Takie oto stwierdzenie forsuje Intellectual Property Alliance (IIPA) która zrzesza m.in MPAA i RIAA. Organizacja postuluje postawienie znaku równości między ruchem open source a piractwem, co za tym idzie oprogramowanie na wolnych licencjach zostałoby uznane za nielegalne.
Linux News
Aż brakuje mi słów aby to skomentować.
I co z tego, że dziennie mijam dziesiątki osób? Co z tego, że mój komunikator(y) ma sumarycznie około setki osób, skoro nie mam z kim się spotkać i pogadać? W miejscach gdzie jest ogrom ludzi czuję się bardziej samotny niż w swoim własnym pokoju.
Chyba nadal nie potrafię się pozbierać. Minął miesiąc, a ja w sumie nadal nie wiem w którą stronę iść. Najgorsze jest to, że po prostu nie ma się z kim spotkać, pogadać. Brakuje mi drugiej bratniej duszy. Kogoś z kim mógłbym patrzeć na niebo cały dzień i nie nudzić się przy tym.
Z moimi znajomymi jest chyba ten problem, że w większości sytuacji to ja muszę dzwonić, pisać aby się spotkać. Najwyraźniej nie jestem im do szczęścia potrzebny. Kiedyś mi to nie przeszkadzało, teraz kole w oczy.
Politechnika Gdańska wie jak zirytować. Osiem godzin wykładów w sali, która nie jest ogrzewana potrafi skutecznie człowieka wkurzyć. Samo siedzenie w kurtkach nie wystarcza, jeszcze trochę a będzie trzeba się ściskać jak sardynki aby było w miarę ciepło. Ogrzewanie? Gdzie tam, czasami odnoszę wrażenie, że na dworze jest cieplej.
A może jest tak, bo boją się, że z nadmiaru wiedzy nasze mózgi się przepalą?
A wszystko to w myśl zasady płać i dziękuj, że możesz nam zapłacić.
Na czym polega? Ano na tym, że człowiek przejrzał już wszystko co mógł, obejrzał co mógł i czyta sobie pudelka aby zabić kolejne chwile. Do tego można dorzucić brak chęci na wyjście gdziekolwiek. Samemu to już nie jest takie fajne jak dawniej.
Z bliską osobą można nawet wspólnie gapić się na deszcz, a otaczający świat jest po prostu piękny. Gdy jest się samym to nawet słońce nie potrafi spowodować uśmiechu.
Muszę przyznać, iż wyłączenie opcji "wyłącz pamięć podręczną" w Web Developerze może drastycznie zmniejszyć czas ładowania przeglądanych stron.
Wiedzę tajemną posiadłem dopiero po paru miesiącach od pierwszego wystąpienia tego problemu. Najwyraźniej w głowie mej siedzi jeszcze cache sprzed lat. Trzeba sobie dorobić podobny przełącznik.
Jeden z syndromów klienta głosi:
Wystarczy aby choć jeden link nie działał, a klient powie, że wszystko nie działa.
Od pewnego czasu mam to samo. Chciałem się zarejestrować na iplex.pl. Klikam na opcję "sprawdź", zaraz obok pola wpisania loginu. Otrzymuję komunikat "Wystapil blad podczas uzyskiwania dostepu do serwera: Not Found". Dziękuję, serwis nie jest wart dalszego przeglądania.
Dlaczego? Bo ktoś nie zadbał o podstawowe funkcjonalności. Skoro twórcy mają to gdzieś to dlaczego ja mam się męczyć z ich serwisem?
Podobną sytuację miałem szukając portalu na którym mógłbym pozostawić ogłoszenie wynajmu domku wczasowego. Gdy w stopce nadal widziałem "© 2009" od razu sobie odpuszczałem taki serwis.
Allegro czasami mnie zadziwia. Z jednej strony odświeżają design strony głównej, z drugiej proces dodawania aukcji to mordęga. W zasadzie wszystkie, poza ostatnim, kroki są z poprzedniej epoki. Małe, upakowane formularze, zero jakiś akcji w kierunku polepszenia użyteczności.
Opis aukcji wraz z HTMLem musiałem wpisać ręcznie. Gdy chciałem przełączyć się na edytor WYSIWYG (tak swoją drogą dlaczego nie jest on włączony domyślnie?) cała akcja została skwitowana komunikatem błędu, po czym mój misternie wprowadzony opis po prostu przepadł. Całe szczęście, że zrobiłem sobie kopię tego co napisałem.
Rozmieszczenie kroków również jest trochę nieprzemyślane. Po wyborze szablonu trafiłem do czegoś w rodzaju edycji połączonej z podglądem, po której znowu trafiłem do edycji..
