ich płaczu - przecież to poniżające dla całej rodziny... - mamrocze już pod nosem.

Marek mieszka w Chojnowie koło Legnicy. - Publiczne przyznanie się do ateizmu jest tu równoznaczne z ogłoszeniem, że jest się zakażonym HIV - wzdycha.

(...)

- Jan Paweł II traktowany jest w Polsce jak złoty cielec - twierdzi aktorka Anna Mucha. - Mało kto postępuje zgodnie z jego naukami, ale każdy może sobie postawić na półce album za 15 zł z fotografiami papieża. W tym, że Kubica ma na kasku napisane "JP2", dopatrujemy się przyczyny tego, że przeżył wypadek. To absurd!

(...)

Łukasz wie, że nie jest łatwo, bo ma sąsiada, który od jakiegoś czasu nie chodzi do kościoła. Najpierw miejscowe babcie przestały mu odpowiadać na "dzień dobry", potem proboszcz na kazaniu powiedział, że to komunista, a potem ktoś mu wybił szybę w oknie. Łukasz więc chodzi do kościoła regularnie. Mówi, że robi to dla dobra swoich dzieci, bo nie chce, żeby spotkała je jakaś przykrość. 2 kwietnia zaprowadził je na mszę z okazji rocznicy śmierci papieża Polaka. Wychowawczyni sprawdzała obecność.

To jest tylko niewielka część IMHO ciekawego artykułu "Nie wciskajcie mi Boga", który można przeczytać na stronie gazety wyborczej. Artykuł o tyle jest ciekawy, że przedstawia jakie to my, Polacy, mamy podejście do wiary.

Kod Leonarda Da Vinci to kłamstwo!

Dodano 23 SIE 2007 roku o godzinie 22:02:30

Razem z Izą miałem nikłą przyjemność obejrzenia filmu "Kod Leonarda Da Vinci". Dlaczego nikłą? Film nawet był ciekawy, książkę też znałem. Całą zabawę zepsuł nam brat Izy i jej matka. Jako katolicy, od razu musieli skandować hasła "to jest kłamstwo!", "tak postępują przeciwnicy Maryi"...

Uwielbiam takie zachowanie. Sam Dan Brown nie przyznał aby jego książka była na faktach, także można traktować to jako fikcję, ale ludzie i tak swoje. Pomimo tego, że to jest film to pewnie był stworzony przez masonów/cyklistów/żydów aby zniszczyć jedną słuszną wiarę...

Szkoda, że niektórzy nie potrafią nawet przejrzeć poza wiarę i przyjąć, że faktycznie mogło (ale nie musiało) być inaczej niż to Kościół wciska. Lepiej i wygodniej jest podążać za słowem księdza, który sam jest pionkiem osoby będącej wyżej niego, i wierzyć ślepo w to co się mówi...

Panie, PANIE!

Dodano 07 SIE 2007 roku o godzinie 20:47:23

Byłem na spacerku z psem mojego wujka (aktualnie wyjechał i właśnie się zajmuję zwierzakiem) i spotkała mnie dość niespotykana sytuacja (no dobra, nie byłem jej świadkiem, ale sam fakt raczej niespotykany). Przechodzę sobie koło takiego pola, a tam widzę kombajn, który leży na jednym z boków. Maszyna dosłownie sturlała się kilkukrotnie.

Kiedy "przybyłem" na miejsce zdarzenia (tak właściwie to już wracałem do domu) to stało tam kilka osób z rodziny to wszystko. Karetka i policja już dawno pojechały. Myślę sobie no nic, nie moja sprawa idę dalej. Jak pomyślałem tak zrobiłem, a nieco dalej widzę pewnego typa, który skuterkiem jeździ tu i tam i wszystkim mówi co się stało.

- A widział pan tam? O tam! Tam kombajn spadł, nooo naprawdę!

Wiem, że kobiety mają to do siebie, że gadają o wszystkim (ponoć taka już natura), ale gdy widziałem tego typa to przypomniały mi się słowa mojej nauczycielki od matmy.

Faceci jak zaczną plotkować to są gorsi od kobiet...

Babcia się hajta!

Dodano 04 SIE 2007 roku o godzinie 10:31:35

O cholera!!! Moja dobra kumpela z gimnazjum ma dzisiaj ślub, a ja dopiero teraz się o tym dowiedziałem! No dobra, wiedziałem wcześniej, ale daty nie znałem. Chciałem iść na porterabend (taka lokalna tradycja), a tutaj dupa... W takim razie idę dzisiaj na ślub do kościoła, bo uznałem, że wypadałoby.

