Dodano 05 CZE 2008 roku o godzinie 23:11:49

Oglądałem sobie dzisiaj fragmenty jednego z koncertów SOADa. Przed kolejnym utworem Daron palnął ciekawy tekst:

Jesus please come and save us from Your followers!

Krótkie (choć powtarzane kilka razy), aczkolwiek ciekawe. Pozostawię to do Waszych rozmyślań.

Stand up, speak up

Dodano 31 MAJ 2008 roku o godzinie 20:30:03

Tak sobie pomyślałem, że to już dwa lata jak noszę na sobie opaskę 'Stand Up Speak Up'. Opaska ta stała się częścią mnie, o dziwo jeszcze nie przyrosła... W ciągu tych dwóch lat zdejmowałem ją tylko kilka razy, na kilka godzin.

W sumie to nie wiem co mnie skłoniło do napisania tej notki. Może fakt, że zdziwiony jestem tym, że przez tak długi okres 'manifestuję' jakieś swoje przekonanie. W zasadzie poza tą opaską to w żaden sposób nie demonstruję/demonstrowałem innych swoich przekonań/racji..

Miastowy jakiś taki..

Dodano 29 MAJ 2008 roku o godzinie 22:34:53

Powoli zaczyna wchodzić we mnie straszna kreatura. Jest nią mianowicie 'miastowy'. Po czym to poznaję? Przede wszystkim po ignorancji wobec wszystkich osób, które mijam. Patrzę beznamiętnie na tych wszystkich żebraków, na ich totalnie beznadziejny stan. Ignoruję większość osób, które swym wyglądem są tak powtarzalne.

Mam ich wszystkich po prostu gdzieś dopóki nie są ze mną w żaden sposób powiązane.. Cholera, jaka hipokryzja we mnie wstąpiła. Naprawdę zaczynam być jakiś taki miastowy.. Dawniej to jakoś bardziej mnie obchodziło. Nie byłem tak wybiórczy jeśli chodzi o zainteresowanie innymi osobami. Może to życie w mieście sprawia, że tacy się stajemy.

Inni zachowują się podobnie. Omijają beznamiętnie tych, którzy są w potrzebie. Nie interesują się tym, gdy jakiś facet obok szarpie swoją żonę i wyzywa ją na cały głos od kurew. Młode bachory gdy widzą wolne miejsce w autobusie/tramwaju pchają się do niego, żeby jak najszybciej zająć. Gdy widzą, że ktoś starszy stoi obok nich to zlewają tą osobę z tłem, tak jakby nie istniała.. Podobnych przykładów jest więcej. Ta panująca ignorancja w mieście jest po prostu straszna, nie chcę, żeby i mnie doszczętnie pochłonęła..

Deizm? Hell yea!

Dodano 06 KWI 2008 roku o godzinie 14:39:28

Bycie ateistą, lub udawanie, że nim się jest nie jest fajne. Bycie ateistą ma jedną poważną wadę. Jest nią jedne fundamentalny błąd. Nie chodzi tutaj o to, że Boga nie ma. Problem w tym, że coś musiało nas stworzyć. Nauka twierdzi, że stworzył nas Big Bang, ale już nie wie co było wcześniej. Nawet jeśli to odkryje to znowu pozostanie pytanie "jak to powstało?". Niestety dla ateistów, dochodzimy tutaj siłą rzeczy do istnienia jakiegoś bóstwa, które musiało to zapoczątkować. Z naszego punktu widzenia to mogliby być nawet kosmici i tak przypisalibyśmy im rangę bóstwa niezależnie od tego czy nimi są, czy nie.

Z drugiej jednak strony jest pytanie "jak się zrodził ten bóg?". Podejrzewam, że właśnie to może być punktem spornym całego założenia Deizmu. Niestety raczej nie uda nam się wytłumaczyć ani tego jak bóg powstał, ani tego jak powstała materia w kosmosie, która zapoczątkowała Wielki Wybuch.

