Ciekaw jestem co pomyślała kobieta w sklepie gdy zobaczyła typa z przekrwionymi oczami, mamroczącego coś do siebie z głosem jakby był po konkretnej libacji. Przyłapałem się na tym (nie pierwszy raz), że idąc do sklepu, zaraz po tym jak się obudziłem, nie potrafię w miarę przejrzyście wyartykułować mojej zakupowej potrzeby. No i do tego te przekrwione oczy i tryb niekontrolowanego growlowania.
Zamieszanie związane z dzisiejszą akcją "Krzyż" bardzo mi się podoba. Jest to dowód na to, że ludzie jak chcą się zbiorą aby manifestować swoje racje. Nawet jeśli są one absurdalne. Jeśli fetyszyści krzyża mogą siedzieć i wykrzykiwać swoje racje to takie same prawa mają Ci co są już wkurzeni/zmęczeni całą sytuacją.
W sumie to również jestem zmęczony tym cyrkiem. Mała grupka ludzi narobiła takiego zamieszania, że dzięki nim w oczach zewnętrznych obserwatorów możemy wyjść na fundamentalistów. W imię czego? Uczczenia pamięci ofiar? Nie sądzę.
A jednak się udało. Dzisiaj wraz z przyjaciółmi jedziemy do Kuchar na wielki kurs medytacyjny z lamą Ole. W końcu będę mógł się przekonać jaki jest w rzeczywistości, oraz zweryfikować to co inni o nim mówią.
Wizja wyrwania się na weekend brzmi niesamowicie. Przyda mi się taka forma odpoczynku.
Ciekaw jestem co pomyślała kobieta w sklepie gdy zobaczyła typa z przekrwionymi oczami, mamroczącego coś do siebie z głosem jakby był po konkretnej libacji. Przyłapałem się na tym (nie pierwszy raz), że idąc do sklepu, zaraz po tym jak się obudziłem, nie potrafię w miarę przejrzyście wyartykułować mojej zakupowej potrzeby. No i do tego te przekrwione oczy i tryb niekontrolowanego growlowania.
Tak sobie czytam newsa o kolejnej zagładzie świata i znowu czytam o scenariuszu, w którym padną wszelkie urządzenia elektryczne. Wieelki dramat i katastrofa. Owszem, wiele krytycznych urządzeń przestanie działać. Pewnie z tego też powodu zginie jakaś liczba osób (co pewnie będzie można nazwać "statystyką").
Pytanie tylko czy jesteśmy aż tak bardzo uzależnieni od technologii że jej brak spowoduje totalną apokalipsę? IMHO mocno przesadzony scenariusz i zwyczajne sianie paniki. Na pewno będzie spory regres w ogólnym rozwoju ludzkości, ale wątpię aby to można było określić mianem apokalipsy.
Myśl druga związana z tym newsem - gdyby tak się stało to może ludzie przestaliby myśleć w kategoriach "odbudowa będzie kosztować 2bln $", a zjednoczyli by się w celu odbudowania tego co stracono? Jak zwykle odezwała się moja romantyczna strona idealisty.
Na początku mocno się zdziwiłem. Ponoć po dezaktywacji konta należało odczekać 2 miesiące aby w pełni konto zostało skasowane (odczekać w sensie, że nie logować się na nie). Co ciekawe tak się nie stało. Albo ja coś źle zapamiętałem, albo coś się zmieniło. Po półrocznej (o ile i nie dłuższej) absencji konto się zachowało.
Wracając do tematu, konto ponownie aktywowałem. Na początek dlatego, że jest mi po prostu potrzebne do celów zawodowych (wykorzystanie API FB). Poza tym tak jak już raz wspomniałem skorzystam sobie z tego czegoś jako odpowiednika OpenID.
Pomijając to muszę przyznać, że teraz Twarzoksiążka wydaje się być mniej obładowana treścią niż dawniej. W sumie nawet potrafię się w tym ogarnąć itd. Panel ustawień prywatności (który uchodzi za przerażający) był dość prosty do ogarnięcia - wystarczyło wszędzie zaznaczyć "tylko dla znajomych", a reszty danych nie wypełniać ;)
Póki co ciężko mi powiedzieć, czy zostanę tam na dłużej. Jakoś nie czuję klimatów Facebooka, z resztą nie raz o tym pisałem.
