Miniblog: Jak sobie poradzić z negatywnymi uczuciami?

Z tego co zrozumiałem to recepta Buddyzmu na tego typu problem jest prosta: "do not feed the troll". Prawda, że łatwe? Problem w tym, że często jest tak, że nie można odpuścić takim trollom emocjonalnym.

Miniblog: Rozstanie, a pocieszenia

Wiele osób chciało mnie w jakiś sposób pocieszać. Czy to na łamach tego bloga, czy podczas zwykłej rozmowy. Zazwyczaj słowa otuchy były do siebie podobne. "To minie", "Czas leczy rany", "Wszystkie kobiety to kurwy są", "Będzie dobrze" itd.

Zabrakło mi słów w rodzaju: "ciesz się tym co było, wykorzystaj to w przyszłości". Myślę, że będę takie słowa kierować innym w podobnej sytuacji. Powód jest prosty. Świadome wykorzystanie doświadczeń z poprzedniego związku może wpłynąć na "jakość" kolejnego. Wiem z autopsji.

Miniblog: Rodzinna tradycja

A może zobowiązanie? W każdym bądź razie dowiedziałem się, że moi rodzice i rodzeństwo mieli ślub w przedziale wiekowym 21-22 lata. Z tego wynika, że mnie również pozostał niecały rok na to aby dopełnić rodzinnej tradycji. Ktoś chętny aby mi w tym pomóc?

Najwyraźniej Twoja przeglądarka ma problemy z obsługą podstawowych znaczników CSS3. Możliwe, że z tego powodu coś może wyglądać beznadziejnie ;-)

PS. Czas zmienić przeglądarkę na coś bliższego nowym standardom.

Miniblog: Płać i spier*

21 lutego 2010

Politechnika Gdańska wie jak zirytować. Osiem godzin wykładów w sali, która nie jest ogrzewana potrafi skutecznie człowieka wkurzyć. Samo siedzenie w kurtkach nie wystarcza, jeszcze trochę a będzie trzeba się ściskać jak sardynki aby było w miarę ciepło. Ogrzewanie? Gdzie tam, czasami odnoszę wrażenie, że na dworze jest cieplej.
A może jest tak, bo boją się, że z nadmiaru wiedzy nasze mózgi się przepalą?

A wszystko to w myśl zasady płać i dziękuj, że możesz nam zapłacić.

Miniblog: czego nauczyłem się w tym semestrze

09 lutego 2010

Ano tego, że często można zupełnie olać przedmiot, a i tak się go zaliczy. Weźmy taką matematykę dyskretną. Były kolokwia, było zaliczenie. Na żadne z nich się nie uczyłem. Tak szczerze mówiąc było to celowe - czas poświęciłem na naukę fizyki.

W zadaniach oddawałem odpowiedzi tylko na to co w ogóle kojarzyłem i pamiętałem z poprzednich lat. Mimo mojego przekonania, że nie zaliczę okazało się, że dostałem 3 :D

Pewnie trzeba też uwzględnić fakt, że obniżono próg do 40% :P

Miniblog: Sesyja

19 stycznia 2010

Skoro mamy tematy około sesyjne stwierdziłem, że również słowem wspomnę o tym. Zawsze mnie to zastanawiało jakim to cudem wszystko zwala się w czasie sesji. Wiadomo, część z tego to zwykłe lenistwo studenta, który postanawia się uczyć dzień przed egzaminem. Czy jest coś jeszcze? Myślę, że przykład jaki idzie z góry. Prowadzący zajęcia również mają brzydki zwyczaj robienia wszystkiego jak najpóźniej. Tak więc poza samymi egzaminami jest masa zaliczeń, projektów i innych dziwnych rzeczy do zrobienia.

Mówi się, że przykład idzie z góry. Skoro tzw ciało pedagogiczne pokazuje nam, że wszystko najlepiej zrobić na sam koniec to czy my podświadomie robimy dokładnie tak samo?

Co mnie irytuje u wykładowców?

06 stycznia 2010

Wycinek jednego z materiałów

Głównie to ich lenistwo. Może jestem nieukiem, ale strasznie mnie wkurza to, że takiemu wykładowcy nie chce się nawet porządnie przygotować własnych materiałów. Później przyjdzie taki na wykład, wyświetli slajd ze swojego "materiału" i zacznie go czytać.

Jeśli ktoś czegoś nie zrozumie to on tylko uda zdziwienie i powie "no jak to pan nie rozumie? przecież jest napisane". Wydaje mi się, że jeśli na tym polega bycie wykładowcą to w sumie nadaję się na tą fuchę.