Zdaję sobie sprawę z tego, że Allegro jest ogromnym systemem. Wiem, że czasami jest ciężko podejmować się modyfikacji kodu, zwłaszcza tego pisanego przed laty. Myślę, że dobrze by się stało aby Allegro poprawiło takie rzeczy, choćby dla takiego ZU jak ja.
Nie wiem co się stało, ale nie mogę się zalogować na moje konto jabberowe na hosted.im. Wiem, że klient wymienia się pakietami z serwerem, następnie po udanym logowaniu połączenie jest resetowane.
Nie wiem dlaczego tak się dzieje, czekam na odpowiedź od ludzi, którzy stworzyli ten serwis. Tymczasowo JID radmen@radmen.info leży, także w razie konieczności proszę pisać na JIDa Gmailowego - radmen@gmail.com
Upadłem na łóżko. Dosłownie czułem jak moje znużone myśli opadają na dno mojej czaszki. Pewnie były zmęczone swoim istnieniem tak samo jak ja myśleniem o nich. Po pewnym czasie ich liczba przekroczyła masę krytyczną i głowy nie udało się podnieść.
Oczekiwany zgon nie nadszedł. Po chwili myśli bardziej żywotne rozgoniły te leniwe i przypomniały o tym co pozostało do zrobienia. Pranie, kolacja, nauka i robienie projektu. Pierwsze dwa zakończone z powodzeniem, pozostałe dwa praktycznie bez zmian. Bilans na dzisiaj 1:1, czyli w sumie bez zmian.

IMHO strasznym zamachem na usability tworzonej strony jest nazywanie pewnych elementów w zupełnie inny sposób. Jako przykład może posłużyć strona logowania do konta na lockerz.com, totalny dramat.
Gdy zakładałem konto potrzebowałem kilku minut aby zrozumieć co kryje się pod słowem "combination". Czy nie można było tego pola od razu nazwać po prostu "password"? A może to jest jakieś zabezpieczenie przed inteligentnymi botami?
Uważam, że pewnych nazw, które są powszechnie używane po prostu nie można zmieniać. Może to się źle odbić na tym jak korzysta się z serwisu.
Na koniec z innej beczki - po kiego wała jest wrzucony ten podpis:
FORGOT YOUR COMBINATION?
Hint, it's your password.
Ja jako szary user za bardzo tego nie rozumiem. Jeśli zapomniałem "kombinacji" to uświadomienie mnie, że to jest "hasło" (co jako użytkownik lockerz.com pewnie już wiem) powinno mi w czymś pomóc? :)
Zdobyłem konto trial w opisywanym przeze mnie Ipredatorze. Konto oddaję, ponieważ za żadną cholerę nie mogę się połączyć z tym VPNem. Ustaliłem jedynie tyle, że jest problem z wykorzystaniem modułu MPPE (który o dziwo u mnie jest). Nie znalazłem dobrej odpowiedzi na mój problem i nie chce mi się dalej szukać, także ten trial się marnuje. Jeśli ktoś byłby zainteresowany to niech da znać. Trial jest ważny do 2010-01-28.

Głównie to ich lenistwo. Może jestem nieukiem, ale strasznie mnie wkurza to, że takiemu wykładowcy nie chce się nawet porządnie przygotować własnych materiałów. Później przyjdzie taki na wykład, wyświetli slajd ze swojego "materiału" i zacznie go czytać.
Jeśli ktoś czegoś nie zrozumie to on tylko uda zdziwienie i powie "no jak to pan nie rozumie? przecież jest napisane". Wydaje mi się, że jeśli na tym polega bycie wykładowcą to w sumie nadaję się na tą fuchę.
Zawsze wydawało mi się, że pojęcie usability jest tworem czysto wirtualnym - wykorzystywanym jedynie na potrzeby projektowania aplikacji. Ostatnio doszedłem do wniosku, że przydałoby się aby część firm (np takich co projektują kasowniki, meble, etc) podszkoliła się w tej dziedzinie.
Z pewnym rozbawieniem przyglądam się jak w Gdynie ludzie mają problem z obsługą parkometru. Okazuje się, że obrotowa gałka sprawia tyle kłopotów, że ludzie po prostu nie płacą. I jaki tutaj zysk ma miasto?
Podobnie wkurzam się teraz na biurko, przy którym mam nieprzyjemność siedzieć. Jego konstrukcja skutecznie blokuje moje nogi, przez co nie mogę ani przysunąć się do monitora, ani "wyłożyć się".
