Dodano 28 LIS 2008 roku o godzinie 16:47:48
Ten wpis troszkę jest zainspirowany wpisem na blogu Ani. W sumie nie chcę oceniać jej oburzenia opisanym faktem. Bardziej chcę się uczepić jej jednego komentarza:
zwierzęta nie są istotami myślącymi, nie mają duszy.
Ogólnie to jest tak bardzo zabawny argument na to, że człowiek jest lepszy, że to właśnie on zasługuje na łaskę Stwórcy itd.. Już nie raz słyszałem takie sformułowanie, głównie z ambony (z okresu kiedy jeszcze chodziłem w miarę regularnie do Kościoła). Jest to przykre, bo tak naprawdę zapomina się o tym czym człowiek był wcześniej.
Ostatnio miałem okazję czytać bardzo ciekawy artykuł w Newsweeku. Jest sobie pewna teoria, że mózg człowieka (dla niewtajemniczonych - narząd dzięki któremu, uwaga, myślimy) wyewoluował do obecnych rozmiarów po to aby ludzikom lepiej się... biegało :) Pradawni myśliwi zapierniczali za swoją zdobyczą cały boży dzień, aż ją umęczyli i łapali. Niestety mieli problem, ich mózg przegrzewał się przez co mogli dostać szoku (lub innych mało przyjemnych rzeczy). Tak więc Matka Natura chcąc nam pomóc powiększyła nam ten mózg.
Efektem ubocznym dużego mózgu jest, wspomniane na początku, myślenie. Teraz to już nam się całkiem dobrze myśli, ale dawniej tośmy myśleli w podobnej abstrakcji co szympansy widząc patyk, który mogą wetknąć w mrowisko..
Dodano 14 LIS 2008 roku o godzinie 21:45:39
Mam wrażenie, że już o tym kiedyś pisałem. Jeśli tak to wybaczcie, mam tendencje do powtarzania się.
Mówi się (albo tak mi się wydaje), że każdy ma jakąś tam pasję, dla której się oddaje. Dreski alkohole, metale emo itd. Niestety ostatnio zauważyłem coś dziwnego. Otóż pomimo moich jakiś-tam zainteresowań nie mam czegoś co tak naprawdę jest dla mnie ważne. Jakoś nie potrafię odnaleźć rzeczy, dla której chętnie poświęcę swój czas i wysiłek..
Patrząc na moją kobietę widzę, że spełnia swoje marzenia, zainteresowania. Robi to co lubi, stara się jakoś to rozwijać. Moja serdeczna przyjaciółka również dąży do tego co lubi. Stara spełniać się do tego stopnia, że praktycznie poświęca na ten cel swoje życie osobiste. Wprawdzie w tym drugim wypadku nie podzielam zdania, że warto aż tak bardzo się poświęcić, lecz mimo wszystko podziwiam te osoby, że robią to co lubią.
Jak już pisałem u siebie jakoś nie mogę takich pasji znaleźć. Dawne zainteresowania jakoś teraz straciły na znaczeniu. A tak naprawdę nie mogę znaleźć nic innego na ich miejsce. Czuję się tak jakbym ciągnął siebie samego z dnia na kolejny dzień tylko po to, żeby wykonać podstawowe czynności podyktowane przez naturę.
Co ciekawe zastanawiając się nad tym wszystkim przyszła mi do głowy jedna myśl. Niektórzy są stworzeni do oddawania się dla pasji, a ja może po prostu chcę poświęcić się dla ludzi (tj. moich znajomych, krewnych etc), a w przyszłości dla swoich dzieci..?
Dodano 20 WRZ 2008 roku o godzinie 16:10:53
Wpis sponsoruje dawny komentarz Kovala :)
Dzisiaj przeczytałem bardzo fajny artykuł w magazynie Focus - 'Cywilizacja niecierpliwości'. Artykuł dał trochę do myślenia, jednak jak się nie zastanowić to łatwo można dojść do podobnych wniosków. My, jako cywilizacja, sami się wpędzamy w ciągłe gonienie w tą i z powrotem, ale tak naprawdę to nie wiadomo po co. Ciągle szybko, bo jak się zwolni to coś złego się wydarzy.
Z mojej strony do tego procederu jest niesamowita niechęć. Zawsze byłem powolnym człowiekiem, lubię robić rzeczy bez zbędnego stresu. Obiady też jem najwolniej z całej rodzinki, bo w sumie to po co mam się spieszyć? Nawet fast-food'a z McDonalda zjem sobie powolutku, kiedy inni to wepchną to w siebie i szybko znikają. Niestety najgorsze jest to, że przez to, że wszystkim ciągle wszędzie śpieszy się ja sam muszę za innymi gonić. Szkoda, naprawdę szkoda.