// OT Coś mi się blog nie pokazuje... Domena chodzi, a jedynie widzę białe tło, ktoś wyjaśni co jest nie tak ? xD

Personal hero

Dodano 27 LIP 2007 roku o godzinie 10:04:39

Od wczoraj pewna osoba stała się moim mini-bohaterem. Jest nim pewien mnich - Thích Quảng Đức, nie ze względu na samobójstwo jako próba protestu, tylko ze względu na sposób w jaki to uczynił.

Statystyczna tragedia

Dodano 26 LIP 2007 roku o godzinie 10:11:46

  • 22 - 26.12.2006 BOŻE NARODZENIE - 96 zabitych
  • 6 - 9.04.2007 WIELKANOC - 47 zabitych
  • 29.12.2006 - 01.01.2007 NOWY ROK - 45 zabitych
  • 28.04 - 03.05.2006 DŁUGI MAJOWY WEEKEND - 77 zabitych
  • 11 - 15.08.2006 DŁUGI SIERPNIOWY WEEKEND - 80 zabitych
  • 06 - 10. 06. 2007 BOŻE CIAŁO - 54 zabiutych
  • W wyniku wypadków drogowych w 2005 roku 5444 osób poniosło śmierć
  • LICZBA ZAMACHÓW SAMOBÓJCZYCH ZAKOŃCZONYCH ZGONEM 2006 - 4090 (ogółem)

Dane wyciągnięte ze statystyki policyjnej.

Tylko kilka dni, a ginie tyle osób w Polsce. Oczywiście co to nas obchodzi, bo żałoby narodowe urządza się wtedy kiedy jednorazowo zginie ~27 osób. Rozumiem gdy w jakimś wypadku zginie 200 osób, wtedy to JEST tragedia i spokojnie można nazwać żałobą. Ale żeby nie uchodzić za totalnego debila należy zwrócić uwagę na to, że w obecnych czasach żałoba narodowa nie do końca jest robiona po to żeby opłakiwać tych co zginęli. To jest po prostu przedmiot gry polityków, oddziaływania na naszych uczuciach...

Chcecie, nazwijcie mnie pieniaczem. Ale gdybym chciał być kontrowersyjny pośród społeczności joggera to właśnie uznałbym, że trzeba przedłużyć tą żałobę itd... Nie oznacza to, że nie współczuję rodzinom ofiar wypadku, lecz ich nie opłakuję. Nie znałem tych osób także nie ma powodów. Mój wujek znał kilka osób, które tam zginęły i on ma pełne prawo do opłakiwania ich (z tego co wiem to ta tragedia nieźle wstrząsnęła nim).

Dwie strony medalu

Dodano 24 LIP 2007 roku o godzinie 23:29:03

Ludzka psychika bywa przewrotna, często totalnie porąbana. W zależności od podejścia tok myślenia potrafi się całkowicie zmienić. W tym momencie piję sam do siebie i przyznam, że naprawdę wstyd mi jest, że w ogóle coś takiego przeszło przez mój mały umysł. No, ale żeby nie było zamętu postaram się wytłumaczyć w czym rzecz.

Gdy niecały rok temu byłem z moją eks to usilnie zabiegałem o to, żeby moja droga zjadła choćby najmniejszy kęs mięsa. Była wegetarianką i za nic nie chciała tego zmienić. Wegetarianie potrzebują specjalnej diety, a ona sobie nie mogła na to pozwolić i to mnie martwiło. Czas mijał, aż w końcu doszło do tego, że zerwaliśmy ze sobą. Jedynie pozostał między nami kontakt i coś co jest zwane przyjaźnią. Czas nadal mijał, a między nami różnie się wiodło (wiadomo, mimo wszystko nie może być w takiej sytuacji zbyt łatwo).

Minęło jeszcze więcej czasu i moja eks znalazła nowy obiekt westchnień. Po pewnym czasie doszło nawet do tego, że mu się udało nakłonić ją do jedzenia mięsa. Wiecie jaka była moja reakcja? Po pierwsze gniew, że mu się udało, a mnie nie. Później przyszło coś w stylu, że ona się zmienia i na pewno na gorsze. Przecież nagle zaczęła jeść mięso!

Dopiero dzisiaj (hmm a może dopiero dzisiaj zebrałem się na spisanie tego) uświadomiłem sobie jak bardzo grzeszę moim wyjątkowo błędnym tokiem myślenia. Przede wszystkim on sprawił, że osoba na której mi kiedyś ogromnie zależało (i nadal w jakimś stopniu zależy) zaczęła jeść mięso. Ja natomiast w jakiejś pustej złości uznałem, że to jest złe.

Rząd musi być!

