Z tego co zrozumiałem to recepta Buddyzmu na tego typu problem jest prosta: "do not feed the troll". Prawda, że łatwe? Problem w tym, że często jest tak, że nie można odpuścić takim trollom emocjonalnym.
Wiele osób chciało mnie w jakiś sposób pocieszać. Czy to na łamach tego bloga, czy podczas zwykłej rozmowy. Zazwyczaj słowa otuchy były do siebie podobne. "To minie", "Czas leczy rany", "Wszystkie kobiety to kurwy są", "Będzie dobrze" itd.
Zabrakło mi słów w rodzaju: "ciesz się tym co było, wykorzystaj to w przyszłości". Myślę, że będę takie słowa kierować innym w podobnej sytuacji. Powód jest prosty. Świadome wykorzystanie doświadczeń z poprzedniego związku może wpłynąć na "jakość" kolejnego. Wiem z autopsji.
A może zobowiązanie? W każdym bądź razie dowiedziałem się, że moi rodzice i rodzeństwo mieli ślub w przedziale wiekowym 21-22 lata. Z tego wynika, że mnie również pozostał niecały rok na to aby dopełnić rodzinnej tradycji. Ktoś chętny aby mi w tym pomóc?
Nie ma nic fajniejszego niż jechać sobie przez miasto z puszczonym głośno Marszem Imperialnym. Cover w wykonaniu Epici wraz z orkiestrą symfoniczną jest niesamowity.
Przesłuchałem dzisiaj podobne covery na YouTubie. Niestety Marsz Imperialny bez orkiestry jest zwyczajnie słaby. Wszelkim wersjom granym na gitarach (Metallici, lub jakieś covery metalowe) brakuje jakoś tej mocy.
Wiedzmińska saga Sapkowskiego nie jest mi obca. Kolejne części pochłaniałem tempem ciasteczkowego potwora i ciągle było mi mało. Po latach (jak to brzmi) postanowiłem sobie na odświeżenie pamięci oglądając serial.
Od samego początku wiedziałem, że to jest kino niskich lotów. W zasadzie nie ma co się wiele rozpisywać. Z tego wszystkiego najlepiej wypadają aktorzy (z wyjątkiem dziewczyny grającej Ciri). Co niektórzy włożyli trochę serca w swoje role. Podobała mi się aktorów odpowiedzialnych z rolę Geralta, Jaskiera, Nenneke. Najgorzej wypadła rola Ciri. Odnoszę wrażenie, że dziewczyna nauczyła się tekstu na pamięć i recytowała go w taki sposób jak to się robi w podstawówce. Wprawdzie była dość młoda, ale można było troszkę bardziej popracować nad tą rolą.
Niestety poza obsadą reszta jest po prostu tragiczna. Ciągle ta sama muzyka. Cały czas odnosiłem wrażenie, że całość się dzieje na zamku w Malborku. Natomiast kostiumy niektórych postaci były chyba wykonywane przez dzieci na zajęciach techniki (ktoś jeszcze pamięta taki przedmiot?). Lepiej będzie jak spuszczę zasłonę milczenia na efekty graficzne. W zasadzie filmy sprzed 15 lat miały lepsze.
Film był na swój sposób odważny. W zasadzie nie znam innego serialu z taką ilością nagich pań, oraz lejącej się krwi. Może gdyby reżyser miał nieco inną wizję udałoby się zrobić coś lepszego.
Po sukcesie gry The Witcher czekam z pewną nadzieją (jak już dzisiaj stwierdziłem, jestem człowiekiem naiwnym) na to, że może jacyś poważniejsi reżyserzy zwrócą swoją uwagę na tą sagę.
Pomysł na film dość ciekawy. Jakiś fragment skojarzył mi się jednoznacznie z Gladiatorem. Natomiast ogólnie to mam wrażenie jakbym widział wersję alternatywną filmu "Surogates". Bardzo podobała mi się oprawa muzyczna (w tym Marilyn Manson i genialne Sweet Dreams), efekty również były super. Wydaje mi się, że fabuła była troszkę mdława, można było wycisnąć z niej coś więcej.