Myślę, że najlepiej całość obrazuje ten fragment tekstu z artykułu:
Oczekiwanie przestało być przyjemne. Nawet w czasie wakacji liczy się to, by dotrzeć na miejsce jak najszybciej i wypocząć jak najintensywniej. Pamiątki to setki cyfrowych zdjęć, na których oglądanie nie mam potem czasu.
BTW, czy zauważyliście, że ostatnio coraz więcej osób (nawet starszych) 'jedzie' na dopalaczach w stylu RedBull ?
Dodano 20 WRZ 2008 roku o godzinie 15:45:01
Niestety temat, o którym nie chcę mówić powrócił. Mowa o moich nieszczęsnych studiach, o których to nie chcę rozmawiać z własną rodziną. Niestety po raz kolejny czuję się porównywany do własnego rodzeństwa i stawiany do wyścigu szczurów, w którym nie chcę uczestniczyć. Od początku wiedziałem, że wrócę na studia (po tym jak zrezygnowałem), ale nie byłem do końca pewien gdzie. Oczywiście opcją była moja znienawidzona PG, ale tym razem w trybie zaocznym (nie chcę rezygnować z dotychczasowej pracy). Ok, plan był, możliwości finansowe jako tako też. Znałem przedział cenowy za semestr, okazało się, że źle go znałem. O cenach mówił mi znajomy, który aktualnie siedzi na którymś roku zaocznych studiów na PG. Okazało się, że do jego kwoty muszę dodać ~400zł, także już za dużo jak dla mnie.
Mogłem pokazać panom z PG środkowy palec, ale tego nie zrobię. Okazuje się, że moja rodzinka, tak chce mnie wspomóc, że jedyną opcją jest politechnika, bo inne uczelnie nie. Plus taki, że finansowo mnie wspomogą. Minus taki, że znowu jestem pod kloszem, a moje zdanie specjalnie się nie liczy. Chyba mam być spełnieniem oczekiwań rodziców, oraz godnym naśladowcą własnego rodzeństwa. Niestety problem jest taki, że nikt z nich nie chce zrozumieć, że moja chęć do kontynuowania nauki skończyła się wraz z rezygnacją ze studiów. Może to przez lenistwo, ale i tak jestem zdania, że to co się na nich nauczę nie przyda w tym co będę chciał robić.
Jest jeden problem - papier, który ponoć zapewni mi dobrobyt, szczęście i masę innych bajeranckich rzeczy (w tym stadko pięknych kobiet). Jakoś nie jestem przekonany do jego znaczenia. Tym bardziej, że uczelnie do zawodu słabo przygotowują (ostatnio masa artykułów w lokalnym Metrze na ten temat).
Dodano 06 LIP 2008 roku o godzinie 22:39:16
Do 10 lipca muszę zdecydować się na jakiś fundusz emerytalny. Wprawdzie wybór tego funduszu ma dla mnie małe znaczenie, ale sam fakt i owszem już coś znaczy. Mam ciągle te 19 lat, a już muszę wybierać coś takiego jak "fundusz emerytalny".
Nie wiem, może to przez drugi człon tej nazwy. Czuję się nagle strasznie stary, a przecież dopiero teraz wszystko się tak naprawdę zaczyna. Kariera zawodowa praktycznie już rozpoczęta, życie osobiste jak najbardziej się układa, a jednak nachodzi mnie myśl, że już jestem tak tragicznie stary. Już teraz mogę mówić o pewnych osobach "pamiętam jak był(a) gówniarzem, a teraz prowadzi samochód"... Muszę przyznać, że to jest strasznie dziwne uczucie.
Stare paczki nagle się rozpadły. Ze sporej paczki gówniarzy z "osiedla" zostało nas tak naprawdę troje. Reszta gdzieś goni, nie ma czasu. My wprawdzie też nie mamy na wszystko czas, ale jeszcze trzymamy się razem. Podobnie jest ze znajomościami wyniesionymi z liceum. Przez ten okres większość znajomości kwitła, a teraz nagle zero odzewu. W ogóle nie wiadomo co u dawnych znajomych się dzieje.
