Zrezygnowałem

Dodano 05 MAR 2008 roku o godzinie 09:08:11

Myślę, że warto o tym napisać. Niestety mój pierwszy semestr studiów można spokojnie określić mianem "epic fail". Nie zaliczyłem ani jednego egzaminu (teoretycznie jeszcze do końca marca mam dopytkę), dlatego też postanowiłem zrezygnować. Wprawdzie mogę spokojnie przejść (pod warunkiem zaliczenia tej dopytki) na kolejny semestr, ale nie podoba mi się wizja poprawiania zaległych egzaminów + tych co będą na kolejnym semestrze.

Wielu teraz mogło by powiedzieć, że straciłem pół roku. Możliwe, lecz ja się i tak cieszę. Poznałem ciekawych ludzi, dowiedziałem się wielu nowych rzeczy. Już wiem jak później sobie poradzić. Myślę, że następnym razem nie zrobię podobnego błędu.

W związku z tymi zaległymi egzaminami kombinowałem z tym co zrobić. Ostatecznie wyszła myśl, żeby jakoś podbić legitymację studencką, a drugi semestr olać (wiadomo - zniżki ;p). Rozmawiałem nawet z pewnym prawnikiem (znajomy siostry), który zasugerował dziekankę zdrowotną. Pomysł fajny, szkoda tylko, że ten jełop (bo jak można inaczej nazwać prawnika co sugeruje takie rozwiązania?) zasugerował, że muszę "zdobyć" papiery o mojej chorobie.. Myślę, że więcej nie muszę tłumaczyć..
PS. złożyłem podanie z prośbą o przeniesienie na pierwszy semestr kolejnego roku akademickiego.

Legitymacji nie będę miał podbitej, ale postaram się o inny sposób na zniżki. Znajomy z grupy (był w podobnej sytuacji) właśnie z tego rozwiązania skorzystał i sam poszedł do pracy. Wszystko ze strony prawnej jest legalne (jego ojciec jest inspektorem pracy) także nie byłoby się o co martwić.

Błyskotliwy tłumacz

Dodano 26 LUT 2008 roku o godzinie 20:53:45

W ten sposób mamy macierz o indeksie m, po angielsku m.

Wykład z Teorii o obwodach i sygnałach

Spokojna Egzystencja Stała się Jebaną Apokalipsą

Dodano 13 LUT 2008 roku o godzinie 13:16:37

W podstawowym terminie nie zaliczyłem ani jednego przedmiotu, nie wydaje się aby poprawki wyszły lepiej. Jedynie przychodzi do głowy piosenka "co ja robię tu"..

Świat zapier*, a ja chyba nadal nie nadążam

Dodano 08 LUT 2008 roku o godzinie 17:32:27

Korzystając z okazji, że jestem w Chmielnie, postanowiłem odwiedzić moje liceum. Na "wyprawę" wybrałem się wraz z dwoma dobrymi znajomymi. Chwilka w szkole, utwierdziła nas w przekonaniu, że teraz widuje się tam bardziej dzieci niż prawie-dorosłych ludzi.

Po nie całej (a może całej?) godzinie wyszliśmy na miasto tak sobie. Dawniej (czyt. za czasów licka) zawsze było się z czego pośmiać. Totalny freestyle jeśli chodzi o tematy rozmów, a do tego klimat jak najbardziej przyjemny. Dzisiaj niestety można było zauważyć, że studia nieźle wlazły co niektórym za skórę. Z przykrością muszę przyznać, że również i mnie.

Dyskusje na dowolny temat zeszły na drugi plan, a na pierwszy trafiły studia i to co z nimi związane. Jeden z nas właściwie nie wiele o tym mówił, najwyraźniej nie musiał. Widać tylko było jak go nudzi przysłuchiwanie się rozmowom około-studyjnym. Dziwna rzecz. Ciężko się przyzwyczaić do nowych realiów, a jeszcze ciężej przychodzi uświadomienie sobie tego, że tak wiele się zmieniło. Świadczy o tym choćby ta nasza rozmowa. Nagle jakaś taka poważna, czasami tylko coś z czego się można było pośmiać (btw, i tak dotyczyło to studiów). Dziwne uczucie, nagle tak jakoś poważnie..

