Udało się! Kuchary zaliczyłem, spotkałem Olego. Przyjąłem Schronienie, jego błogosławieństwo. Świetnie się bawiłem, wypocząłem, a do tego zostałem wzbogacony o całą masę nowych doświadczeń. Niniejszy wpis będzie swego rodzaju podsumowaniem tego wyjazdu.
Oczywiście w swój specyficzny sposób całość będzie zapisana chaotycznie, bez specjalnego porządku.
Sesja jest już za mną. Właściwie to pozostała w zawieszeniu, trzeba będzie się przygotować na kampanię wrześniową (oby to był Blitzkrieg). Uwaliłem dwa przedmioty, z czego jeden ewidentnie na własne życzenie. Postanowiłem potraktować wykładowców w taki sam sposób jak oni nas. Wprawdzie było to z góry skazane na porażkę, bo moje fochy i tak nie miały żadnego wpływu na ich działania.
W każdym bądź razie zaczynają się wakacje. Kompletnie nie wiem co będę robić. Perspektywa wolnych weekendów wiąże się z myślą siedzenia w mieszkaniu. Nie mam nawet zaplanowanego urlopu. Tym razem zapowiada się dość posępnie. Chyba, że pewne osoby/zdarzenia zmienią ten stan rzeczy.
Jedynym solidnym postanowieniem jest wypad nad jezioro, nie jeden. Rok temu, będąc w rodzinnych stronach, praktycznie ani razu nie miałem okazji się poszlapać w jeziorze. Jakoś tego brakuje, zwłaszcza, że dawniej dzień bez wypadu nad jezioro był dniem straconym.
Już teraz wolne chwile spędzam na częstych wypadach na rolki - jest to skuteczny ubijacz wolnego czasu. Będąc sam zupełnie nie wiem co mam ze sobą zrobić, brakuje jakiś sensownych inspiracji do działań.
Jeśli się uda to jadę na weekend do Kuchar na letni kurs medytacyjny. Z dniem dzisiejszym rozpoczynam również praktykę małego schronienia. Po jej ukończeniu przyjdzie czas na rozpoczęcie Nyndro.
Mimo posępnego wyrazu notki nie jest źle. Doskwiera w pewnym sensie samotność, ale na szczęście są osoby, dzięki którym przestaję ją odczuwać. Póki co przyszłość nie wydaje się być różowa, chociaż nie specjalnie się tym przejmuję. Nie ma sensu wybiegać za bardzo do przodu kiedy trzeba się skupić na tym co jest teraz. W ten sam sposób postaram się wykorzystać wszelkie możliwości jakie mi się nadarzą.
There's no ego. No bad energy.
Playing For Change Band Live Trailer
Wraz z poznawaniem nauk buddyjskich zainteresował mnie temat ego. Można się natknąć na wypowiedzi ludzi (niekoniecznie związanych z buddyzmem), którzy nawiązują do ego. Pomimo różnic w określeniu problemu podstawowy sens wydaje się być ten sam - ego jest przyczyną wszystkich problemów pojawiających się w relacjach ludzkich.
Pierwszą przyczyną gniewu jest ego, czyli silne przywiązanie do siebie. Tam gdzie jest "ja", jest także "moje", "moje rzeczy", "moja rodzina", cały świat jest ze mną związany. Nawet wróg jest "moim" wrogiem.
Gyaltrul Rinpocze - Jak pracować z gniewem
Gdy zobaczyłem wczoraj treść laborki z przedmiotu "Bazy danych" to prawie się przewróciłem. Mieliśmy przepisać kod w "PHHPTML" (czyli mix PHP i HTML). Kod pełen błędów i rozwiązań rodem ze średniowiecza Internetu.
Patrzałem na wylistowany kod i przez kolejne minuty próbowałem zgłębić jego tajemnicę. Dopiero po zapytaniu prowadzącego dowiedziałem się, że mamy wykorzystać CRUD. Owa instrukcja miała wstępnie wyjaśnić czym jest PHP, jak z jego poziomu łączyć się z bazą PostgreSQL oraz jak wykonywać zapytania.