Mógłbym napomknąć teraz, że tak naprawdę serwisu typu NK niczego nie polepszają, bo i tak nie dowiem się niczego z tego co by mnie interesowało. Owszem ten serwis jest jakąś formą kontaktu, ale dopóki nie jesteśmy w stanie spotkać się osobiście jest bezwartościowy..
Dobra, ponarzekałem, kończę. Przy okazji chciałem powiedzieć, że mój wybór odnośnie wspomnianego funduszu padnie prawdopodobnie na ING.
Dodano 05 CZE 2008 roku o godzinie 23:11:49
Oglądałem sobie dzisiaj fragmenty jednego z koncertów SOADa. Przed kolejnym utworem Daron palnął ciekawy tekst:
Jesus please come and save us from Your followers!
Krótkie (choć powtarzane kilka razy), aczkolwiek ciekawe. Pozostawię to do Waszych rozmyślań.
Dodano 31 MAJ 2008 roku o godzinie 20:30:03
Tak sobie pomyślałem, że to już dwa lata jak noszę na sobie opaskę 'Stand Up Speak Up'. Opaska ta stała się częścią mnie, o dziwo jeszcze nie przyrosła... W ciągu tych dwóch lat zdejmowałem ją tylko kilka razy, na kilka godzin.
W sumie to nie wiem co mnie skłoniło do napisania tej notki. Może fakt, że zdziwiony jestem tym, że przez tak długi okres 'manifestuję' jakieś swoje przekonanie. W zasadzie poza tą opaską to w żaden sposób nie demonstruję/demonstrowałem innych swoich przekonań/racji..
Dodano 29 MAJ 2008 roku o godzinie 22:34:53
Powoli zaczyna wchodzić we mnie straszna kreatura. Jest nią mianowicie 'miastowy'. Po czym to poznaję? Przede wszystkim po ignorancji wobec wszystkich osób, które mijam. Patrzę beznamiętnie na tych wszystkich żebraków, na ich totalnie beznadziejny stan. Ignoruję większość osób, które swym wyglądem są tak powtarzalne.
Mam ich wszystkich po prostu gdzieś dopóki nie są ze mną w żaden sposób powiązane.. Cholera, jaka hipokryzja we mnie wstąpiła. Naprawdę zaczynam być jakiś taki miastowy.. Dawniej to jakoś bardziej mnie obchodziło. Nie byłem tak wybiórczy jeśli chodzi o zainteresowanie innymi osobami. Może to życie w mieście sprawia, że tacy się stajemy.
Inni zachowują się podobnie. Omijają beznamiętnie tych, którzy są w potrzebie. Nie interesują się tym, gdy jakiś facet obok szarpie swoją żonę i wyzywa ją na cały głos od kurew. Młode bachory gdy widzą wolne miejsce w autobusie/tramwaju pchają się do niego, żeby jak najszybciej zająć. Gdy widzą, że ktoś starszy stoi obok nich to zlewają tą osobę z tłem, tak jakby nie istniała.. Podobnych przykładów jest więcej. Ta panująca ignorancja w mieście jest po prostu straszna, nie chcę, żeby i mnie doszczętnie pochłonęła..
Dodano 06 KWI 2008 roku o godzinie 14:39:28
Bycie ateistą, lub udawanie, że nim się jest nie jest fajne. Bycie ateistą ma jedną poważną wadę. Jest nią jedne fundamentalny błąd. Nie chodzi tutaj o to, że Boga nie ma. Problem w tym, że coś musiało nas stworzyć. Nauka twierdzi, że stworzył nas Big Bang, ale już nie wie co było wcześniej. Nawet jeśli to odkryje to znowu pozostanie pytanie "jak to powstało?". Niestety dla ateistów, dochodzimy tutaj siłą rzeczy do istnienia jakiegoś bóstwa, które musiało to zapoczątkować. Z naszego punktu widzenia to mogliby być nawet kosmici i tak przypisalibyśmy im rangę bóstwa niezależnie od tego czy nimi są, czy nie.
Z drugiej jednak strony jest pytanie "jak się zrodził ten bóg?". Podejrzewam, że właśnie to może być punktem spornym całego założenia Deizmu. Niestety raczej nie uda nam się wytłumaczyć ani tego jak bóg powstał, ani tego jak powstała materia w kosmosie, która zapoczątkowała Wielki Wybuch.