Przypomina mi się moja notka o ankiecie czy wierzę w boga. Nie potrafiłem się zebrać na jednoznaczną odpowiedź. Niejednokrotnie tępiłem religijny fanatyzm, Kościół, itd. Nie oznaczało to jednak, że jestem ateistą. Deizm jest mi o tyle bliższy, że w jakiegoś tam boga (określmy go jako no name) wierzę, ale go nie wyznaję. Nie odczuwam jego obecności, ani też jej nie potrzebuję. Wychodzę jednak z założenia, że no name stworzył wszechświat, który później wyewoluował do obecnej postaci. Dlaczego ten bóg nas opuścił tego nie wiem, podobnie z resztą dlaczego nas stworzył. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że takie spojrzenie na całość mnie zadowala, nie czuję jakiejś luki choć zdaję sobie sprawę, że ta teoria niekoniecznie jest super spójna.

Ps. a może naszym stwórcą jest Ceiling Cat? ;-)

Tybet, a torby ekologiczne.

Dodano 22 MAR 2008 roku o godzinie 22:06:36

Zacznę od toreb. Ostatnio w Gdańsku widzę coraz więcej osób z taką fajną torbą "eko". Zrobiona z materiałów przyjaznych środowisku itd. Fajnie, naprawdę fajnie. Cała inicjatywa mi się podoba i miło widzieć coraz więcej osób z tą torbą. Mimo tej fajności jest dla mnie jeden (jak to mówi szef) "myk". Ludzie kupują/biorą (nawet nie wiem czy za free, czy nie) te torby z jednego powodu. Ja bym go nazwał próbą zadowolenia własnego ego, że są niby ekologiczni i dbają o przyrodę. Owszem, dzięki temu dbają o przyrodę, ale pewnie cała reszta dotycząca jej ochrony ich serdecznie wali i tyle.

Odnoszę wrażenie, że podobnie jest z Tybetem. Osobiście ubolewam, że taka spuścizna duchowa może zostać zniszczona przez Chiny. Od dawna mówię, że jeśli płacze się z powodu cierpienia ludzi w kraju x to niech równocześnie płacze za wszystkich tych co cierpią w Afryce/Brazylii i całej reszcie świata. Teraz płaczemy nad Tybetem. Świat głosi wielkie hasła o tym, że trzeba zmienić dyktaturę w Chinach, zbojkotować olimpiadę. Problem w tym, że to tak naprawdę nic nie da. Nic nie da z prostego względu, my wiemy, że to jest złe i trzeba coś zrobić. Problem jest taki, że propaganda w Chinach działa na tyle sprawnie, że Chińczycy są przekonani, że Tybet chce należeć do tego kraju, a wszelkie zamieszki to sprawka Dalajlamy. My sobie możemy krzyczeć, możemy próbować zwrócić uwagę całego świata. To i tak niczego nie zmieni. To naród chiński musi zrozumieć, że trzeba podjąć działania i obalić dotychczasową władzę.

Możemy sobie podbudować nasze ego okrzykami o wolność Tybetu. Mnie osobiście zależy na tym, aby ten region pozostał wraz z całym swoim dobytkiem. Niestety nie przyłączę się do głośnych demonstracji. Nie zrobię tego choćby z tego względu, że musiałbym również iść walczyć o prawa człowieka w Afryce, musiałbym walczyć o uznanie mordu na Ormianach przez Turcję jako ludobójstwo (Turcja zaprzecza temu, żeby dopuściła się czegoś takiego). Ogółem musiałbym jednocześnie walczyć o każdego człowieka, któremu źle się dzieje. Inaczej okażę się hipokrytą, próbując ratować jednych, a o losie innych zapominać i go olewać...

90%

Dodano 11 MAR 2008 roku o godzinie 21:15:57

Czyli tylu polaków ponoć wierzy w Boga. Jak zwykle na złym wykopie znajdzie się czasami coś ciekawego. Tym razem taka ogólnoświatowa sonda z pytaniem "czy wierzysz w boga?". Póki co z naszego kraju odpowiedziało nieco ponad 1300 osób, ale ta wiara ledwie wygrywa z nie-wiarą. Nie jest pewnie wiarygodny wynik, no ale ta sonda się jeszcze nie skończyła - każdy może oddać swój głos.