Konsultacje online

Kategorie
28 maja 2009

Już raz (o ile nie więcej) zdarzyło mi się narzekać na studia. Zwłaszcza zaoczne. To co frustruje mnie to fakt, że szanowne grono akademicke przewiduje konsultacje zazwyczaj w środku tygodnia, dodatkowo w godzinach popołudniowych.

Nie jestem może osobą, która nader często korzysta z takich dobrodziejstw, ale mimo to kiedy chcę skorzystać z czegoś takiego to nawet nie mam jak. Mając pracę nie mogę za każdym razem brać wolnego, żeby lecieć coś załatwić.

W tym momencie chciałem pochwalić platformę Moodle, którą PG posiada. Co ciekawe ze wszystkich moich wykładowców tylko jeden w ogóle z tego korzysta. Najlepsze jest to, że raz w tygodniu udziela konsultacji online via Moodle. Muszę przyznać, że dla osoby w mojej sytuacji jest to naprawdę niesamowite dobrodziejstwo. Mogę normalnie pracować, a później spokojnie wskoczyć na neta i wyjaśnić te rzeczy, których nie rozumiem. Szkoda, że większość wykładowców nie czyni podobnie.

W sumie troszkę mnie zastanawia ten fakt, bo mimo to PG wydaje się być uczelnią techniczną, a grono wykładowców sprawia wrażenie ludzi "zacofanych". Niby jest ten internet, ułatwienia w komunikacji, a oni klasycznie - karteczka, wizyta, konsultacje "nie online".

Studia zaoczne - za co ja płacę ?

28 marca 2009

Czasami w życiu trzeba zadać sobie zajebiście ważne pytanie. Moje pytanie - za co ja płacę? Studia zaoczne wydawały się cudownym sposobem na pogodzenie pracy oraz zdobycia jakiegoś wykształcenia. Zamiast tego mam pracę i morderczy weekend, z którego wynoszę więcej bullshitu niż jakiś wartościowych rzeczy.

Ponieważ ja płacę (i to nie mało) to mam podejście do uczelni bardziej w sposób klient-sprzedawca. Jak łatwo się domyślić, to ja jestem tym klientem. A uczelnia jest tym sprzedawcą. Sprzedawca nie musiał się namęczyć, żeby mi wcisnąć swój towar. Co więcej wcisnął kit i posypał go lukrem.

Odnoszę wrażenie, że sytuacja wygląda w taki sposób, że ja płacę, a uczelnia udaje, że mnie uczy. Kilkugodzinne wykłady są zwyczajnie nudne. Często jest tak, że po godzinie zajęć nie wiem jak mam na imię i to wcale nie jest spowodowane moim ogólnym zmęczeniem. Zdaje się, że moje pieniądze opłacają osoby, które "poświęcają" się przychodząc w weekendy i po raz n-ty mówiąc dokładnie to samo co innym.

Może tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale IMHO połowa z wykładowców w ogóle nie powinna prowadzić wykładów. Widać, że mają wyjebane na to, że połowa sali przestaje kontaktować. Oni po prostu nadal klepią swoje.

Umowa spisana

22 grudnia 2008

Stało się. Po miesięcznym, dość dramatycznym na finiszu, poszukiwaniu mieszkania znaleźliśmy właściwe i spisaliśmy wiążącą umowę. Było ciężko. Samemu znaleźć pokój jest ciężko, bo najczęściej to studentek szukają. Później skład się powiększył o kolejną osobę, która niestety po jakimś czasie się wykruszyła. Do naszej dwójki doszła kolejna dwójka znajomych i tak naprawdę razem z nimi (czyli we troje) będziemy wynajmować mieszkanie niedaleko centrum Sopotu.

Ogromnym błędem było, że postanowiłem szukać tego mieszkania tak późno. Okazuje się, że jeśli samemu się szuka to jest zdecydowanie gorzej niż z kimś. Niestety straciłem sporo czasu na oczekiwaniu na odpowiedź pewnego jegomościa (znajomego znajomego), z którym miałbym wziąć mieszkanie. Niby od początku wszystko było ok, aż nagle stwierdził, że weźmie kogoś innego do mieszkania i cześć pieśni.

W ten oto sposób dobiega mój 4-miesięczny pobyt w mieszkaniu znajomego rodziców w Oliwie. Jak już pisałem na dłuższą metę strasznie zaczęła mi wadzić dziwna przypadłość właściciela, jednakże to nie było takie straszne. Największym problemem byli sąsiedzi.

Przez ostatnie 2 miesiące to po prostu przeżywałem dramat. Co chwila na górze słyszeć jak ktoś łazi w butach słonia. Do tego dresiarska muza na maksa. Co ciekawe to nie było aż takie złe.