Przypomina mi się moja notka o ankiecie czy wierzę w boga. Nie potrafiłem się zebrać na jednoznaczną odpowiedź. Niejednokrotnie tępiłem religijny fanatyzm, Kościół, itd. Nie oznaczało to jednak, że jestem ateistą. Deizm jest mi o tyle bliższy, że w jakiegoś tam boga (określmy go jako no name) wierzę, ale go nie wyznaję. Nie odczuwam jego obecności, ani też jej nie potrzebuję. Wychodzę jednak z założenia, że no name stworzył wszechświat, który później wyewoluował do obecnej postaci. Dlaczego ten bóg nas opuścił tego nie wiem, podobnie z resztą dlaczego nas stworzył. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że takie spojrzenie na całość mnie zadowala, nie czuję jakiejś luki choć zdaję sobie sprawę, że ta teoria niekoniecznie jest super spójna.
Ps. a może naszym stwórcą jest Ceiling Cat? ;-)
Dodano 22 MAR 2008 roku o godzinie 22:06:36
Zacznę od toreb. Ostatnio w Gdańsku widzę coraz więcej osób z taką fajną torbą "eko". Zrobiona z materiałów przyjaznych środowisku itd. Fajnie, naprawdę fajnie. Cała inicjatywa mi się podoba i miło widzieć coraz więcej osób z tą torbą. Mimo tej fajności jest dla mnie jeden (jak to mówi szef) "myk". Ludzie kupują/biorą (nawet nie wiem czy za free, czy nie) te torby z jednego powodu. Ja bym go nazwał próbą zadowolenia własnego ego, że są niby ekologiczni i dbają o przyrodę. Owszem, dzięki temu dbają o przyrodę, ale pewnie cała reszta dotycząca jej ochrony ich serdecznie wali i tyle.
Odnoszę wrażenie, że podobnie jest z Tybetem. Osobiście ubolewam, że taka spuścizna duchowa może zostać zniszczona przez Chiny. Od dawna mówię, że jeśli płacze się z powodu cierpienia ludzi w kraju x to niech równocześnie płacze za wszystkich tych co cierpią w Afryce/Brazylii i całej reszcie świata. Teraz płaczemy nad Tybetem. Świat głosi wielkie hasła o tym, że trzeba zmienić dyktaturę w Chinach, zbojkotować olimpiadę. Problem w tym, że to tak naprawdę nic nie da. Nic nie da z prostego względu, my wiemy, że to jest złe i trzeba coś zrobić. Problem jest taki, że propaganda w Chinach działa na tyle sprawnie, że Chińczycy są przekonani, że Tybet chce należeć do tego kraju, a wszelkie zamieszki to sprawka Dalajlamy. My sobie możemy krzyczeć, możemy próbować zwrócić uwagę całego świata. To i tak niczego nie zmieni. To naród chiński musi zrozumieć, że trzeba podjąć działania i obalić dotychczasową władzę.
Możemy sobie podbudować nasze ego okrzykami o wolność Tybetu. Mnie osobiście zależy na tym, aby ten region pozostał wraz z całym swoim dobytkiem. Niestety nie przyłączę się do głośnych demonstracji. Nie zrobię tego choćby z tego względu, że musiałbym również iść walczyć o prawa człowieka w Afryce, musiałbym walczyć o uznanie mordu na Ormianach przez Turcję jako ludobójstwo (Turcja zaprzecza temu, żeby dopuściła się czegoś takiego). Ogółem musiałbym jednocześnie walczyć o każdego człowieka, któremu źle się dzieje. Inaczej okażę się hipokrytą, próbując ratować jednych, a o losie innych zapominać i go olewać...
Dodano 11 MAR 2008 roku o godzinie 21:15:57
Czyli tylu polaków ponoć wierzy w Boga. Jak zwykle na złym wykopie znajdzie się czasami coś ciekawego. Tym razem taka ogólnoświatowa sonda z pytaniem "czy wierzysz w boga?". Póki co z naszego kraju odpowiedziało nieco ponad 1300 osób, ale ta wiara ledwie wygrywa z nie-wiarą. Nie jest pewnie wiarygodny wynik, no ale ta sonda się jeszcze nie skończyła - każdy może oddać swój głos.
Strona "projektu" - http://www.yesnogod.com/
Dodano 07 MAR 2008 roku o godzinie 22:13:57
Jeśli zbliża się jakiekolwiek święto, które dotyczy bezpośrednio kobiet (przykładowo jutrzejszy dzień kobiet) nie próbuj, NIE WAŻ SIĘ, lekceważyć swojej kobiety... To grozi śmiercią.
Dodano 23 LUT 2008 roku o godzinie 22:02:15
Odnośnie dyskusji w pewnym wykopie.