Moczyć nogi mimo braku słońca i ogólnego mrozu - fajowe. Założyć skarpety na nogi uwalone piaskiem, oraz wskoczyć w buty - mega relaksujące. Iść boso przez plażę na której nikogo nie ma - bezcenne.
W sumie już dawno nie łaziłem sobie nad morzem. Brak dobrej pogody jest nawet fajny, można mieć cały pas piachu tylko dla siebie.
Wiadomość o przepisaniu Joggera co najwyżej mnie zaciekawiła. To co jest teraz mi wystarcza i nie potrzebuję nowych bajerów. Natomiast pomijając to zastanawia mnie sposób rozwoju nowej wersji.
Wybranie małego teamu developerów może spowodować, że nowa wersja systemu powstanie dopiero za kilka miesięcy (?). Biorę tutaj również pod uwagę to, że to jest projekt rozwijany hobbystycznie także może się okazać, że deweloperzy po prostu nie znajdą wystarczającej ilości czasu na to aby przysiąść i pisać kod.
Rozumiem, że kod systemu Jogger v2 nie nadaje się na opublikowanie. Natomiast czy nie warto z nowego Joggera zrobić projektu OpenSource? W ten sposób ci co zdeklarowali się na stałą współpracę będą rozwijać większość kodu, a pozostali w miarę możliwości/chęci również coś dopiszą. Chętnie bym pomógł, ale wiem, że nie będę mieć dość czasu aby nadawać się na "stałego" dewelopera. Mimo to chętnie bym coś dopisywał/poprawiał w wolnych chwilach.
Oczywiście wymagałoby to pewnego nakładu pracy na samym początku. Trzeba napisać jakąś specyfikę pisania kodu, ogólne zasady odnośnie jego rozwijania, oraz wprowadzić cały model testowania zmian przed wdrożeniem ich na wersję produkcyjną.
Z drugiej strony Jogger miałby okazję stać się pierwszą w Polsce (a może i na świecie?) otwartą platformą blogową, gdzie każdy może pomóc w jej rozwijaniu. Byłaby to fajna reklama, która mogłaby ściągnąć kilku entuzjastów, przez co przyczynić się do merytorycznego wzbogacenia głównej.
Ja również pozwolę sobie na napisanie dosłownie paru zdań na temat dnia dzisiejszego. Dokładniejszy opis znajdziecie we wpisie na blogu Matthew.
Jakie są moje odczucia? Generalnie powiało biedą. Wykłady ogólnie były niskich lotów. Niektóre były o tyle ciekawe, że zostały wzbogacone zabawnymi wstawkami, chociaż merytorycznie nie było ciekawie.
Odnoszę wrażenie, że osoby których tematy dotyczą jednego z ich projektów (nie ważne jak ten temat brzmi) będą dotyczyć historii tego co zrobili - raczej nudne.
Jak zwykle nie zawiódł Pan Niebezpiecznik, choć będąc stałym czytelnikiem jego bloga prezentacja wydawała się momentami wtórna. Podobała mi się też prezentacja panów z serwisu Codility. Wprawdzie częściowo to również była historia projektu, chociaż o tyle ciekawa, że wzbogacona o obserwacje z pobytu na zachodzie oraz wyjątkowo trafny humor.
Całe szczęście, że jutro nie idę. Przynajmniej nie zmarnuję kolejnego dnia pracy.
Pamiętam swoje zaskoczenie, gdy w dniu 10 kwietnia opuściłem uczelnię - wszystkie ulice miały już biało-czerwone flagi z czarną wstążką. Byłem pod wrażeniem prędkości z jaką udało się to zorganizować.
Minęło już trochę czasu a flagi nadal sobie wiszą w najlepsze. Dla mnie wiszące flagi kojarzą się z czymś co ma znaczenie dla naszego narodu. Może są o tyle wyjątkowe, bo są wywieszane stosunkowo rzadko i na krótki okres czasu?
Z tego też powodu zapytuję (bo chyba jestem nie w temacie) - nadal mamy żałobę? A może stan ten wywodzi się z jakiejś tradycji? Osobiście obstawiam, że nikomu nie chce się posprzątać po sobie. Podobnie jak po wszelkiej maści kampaniach politycznych (czyt. wybory).