Dodano 19 LIP 2007 roku o godzinie 10:22:03

Tym razem nie będzie o polityce. Nie będę krytykował kaczorów, Lepperów i Giertychów. Nie zjadę również koalicji LiS, bo przestało mnie to już interesować. Tym razem opowiem bardzo króciutko o pewnym zjawisku, które mi się przypomniało. Całość działa się dawno temu, a właściwie wtedy kiedy byłem jeszcze w gimnazjum...

Zawsze (tzn. wtedy, teraz sprawa nieco się zmieniła, ale pewnie Ci ludzie aż tak bardzo nie) uważałem część mojej klasy za totalnych debili. Może to i są ludzie będący w porzo, ale oni są w porządku tylko wtedy kiedy są z osobna. Wtedy też tak było. Jedynie kiedy byli w kupie to nagle ich ego rosło do ogromnych rozmiarów. Pewnie zasada trzymajmy się kupy, kupy nikt nie ruszy była im szczególnie znana. No więc, kilka typów (takie koksiki) zrobiły "rząd". Czyli lokalną mafię, która na każdej przerwie swoją obecność oznajmiała okrzykiem "rząd musi być!"...

Zawsze mnie zastanawiało dlaczego to im sprawiało taką radość... Byli w kupie i dopiero wtedy czuli się naprawdę silni. Każdy każdemu musiał jakoś dorównać to zawsze starali się aby to jakoś pokazać. Wkrótce potem olano ich, jednak okrzyk i "rząd" nadal pozostał. Im to zwisało, że wszyscy mieli to w dupie. Oni robili swoje. Dopiero gdy byli razem ich bary rozrastały się i nagle na korytarzach brakowało miejsca...

Doprawdy dziwi mnie to. Może to po prostu był taki wiek, że trzeba było każdemu się popisać, pokazać jakim to jest się menem itd... Teraz o rządzie nie ma słyszeć. Stara paczka "ministrów" pozostała, a teraz to im tylko chlanie, imprezy i takie tam w głowach. Nadal są w jakiś sposób w porządku, ale właściwie każdy z osobna. Gdy byli razem zapominali o uprzejmości, ba w ogóle o wszystkim zapominali i traktowali wszystkich jednakowo.

Szymbark, a tam dom, który się przewrócił..

Dodano 12 LIP 2007 roku o godzinie 17:44:51

Dzisiaj był mały spontan. Jakoś się nam (tzn, mnie i mojemu bratankowi, który jest niewiele młodszy ode mnie) nudziło, to postanowiliśmy bujać się do Szymbarku odwiedzić chatę, której się "przewaliło". Wcześniej Koval coś o tym pisał, a teraz i ja mogę się podzielić wrażeniami :)

Przede wszystkim muszę zacząć od tego, że na miejscu nie zwiedza się tylko Domu. Bilet kosztował 6 zł od osoby dorosłej i w jego cenie mieliśmy wstęp na cały teren skansenu. Poza domem jest jeszcze chata Sybiraka (zwana Sybirakiem), bunkier TOW "Gryf Pomorski", najdłuższa deska świata, oraz dworek Kaszubski.

Najdłuższa kolejka była oczywiście przy "Domu na głowie" (tak się niby to nazywa), podejrzewam, że to z powodu ograniczenia liczby osób, które mogły znajdować się w środku. My staliśmy ok. 30 min., ale powiem, że naprawdę warto. Od razu jak weszliśmy nie mogliśmy utrzymać równowagi. Efekt był porażający :) Pamiętam, że nawet na kutrze rybackim na pełnym morzu nie bujało mną tak jak w tym domu . Po wyjściu na górę (a właściwie "zejściu niżej") naprawdę ciężko było ustać. Całkiem zabawny był widok ludzi, którzy wyglądali tak jakby byli poważnie zamroczeni alkoholem :)

Pomimo niezłego ubawu w tym skansenie jest coś co mi się nie spodobało...

We have men (woman) down?

Dodano 05 LIP 2007 roku o godzinie 22:45:36

Dzisiaj się dowiedziałem, że zmarła dziewczyna z naszego liceum... Nie znałem jej, jedynie kojarzę twarz. Dlaczego piszę? Jest to już druga osoba z mojego rocznika, którą znałem, a już nie żyje...

Wcześniej nieco inna historia była z pewnym chłopakiem.. Ledwo skończył gimnazjum, miał plany na przyszłość, a w wakacje się utopił...

To jest właśnie jedna z ta chwil, w której człowiek sobie uświadamia, że życie jest naprawdę kruche. Nigdy nie wiadomo kiedy padnie na nas. Ja mogę jedynie dziękować Bogu/losowi/szczęściu/innym nadprzyrodzonym bytowi za to, że mogę dzień więcej oddychać..