Strona "projektu" - http://www.yesnogod.com/

Złota zasada każdego faceta, warta zapamiętania

Dodano 07 MAR 2008 roku o godzinie 22:13:57

Jeśli zbliża się jakiekolwiek święto, które dotyczy bezpośrednio kobiet (przykładowo jutrzejszy dzień kobiet) nie próbuj, NIE WAŻ SIĘ, lekceważyć swojej kobiety... To grozi śmiercią.

Krótka myśl

Dodano 23 LUT 2008 roku o godzinie 22:02:15

Odnośnie dyskusji w pewnym wykopie.

Wystarczy dodać, że ktoś szerzy zło (i/lub jest poplecznikiem Złego) i od razu mamy boże błogosławieństwo do tępienia...

Nie wolno Nam. Na rany Chrystusa nie wolno Nam! Dopuścić do dalszego istnienia tego “szatańskiego pomiotu” Mówią

Walka Trwa! Redwatch Polska żyje!
Jak Fenikx z popiołu Redwatch się odrodzi po każdym ataku! Rzekoma akcja zablokowania strony Redwatch.info dała tyle, że wzbogaciliśmy się o IP lewackiego ścierwa!!!

a ja mówię a mówię to z pełną konsekwencja i wiarą w nauki Jezusa Chrystusa (de facto Ortodoksyjnego Żyda) iż mają numery wzorowych Chrześcijan.

Nic odkrywczego, ale na litość (boską chciałoby się wręcz powiedzieć) dajcie sobie spokój z mieszaniem bóstw we wszystko! To dla mnie brzmi jak średniowiecze --,--

Biada przyszłym bierzmowanym

Dodano 10 LUT 2008 roku o godzinie 13:05:51

Ten proceder w mojej parafii już widać od paru ładnych lat. Na początku to wszystko miało łagodną formę, ot raz na różaniec do kościoła etc. Później, wraz z nadejściem nowego wikarego, wszystko przybrało ostrzejszą formę. Do dzisiaj dzieci z tego powodu muszą co niedziela odbierać specjalny podpis, że uczestniczyły we mszy św.

Osobiście uważam to za bzdurę, ale wydaje mi się, że już wcześniej o tym mówiłem, dlatego też nie będę się powtarzać. Chciałem jeszcze dodać, że w tym wszystkim wkurza mnie jeszcze jedna rzecz. Dzieci zmuszane są, dodatkowo, do czytań w czasie mszy fragmentów Pisma. To jest strasznie irytujące (dla mnie) tym bardziej, gdy taka osoba, co tutaj owijać, nie jest przeznaczona do czegoś takiego. Wprawdzie ze mnie żaden praktykujący, ale jak już jestem na tej mszy to nie mam ochoty wysłuchiwać czytania, w wykonaniu osoby, której literki migają przed oczyma i ma problemy z przeczytaniem zdania poprawnie...

Przy okazji mała zagadka: dlaczego Bóg jest egoistą/megalomanem ?

Świat zapier*, a ja chyba nadal nie nadążam

Dodano 08 LUT 2008 roku o godzinie 17:32:27

Korzystając z okazji, że jestem w Chmielnie, postanowiłem odwiedzić moje liceum. Na "wyprawę" wybrałem się wraz z dwoma dobrymi znajomymi. Chwilka w szkole, utwierdziła nas w przekonaniu, że teraz widuje się tam bardziej dzieci niż prawie-dorosłych ludzi.

Po nie całej (a może całej?) godzinie wyszliśmy na miasto tak sobie. Dawniej (czyt. za czasów licka) zawsze było się z czego pośmiać. Totalny freestyle jeśli chodzi o tematy rozmów, a do tego klimat jak najbardziej przyjemny. Dzisiaj niestety można było zauważyć, że studia nieźle wlazły co niektórym za skórę. Z przykrością muszę przyznać, że również i mnie.