PG starcie drugie, ostateczne

24 września 2008

Dzisiaj dopełniłem ostatnich formalności. W dzień moich dwudziestych urodzin, zamiast świętować wybiorę się na zajęcia. Jeśli tym razem coś nie wypali to raczej nie będę wracał na Politechnikę Gdańską.

Spełniając wszystkich oczekiwania

20 września 2008

Niestety temat, o którym nie chcę mówić powrócił. Mowa o moich nieszczęsnych studiach, o których to nie chcę rozmawiać z własną rodziną. Niestety po raz kolejny czuję się porównywany do własnego rodzeństwa i stawiany do wyścigu szczurów, w którym nie chcę uczestniczyć. Od początku wiedziałem, że wrócę na studia (po tym jak zrezygnowałem), ale nie byłem do końca pewien gdzie. Oczywiście opcją była moja znienawidzona PG, ale tym razem w trybie zaocznym (nie chcę rezygnować z dotychczasowej pracy). Ok, plan był, możliwości finansowe jako tako też. Znałem przedział cenowy za semestr, okazało się, że źle go znałem. O cenach mówił mi znajomy, który aktualnie siedzi na którymś roku zaocznych studiów na PG. Okazało się, że do jego kwoty muszę dodać ~400zł, także już za dużo jak dla mnie.

Mogłem pokazać panom z PG środkowy palec, ale tego nie zrobię. Okazuje się, że moja rodzinka, tak chce mnie wspomóc, że jedyną opcją jest politechnika, bo inne uczelnie nie. Plus taki, że finansowo mnie wspomogą. Minus taki, że znowu jestem pod kloszem, a moje zdanie specjalnie się nie liczy. Chyba mam być spełnieniem oczekiwań rodziców, oraz godnym naśladowcą własnego rodzeństwa. Niestety problem jest taki, że nikt z nich nie chce zrozumieć, że moja chęć do kontynuowania nauki skończyła się wraz z rezygnacją ze studiów. Może to przez lenistwo, ale i tak jestem zdania, że to co się na nich nauczę nie przyda w tym co będę chciał robić.

Jest jeden problem - papier, który ponoć zapewni mi dobrobyt, szczęście i masę innych bajeranckich rzeczy (w tym stadko pięknych kobiet). Jakoś nie jestem przekonany do jego znaczenia. Tym bardziej, że uczelnie do zawodu słabo przygotowują (ostatnio masa artykułów w lokalnym Metrze na ten temat).

Zrezygnowałem

05 marca 2008

Myślę, że warto o tym napisać. Niestety mój pierwszy semestr studiów można spokojnie określić mianem "epic fail". Nie zaliczyłem ani jednego egzaminu (teoretycznie jeszcze do końca marca mam dopytkę), dlatego też postanowiłem zrezygnować. Wprawdzie mogę spokojnie przejść (pod warunkiem zaliczenia tej dopytki) na kolejny semestr, ale nie podoba mi się wizja poprawiania zaległych egzaminów + tych co będą na kolejnym semestrze.

Wielu teraz mogło by powiedzieć, że straciłem pół roku. Możliwe, lecz ja się i tak cieszę. Poznałem ciekawych ludzi, dowiedziałem się wielu nowych rzeczy. Już wiem jak później sobie poradzić. Myślę, że następnym razem nie zrobię podobnego błędu.

W związku z tymi zaległymi egzaminami kombinowałem z tym co zrobić. Ostatecznie wyszła myśl, żeby jakoś podbić legitymację studencką, a drugi semestr olać (wiadomo - zniżki ;p). Rozmawiałem nawet z pewnym prawnikiem (znajomy siostry), który zasugerował dziekankę zdrowotną. Pomysł fajny, szkoda tylko, że ten jełop (bo jak można inaczej nazwać prawnika co sugeruje takie rozwiązania?) zasugerował, że muszę "zdobyć" papiery o mojej chorobie.. Myślę, że więcej nie muszę tłumaczyć..
PS. złożyłem podanie z prośbą o przeniesienie na pierwszy semestr kolejnego roku akademickiego.

Legitymacji nie będę miał podbitej, ale postaram się o inny sposób na zniżki. Znajomy z grupy (był w podobnej sytuacji) właśnie z tego rozwiązania skorzystał i sam poszedł do pracy. Wszystko ze strony prawnej jest legalne (jego ojciec jest inspektorem pracy) także nie byłoby się o co martwić.

Błyskotliwy tłumacz

26 lutego 2008

W ten sposób mamy macierz o indeksie m, po angielsku m.