Ponownie jak wtedy przyszły jakieś dziwne myśli - czy tak będzie wyglądała nasza rozrywka w przyszłości? Portale społecznościowe, w których steruje się kimś innym, oraz gry akcji gdzie giną prawdziwe osoby?
Od pewnego czasu mam wrażenie, że wszelkiego typu wirtualne społeczności aż za bardzo ingerują w nasze życia. Czy jest możliwym, aby kiedyś nastała aż tak radykalna zmiana?
Taki skrótowy opis, gdyż szczegółowe i tak idą mi słabo :) Właśnie obejrzałem ten film i jestem pod ogromnym wrażeniem. Jest sporo elementów, które sprawiają, że film się nie nudzi. Przyznam, że mnie momentami sama fabuła bardziej przygniatała niż efekty. Gdybym miał sklasyfikować ten film, to pewnie postawiłbym go gdzieś obok "Ja, robot".
W głowie mam cały czas jedno pytanie "czy za bardzo nie przyzwyczajamy się do kolejnych cudów techniki, do wygód z tym związanych"? Wydaje mi się, że ta technika, która niby pomaga, sprawi pewnego dnia, że gdzieś zatracimy naszą naturę, lub nadamy jej szutczny wymiar.
To tak wygląda troszkę jak z nowym autem. Jest fajne, dobrze wyposażone. Lecz gdzie radość z jazdy, prowadzenia, skoro większość zależy już teraz od komputera? Przybywa przełączników, automatów, a emocje gdzieś znikają.
Polecam obejrzenie tego filmu. Dla mnie był niesamowicie ciekawy. Ogólnie lubię filmy, które po obejrzeniu skłaniają mnie do chwili zadumy, ten się do tego zalicza. Poza tym, jest to chyba pierwszy film od paru miesięcy, po którym nie żałuję pieniędzy wydanych na bilety do kina.
Detroit Metal City (w krócie DMC) to historia pewnego chłopaka, który chce zrobić karierę w branży pop. Ów chłopak jest wokalistą i (wątpliwym) liderem death metalowego zespołu. Nie lubi tego, ale tkwi z tą kapelą. Oczywiście z tego powodu prowadzi podwójne życie. Na codzień chłopaczek, który kocha muzykę rozrywkową. W nocy pan chaosu i gwłacicel świń.
Przyznaję, że w każdym odcinku uśmiałem się niesamowicie. Perypetie alter ego death metalowego Krausera są niesamowite. Tak więc możemy sobie zobaczyć jak pan ciemności próbuje zreformować swojego brata, lub jak przypadkiem sieje ciosy zabijające policjantów. Ubaw przedni, choć czasami mam wrażenie, że niektóre z sytuacji z tego anime mogą znaleźć swoje odzwierciedlenie w realnym świecie ;)
Jak wiadomo jest masa filmowych festiwali, w tym festiwale filmów porno. To pierwsze wydaje się posiadać sens - jest fabuła, efekty, jest co oceniać. Natomiast co z tym drugim rodzajem filmów? Przecież tam też są wyłanianie najlepsze filmy roku. Wątpię żeby chodziło o fabułę, efekty pewnie też nie mają tutaj znaczenia. Poza tym one są przecież cholernie wtórne! W takim razie co decyduje, że jakiś pornos wygrywa?
Czyżby decydowała liczba penisów włożonych jednocześnie do waginy? A może zwycięża film, który ma najwyższy stosunek penisów względem spenetrowanych otworów?
Pominę tutaj całą otoczkę jaka towarzyszy takim festiwalom. Niemniej jednak jestem śmiertelnie ciekaw na jakiej podstawie wybierany jest najlepszy film porno roku..
Byłem, obejrzałem. Fabuła może niezabardzo fascynująca, ale efekty i muzyka jak najbardziej. Troszkę brakowało mi oryginalnego motywu dźwiękowego, w zamian dostałem 'cover', który średnio mi się podobał.
