Chop Suey w wersji Lounge
Po prostu padłem :) Pan Richard Cheese ma wiele fajnych coverów w tym stylu.
Po prostu padłem :) Pan Richard Cheese ma wiele fajnych coverów w tym stylu.
Na wstępie powiem, że się dość zawiodłem na tym filmie. Spodziewałem się czegoś lepszego, a poza dobrą akcją mamy jakaś mieszankę średniowiecza, ze światem współczesnym i krwiożerczymi punkami. Jak wspomniałem, ciągle toczy się jakaś akcja. To kogoś gonią, to kogoś zabijają, to kogoś zjadają (!).
W zasadzie to film jest dość masakryczny. Nie raz, nie dwa będzie można zobaczyć odpadające kończyny, litry krwi, różne rodzaje rozpłaszczenia ludzi itd. Mocną scenką było usmażenie jednego kolesia i późniejsze jego pokrojenie i zjedzenie.
Nie chce mi się dalej pisać, bo IMHO nie ma o czym. Osobiście cieszę się, że nie byłem na tym w kinie, bo żałowałbym kasy. Myślę jednak, że dla odmóżdżenia można sobie to obejrzeć.
Tym razem pogujący (i nie tylko) pies do jakiegoś (bliżej mi nieznanego) utworu :)

Rambo powraca. Wprawdzie obejrzałem tylko pierwszą (a może drugą?) część, postanowiłem zrobić "skok" i obejrzeć to najnowsze dzieło. Dopiero za drugim razem (tak dzisiaj oglądałem ten film po raz drugi) załapałem, że to jest film w reżyserii samego Stalone'a...
Z tego co pamiętam pierwsza część była zdecydowanie dłuższa. Tutaj natomiast mamy ledwie film, który trwa jakieś półtora godziny i tyle. Jeśli chodzi o fabułę, to raczej kiepska jest. Wielki John ugina się woli kobiety, prawdopodobnie się w niej zakochuje. No cóż, cały wątek miłosny na tym się kończy. Wielki men raczej nie tuli kobiet, a tym bardziej ich nie całuje. Jeśli w ogóle cokolwiek całuje to pewnie wojnę i to w sam środek jej wielgachnego zadka. Podobnie było i w tym wypadku.
Mamy okazję zobaczyć juchę, masę krwi, wszechobecne flaki, flaczki. Ludzie giną na różne sposoby (a giną ich dosłownie setki). Myślę, że terroryści mieli by się z czego uczyć. Muszę jednak przyznać, że IMHO został zachowany jakiś realizm i w zasadzie nie ma jakiś przegięć typu "zabił gościa marchewką" (serio ostatnio oglądałem takie coś). Obrazy są brutalne, ale myślę, że o to chodziło. Miała zostać pokazana brutalność wojny, została ukazana IMHO bez zbędnych ubarwień.
Poza tym to John jeszcze bardziej niż dawniej krzywi się. Jako ciekawostkę można uznać to, że przeżywa więcej osób niż sam John. Zazwyczaj w takich filmach wszyscy giną, a przeżywa główny bohater. Spodobało mi się to, że poza nim jeszcze inni (nie powiem kto;p) przeżyli. Jeśli nie dla (słabej) fabuły to dla masakry polecam obejrzeć, może niekoniecznie w kinie.
Tak, w końcu wpakowałem swój pierwszy film na YT - "Nightwish - Sacrament Of Wilderness". Wydaje się, że to jest jeden z ich pierwszych video-kawałków. Możecie przy okazji zobaczyć jak Tarja wtedy się śmiesznie gibała :)
Potraktujcie to z przymrużeniem oka [-; Poniżej daję fragment koncertu jednego, z zespołów - Turok. W Kartuzach grało wiele zespołów (w jednym, grającym bluesa, grał kumpel), w tym nawet te grające cięższą muzę. :)
Wprawdzie tym razem nie black metal, a prawdopodobnie folk metal. Proszę zwrócić uwagę na to power intro :)
Ergo Proxy
"Mhroczne" anime, które cały swój mrok straciło w późniejszych odcinkach. Jakkolwiek początek był naprawdę obiecujący, to kolejne odcinki były po prostu beznadziejne. Obejrzałem do końca, ale właściwie z tych 23 odcinków warte oglądania było jakieś 18.
I am Legend
Inni już się rozpisywali o tym filmie. Kolejny przykład na to, że w tych czasach adaptacje książkowe są o wiele lepsze niż filmy, które nie są na niczym oparte. Podobała mi się gra Willa Smitha, zabawne sceny (choćby pouczanie psa nt. imprez), oraz (IMHO) niebanalny koniec. Naprawdę warto obejrzeć.
Next
Najnowszy film z Nicolasem Cage. Naprawdę lubię tego aktora, ale w tym filmie aż tak bardzo nie popisał się swoim talentem. Niestety efekty specjalne były dość słabe. Akcja natomiast dość ciekawa. Film fajny do oglądania, choć niekoniecznie trzeba iść na to do kina.
Strzelec
Super film. Muszę przyznać, że po obejrzeniu miałem ochotę włączyć go jeszcze raz. Ciągle jakaś akcja, a te ciągłe skradanie etc bardzo mi się spodobało :)
Trafiłem dzisiaj na to przypadkiem, pomyślałem, że się podzielę ;-)
W czasach wielkich bohaterów żyje najmężniejszy z nich – Beowulf. Pokonawszy potężnego potwora o imieniu Grendel, Beowulf ściąga na siebie niegasnący gniew jego uwodzicielskiej, a zarazem bezwzględnej matki, która zrobi wszystko, co w jej mocy, aby pomścić syna. Epicka w swoim rozmachu walka, do jakiej doszło, wspominana była później przez wieki, a imię Beowulf zapisało się na zawsze w ludzkiej pamięci.