Wystarczy dodać, że ktoś szerzy zło (i/lub jest poplecznikiem Złego) i od razu mamy boże błogosławieństwo do tępienia...
Nie wolno Nam. Na rany Chrystusa nie wolno Nam! Dopuścić do dalszego istnienia tego “szatańskiego pomiotu” Mówią
Walka Trwa! Redwatch Polska żyje!
Jak Fenikx z popiołu Redwatch się odrodzi po każdym ataku! Rzekoma akcja zablokowania strony Redwatch.info dała tyle, że wzbogaciliśmy się o IP lewackiego ścierwa!!!
a ja mówię a mówię to z pełną konsekwencja i wiarą w nauki Jezusa Chrystusa (de facto Ortodoksyjnego Żyda) iż mają numery wzorowych Chrześcijan.
Nic odkrywczego, ale na litość (boską chciałoby się wręcz powiedzieć) dajcie sobie spokój z mieszaniem bóstw we wszystko! To dla mnie brzmi jak średniowiecze --,--
Dodano 10 LUT 2008 roku o godzinie 13:05:51
Ten proceder w mojej parafii już widać od paru ładnych lat. Na początku to wszystko miało łagodną formę, ot raz na różaniec do kościoła etc. Później, wraz z nadejściem nowego wikarego, wszystko przybrało ostrzejszą formę. Do dzisiaj dzieci z tego powodu muszą co niedziela odbierać specjalny podpis, że uczestniczyły we mszy św.
Osobiście uważam to za bzdurę, ale wydaje mi się, że już wcześniej o tym mówiłem, dlatego też nie będę się powtarzać. Chciałem jeszcze dodać, że w tym wszystkim wkurza mnie jeszcze jedna rzecz. Dzieci zmuszane są, dodatkowo, do czytań w czasie mszy fragmentów Pisma. To jest strasznie irytujące (dla mnie) tym bardziej, gdy taka osoba, co tutaj owijać, nie jest przeznaczona do czegoś takiego. Wprawdzie ze mnie żaden praktykujący, ale jak już jestem na tej mszy to nie mam ochoty wysłuchiwać czytania, w wykonaniu osoby, której literki migają przed oczyma i ma problemy z przeczytaniem zdania poprawnie...
Przy okazji mała zagadka: dlaczego Bóg jest egoistą/megalomanem ?
Dodano 08 LUT 2008 roku o godzinie 17:32:27
Korzystając z okazji, że jestem w Chmielnie, postanowiłem odwiedzić moje liceum. Na "wyprawę" wybrałem się wraz z dwoma dobrymi znajomymi. Chwilka w szkole, utwierdziła nas w przekonaniu, że teraz widuje się tam bardziej dzieci niż prawie-dorosłych ludzi.
Po nie całej (a może całej?) godzinie wyszliśmy na miasto tak sobie. Dawniej (czyt. za czasów licka) zawsze było się z czego pośmiać. Totalny freestyle jeśli chodzi o tematy rozmów, a do tego klimat jak najbardziej przyjemny. Dzisiaj niestety można było zauważyć, że studia nieźle wlazły co niektórym za skórę. Z przykrością muszę przyznać, że również i mnie.
Dyskusje na dowolny temat zeszły na drugi plan, a na pierwszy trafiły studia i to co z nimi związane. Jeden z nas właściwie nie wiele o tym mówił, najwyraźniej nie musiał. Widać tylko było jak go nudzi przysłuchiwanie się rozmowom około-studyjnym. Dziwna rzecz. Ciężko się przyzwyczaić do nowych realiów, a jeszcze ciężej przychodzi uświadomienie sobie tego, że tak wiele się zmieniło. Świadczy o tym choćby ta nasza rozmowa. Nagle jakaś taka poważna, czasami tylko coś z czego się można było pośmiać (btw, i tak dotyczyło to studiów). Dziwne uczucie, nagle tak jakoś poważnie..
Dodano 07 LUT 2008 roku o godzinie 23:07:32
- 2050- USD + 800 USD
- 6950 zł + 1350 USD
- 1980 Euro + (1520 $)
Tyle mniej więcej kosztowałby mnie wyjazd do tego kraju. Dlaczego Tybet? Co może w nim być tak szczególnego, że właśnie tam chciałbym pojechać?