Ogólnie ten film ma parę baboli, o których mam ochotę wspomnieć:
maszyny nadal potrzebują paneli dotykowych i interfejsów
po kiego grzyba te maszyny komunikują się pomiędzy sobą po angielsku?
jakim cudem można przeżyć, bez urazu wybuch ładunków jądrowych będąc jakieś 0.5km od centrum wybuchu?
Poza tym mamy nawet wyprasowanego w photoshopie Arniego, z mistyczną mgiełką wokół jajek!
Film polecam, ze względu na efekty. Jeśli się nie czepiać szczegółów to naprawdę fajnie się oglądało. Nie nudziłem się ani przez chwilę.
Nie będę się specjalnie wysilał nad opisem - podobnie jak nie przyłożyli się do swojej pracy twórcy tego filmu. Pal licho, że nawiązali "luźno" do znanego anime Dragonball. Ten film jest tak śmiesznie nakręcony, że nawet nie wiedziałem kiedy się skończył (a byłem trzeźwy).
Jakaś akcja jest, ale robiona skrótowo - dokładnie tak samo jak przedstawiono tam trening Goku i jego walkę z "Lordem" Piccolo. Albo autorzy się śpieszyli i zrobili film na skróty, albo nie mieli żadnego pomysłu na wykonanie.
Gdybym miał się uczepić samych związków z anime, to chyba bym umarł. Goku został nasłany przez Piccolo (a nie z planety Vegeta). Genialny żółw wcale nie jest taki stary, a i po drodze spotykamy jakąś mistyczną radę z mistycznym wiaderkiem, które w ogóle nie zostało wykorzystane.
Żenua, nie polecam. Szkoda nawet łącza internetowego na ściągnięcie tego filmu.
Gdybym miał ocenić ten film na podstawie postera to chyba byłbym zmuszony dać temu filmowi ocenę 1. Idąc do kina na ten film spodziewałem się błyskotliwej akcji, głównego bohatera, na którego barkach spoczywa uratowanie całego miasta. Okazało się, że główny bohater raczej nie był typem rozpierdzielatora.
Cała akcja kręci się wokół ludzi, których posiadają przeróżne moce/zdolności. Są pewne typy tych umiejętności, tak więc mamy "krzykaczy", "obserwatorów", "poruszycieli" (niefortunne tłumaczenie) i wielu innych. Rządy przeróżnych krajów wiedzą o tych ludziach i starają się za wszelką cenę wykorzystać ich umiejętnośc. Jeden z takich "Wydziałów" (komórka rządowa ds. ludzi ze zdolnościami) opracował "lek", który diametralnie zwiększa zdolności nadprzyrodzone. Niestety jego głównym skutkiem ubocznym była śmierć osoby "leczonej". Jedna osoba przeżyła terapię, co więcej - zbiegła z lekiem.
Jak wspomniałem, ten film nie powala ilością akcji. Tak więc co mi się spodobało? Otóż to nie była typowa "jebanka", z jedną osobą pokonującą hordy przeciwników. Poza tym zgrabnie przedstawiono różne typy umiejętności ludzików i sprawnie wyważono ich udział w filmie. Spodobało mi się, że część "bezakcyjna" nie nudziła i nie wiała nudą. Fragmenty bez dynamicznej akcji były tak skonstruowane, że cały czas dobrze się oglądało, a przedewszystkim film się nie dłużył.
Tytuł jak dla mnie najbardziej ciekawy, jednakże to powinna być część pierwsza, a nie trzecia! Byłem przekonany, że po raz kolejny ujrzę losy ślicznej pani i jej mieszańca. Zamiast tego cofamy się czasami to zalążka odwiecznej walki pomiędzy Lykanami, a klanem wampirów.
Nie powiem, że to było złe. Autorzy postarali się. Największe brawa za rolę Sonji, a konkretnie za to, że udało im się znaleźć aktorkę łudząco podobną do Kate Beckinsale. Dzięki temu wspaniale dopasowali się do tego o czym była mowa w pierwszej części (Victor pozostawił Selene przy życiu, bo córkę mu przypominała).