Gdyby ktoś odrobinę się zastanowił to user experience byłoby lepsze, a zadowolenie (oraz korzyści) z produktu większe. W sumie to smutne. Produkt, choć masowy, mógłby być skonstruowany bardziej pod użytkownika, a nie producenta. Fakt, czasami to sprawia trudności, ale zyski mogą być spore. W końcu czyż nie ma lepszej reklamy niż zadowolony klient?
Uwielbiamy garściami zaciągać słowa z zachodu. To wygląda tak jakby nasz język był na tyle prymitywny, że nie ma odpowiednich określeń, lub jest na tyle not cool, że lepiej wtrącać cudze wyrażenia.
Ostatnie słowo hit, do bólu używane - celebryta. Jak na moje brzmi zupełnie po chuju, a na dodatek nie wnosi zupełnie nic nowego do naszego słownictwa. Jeszcze trochę i zaczerpniemy do języka takie słowa jak ałsome, grejt, terifik.
Cholera! Wiem, że język się rozwija, ale dlaczego musimy ciągle robić kopie wszystkiego co zachodnie? Nie stać nas na narodową pomysłowość? A może łatwiej jest przepchnąć do użytku słowa przyjęte w innych krajach?
Dzień 24 grudnia rozpocząłem od stwierdzenia, że kaca mam. Co gorsza musiałem zebrać się i w przeciągu kilku godzin dojechać do domu, aby pomóc w przygotowaniach do Wigilii. Intensywna wiara w rychłe wytrzeźwienie przyniosła rezultaty i tak po jakiś trzech godzinach czułem się wyjątkowo dobrze. Podejrzewam, że kac był rezultatem mieszania trunków, a nie całonocnego picia. Owe mieszanie trwało zaledwie do godziny 22, także stawiam na to, że mój żołądek nie wywiązał się ze swoich obowiązków.
Reszta dnia była zupełnie nijaka. Pół dnia zawoziłem jakieś rzeczy, później zabrałem się za mycie samochodu, aż tu nagle wybiła godzina kolacji. Tym razem kolacja wyjątkowo skromna, choć takie lubię najbardziej.
Dzień 25 grudnia z powodzeniem można wyłączyć ze świątecznej tradycji. Tego dnia zostałem ojcem chrzestnym mojego siostrzeńca, natomiast reszta dnia to była "uczta" z okazji tego chrztu.
Muszę przyznać, że sam chrzest był dość zabawny. Część kościelna wydawała mi się bardzo chaotyczna, nie mówiąc o tym, że w zasadzie nikt nie wiedział co ma robić :) Mimo poważnej roli nie czułem się specjalnie zestresowany, co w sumie i dobrze. Po co się niepotrzebnie denerwować.
Po przeczytaniu kolejnego artykułu z cyklu "inwigilacja totalna" zastanawiam się jak bardzo w przyszłości skurczy się lista naszych swobód. Niby nadal demokracja, a coraz bliżej władzy do działań rodem z PRL.
No i zastanawia mnie jeszcze jedno. Dlaczego ludzie nie reagują na to co się dzieje? Coraz śmielsze są pomysły zabierania kolejnych skrawków wolności, a jakoś nie widać żadnych publicznych demonstracji przeciwko temu.
Wychodzi na to, że wystarczy wybić nieco z rytmu mą dzienna rutynę i nagle z nikąd pojawia się sto zupełnie niespodziewanych rzeczy. Przykładowo dzisiaj (pomijając boje w pracy) postanowiłem zupełnie przypadkowo obskoczyć oferty wynajmu mieszkania. Wybierając się do Gdyni walczyłem z parującymi szybami, zabawiłem się w pirata drogowego, zawisłem na krawężniku, musiałem prosić jakiegoś kierowcę aby przesunął samochód (bo blokował wyjazd), o mało nie zrobiłem konserwy z innego samochodu, a na koniec radio odmówiło trzymania się swojego miejsca (znaczy panel odpadł i nie chce zostać tam gdzie powinien).
Jak wspomniałem za dużo tego na jeden dzień jak dla mnie.
W biurze nastąpiła mała rotacja sprzętu. Wraz z nowym komputerem mam okazję testować Windowsa 7 (o tym może później napiszę). Pomyślałem, że dam również szansę najnowszemu Zend Studio. Niestety połączenie tego IDE z Eclipsem wyszło tylko na gorsze.
Pierwsza rzecz, która sprawiła że straciłem ponad 2 godziny to konfiguracja. Okazuje się, że głupia zmiana kodowania znaków oraz wielkości tabulacji wymagała ode mnie zmian w kilkunastu pozycjach. Oczywiście Eclipse ma osobne konfiguracje dla każdego z edytorów. Wiąże się to również ze skrótami klawiaturowymi, także aby wszędzie mieć te same skróty musiałem się chwilę zastanawiać którą opcję wybrać z menu kontekstowego.