Wykład z Teorii o obwodach i sygnałach

Spokojna Egzystencja Stała się Jebaną Apokalipsą

13 lutego 2008

W podstawowym terminie nie zaliczyłem ani jednego przedmiotu, nie wydaje się aby poprawki wyszły lepiej. Jedynie przychodzi do głowy piosenka "co ja robię tu"..

Świat zapier*, a ja chyba nadal nie nadążam

08 lutego 2008

Korzystając z okazji, że jestem w Chmielnie, postanowiłem odwiedzić moje liceum. Na "wyprawę" wybrałem się wraz z dwoma dobrymi znajomymi. Chwilka w szkole, utwierdziła nas w przekonaniu, że teraz widuje się tam bardziej dzieci niż prawie-dorosłych ludzi.

Po nie całej (a może całej?) godzinie wyszliśmy na miasto tak sobie. Dawniej (czyt. za czasów licka) zawsze było się z czego pośmiać. Totalny freestyle jeśli chodzi o tematy rozmów, a do tego klimat jak najbardziej przyjemny. Dzisiaj niestety można było zauważyć, że studia nieźle wlazły co niektórym za skórę. Z przykrością muszę przyznać, że również i mnie.

Dyskusje na dowolny temat zeszły na drugi plan, a na pierwszy trafiły studia i to co z nimi związane. Jeden z nas właściwie nie wiele o tym mówił, najwyraźniej nie musiał. Widać tylko było jak go nudzi przysłuchiwanie się rozmowom około-studyjnym. Dziwna rzecz. Ciężko się przyzwyczaić do nowych realiów, a jeszcze ciężej przychodzi uświadomienie sobie tego, że tak wiele się zmieniło. Świadczy o tym choćby ta nasza rozmowa. Nagle jakaś taka poważna, czasami tylko coś z czego się można było pośmiać (btw, i tak dotyczyło to studiów). Dziwne uczucie, nagle tak jakoś poważnie..

Co w razie gdy nie zdam ?

29 stycznia 2008

Postanowiłem, że jeśli nie zaliczę semestru przygotuję się do zdobycia jakiegoś certyfikatu. Zastanawiam się nad Zend PHP Certification, jednakże muszę mieć świadomość, że z tym może być akurat różnie...

Tak się bawi znudzony student..

22 stycznia 2008

Puść kumplowi strzałę. Niech oddzwoni i wrzaśnij "Wazzzzaaaaaaaa?!??!?!?!?", potem się rozłącz.

Efekt? dobre 10 minut czystej, niczym nie ograniczonej "beki" xD

Bez celu

20 stycznia 2008

Miałem przed chwilą dość poważną rozmowę z matką. Niestety uświadomiłem sobie dość przykrą rzecz, no ale może od początku... Od samego początku (tj, kiedy miałem bardziej rozwiniętą samoświadomość - gimnazjum) wiedziałem, że będę chciał studiować informatykę. Liceum wybrałem również z tą myślą, czyli o odpowiednim profilu. Teraz gdy nie dostałem się Informatykę straciłem cel, który od 6 lat w jakiś sposób mnie napędzał...

Z jednej strony może i dobrze, nie wiem czy podjąłbym podobną decyzję jak dawniej. Niestety teraz jest problem - co dalej? Studia to praktycznie "wyszkolenie" mnie w taki sposób, aby móc później podjąć jakąś pracę. Zawsze chciałem mieć taką pracę, w której mógłbym w jakiś sposób się spełniać, taką z której można czerpać jakąś satysfakcję. Dawniej "zawód" informatyka wydawał się być czymś takim, teraz to kojarzy się dla mnie bardziej z byciem "nolifem".

Ciężko jest kiedy człowiek tak naprawdę nie wie co by chciał robić w przyszłości. Jeden cel utraciłem, ale chciałbym go czymś zastąpić. Problem w tym, że nie wiem czym. Oczywiście skupiam się tutaj tylko na pracy, a nie życiu osobistym tj. rodzinie. Nie chodzi o to, żeby być "kimś". Chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby znaleźć zawód, z którego można czerpać jakąś radość. Nie chcę, żeby to było coś co uważałbym za rzecz konieczną.

Mam problem, nie wiem co z tym zrobić...

Sesja, no właśnie...

13 stycznia 2008

Kambel napisał w swojej notce "Jedyna rada to nie załamać się i uparcie iść do przodu." Szkoda, że w moim wypadku już za późno jest..