Muszę przyznać, że po tym filmie mam dość mieszane uczucia. Może najpierw zacznę od samej techniki, tudzież tego jak ten film wyglądał. Otóż mogę powiedzieć, że mamy do czynienia z oglądaniem animacji na bardzo wysokim poziomie (coś w rodzaju Final Fantasy). Zadbano o każdy najmniejszy szczegół (choćby pojedyncze żyłki na ręce Beowulfa). Poza super grafiką, oglądamy prawdziwych aktorów, przeniesionych do cyfrowego świata (zapewne metodą motion capture).
Animacja sprawia, że odnoszę wrażenie oglądania prawdziwej baśni, a właściwie to ta animacja lepiej oddaje klimaty baśni. Podejrzewam, że gdyby sprawę załatwiono w klasyczny sposób (tzn, "realny" świat + animacje) efekt mógłby być zepsuty. Problemem w tym wszystkim dla mnie byli aktorzy. Wiem, że byli realni, ale widziałem ich postacie cyfrowe. Podczas oglądania filmu ciągle miałem problem z tym czy oglądam jakąś animację czy, może jednak, zwykły film. Wiem, że to brzmi absurdalnie, ale czułem się dość nieswojo widząc typową animację połączoną z grą prawdziwych aktorów, których postacie zdigitalizowano.
Mówiąc o aktorach chcę jeszcze wspomnieć krótko o dziwnym głosie Angeliny Jolie, który strasznie mi nie przypadł do gustu (-;
Pomijając mój największy ból mogę jedynie ponarzekać na samą postać Beowulfa. Do aktora, który go grał, nic nie mam. Mam na myśli jedynie to, że w scenariuszu ktoś postanowił z tego herosa zrobić gościa z syndromem megalomana, który przy każdej okazji (nawet gdy go nikt nie słyszał) skandował głośno swoje imię... Niestety to troszkę psuło mi ogólne wrażenie z oglądania filmu.
Kolejny klip ze stacji Nightwish'a. W porównaniu do Amaranth odnoszę wrażenie, że tym razem teledysk fajnie pasuje do kawałka. Poza tym Anette jakoś inaczej się porusza (czytaj nie tak samo jak w pierwszym teledysku). Może nadal "giba się", ale już zauważyłem jeden headbang (taki malutki ;-) ). Myślę, że z czasem faktycznie zmieni swoje podejście i pokaże klasę ;-)
Odnośnie samej piosenki to podoba mi się, z resztą jak cała płyta "Dark Passion Play".
Update: ach, zapomniałem dodać, że ktoś w komentarzach do tego video wysnuł teorię, że to taka piosenka-pożegnanie dla Tarji xD
Nuda, nuda, nuda... Film totalnie nudny. Jak dla mnie akcja była beznadziejna, a sama Jennifer Garner niczego nie polepszała.
Panią Garner kojarzę głównie z filmu serialu Alias, który IMO był dobry. W "Elektrze" "tajemniczość" bohaterki po prostu ssała. Sama odtwórczyni roli lepiej wyglądała w czarnym sweterku, który miała, niż tym czerwonym kostiumie (który równie dobrze mógł być lateksowy)...
Już dawniej oglądałem ten film i zapomniałem o jego istnieniu. Nie dziwię się nawet dlaczego.. Nie polecam.
You're tearing us,
You're tearing us,
You're breaking us,
You're breaking us,
You're killing us,
Killing us,
You're saving us,
You're saving us...You're tearing us,
You're tearing us,
You're breaking us,
You're breaking us,
You're killing us,
Killing us,
You're saving us...
Może to brzmi jakoś głupio, ale kiedy widzę teledysk do tej piosenki, oraz to słyszę to aż ciarki mnie przechodzą...
Po dramatycznych doświadczeniach III wojny światowej ludzie starają się zabezpieczyć przed kolejnymi zagrożeniami. Powstaje idealne państwo Libria, którego obywatele mają być wolni od emocji mogących wywoływać konflikty i wojny. W tym celu muszą codziennie zażywać porcję leku zwanego prozium. Za odmowę jego przyjęcia grozi śmierć. Porządku w kraju pilnują tzw. klerycy. Jeden z nich agent John Preston, tropi tych, którzy unikają brania prozium. Gdy pewnego dnia on sam pominie jedną porcję otworzą mu się oczy na nowy świat.
Dzisiaj na TVP 1 o 22.40 leci w/w film. Już go kilka razy oglądałem, ale zrobię to jeszcze raz. Mnie osobiście bardzo się podobał i polecam go innym :)
Już Pixelx pisał o tym klipie, jednak nie mogłem się powstrzymać. Poza samym filmem, który jest majstersztykiem chciałem jedynie zwrócić uwagę na to jak wiele odniesień do świata rzeczywistego w tym jest.
Nie, nie chodzi o dzieci bawiące się w przedszkolu etc.. Chodzi o to, co te dzieci robią. Powiedziałbym, że to jest dokładne powtórzenie sytuacji, które miały miejsce zaraz po 9/11 tylko, że są przedstawione w nieco innym świetle.
Już nie mogę się doczekać na wydanie płyty "Elect the Dead", bo widzę, że będzie warto jej posłuchać.