Koniec końców okazało się, że moje wysiłki i tak były daremne. Okazuje się, że nie sposób skonfigurować pewnych rzeczy dla poszczególnych edytorów (każdy typ plików źródłowych ma swój "edytor"). Tak więc edytor PHP nie ma skrótu (Shift+Tab - cofnięcie tabulacji), choć edytor zwykłych plików tekstowych ma taką opcję. Poza tym okazało się, że dla CSSów tabulacje były większe niż w innych edytorach - znowu musiałem szukać w konfiguracji dlaczego tak się stało. Oczywiście aby było zabawniej polskich znaków nijak nie szło używać.
Najzabawniejsze jednak było stworzenie projektu. Po dodaniu odpowiedniej ścieżki do niego nie działało podpowiadanie kodu. Normalnie (czyt w wersji 5.x) wystarczyło wpisać nazwę klasy, a podpowiedzi same się pojawiały. W nowym Zendzie już tak wesoło nie jest. Tutaj poza dodaniem ścieżek do projektu trzeba zdefiniować dodatkowo zewnętrzne źródła, które wskazują na te same pliki tego projektu..
Okazuje się, że taki toporny Zend Studio w wersji 5.x jest o wiele bardziej dopracowany niż najnowsze dziecko firmy Zend. Pierdyliard opcji jakie przynosi ze sobą Eclipse po prostu komplikuje całą sprawę. Aby w pełni postawić to środowisko do normalnego funkcjonowania trzeba pewnie poświęcić cały dzień i przekopać tysiące, powtarzalnych pozycji w konfiguracji. Naprawdę nie warte zachodu i pieniędzy. Zwłaszcza, że ten sam efekt uzyskamy instalując starego poczciwego Zend Studio..
- Dzień dobry, czy to pan Piotr Szkopek?
- Nie, to pomyłka jest
- Nie kłam! Znowu pan próbuje się wykiwać! Niech pan odda nasze pieniądze!
Mniej więcej tak zaczęła się rozmowa. Dzwoniła kobieta, sądząc po głosie raczej starszego wieku. Krzyczała na mnie abym oddał pieniądze, które ukradłem. Za bardzo nie wiedząc co się dzieje wdałem się w dyskusję. Wytłumaczyłem kobiecie, że zupełnie nie wiem o czym ona do mnie mówi. Pani pokrótce wytłumaczyła, że podpisywała jakąś umowę ze wspomnianym panem. Ten zostawił nawet jakąś pieczątkę, a na niej były dwa numery, w tym jeden należący do mnie. Gdy to usłyszałem to zdziwiłem się chyba bardziej niż ta kobieta, kiedy oznajmiłem jej, że ktoś mnie urabia.
Wychodzi na to, iż wspomniany Piotr Szkopek ma firmę ogólno-remontową. Ogólniej mówiąc to ten pan jest zwykłym oszustem. Założę się nawet, że to imię i nazwisko jest również zmyślone. Poszukałem przez 5 minut w sieci jakiś informacji. Okazuje się, że jego "firma" istnieje. O dziwo numery telefonów są różne na każdej ze stron. Podaje tam również maila, który wykorzystuje ktoś inny (może osoba, która podszywa się pod Piotra?). W każdym bądź razie mój numer telefonu jest na jego pieczątce. Mogę się spodziewać kolejnych, podobnych, telefonów.
Pewną część wypadków drogowych powodują piesi. Niestety są pewne cwaniaczki, które mają pewne rzeczy głęboko w poważaniu. Skoro oni są pępkiem świata mogą sobie wchodzić na drogę gdzie chcą i kiedy chcą. Już nie raz spotykałem osoby, które próbowały przechodzić przez trzypasmówkę, lub na czerwonym świetle (kiedy samochody już jeździły).
Tutaj wychodzi moja myśl na przepis - nie karać kierowców, którzy rozjechali osoby "wbijające" się na jezdnię. Najwyraźniej nie mają szacunku do własnego życia, a co biedny kierowca może zrobić, kiedy nagle będzie musiał próbować wymijać takiego przechodnia? W najlepszym razie uda mu się. W najgorszym walnie w coś innego i tak będą ofiary. Dlatego też uważam, że takimi przechodniami nie powinno się przejmować. Skoro są na drodze, tam gdzie nie powinni to ewentualna kolizja z samochodem nie powinna mieć konsekwencji prawnych w stosunku do kierowcy. O.