Co w razie gdy nie zdam ?

Dodano 29 STY 2008 roku o godzinie 21:13:08

Postanowiłem, że jeśli nie zaliczę semestru przygotuję się do zdobycia jakiegoś certyfikatu. Zastanawiam się nad Zend PHP Certification, jednakże muszę mieć świadomość, że z tym może być akurat różnie...

Tak się bawi znudzony student..

Dodano 22 STY 2008 roku o godzinie 20:27:56

Puść kumplowi strzałę. Niech oddzwoni i wrzaśnij "Wazzzzaaaaaaaa?!??!?!?!?", potem się rozłącz.

Efekt? dobre 10 minut czystej, niczym nie ograniczonej "beki" xD

Bez celu

Dodano 20 STY 2008 roku o godzinie 16:30:45

Miałem przed chwilą dość poważną rozmowę z matką. Niestety uświadomiłem sobie dość przykrą rzecz, no ale może od początku... Od samego początku (tj, kiedy miałem bardziej rozwiniętą samoświadomość - gimnazjum) wiedziałem, że będę chciał studiować informatykę. Liceum wybrałem również z tą myślą, czyli o odpowiednim profilu. Teraz gdy nie dostałem się Informatykę straciłem cel, który od 6 lat w jakiś sposób mnie napędzał...

Z jednej strony może i dobrze, nie wiem czy podjąłbym podobną decyzję jak dawniej. Niestety teraz jest problem - co dalej? Studia to praktycznie "wyszkolenie" mnie w taki sposób, aby móc później podjąć jakąś pracę. Zawsze chciałem mieć taką pracę, w której mógłbym w jakiś sposób się spełniać, taką z której można czerpać jakąś satysfakcję. Dawniej "zawód" informatyka wydawał się być czymś takim, teraz to kojarzy się dla mnie bardziej z byciem "nolifem".

Ciężko jest kiedy człowiek tak naprawdę nie wie co by chciał robić w przyszłości. Jeden cel utraciłem, ale chciałbym go czymś zastąpić. Problem w tym, że nie wiem czym. Oczywiście skupiam się tutaj tylko na pracy, a nie życiu osobistym tj. rodzinie. Nie chodzi o to, żeby być "kimś". Chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby znaleźć zawód, z którego można czerpać jakąś radość. Nie chcę, żeby to było coś co uważałbym za rzecz konieczną.

Mam problem, nie wiem co z tym zrobić...

Sesja, no właśnie...

Dodano 13 STY 2008 roku o godzinie 15:14:13

Kambel napisał w swojej notce "Jedyna rada to nie załamać się i uparcie iść do przodu." Szkoda, że w moim wypadku już za późno jest..

To już jest 13-stycznia. Pierwsze egzaminy mam 2 lutego, a czuję się przygotowany jako-tako jedynie z matematyki. Czeka mnie fizyka, z której kompletnie nic nie potrafię oraz programowanie, które nie powinno mnie zestresować. Specjalnie przyjechałem, ze stancji w Gdańsku, do domu wcześniej tak ażeby móc się pouczyć z fizyki. Wynik taki, że wczoraj nic, dzisiaj to samo. Wielu sugeruje "naucz się na pamięć zrozumienie przyjdzie później", teraz mogę im powiedzieć BULLSHIT, to wcale tak nie idzie zrobić. Bez zrozumienia nie mam się czego uczyć...

Pamiętam pierwszy dzień rozpoczęcia roku. "Bądź dumą PG", taa serio w to uwierzyłem i chciałem, żeby tak było. Niestety chęć bycia dumą PG zniknęła jakiś tydzień później. Teraz jedynie widzę piętrzące się problemy i coraz mniejszą chęć na dalsze studiowanie. Dawniej myślałem, że będę robił coś ciekawego, teraz dochodzę do wniosku, że te studia to tylko tymczasowe miejsce odsiadki na zdobycie kwitka, a ja raczej nie będę miał okazji spełniać swoich zainteresowań...