Pomijając to pokazano ładny przykład jak robić strony za pomocą PHHPTML, czyli totalnego wymieszania kodu PHP z HTMLem. Do tego okazało się, że połowa kodu HTML była wadliwa (niezamknięte tabele, zagubione komórki etc), a kod PHP był w pełni zabugowany.
Naprawdę nie rozumiem po co pokazywać studentom jakiś język programowania, w tak debilny sposób. Nie dość, że ten przykładowy kod pokazuje możliwie najgłupsze rozwiązanie to jeszcze nie działa.
Czy jest sens aby uczelnia kazała studentom przerabiać języki programowania po łebkach? Później przychodzą do pracy ludzie, którzy mówią, że znają język a mają problem z testem FizzBuzz. Nie lepiej skupić się tylko na dwóch, trzech językach programowania i nauczyć ich porządnie?
Tak sobie pomyślałem, że gdybym miał okazję mieć posadę boga to pewnie zrobiłbym dokładnie to samo co on. Wystarczy stworzyć jakąś planetę, posadzić na niej ludzi i stworzyć dla nich odpowiednik Farmville. Przednia zabawa na całe tysiąclecia.
Tu wojenka, jakieś nowe odkrycia, zaraz potem totalny regres, aby po chwili jakaś choroba wykosiła większość i ponownie zjednoczyła resztki. Ciągle coś by się działo, co więcej za każdym razem coś nowego i ciekawego.
Faktycznie, świat nas otaczający to ciągła zmiana. Wystarczy tylko to dojrzeć.
Pamiętam swoje zaskoczenie, gdy w dniu 10 kwietnia opuściłem uczelnię - wszystkie ulice miały już biało-czerwone flagi z czarną wstążką. Byłem pod wrażeniem prędkości z jaką udało się to zorganizować.
Minęło już trochę czasu a flagi nadal sobie wiszą w najlepsze. Dla mnie wiszące flagi kojarzą się z czymś co ma znaczenie dla naszego narodu. Może są o tyle wyjątkowe, bo są wywieszane stosunkowo rzadko i na krótki okres czasu?
Z tego też powodu zapytuję (bo chyba jestem nie w temacie) - nadal mamy żałobę? A może stan ten wywodzi się z jakiejś tradycji? Osobiście obstawiam, że nikomu nie chce się posprzątać po sobie. Podobnie jak po wszelkiej maści kampaniach politycznych (czyt. wybory).
Były święta, była też spowiedź. Osobiście to do tematu podszedłem po staremu, czyli poszedłem odklepałem co miałem i tyle. Jedna rzecz mnie zastanowiła. Na liście grzechów pojawiła się pozycja "kłamstwo".
Należę do ludzi, którzy po prostu nie parają się kłamstwem. Nawet gdy chodziło o "grę" polegającą na udziale w "życiu kościelnym" starałem się dotrzymywać wszelkich zasad określających warunki gry. Równie dobrze mogłem udawać, że wszystko załatwiłem jak należy, a tak wcale nie było.
Wspomniane kłamstwo dało mi do myślenia. Kiedy, gdzie i dlaczego? Po jaką cholerę w ogóle się tym przejmowałem? A jednak, malutka skaza pozostała. Zupełnie przy okazji przyszła mi inna myśl - czy zdarzają mi się tzw "codzienne kłamstwa"? Dużo osób zwyczajnie wysługuje się kłamstewkami aby załatwić swoje sprawy. Często to jest nawet całkiem wygodne, ale znów - ja tak nie robię..
Wraz z tą spowiedzią wyszło mocne postanowienie, aby nawet raz nie skłamać. Może to i debilne, ale ja naprawdę nie uznaję takich rozwiązań. Nie znoszę gdy ktoś mi wciska kit, sam nie lubię tego robić. Zawsze można zwyczajnie powiedzieć, że nie chcę na dany temat mówić. Poza tym nie mam oporów przyznać się do ew. ułomności.
Parę osób polecało mi ten edytor. Z powodu przyzwyczajeń do Zend Studio (w wersji 5.1.0) inne edytory były zawsze gorsze. Wszystko to co wywodzi się z Eclipse'a to również zło.