Dyskusje na dowolny temat zeszły na drugi plan, a na pierwszy trafiły studia i to co z nimi związane. Jeden z nas właściwie nie wiele o tym mówił, najwyraźniej nie musiał. Widać tylko było jak go nudzi przysłuchiwanie się rozmowom około-studyjnym. Dziwna rzecz. Ciężko się przyzwyczaić do nowych realiów, a jeszcze ciężej przychodzi uświadomienie sobie tego, że tak wiele się zmieniło. Świadczy o tym choćby ta nasza rozmowa. Nagle jakaś taka poważna, czasami tylko coś z czego się można było pośmiać (btw, i tak dotyczyło to studiów). Dziwne uczucie, nagle tak jakoś poważnie..

Tybet

Dodano 07 LUT 2008 roku o godzinie 23:07:32

  • 2050- USD + 800 USD
  • 6950 zł + 1350 USD
  • 1980 Euro + (1520 $)

Tyle mniej więcej kosztowałby mnie wyjazd do tego kraju. Dlaczego Tybet? Co może w nim być tak szczególnego, że właśnie tam chciałbym pojechać?

Myślę, że na dzień dzisiejszy powiedziałbym, że chcę tam jechać dla kilku powodów. Poza tymi tradycyjnymi (zwiedzanie, poznawanie kultury, etc), chciałbym znaleźć tam drogę, oraz sposób życia wg Buddhy. Możliwe, że to brzmi irracjonalnie, ale tak właśnie jest. Chciałbym tam jechać głównie po to, żeby móc zgłębić tą religię/system filozoficzny, oraz poznać jej szczegóły.

Gdzieś wyczytałem, że aby móc w pełni poznać wszelkie zasady Buddyzmu, należy mieć kogoś na wzór mentora. Określenie "przewodnik duchowy", jest właściwie lepsze. Taka osoba pozwoliłaby mi zgłębić wszelkie tajniki tej religii.

Cóż pozostaje mi poczekać, aż będę w stanie przeznaczyć podobne kwoty i zrobię to o czym myślę od dłuższego czasu - wyjadę tam na, co najmniej, miesiąc (choć pewnie i to będzie za mało)..

Umysł płata figle, część 2

Dodano 31 STY 2008 roku o godzinie 21:48:37

Już dawniej pisałem o tym jaki to umysł bywa przewrotny. Dzisiaj mogę chyba opisać kolejną podobną sytuację jak to nagle tok myślenia potrafi się zmienić.

Zawsze byłem przeciwny narkotykom, ba cały czas jestem. Nie będę teraz zastanawiał się nad tym jakie to one szkodliwe są, ani nad tym, że (ponoć) "kradną duszę".

Jak wiadomo zbliża się (albo już trwa - jak kto woli) sesja, a wraz z nią mój odwieczny problem z fizyką. Tak, przyznam się bez bicia, nie uczyłem się nic, a nic. Wolę mieć zaległą fizykę na drugim semestrze, a zdać matematykę, z którą mam problemy. Dzisiaj jednak przyszła inna myśl - zdobyć amfę i, zgodnie z zasadą ZZZ, przygotować się do fizyki.

Bez celu

Dodano 20 STY 2008 roku o godzinie 16:30:45

Miałem przed chwilą dość poważną rozmowę z matką. Niestety uświadomiłem sobie dość przykrą rzecz, no ale może od początku... Od samego początku (tj, kiedy miałem bardziej rozwiniętą samoświadomość - gimnazjum) wiedziałem, że będę chciał studiować informatykę. Liceum wybrałem również z tą myślą, czyli o odpowiednim profilu. Teraz gdy nie dostałem się Informatykę straciłem cel, który od 6 lat w jakiś sposób mnie napędzał...