To już jest 13-stycznia. Pierwsze egzaminy mam 2 lutego, a czuję się przygotowany jako-tako jedynie z matematyki. Czeka mnie fizyka, z której kompletnie nic nie potrafię oraz programowanie, które nie powinno mnie zestresować. Specjalnie przyjechałem, ze stancji w Gdańsku, do domu wcześniej tak ażeby móc się pouczyć z fizyki. Wynik taki, że wczoraj nic, dzisiaj to samo. Wielu sugeruje "naucz się na pamięć zrozumienie przyjdzie później", teraz mogę im powiedzieć BULLSHIT, to wcale tak nie idzie zrobić. Bez zrozumienia nie mam się czego uczyć...

Pamiętam pierwszy dzień rozpoczęcia roku. "Bądź dumą PG", taa serio w to uwierzyłem i chciałem, żeby tak było. Niestety chęć bycia dumą PG zniknęła jakiś tydzień później. Teraz jedynie widzę piętrzące się problemy i coraz mniejszą chęć na dalsze studiowanie. Dawniej myślałem, że będę robił coś ciekawego, teraz dochodzę do wniosku, że te studia to tylko tymczasowe miejsce odsiadki na zdobycie kwitka, a ja raczej nie będę miał okazji spełniać swoich zainteresowań...

Serio cały ten zapał ulotnił się ze mnie, nie wiem nawet czy znajdę dość motywacji, żeby się przygotować na te egzaminy...

Hmm mogę mój stan określić jako przed depresyjny...

Zasłyszane na studiach

20 grudnia 2007

Idzie sobie grubas przez miasto i widzi "odchudzanie za 5$". Myśli sobie wejdzie zobaczy o co chodzi. Wszedł, a tam wspaniała laska, która mówi "złap mnie, a się Tobie oddam.". Grubas gonił ją przez 10 minut, po czym zmęczył się i sobie odpuścił.

Idzie dalej, a tam "odchudzanie za 10$". Wchodzi i widzi 3 laski - "jeśli nas złapiesz oddamy się Tobie". Goni, goni, goni... Po pół godziny zmęczył się i odpuścił sobie.

Ten sam grubas dalej się przechadza i widzi "odchudzanie za 15$". Wchodzi i widzi 2m murzyna z fallusem po kolana - "jak Cię złapię to mi się oddasz"...

Zabawa w dedukcję

15 listopada 2007

Wracam sobie na stancję. Przede mną idzie bliżej niezidentyfikowany osobnik. Próbuję zgadnąć czy jest to dziewczyna, czy chłopak. Wbrew pozorom ciężko to określić. Jako obuwie służą mu (jej?) takie niby glany, tylko dość niskie (te buty mają nazwę - nie pamiętam ;/ ). Ma na sobie płaszcz, ale raczej taki dla dziewczyny. Na głowie czapka, a pod nią długie włosy. Problem w tym, że kolorystycznie ubiór jest totalną porażką. Nic do siebie nie pasuje, a to by wskazywało na faceta. Długie włosy przecież niczego nie oznaczają.

Próbuję dalej zgadywać. Krok ma ciężki, ale to pewnie dzięki ciężkim butom, pewnie noszonym dość często. Idzie dziarsko, ręce ma rozstawione jak typowy dresik w pełnej krasie. Hmm facet, czy kobieta? Do ostatecznego wniosku można dojść po figurze. W barach osobnik raczej wąski jest, a w biodrach wręcz przeciwnie.

Nigdy do końca się nie przekonałem "czym" był "obiekt". Nie chciało mi się tej osoby wyprzedzać, żeby się zorientować, a chwilkę później skręciła gdzieś w bok i na tym się skończyło.

Muszę przyznać, że takie dedukowanie jest całkiem zabawne, tym bardziej jeśli nie ma co lepszego do roboty. Może powyższy wywód był całkiem śmieszny, ale polecam taką zabawę.

Ja osobiście czułem się jak w filmie. Próbuję stworzyć portret zupełnie obcej mi osoby. Aby tego dokonać staram się dostrzec każdy szczegół. Bywa interesujące ;-]

Korepetycje z fizyki - szukam

Kategorie
01 listopada 2007

Szukam osoby, która byłaby w stanie dawać korepetycje z fizyki. Najlepiej, żeby to był ktoś z drugiego, trzeciego (może być i starszy ;-) ) roku. Najlepiej ktoś kto miał/ma fizykę z Tyrzykiem.

Znacie może kogoś takiego, albo wiecie gdzie mógłbym poszukać ?

Wiem, że na Joggerze są osooby z PG (Politechniki Gdańskiej) także zwracam się z tym pytaniem również tutaj. Jest może ktoś chętny? ;-)