No i w tym miejscu dochodzimy do Netbeansa. Edytor dość przyjemny w obsłudze. Panel z opcjami jest czytelny, łatwo znaleźć co trzeba. Instalacja wtyczek banalna, a ogólne wrażenia z obsługi całkiem dobre.
Wkurza mnie trochę powolne indeksowanie plików źródłowych, momentami też są problemy z odnalezieniem metod/funkcji/etc. Jeśli dalej miałbym się czepiać to mogę dodać, że pomimo otwartego jednego projektu wyszukiwanie jest po wszystkich, wcześniej dodanych, projektach.
Postaram się jeszcze wykorzystać to IDE do innych projektów. Bardzo możliwe, że przesiadka ze starego Zend Studio może być prawie bezbolesna ;)
Nie miałem okazji zetknąć się wcześniej z twórczością Coelho. Książkę pożyczyła mi znajoma, stwierdziła, że spodoba mi się, bo jest zgodna z moim poglądami.
Coelho w tej książce opisuje zwykłe dni ze swojego życia. Robi to w fenomenalny sposób. Wyciąga naprawdę zaskakujące wnioski, z którymi często się zgadzam. Znajduje się tam cały ogrom odniesień do Boga i wiary. Zaskakuje mnie to, że Coehlo jako osoba wierząca ma bardzo otwarty światopogląd. Jasno daje do zrozumienia, że w rzeczywistości każda religia oddaje cześć temu samemu bogowi, chociaż w zupełnie inny sposób.
Większość historii opisanych zakończonych jest naprawdę wartym zapamiętania wnioskiem. Często są to odniesienia do religii, chociaż myślę, że bez problemu można je przełożyć na realia osób innych wyznań (lub ich braku). Coehlo zwraca uwagę na to, że często nie mamy po prostu czasu aby zwyczajnie usiąść i nie robić dosłownie nic. Brakuje nam czasu na zgłębienie tego co się kłębi w nas samych. Ciągle poszukujemy sensu własnego życia. Ponieważ jest ono krótkie robimy to w biegu przez co nie zwracamy uwagi na detale, małe fragmenty życia, które niosą ze sobą ogromne szczęście.
W jakiś dziwny sposób irytowało mnie określenie "wojownik światła", chociaż tutaj nie chodzi o jakieś określenie ściśle powiązane z religią. Jak dla mnie pod tym pojęciem kryje się osoba, która próbuje odkryć swoje przeznaczenie na ziemi. Opisane są przeróżne problemy jakie mogą spotkać takiego wojownika. Przedstawione są również sposoby walki, tak aby móc sobie poradzić z codziennością.
Warto było poświęcić czas na przeczytanie tej książki. Płynące wnioski z życia autora można spokojnie wykorzystać we własnym. Często zaskakują, często wydają się być oczywiste. Często jest też tak, że ktoś musi napisać o rzeczach oczywistych, aby ktoś inny mógł zdać sobie sprawę z ich istnienia.
Czekałem jakiś czas na wersję Assassins Creed na PSP. Jakoś ta wersja pecetowa na tyle mnie urzekła, że chciało mi się w to jeszcze grać. Jakie wrażenia? Mieszane, podobnie z resztą jak z wersją na PC.
Fabuła jest zupełnie inna, ale jaka konkretnie nie wiem. Przewijałem dialogi, a jedyne co mi utkwiło z nich w pamięci to słowo Maria (wymawiane w sposób "Mariiia"). Poza tym to cała reszta taka sama. Skakanie po murach, zabijanie, skryte zabijanie, bicie a na końcu zabijanie. Czasami jakaś synchronizacja mapy i skok do słomy.
Upadłem na łóżko. Dosłownie czułem jak moje znużone myśli opadają na dno mojej czaszki. Pewnie były zmęczone swoim istnieniem tak samo jak ja myśleniem o nich. Po pewnym czasie ich liczba przekroczyła masę krytyczną i głowy nie udało się podnieść.
