Moja ksywka może być imieniem dla dziecka!
Przypadkiem znalazłem stronkę Baby Names World, a na niej imię Radmen, które oznacza szczęście :)
Przypadkiem znalazłem stronkę Baby Names World, a na niej imię Radmen, które oznacza szczęście :)
Po prostu padłem :) Pan Richard Cheese ma wiele fajnych coverów w tym stylu.

Jakby nie istniało coś takiego jak Flash. Może panowie z onetu muszą zobaczyć stronki takie jak YouTube czy cuś? BTW. Wytłumaczy mi ktoś co powinienem wcisnąć? :F

Fuck, no i okazuje się, że część moich znajomych jest debilami, którzy dali się na to, że wstawienie do ich profilu flagi reprezentacji coś zmieni. Wielkie brawa dla szanownych cweluchów, oby w życiu Wam się lepiej wiodło!
BTW. Wielkie 'JOŁ' dla Jouki, który odpowiednio skwitował tą sytuację :)
A dokładniej taka miniaturka szatana, która miała cztery krótkie nóżki i krótkie proste rogi. Szatan siedział sobie na wirtualnej półce w (równie wirtualnej) grze. Moje zadanie polegało na tym, żeby go jakoś wykiwać. Za pierwszym razem wypuściłem szatana i miałem 'Game Over', a za drugim razem udało mi się go jakoś minąć i tyle :D
Tak sobie pomyślałem, że to już dwa lata jak noszę na sobie opaskę 'Stand Up Speak Up'. Opaska ta stała się częścią mnie, o dziwo jeszcze nie przyrosła... W ciągu tych dwóch lat zdejmowałem ją tylko kilka razy, na kilka godzin.
W sumie to nie wiem co mnie skłoniło do napisania tej notki. Może fakt, że zdziwiony jestem tym, że przez tak długi okres 'manifestuję' jakieś swoje przekonanie. W zasadzie poza tą opaską to w żaden sposób nie demonstruję/demonstrowałem innych swoich przekonań/racji..
Inaczej - Peach Project. Projekt mający na celu stworzenie filmu za pomocą Blendera. Film już można pobrać. Po jego obejrzeniu mam jednak dwie zasadnicze uwagi.
Spodziewałem się czegoś lepszego. Owszem grafika jest ładna, zadbano o szczegóły itd, ale zapomniano o tym, żeby olśnić jakimkolwiek efektem. Niestety nie jestem przekonany co do możliwości Blendera (jako zwykły śmiertelnik), a ten film miał je niby przedstawić.
Wydaje mi się, że ciekawsze efekty prezentował projekt Elephants Dream. Niestety fabuła była na równie słabym poziomie..
Powoli zaczyna wchodzić we mnie straszna kreatura. Jest nią mianowicie 'miastowy'. Po czym to poznaję? Przede wszystkim po ignorancji wobec wszystkich osób, które mijam. Patrzę beznamiętnie na tych wszystkich żebraków, na ich totalnie beznadziejny stan. Ignoruję większość osób, które swym wyglądem są tak powtarzalne.
Mam ich wszystkich po prostu gdzieś dopóki nie są ze mną w żaden sposób powiązane.. Cholera, jaka hipokryzja we mnie wstąpiła. Naprawdę zaczynam być jakiś taki miastowy.. Dawniej to jakoś bardziej mnie obchodziło. Nie byłem tak wybiórczy jeśli chodzi o zainteresowanie innymi osobami. Może to życie w mieście sprawia, że tacy się stajemy.
Inni zachowują się podobnie. Omijają beznamiętnie tych, którzy są w potrzebie. Nie interesują się tym, gdy jakiś facet obok szarpie swoją żonę i wyzywa ją na cały głos od kurew. Młode bachory gdy widzą wolne miejsce w autobusie/tramwaju pchają się do niego, żeby jak najszybciej zająć. Gdy widzą, że ktoś starszy stoi obok nich to zlewają tą osobę z tłem, tak jakby nie istniała.. Podobnych przykładów jest więcej. Ta panująca ignorancja w mieście jest po prostu straszna, nie chcę, żeby i mnie doszczętnie pochłonęła..
Jakoś tak pierwszy raz mam w środku tygodnia dzień wolny. Cały dzień nic do nierobienia i... nie spodobało mi się ;/ Będąc w mieście (a musiałem zostać, bo jutro do pracy) nie miałem właściwie nic do robienia. Praktycznie cały dzień zmarnowany, poza krótkim wypadem na miasto w celu spotkania się z dziewczyną (szkoda, że tylko chwilkę).
Chyba zaczynam się przyzwyczajać do pracy. Wtedy też siedzę przed komputerem, ale wiem, że coś tam robię. W wolnym czasie natomiast nie znajduję motywacji na konkrety i zaczynam się najzwyczajniej nudzić...
Ech, tęsknię troszkę za życiem na wsi. Tam przynajmniej byłoby gdzie pójść, pojechać rowerkiem, z psem się gonić itd.. A w mieście? Przyszła mi myśl o basenie, szkoda tylko, że trochę za późno.
Nie ma to jak aparycja ekspedientki sprawiająca, że cięcie się tworzy wspaniałe perspektywy na dalsze życie..
myśl wyniesiona z marketu Carrefour.