Z jednej strony może i dobrze, nie wiem czy podjąłbym podobną decyzję jak dawniej. Niestety teraz jest problem - co dalej? Studia to praktycznie "wyszkolenie" mnie w taki sposób, aby móc później podjąć jakąś pracę. Zawsze chciałem mieć taką pracę, w której mógłbym w jakiś sposób się spełniać, taką z której można czerpać jakąś satysfakcję. Dawniej "zawód" informatyka wydawał się być czymś takim, teraz to kojarzy się dla mnie bardziej z byciem "nolifem".

Ciężko jest kiedy człowiek tak naprawdę nie wie co by chciał robić w przyszłości. Jeden cel utraciłem, ale chciałbym go czymś zastąpić. Problem w tym, że nie wiem czym. Oczywiście skupiam się tutaj tylko na pracy, a nie życiu osobistym tj. rodzinie. Nie chodzi o to, żeby być "kimś". Chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby znaleźć zawód, z którego można czerpać jakąś radość. Nie chcę, żeby to było coś co uważałbym za rzecz konieczną.

Mam problem, nie wiem co z tym zrobić...

Dodano 09 STY 2008 roku o godzinie 21:14:14

Godek :: 21:06:15 / S 21:07:45
Wiesz zapytałem się raz księdza czy Palenie to grzech (ja nie pale takze nie pomysl sobie czegos...)

Godek :: 21:07:13 / S 21:08:43
Ksiądz powiedział tak bo to sie zalicza pod samobójstwo lub zabicie osoby ludzkiej. a ja w tym momencie pytanie strzeliłem. "Dlaczego więc proboszcz pali 2 paczki fajek nadzień?" i w tym momencie ksiądz wyprosił mnie zadrzwi

Stały argument ateistów?

Dodano 26 GRU 2007 roku o godzinie 10:13:30

Tak a'propos tych wszystkich kłótni prawie-noworocznych nt. złego kościoła itd..

Zacytuję znajomego ateistę:

Czy wierzysz w różowego niewidzialnego jednorożca?

Niech każdy zinterpretuje to sobie jak tylko chce.

Święta sręta..

Dodano 22 GRU 2007 roku o godzinie 13:50:11

Nie okłamujmy się, już nie jest tak jak dawniej. Teraz święta to w ogromnej mierze czysto marketingowa kampania prowadzona w celu pomnożenia ilości gotówki w portfelach producentów.

Teraz święta rozpoczynają się miesiąc w przód i z dnia na dzień jedynie ich promowanie staje się intensywniejsze. Gdziekolwiek się nie pójdzie widzi się Mikołaja, jakieś renifery i inne świąteczne gadżety. Prawie wszędzie słyszeć melodie świąteczne, których wykonanie często jest żałosne, ale puszcza się ten crap, bo o świętach mowa. Moje ostatnie zakupy w Empiku (tak kupowałem prezenty) przebiegały w melodiach bliżej nieznanych wykonawców, których gardła nadawały się jedynie do śpiewania przy butelce. Zamiast posłuchać sobie normalnej dobrej muzyki, jaka tam zawsze leci, bombardowano mnie tym pseudo świątecznym nastrojem, który miałby spotęgować we mnie chęć kupowania, bo w końcu święta mamy.

No cóż, tym razem nastrój mi się nie udzielił. Wszędzie tego za dużo. Mikołaje wpierdalają się w telewizor, radio i nawet nasze mózgi. Marketing kwitnie, a my mamy paść jego ofiarami. Gwałci się nasze umysły wbijając na chama, że trzeba kupić więcej i więcej.

Dawniej czegoś takiego nie było. Mhm inaczej. Było, ale nie była to taka nawałnica. Nie było takiej ilości wesołych Mikołajów z naklejką na czole "kup mnie!". Nie było tego szaleństwa tylko rodzinna atmosfera i dobra kolacja wigilijna. Teraz odnoszę jedynie wrażenie (albo wszędobylska reklama sprawiła, że tak myślę), że święta ograniczyły się do idei Mikołaja i dawania prezentów...

what a splendid pie
pizza pizza pie
every minute every second buy buy buy buy
what a splendid pie
pizza pizza pie
every minute every second buy buy buy buy
pepperoni and green peppers mushrums olives chives
pepperoni and green peppers mushrums olives chives
need therepy therepy advertising causes need therepy therepy advertising causes need
therepy therepy advertising causes therepy

Życie daje za dużo możliwości

Dodano 24 LIS 2007 roku o godzinie 10:48:26

Garfield :: 11-24

A ile my z nich wykorzystujemy ?