Oczekiwany zgon nie nadszedł. Po chwili myśli bardziej żywotne rozgoniły te leniwe i przypomniały o tym co pozostało do zrobienia. Pranie, kolacja, nauka i robienie projektu. Pierwsze dwa zakończone z powodzeniem, pozostałe dwa praktycznie bez zmian. Bilans na dzisiaj 1:1, czyli w sumie bez zmian.
Notuję małe spostrzeżenie z ostatnich dni. Gdybym był psem, to byłbym świadkiem prawdziwej natury swoich właścicieli - wcale nie kochających, dbających, a krzyczących, rozkazujących, pomiatających.
Fakt, psa trzeba jakoś odchować (czyt. wytresować), ale nie wydaje mi się, że to dobry pomysł cały czas kazać mu iść do swojego kąta, bo akurat wymusił pierwszeństwo na skrzyżowaniu korytarzy..
Pomysł na film dość ciekawy. Jakiś fragment skojarzył mi się jednoznacznie z Gladiatorem. Natomiast ogólnie to mam wrażenie jakbym widział wersję alternatywną filmu "Surogates". Bardzo podobała mi się oprawa muzyczna (w tym Marilyn Manson i genialne Sweet Dreams), efekty również były super. Wydaje mi się, że fabuła była troszkę mdława, można było wycisnąć z niej coś więcej.
Ponownie jak wtedy przyszły jakieś dziwne myśli - czy tak będzie wyglądała nasza rozrywka w przyszłości? Portale społecznościowe, w których steruje się kimś innym, oraz gry akcji gdzie giną prawdziwe osoby?
Od pewnego czasu mam wrażenie, że wszelkiego typu wirtualne społeczności aż za bardzo ingerują w nasze życia. Czy jest możliwym, aby kiedyś nastała aż tak radykalna zmiana?
Jak wiadomo na pomorzu jest sytuacja kryzysowa. Wszystko to za sprawą sporej wichury, która narobiła niemałych szkód. Przyznam się bez bicia, że ta cała sytuacja niespacjalnie by mnie interesowała gdyby nie... mój samochód. Parkowanie pod chmurką sprawiło, że zastanawiałem się co jakiś czas czy przypadkiem jakie zbłąkane drzewo nie postanowiło sobie na nim odpocząć. Na szczęście jakoś się udało, póki co samochód jest cały.
Oczywiście były problemy z komunikacją, oczywiście część miasta zalało. Ponownie wróciła do mnie refleksja nad tym jak my, ludzie, jesteśmy bezradni wobec żywiołu. Możemy z całą naszą technologią świecić sobie w chmurki, niewidzialnymi promieniami przeszywać ziemię, a satelity rozbijać o te naturalne. Co z tego, że to wszystko co robimy wydaje się takie nietrwałe wobec żywiołu, który zaczyna grymasić? Mocniej zawieje, a okazuje się, że nagle nie możemy dojechać do pracy, bo przecież to ponad kilometr do przejścia! Nie będzie prądu to nagle zapowiada się klęski urodzaju i zagładę ludzkości..
Zmarnieliśmy, a nasz szacunek do sił natury zmalał. Wydaje się, że jesteśmy panami planety, a okazuje się, że mogłaby nas zdmuchnąć w każdej chwilii.
Pewną część wypadków drogowych powodują piesi. Niestety są pewne cwaniaczki, które mają pewne rzeczy głęboko w poważaniu. Skoro oni są pępkiem świata mogą sobie wchodzić na drogę gdzie chcą i kiedy chcą. Już nie raz spotykałem osoby, które próbowały przechodzić przez trzypasmówkę, lub na czerwonym świetle (kiedy samochody już jeździły).
Tutaj wychodzi moja myśl na przepis - nie karać kierowców, którzy rozjechali osoby "wbijające" się na jezdnię. Najwyraźniej nie mają szacunku do własnego życia, a co biedny kierowca może zrobić, kiedy nagle będzie musiał próbować wymijać takiego przechodnia? W najlepszym razie uda mu się. W najgorszym walnie w coś innego i tak będą ofiary. Dlatego też uważam, że takimi przechodniami nie powinno się przejmować. Skoro są na drodze, tam gdzie nie powinni to ewentualna kolizja z samochodem nie powinna mieć konsekwencji prawnych w stosunku do kierowcy. O.