Nie wiem jak Wy, ale ja już mam serdecznie dość. Ogólnie zastanawiałem się w pewnym momencie czy panie za ladą w sklepie również nie zaczną się ubierać w ciemnych kolorach.
Tak więc za chwilkę nastąpi koniec żałoby narodowej, ludzie zaczną znowu obrzucać się mięsem, wszystko wróci do normy.
Ciekawe czy i tym razem na Joggerze będzie fala zamykania blogów. A może kogoś pohakujom?
Tradycyjnie się powtórzę - jakoś strasznie irytują mnie te tanie rewelacje opisywane 1 kwietnia..
Rok temu parę serwisów postarało się o coś wystrzałowego. Ciekawe czy któryś z nich mnie tym razem zaskoczy :)
Małe postanowienie wakacyjne zrealizowane. W końcu kupiłem sobie rolki, na które miałem ochotę od dwóch lat. Wybór padł na K2 Freedom.
Jeszcze nie miałem okazji spróbować jazdy, niebawem wytoczę się aby poobijać swój tyłek. W ten oto sposób nieco aktywniej będę spędzać swój nędzny czas.
Wczorajsze spotkanie z dawną przyjaciółką opuściłem z warkoczem. Włosy mam jeszcze za krótkie aby ten warkocz robił wrażenie. Może jeszcze będzie okazja zaszpanić dłuższym.
Czasami zastanawiam się nad tym jaki tatuaż i gdzie chciałbym mieć, gdybym się na coś takiego zdecydował.
Dawniej to myślałem nad czymś takim aby na wewnętrznej stronie dłoni wstawić dwa znane wszystkim symbole. Na prawej dłoni symbol Ying i Yang, a na lewej natomiast biały pentagram. Teraz chodzi mi inny symbol, również religijny.
Otóż gdybym miał się tatuować (co pewnie i tak nie nastąpi) to na chwilę obecną walnąłbym sobie Koło Dharmy. Problem w tym, że nie wiem gdzie. Wydaje mi się, że taki tatuaż zrobiłbym po wewnętrznej stronie ręki gdzieś nad nadgarstkiem.
W sumie wydaje mi się, że gdybym faktycznie miał się tatuować to większość z tatuaży byłaby po prostu kolejnymi symbolami filozoficznymi/religijnymi.
Zawsze bawiło mnie oglądanie programu Miami Ink. Najlepsze jest tam tłumaczenie ludzi, dlaczego to robią. Gdybym mnie przyszło na to odpowiedzieć to bym chyba powiedział, że dany symbol zwyczajnie mnie fascynuje. Pewnie z takim opisem sprawy nie chcieliby mnie w tym programie.
A może zobowiązanie? W każdym bądź razie dowiedziałem się, że moi rodzice i rodzeństwo mieli ślub w przedziale wiekowym 21-22 lata. Z tego wynika, że mnie również pozostał niecały rok na to aby dopełnić rodzinnej tradycji. Ktoś chętny aby mi w tym pomóc?
Mocno się wzbraniałem aby zebrać Jej rzeczy. Jeszcze gorzej czułem się z myślą, że to co oddam już nie wróci. Niesamowicie durne myślenie. Jakby te rzeczy miały jakikolwiek wpływ na moje życie.
Myślę, że kryła się za tym myśl, że oddając te rzeczy będzie to oznaczało definitywne zakończenie związku. Ot, zwykła symbolika.
Dzisiaj się umówiliśmy na to aby się spotkać i oddać swoje rzeczy. Mój wewnętrzny spokój pękł w momencie kiedy zacząłem zbierać wszystko do kupy. W zasadzie oddałem wszystko, poza rzeczami dla mnie niezbędnymi, oraz zdjęciami. Zdjęć nie oddam, choćby miały leżeć zakurzone na strychu. W przyszłości będę patrzeć na nie z uśmiechem, a nie żalem.
Tak więc dzisiaj mam kolejny smutny etap za sobą. Pozostają złudzenia, nadzieje. Odnoszę jednak wrażenie, że łatwiej będzie mi stawiać kolejne kroki. Czasu nie cofnę, a w miejscu nie zamierzam tkwić.