Całość, fajna, spójna (co rzadko się zdarza w takich sytuacjach) i ciekawa. Wprawdzie na początku miałem wielkiego zonka (jak wspomniałem spodziewałem się czegoś z "aktualnych" czasów), ale mimo tego film mi się podobał.
Przy tej okazji chciałbym pozdrowić anonimowego metala, który był strasznie gadatliwy i nudniejsze wstawki urozmaicał krótkimi wymianami zdań :)
Takie troszkę to nijakie wyszło. Zagłada jest, neoNeo też jest (z resztą gra całkiem nieźle swoją rolę), ale nie jestem zdania, że warto iść na to do kina. Poza moimi narzekaniami jest jeden dość ciekawy wniosek:
Przyznam się, że nie spodziewałbym się, że wokalistka zespołu rockowego/metalowego Sharon den Adel zagra w kawałku hmm.. klubowym. Szczerze mówiąc bardzo mi się spodobało i jestem pod miłym wrażeniem.
Kolejny przykład, że są ludzie, którzy dobrze czują się w różnych gatunkach i nie mają problemu z tym, żeby odejść od normy i zagrać coś innego.
Film dokładnie w tym stylu w jakim się spodziewałem. Miałem wyobrażenie, że to będzie coś w stylu trylogii Bourne'a i się nie myliłem. Mamy pana rozpierdalatora, który (jak na rozpierdalatora przystało) robi ogólny rozpiździel. Na szczęście nie było scen w stylu 'lecę 100m samochodem, ląduję na płynącym statku, wyłaniam się z pożogi i zabijam uśmiechem'. Na szczęście była szybka, dobra akcja.
Spodobała mi się rola pana rozpierdalatora, który grał osobę cholernie zdeterminowaną. Podobało mi się, że nie było jakiś rozterek typu 'co ja teraz zrobię?'. Spodobało mi się właśnie to, że tatuś po prostu wiedział co ma zrobić i konsekwentnie to wykonywał nie bacząc na to jakie zamieszanie spowodował.
Szkoda tylko, że kolo potrafił wybić 10-15 facetów, a przy okazji nie dostać ani jednego siniaka. Dopiero pod koniec troszkę mu się oberwało..
Mimo wszystko polecam ten film, bo jak dla mnie to było naprawdę fajne kino akcji. Coś co można obejrzeć i nie żałować, że się wydało pieniądze na bilet do kina.
Prawdopodobnie obejrzałem ostatni odcinek serii Avatar The Last Airbender. Dlaczego prawdopodobnie? Otóż byłem przekonany, że będą 4 sezony, zgodnie z czterema elementami (a właściwie książkami, które nosiły nazwę jednego z elementów). Okazało się, że 3 sezon jest tym ostatnim.
Jakie wrażenia? Jak dla mnie to było cudowne 1,5h oglądania, które było niejako zupełnym podsumowaniem wszystkich wcześniejszych odcinków. Możemy zobaczyć majstersztyk opanowania żywiołów przez Aanga, transformację i poświęcenie księcia Zuko, oraz oczekiwaną porażkę nacji ognia.
Dla tych co oglądali (lub oglądają) tą serię radzę jak najszybciej sięgnąć po ostatnie 4 odcinki (taki wielki finał), naprawdę warto.
Na wstępie powiem, że się dość zawiodłem na tym filmie. Spodziewałem się czegoś lepszego, a poza dobrą akcją mamy jakaś mieszankę średniowiecza, ze światem współczesnym i krwiożerczymi punkami. Jak wspomniałem, ciągle toczy się jakaś akcja. To kogoś gonią, to kogoś zabijają, to kogoś zjadają (!).
W zasadzie to film jest dość masakryczny. Nie raz, nie dwa będzie można zobaczyć odpadające kończyny, litry krwi, różne rodzaje rozpłaszczenia ludzi itd. Mocną scenką było usmażenie jednego kolesia i późniejsze jego pokrojenie i zjedzenie.
Nie chce mi się dalej pisać, bo IMHO nie ma o czym. Osobiście cieszę się, że nie byłem na tym w kinie, bo żałowałbym kasy. Myślę jednak, że dla odmóżdżenia można sobie to obejrzeć.