W końcu dojrzałem do tego aby skasować tam konto. Paradoksalnie jest to zasługa śledzika, o którym już wspominałem. Stwierdziłem, że nie mogę już dalej patrzeć na bezmyślność i głupotę większości moich znajomych. Dla mnie to jest po prostu smutne. Zwłaszcza, że po części z nich w ogóle bym się nie spodziewał tak niedojrzałego zachowania.
Ciężko jest się do nich nie przyznawać także w myśl zasady "ignorance is bless" postanowiłem po prostu skasować konto. I tak chciałem zrobić to wcześniej także po co zwlekać z decyzją? Napisałem również maila do NK z prośbą o skasowanie moich danych osobowych, ciekaw jestem jak szybko się wezmą za to.
Teraz spotykając znajomych będą mogli zaskoczyć mnie zmianami w swoim życiu. Nie będę musiał odpowiadać "tak, widziałem na naszejklasie".
Zauważyłem dość ciekawa rzecz na rondach. Kierowcy wjeżdżający na rondo włączają lewy kierunkowskaz, a kiedy zjeżdżają po prostu go wyłączają.
Zastanawia mnie jedno - skąd wziął się pomysł na robienie czegoś tak głupiego? W sumie dla mnie mogą sobie migać tym lewym kierunkowskazem (co w sumie jest zbędne), bo przecież przyjęło się, ze sygnalizujemy chęć zjazdu z tego ronda, a nie chęć pozostania na nim..

Nie wiem czy zauważyliście. Została odświeżona strona Mozilla Addons. Mamy bardziej przejrzysty układ, ładną kolorystykę i bardzo ciekawy dodatek.
Od tej pory możemy na stronie z wtyczkami tworzyć właśne kolekcje wtyczek. Dzięki rozszerzeniu Add-on Collector można dodawać kolejne subskrypcje kolekcji. Rozwiązanie zgrabne i łatwe. Jedyne wymagania to konieczność posiadania w/w wtyczki, oraz konto na addons.mozilla.org
Na chwilę obecną subskrybuję dwie kolekcje:
Czy warto? Myślę, że tak. Jeśli chcemy w pewien sposób zoptymalizować naszą pracę to niektóre kolekcje będą w sam raz.
Jak wiadomo jest masa filmowych festiwali, w tym festiwale filmów porno. To pierwsze wydaje się posiadać sens - jest fabuła, efekty, jest co oceniać. Natomiast co z tym drugim rodzajem filmów? Przecież tam też są wyłanianie najlepsze filmy roku. Wątpię żeby chodziło o fabułę, efekty pewnie też nie mają tutaj znaczenia. Poza tym one są przecież cholernie wtórne! W takim razie co decyduje, że jakiś pornos wygrywa?
Czyżby decydowała liczba penisów włożonych jednocześnie do waginy? A może zwycięża film, który ma najwyższy stosunek penisów względem spenetrowanych otworów?
Pominę tutaj całą otoczkę jaka towarzyszy takim festiwalom. Niemniej jednak jestem śmiertelnie ciekaw na jakiej podstawie wybierany jest najlepszy film porno roku..
Byłem, obejrzałem. Fabuła może niezabardzo fascynująca, ale efekty i muzyka jak najbardziej. Troszkę brakowało mi oryginalnego motywu dźwiękowego, w zamian dostałem 'cover', który średnio mi się podobał.
Ogólnie ten film ma parę baboli, o których mam ochotę wspomnieć:
- maszyny nadal potrzebują paneli dotykowych i interfejsów
- po kiego grzyba te maszyny komunikują się pomiędzy sobą po angielsku?
- jakim cudem można przeżyć, bez urazu wybuch ładunków jądrowych będąc jakieś 0.5km od centrum wybuchu?
Poza tym mamy nawet wyprasowanego w photoshopie Arniego, z mistyczną mgiełką wokół jajek!
Film polecam, ze względu na efekty. Jeśli się nie czepiać szczegółów to naprawdę fajnie się oglądało. Nie nudziłem się ani przez chwilę.