Ch*j, dupa, ku*wa, cipa - czyli nie przeklinać ku*wa!

Dodano 05 LIP 2007 roku o godzinie 14:25:18

No to postaram się część z was oświecić:). Wokalista i tekściarz zespołu zarazem, jest nauczycielem języka polskiego... Więc nie dziwię się, że powstał ten utwór, bo tu chodzi jednak o "jakieś" przesłanie. Jakie? Chyba wiecie:) Pozdrawiam!

Niejaki - RastaPunkPL (YouTube - link do profilu)

Tak, polonista skomponował piosenkę, której głównym przesłaniem jest... No właśnie co nim jest? Praktycznie non stop można usłyszeć ten sam zestaw słów, tylko różnie intonowane itd...

Czy jest sens? IMO absolutnie go brak. Jeśli faktycznie jest tak, jak wyjaśnił to RastaPunkPL to obawiam się, że coraz gorzej jest z ludźmi... Dlaczego? Bo to niczego nie pokazuje! Chce pokazać, że nie samymi przekleństwami żyje polak, to niech skomponuje coś bez ich użycia...

Prowokacja? Myślę, że tak - ostatnio tylko takie coś ma szansę się wybić..

Papiery złożone.

Dodano 04 LIP 2007 roku o godzinie 20:17:00

Byłem dzisiaj w Gdańsku i odwiedziłem WETI. Zaniosłem papiery, teraz pozostaje tylko czekać.

Powiadają, że średnia wynosi 100 punktów, także są szanse. Niestety nie ma ich pewien kolo, który był przede mną. Gdy rekrutant podliczył mu punkty i wyszło, że ma ich 60 to powiedział, że nie ma co nawet nadziei mieć na to, żeby się dostał..

Wyniki maturki

Dodano 29 CZE 2007 roku o godzinie 16:28:09

No, już po. Odebrałem świadectwo, okazało się, że Roman nie musiał się za mną wstawić, czyli ZDAŁEM!

Cóż mogę powiedzieć? Nie wymiatam tak jak uczniowie liceów z dużych miast. Generalnie to jestem taki przeciętniak, ale nie narzekam. W porównaniu do matury próbnej wyniki były lepsze poza matematyką. W wypadku tego przedmiotu mam dokładnie tyle samo co wcześniej... No cóż, nalepszy wynik to nie jest, ale biorąc pod uwagę moje nastroje po wyjściu z tej prawdziwej matury to jakoś poszło.

Jestem natomiast zadowolony z angielskiego. Na próbnej miałem ~60%, a na tej właściwej maturze poprawa wyniosła ~30%...

Hmm z takim wynikiem mam szanse się dostać. Może nie mam co liczyć na rewelacje, ale się okaże. Jestem zadowolony (głównie z powodu angola), chociaż matma mogła wyjść lepiej..

Jutro wyniki matur..

Dodano 28 CZE 2007 roku o godzinie 22:40:43

Taak... Jutro wielka wyprawa do mojej szkoły po odbiór świadectwa maturalnego..

Zaczynam czuć stresa. Na prawdę nieźle sie zaczynam denerwować. Ponoć na pomorzu polski poszedł bardzo, źle i właśnie boję się, że mogę oblać na polskim... Wiem, że z matmy nie będzie rewelacyjny wynik, ale gdyby dało choćby 40% to i tak byłoby dobrze...

Ech pozostaje czekanie do jutra...

Ciekawe przemyślenie dot. Mac'a i produktów Apple

Dodano 27 CZE 2007 roku o godzinie 11:19:40

Tak sobie pomyślałem, że gdybym był jednym z twórców Apple to miałbym chyba niekończący się orgazm. Nie ze względu na to, że tyle firma zarabia, a z tego powodu, że tak wiele osób chce chociaż upodobnić swoje zabawki do tych robionych przez Apple... ;-]

Nowy psiak - Saba ;p

Dodano 25 CZE 2007 roku o godzinie 18:36:19

Dzisiaj odebraliśmy (no dobra, kupiliśmy) nowego pieska - labradora Sabę. ;-)

Saba ma coś co się zwie "skazą", także kupiliśmy ją naprawdę za małe pieniądze. Ta skaza to umaszczenie. Nie znam się dokładnie na tym, ale z tego co mi wiadomo to labradory powinny mieć jednolite umaszczenie, a nasza Saba jest czarno-biała. Bardzo fajne połączenie ;-)

Jak będę miał aparat to napewno porobię jej kilka fotek i wstawię ;-)