Myślę, że na dzień dzisiejszy powiedziałbym, że chcę tam jechać dla kilku powodów. Poza tymi tradycyjnymi (zwiedzanie, poznawanie kultury, etc), chciałbym znaleźć tam drogę, oraz sposób życia wg Buddhy. Możliwe, że to brzmi irracjonalnie, ale tak właśnie jest. Chciałbym tam jechać głównie po to, żeby móc zgłębić tą religię/system filozoficzny, oraz poznać jej szczegóły.
Gdzieś wyczytałem, że aby móc w pełni poznać wszelkie zasady Buddyzmu, należy mieć kogoś na wzór mentora. Określenie "przewodnik duchowy", jest właściwie lepsze. Taka osoba pozwoliłaby mi zgłębić wszelkie tajniki tej religii.
Cóż pozostaje mi poczekać, aż będę w stanie przeznaczyć podobne kwoty i zrobię to o czym myślę od dłuższego czasu - wyjadę tam na, co najmniej, miesiąc (choć pewnie i to będzie za mało)..
Dodano 31 STY 2008 roku o godzinie 21:48:37
Już dawniej pisałem o tym jaki to umysł bywa przewrotny. Dzisiaj mogę chyba opisać kolejną podobną sytuację jak to nagle tok myślenia potrafi się zmienić.
Zawsze byłem przeciwny narkotykom, ba cały czas jestem. Nie będę teraz zastanawiał się nad tym jakie to one szkodliwe są, ani nad tym, że (ponoć) "kradną duszę".
Jak wiadomo zbliża się (albo już trwa - jak kto woli) sesja, a wraz z nią mój odwieczny problem z fizyką. Tak, przyznam się bez bicia, nie uczyłem się nic, a nic. Wolę mieć zaległą fizykę na drugim semestrze, a zdać matematykę, z którą mam problemy. Dzisiaj jednak przyszła inna myśl - zdobyć amfę i, zgodnie z zasadą ZZZ, przygotować się do fizyki.
Dodano 20 STY 2008 roku o godzinie 16:30:45
Miałem przed chwilą dość poważną rozmowę z matką. Niestety uświadomiłem sobie dość przykrą rzecz, no ale może od początku... Od samego początku (tj, kiedy miałem bardziej rozwiniętą samoświadomość - gimnazjum) wiedziałem, że będę chciał studiować informatykę. Liceum wybrałem również z tą myślą, czyli o odpowiednim profilu. Teraz gdy nie dostałem się Informatykę straciłem cel, który od 6 lat w jakiś sposób mnie napędzał...
Z jednej strony może i dobrze, nie wiem czy podjąłbym podobną decyzję jak dawniej. Niestety teraz jest problem - co dalej? Studia to praktycznie "wyszkolenie" mnie w taki sposób, aby móc później podjąć jakąś pracę. Zawsze chciałem mieć taką pracę, w której mógłbym w jakiś sposób się spełniać, taką z której można czerpać jakąś satysfakcję. Dawniej "zawód" informatyka wydawał się być czymś takim, teraz to kojarzy się dla mnie bardziej z byciem "nolifem".
Ciężko jest kiedy człowiek tak naprawdę nie wie co by chciał robić w przyszłości. Jeden cel utraciłem, ale chciałbym go czymś zastąpić. Problem w tym, że nie wiem czym. Oczywiście skupiam się tutaj tylko na pracy, a nie życiu osobistym tj. rodzinie. Nie chodzi o to, żeby być "kimś". Chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby znaleźć zawód, z którego można czerpać jakąś radość. Nie chcę, żeby to było coś co uważałbym za rzecz konieczną.
Mam problem, nie wiem co z tym zrobić...
Dodano 09 STY 2008 roku o godzinie 21:14:14
Godek :: 21:06:15 / S 21:07:45
Wiesz zapytałem się raz księdza czy Palenie to grzech (ja nie pale takze nie pomysl sobie czegos...)
Godek :: 21:07:13 / S 21:08:43
Ksiądz powiedział tak bo to sie zalicza pod samobójstwo lub zabicie osoby ludzkiej. a ja w tym momencie pytanie strzeliłem. "Dlaczego więc proboszcz pali 2 paczki fajek nadzień?" i w tym momencie ksiądz wyprosił mnie zadrzwi
Dodano 26 GRU 2007 roku o godzinie 10:13:30
Tak a'propos tych wszystkich kłótni prawie-noworocznych nt. złego kościoła itd..
Zacytuję znajomego ateistę:
Czy wierzysz w różowego niewidzialnego jednorożca?
Niech każdy zinterpretuje to sobie jak tylko chce.