Stoję sobie na przystanku tramwajowym i czekam. Mam jeszcze parę minut na ten tramwaj i zaczynam się nudzić, aż tu nagle znikąd przychodzi podpity pan. Słowo podpity to tak naprawdę spora nieprawda i właściwym określeniem powinno być "zalany", ale wyszło na to, że był (w sumie nadal jest, bo ledwo co przyjechałem) "podpity".
Ludzie po alkoholu dzielą się na dwa typy - rozmownych i tych "czego to oni nie potrafią i kogo nie zajebią". Ten pan w zasadzie należał do grupy trzeciej, czyli tzw "złoty środek". Chętnie porozmawiał, ale też chętnie się chwalił czego to nie dokonał. Z jego dość pokrętnej mowy wyłapałem jedynie tyle, że sam pochował brata, a teraz chyba idzie komuś zaj... uderzyć.
Dalszego dialogu niestety nie słuchałem, ponieważ (co dziwne) jako trzeźwej osobie, szybko urwał mi się wątek. Tak więc stałem sobie i słuchałem wywodów pana z małym uśmieszkiem. Koleś okazał się na tyle uprzejmy, że chciał się nawet podzielić ze mną swoim wytrawnym napojem marki "wiśnia". Niestety nie chciałem mu odbierać jedynego posiłku, no a poza tym wizja picia z jednej butelki wcale mi się nie spodobała...
Mija parę minut a pan ciągle mówi. Nadal chyba o tym, że zaraz komuś skopie tyłek czy coś. Aż nagle przerywa, wskazuje jakiegoś faceta obok i mówi "Ty, mam go rozebrać i zgwałcić?" ...
Po raz pierwszy od paru ładnych lat (o ile nie pierwszy raz w ogóle) mam na sobie białe skarpetki. Coś mi się wydaje, że to chyba nie jest to samo co czarne skarpety...
Na wstępie powiem, że się dość zawiodłem na tym filmie. Spodziewałem się czegoś lepszego, a poza dobrą akcją mamy jakaś mieszankę średniowiecza, ze światem współczesnym i krwiożerczymi punkami. Jak wspomniałem, ciągle toczy się jakaś akcja. To kogoś gonią, to kogoś zabijają, to kogoś zjadają (!).
W zasadzie to film jest dość masakryczny. Nie raz, nie dwa będzie można zobaczyć odpadające kończyny, litry krwi, różne rodzaje rozpłaszczenia ludzi itd. Mocną scenką było usmażenie jednego kolesia i późniejsze jego pokrojenie i zjedzenie.
Nie chce mi się dalej pisać, bo IMHO nie ma o czym. Osobiście cieszę się, że nie byłem na tym w kinie, bo żałowałbym kasy. Myślę jednak, że dla odmóżdżenia można sobie to obejrzeć.
W końcu dostałem testowe konto na rootnode.pl. Z tego powodu będę się trochę bawił z ustawieniami tej domeny. Oznacza to tyle, że jeśli coś spierdzieliłem to blog może być niedostępny aż do końca weekendu majowego, za co przepraszam.
No cóż muszę to wszystko dokładnie przetestować :)
(14:25:53) rad[afk]: .g Szatan zapanuje nad nami
(14:25:54) rad[afk]: :D
(14:25:57) BotNoire: rad[afk]: http://www.katolicka.alleluja.pl/tekst.php?numer=5898 - Jezu ufam Tobie!
(14:26:04) rad[afk]: lol
(14:26:06) PiotrLegnica: lol
(14:26:30) teh_crash: omfg
(14:29:40) sobik: rotfl
Dla niewtajemniczonych - komenda ".g" to szukajka googlowa :D
Ot tyle. Nie testowałem, nie tuningowałem. Właściwie czysta instalacja, do tego skonfigurowanie neostrady oraz wrzucenie Firefoksa 2, żeby nie wkurzał trybem offline. Ja właściwie i tak nie będę korzystał z tego komputera, jedynie ojciec.
Szkoda, że od razu nie ściągnąłem obrazu Kubuntu 8.04. I tak instalowałem KDE, bo GNOME strasznie mnie irytował. Jednak centrum sterowania KDE jest zdecydowanie lepsze.
Mam takie fajne skarpetki, śmieję się, że dla idiotów. Dlaczego ? Otóż mają oznaczone na jaką stopę są do założenia (takimi fajnymi stópkami z literką "P", lub "R"). Wszystko fajne pięknie, ale dzisiaj się złapałem na tym (dopiero w pracy ;p ), że założyłem je na inne stopy...
Także jeśli nie idiotą, to kim jestem.. ? :)

Przyszedł czas, że postanowiłem zmienić swojego wysłużonego Creative MuVo TX na coś nowego. Wprawdzie staruszek (mam go parę ładnych lat) wytrzymał sporo, nadal gra wyśmienicie poirytował mnie ciągłym zmienianiem baterii. Teraz gdy pracuję korzystam z odtwarzacza częściej i nie mam ochoty na kupowanie nowych baterii, a nigdy nie chciało mi się kupować akumulatorków i ładowarki do nich.
Z początku w planach był iPod Shuffle, jednak wybór ponownie padł na dziecko firmy Creative. Przeciwko iPodowi przemawiała głównie niekompatybilność z Linuksem (nie miałem pewności czy wolne sterowniki obsługują ten model) i cena. Wprawdzie ten iPod kosztował troszkę mniej niż Creative, ale za jakieś 30zł więcej miałem 1GB pamięci więcej także wolałem troszkę dołożyć.