Serio cały ten zapał ulotnił się ze mnie, nie wiem nawet czy znajdę dość motywacji, żeby się przygotować na te egzaminy...

Hmm mogę mój stan określić jako przed depresyjny...

Zasłyszane na studiach

Dodano 20 GRU 2007 roku o godzinie 21:50:16

Idzie sobie grubas przez miasto i widzi "odchudzanie za 5$". Myśli sobie wejdzie zobaczy o co chodzi. Wszedł, a tam wspaniała laska, która mówi "złap mnie, a się Tobie oddam.". Grubas gonił ją przez 10 minut, po czym zmęczył się i sobie odpuścił.

Idzie dalej, a tam "odchudzanie za 10$". Wchodzi i widzi 3 laski - "jeśli nas złapiesz oddamy się Tobie". Goni, goni, goni... Po pół godziny zmęczył się i odpuścił sobie.

Ten sam grubas dalej się przechadza i widzi "odchudzanie za 15$". Wchodzi i widzi 2m murzyna z fallusem po kolana - "jak Cię złapię to mi się oddasz"...

Zabawa w dedukcję

Dodano 15 LIS 2007 roku o godzinie 20:08:44

Wracam sobie na stancję. Przede mną idzie bliżej niezidentyfikowany osobnik. Próbuję zgadnąć czy jest to dziewczyna, czy chłopak. Wbrew pozorom ciężko to określić. Jako obuwie służą mu (jej?) takie niby glany, tylko dość niskie (te buty mają nazwę - nie pamiętam ;/ ). Ma na sobie płaszcz, ale raczej taki dla dziewczyny. Na głowie czapka, a pod nią długie włosy. Problem w tym, że kolorystycznie ubiór jest totalną porażką. Nic do siebie nie pasuje, a to by wskazywało na faceta. Długie włosy przecież niczego nie oznaczają.

Próbuję dalej zgadywać. Krok ma ciężki, ale to pewnie dzięki ciężkim butom, pewnie noszonym dość często. Idzie dziarsko, ręce ma rozstawione jak typowy dresik w pełnej krasie. Hmm facet, czy kobieta? Do ostatecznego wniosku można dojść po figurze. W barach osobnik raczej wąski jest, a w biodrach wręcz przeciwnie.

Nigdy do końca się nie przekonałem "czym" był "obiekt". Nie chciało mi się tej osoby wyprzedzać, żeby się zorientować, a chwilkę później skręciła gdzieś w bok i na tym się skończyło.

Muszę przyznać, że takie dedukowanie jest całkiem zabawne, tym bardziej jeśli nie ma co lepszego do roboty. Może powyższy wywód był całkiem śmieszny, ale polecam taką zabawę.

Ja osobiście czułem się jak w filmie. Próbuję stworzyć portret zupełnie obcej mi osoby. Aby tego dokonać staram się dostrzec każdy szczegół. Bywa interesujące ;-]

Korepetycje z fizyki - szukam

Dodano 01 LIS 2007 roku o godzinie 20:40:20

Szukam osoby, która byłaby w stanie dawać korepetycje z fizyki. Najlepiej, żeby to był ktoś z drugiego, trzeciego (może być i starszy ;-) ) roku. Najlepiej ktoś kto miał/ma fizykę z Tyrzykiem.

Znacie może kogoś takiego, albo wiecie gdzie mógłbym poszukać ?

Wiem, że na Joggerze są osooby z PG (Politechniki Gdańskiej) także zwracam się z tym pytaniem również tutaj. Jest może ktoś chętny? ;-)

Studenckie rozważania..

Dodano 06 PAŹ 2007 roku o godzinie 16:25:09

Jest przerwa, czekamy na kolejne zajęcia. Nagle typ z grupy rzuca pytanie:

Jak myślicie co się dzieje ze światem kiedy matrix się restartuje ? Nawet twórca Matrixa wspominał Neo, że świat zmieniano kilka razy, czyli trzeba było zrobić restart systemu. Ciekawe co wtedy działo się ze światem ludzi ... ?