Muszę przyznać, iż wyłączenie opcji "wyłącz pamięć podręczną" w Web Developerze może drastycznie zmniejszyć czas ładowania przeglądanych stron.
Wiedzę tajemną posiadłem dopiero po paru miesiącach od pierwszego wystąpienia tego problemu. Najwyraźniej w głowie mej siedzi jeszcze cache sprzed lat. Trzeba sobie dorobić podobny przełącznik.
Nie ma nic fajniejszego niż jechać sobie przez miasto z puszczonym głośno Marszem Imperialnym. Cover w wykonaniu Epici wraz z orkiestrą symfoniczną jest niesamowity.
Przesłuchałem dzisiaj podobne covery na YouTubie. Niestety Marsz Imperialny bez orkiestry jest zwyczajnie słaby. Wszelkim wersjom granym na gitarach (Metallici, lub jakieś covery metalowe) brakuje jakoś tej mocy.
Mój Asus chyba umiera. Aby nie kusić losu wolałem się jakoś zabezpieczyć i tak oto zakupiłem w/w laptopa. Bajerów raczej nie ma, ale aż taki zły też nie jest. O czym warto wspomnieć?
zasilacz jest tak samo kiepski jak ten Asusa - krótki kabel, jakoś łatwo się rozłącza..
w Archu defaultowy kernel się wywala, natomiast drugi typu "fallback" działa bez problemów..
zestaw głośników 4.1 gra całkiem nieźle, szkoda tylko, że jakoś pod Linuksem nie chcą wszystkie grać..
zauważyłem, że na panelu dotykowym odstaje kawałek plastiku, już teraz zaczyna się coś "odpinać"
całość wydaje się solidna, chociaż odnoszę wrażenie, że kiedyś odchylę monitor na tyle energicznie, że wyłamię go z zawiasów..
klawiatura czasami nie nadąża za moim tempem pisania - gubią mi się literki
wifi i grafika została postawiona bez żadnych problemów - tego się nie spodziewałem
tacka CD z powodzeniem mogłaby robić za podstawkę na kubek - wyjątkowo solidny element
Póki co to tyle. Nie mam czasu aby bardziej się nim zająć. Czeka mnie jeszcze przeniesienie danych ze starego sprzętu, dopiero wtedy przesiądę się definitywnie na nową maszynkę.
Ano tego, że często można zupełnie olać przedmiot, a i tak się go zaliczy. Weźmy taką matematykę dyskretną. Były kolokwia, było zaliczenie. Na żadne z nich się nie uczyłem. Tak szczerze mówiąc było to celowe - czas poświęciłem na naukę fizyki.
W zadaniach oddawałem odpowiedzi tylko na to co w ogóle kojarzyłem i pamiętałem z poprzednich lat. Mimo mojego przekonania, że nie zaliczę okazało się, że dostałem 3 :D
Pewnie trzeba też uwzględnić fakt, że obniżono próg do 40% :P
Hmm czy czegoś nie wiem, czy skrót 'JP' już nie odnosi się do polskiego papieża? A ja głupi cały czas myślałem, że "pokolenie JP" na Demotywatorach odnosi się do tych co nagle zaczęli się identyfikować ze swoją wiarą..
To durne z pozoru pytanie sprawiło, że nieco zmieniłem pogląd na temat słuszności tej debaty. Nie chcę kwestionować wiedzy ludzi po "stronie" internetu. Odniosłem natomiast wrażenie, że ta całość była farsą.
"Przedstawiciele" sieci raczej nie chcieli zadawać pytań. Woleli przedstawiać swoje uwagi, obawy na temat proponowanych zmian. Tylko niewielu próbowało zadać jakieś pytania (często nawet słuszne). Pomijając to nasi przedstawiciele tak naprawdę przedstawiali jedynie swoje spojrzenie na sprawę. Jakoś zabrakło mi tych zapowiadanych pytań internautów.
Premier z kolei sprawiał czasami wrażenie bycia lepiej przygotowanym do dyskusji. Czy odpowiadał sensownie na całość? Nie wiem. Momentami odnosiłem wrażenie, że po prostu miał lepsze argumenty. Poza tym mówił otwarcie na co się zgadza, na co nie, oraz o czym może podyskutować.