Inspiracja z Kościoła - skąd wiara?

Dodano 11 LIS 2007 roku o godzinie 13:20:33

Zwyczajem już byłem dzisiaj w Kościele na mszy. Było sobie kazanie, powiedzmy, dość nacjonalistyczne. Wikary zaczął mówić, że to Polska zawsze znana była ze swojej wiary, że to właśnie Polacy dzięki niej (wierze) tyle razy wygrywali, itd. Wspomniał też, że coraz więcej rzesz rodaków odstępuje od tej wiary.

Zaczęło mnie zastanawiać dlaczego tak jest. Aktualnie to Brazylia (i właściwie inne kraje tzw Trzeciego Świata) są najbardziej wierzącymi krajami. Te bardziej rozwinięte państwa mają coś na styl "deficytu" wiary. W postawionym pytaniu i tych nasuniętych myślach odpowiedź wydawała się prosta - potrzeba. Nie ma innego sposobu na lepsze życie, ludzie odnoszą się do Boga. Kiedy nie ma nadziei na poprawę wkracza Bóg. Tak sobie pomyślałem, że w czasie wojny Bóg dawał ludziom siłę do walki. Ciężko to nazwać siłą, bo właściwie nie składano próśb typu "Daj nam moc", tylko "pomóż nam".

Teraz nie ma wojny, mamy jakiś tam dobrobyt. U nas jeszcze jest kiepściutko z tym dobrobytem, ale na zachodzie tak nie jest. Ludzie mają to co jest potrzebne do życia, także właściwie nie potrzebują Boga. Hmm właściwie wysunąłem małą tezę (pewnie nie zauważalną), że jeśli człowiek się czegoś boi/potrzebuje to ucieka do Boga. Gdyby wiara zależała tylko od dobrobytu to pewnie w wielu krajach już by jej nie było. Także co jest kolejnym czynnikiem, że wiara cały czas jest?

Organizacja czasu

Dodano 10 LIS 2007 roku o godzinie 19:48:48

Niestety zauważyłem, że z nią u mnie ostatnio coraz gorzej jest... Niby coś planuję na następny dzień, ale niestety nic z tego nie wynika. Może jest tak dlatego, że część z tych rzeczy zapisuję na kompie, a inne sprawy staram się zapamiętać. Mam tendencje do odsuwania wszystkiego na później, przez co mogę mieć później problemy.

Myślałem nad tym aby w jakiś sposób planować sobie co jest do zrobienia każdego dnia i trzymać się stricte (albo w dużej mierze) wg tego planu. Komputer od razu odpada. Obawiam się, że mogę mieć coś takiego, że się od niego nie oderwę. Niby chcę zobaczyć co jest w planie i nagle 150 innych spraw mi się przypomni i tracę czas przed kompem.

Znacie jakieś dobre metody na załatwienie takich spraw ?

Subiektywnie o tym dlaczego Linux jest lepszy

Dodano 03 LIS 2007 roku o godzinie 18:12:10

Od pewnego czasu prowadzę wyjątkowo jałową konwersację nt. "wyższości" Linuksa od Windowsa (lub odwrotnie). Niestety jest ona przegrana i nie ma co tłumaczyć dlaczego. Po prostu gdy słyszę teksty typu "i chuj, że ma" nie chce mi się dalej rozmawiać. Mógłbym powiedzieć, że to jest taka sama pyskówka jak te na linii moher/prawicowiec-komuch/lewicowiec...

W tej notce nie przedstawię żadnych wiadomości technicznych ani cyferek. Chcę podejść do sprawy jedynie od strony ideologicznej.