Chwilę myśleliśmy. Padły dwie propozycje:

  • Przed restartem jest robiony save, po włączeniu systemu save jest ładowany i wszyscy są szczęśliwi
  • Restart następuje równolegle do działającego świata i nie odczuwa się skutków ubocznych

A co Wy proponujecie ? ;-)

Pierwszy wykład z fizyki

Dodano 02 PAŹ 2007 roku o godzinie 20:53:33

Bajka - pierwszy wykład i już nic nie kumam.

Dizzer

A chodzi konkretniej o (nie jestem pewien nazwy, bo nie pamiętam, a nie chce mi się sprawdzać ;p ) pochodne wektorów. Przyznam się bez bicia, że też za wiele nie kumam z tego...

Pomijając ten fakt miałem jeszcze dzisiaj pierwsze ćwiczenia z fizyki. Podoba mi się sposób ich prowadzenia, bo jest zupełnie inny od tego w moim LO. U mnie to facet z dwóch wzorów robił nagle ich 10, po czym łączył je w mega-super-olbrzymi-i-jedyne-w-rodzaju równanie, z którego nikt niczego nie rozumiał. Tym razem omawiamy problem i powolutku każdy dokłada swoje 5 groszy dochodząc przy okazji do rozwiązania.

Coś czuję, że z fizyki czeka mnie sporo naprawdę ciężkiej nauki. Problem jest tylko taki, że nie należę do tych co potrafią się nauczyć cokolwiek bez zrozumienia..

Z życia na stancji

Dodano 01 PAŹ 2007 roku o godzinie 23:01:00

Już mija parę dni (dokładnie od czwartku) kiedy to jestem na własnym (czyt. na stancji). Póki co jest ok. Jeszcze mamy co jeść, jeszcze jest kasa i raczej nie ma co się dziwić, bo tydzień ledwo się rozpoczął :) Mimo wszystko w tak krótkim czasie mogą człowieka spotkać dziwne sytuacje. Jedną z nich była pewna przemiła pani Moher...

Nasze mieszkanie jest na takim małym dziedzińczyku, w którym są ludzie, którzy przeżyli chyba całe swoje życie (ul. Zagrodowa - Gdańsk - dla zainteresowanych). W ostatnią sobotę przyjechał ojciec kumpli, którzy są razem ze mną na stacji. Przywiózł jakieś dodatkowe rzeczy, oraz psa (wabi się Bestia), który narobił przy okazji sporo hałasu...

Uporaliśmy się z bagażami i przed wejściem do budynku zostaliśmy na chwilkę, aby pogadać sobie. Nagle swoją obecnością uraczyła nas pani Moher z tekstem "co to za zbiorowisko?". My jedynie w konsternacji zastanawiamy się co odpowiedzieć, a pani dalej "co robiliście na podwórku?"...

Wykładowe neologizmy

Dodano 29 WRZ 2007 roku o godzinie 12:45:31

"tomiwisizm"

Czyli wg. pani od BHP olanie dziwnych sytuacji typu "zabieranie gaśnicy gdy nie ma pożaru" ;-]

Za parę dni studia

Dodano 27 WRZ 2007 roku o godzinie 01:03:52

Jutro już wyjeżdżam na stancję. Wprawdzie tylko do Gdańska, ale wygodniej będzie tam się ulokować niż dojeżdżać... Za parę dni zacznie się rok, a dla mnie jest to przeskok w to tzw (chyba) dorosłe życie. Muszę przyznać, że boję się tego...

Najbardziej strachem napawa mnie fizyka, z której jestem totalnym nubkiem. Boję się, że właśnie z jej powodu będę mógł zawalić jakieś egzaminy...

Poza tym boję się jeszcze jednej rzeczy - braku możliwości spotkania się z ukochaną osobą. Teoretycznie zawsze znajdzie się okazja, ale i to może być ciężkie do realizacji..

Pomimo tego strachu, pójdę naprzód. Będę się starać nie martwić na zapas, a wszelkie problemy pokonywać. Co z tego wyniknie? Zobaczymy.