Archive | Przemyślenia RSS for this section

Przeszłość

To kim jestem, kim byłem i będę jest pewnym procesem. Procesem, który uwzględnia wszystko co się wydarza wokół mnie, choć w żaden sposób nie jest zdefiniowany. Zaryzykuję i stwierdzę, że ten proces w uproszczeniu opisuje pewna funkcja f(x), która wyraża “jakość” życia względem czasu. Na wykresie tej funkcji są zaznaczone wszystkie wzloty i upadki. Wszystkie ekstrema lokalne (czyli “górki” wzlotów i “dołki” upadków) są pewnymi punktami kulminacyjnymi (nazwę je kamieniami milowymi).

Pamiętam kamienie milowe. Nie pamiętam linii łączących kolejne punkty. Czy to znaczy, że były one bez znaczenia? Jednak to one doprowadziły do kolejnej zmiany w moim życiu. Czy w tym wszystkim chodzi o to aby odbijać się od kolejnych punktów, lecz zapominać drogę jaka do nich prowadziła? Czy zapamiętane punkty kulminacyjne wystarczą do tego aby decyzje podejmowane “na linii” były uważniejsze?

Dzień walenia w serce

Dzień świętego Walentego jest jednym z tych świąt, których idea jest dla mnie niezrozumiała. Nagle trzeba drugiej połowie pokazać więcej względów, bo to święto zakochanych. Oczywiście wszędzie czerwono, serduch cała masa. Aż dziwne, że ludzie po krzakach się nie ruchają z tej miłości.

To jest również dzień idealny dla desperatów. W końcu tylko dzisiaj Cherubinek może śmiertelnie postrzelić (oczywiście w sensie stricte romantycznym) dawnego partnera, tak aby skłonić go do powrotu. A jeśli nie anioł, to na pewno jakiś romantyczny gest wystarczy. Matematyka jest po stronie desperata – romantyczny gest + święto zakochanych = miłość*.

Byłem dzisiaj świadkiem podobnej akcji. I pomyśleć, że kiedyś zdarzyła mi się podobna sytuacja.

* desperat zapomniał o jednym: miłość = prawdziwa miłość – kłótnie – nieporozumienia – wyobrażenia – oczekiwania – …

Odi et amo

Łacińskie nienawidzę i kocham od dawna wydawało się sentencją zupełnie bezsensowną. Logiki w niej tyle co rosołu w łyżce barszczu. Dopiero niedawno zrozumiałem, że w tej sentencji drzemie pewna mądrość.

Prosty przykład – zima. Nienawidzę jej. Serio. Jest zimno, moje chude ciało jest mało odporne na chłód, a w dodatku niewiele pań chodzi z odkrytym dekoltem. No i te problemy z dotarciem na miejsce na czas. No i jeszcze odśnieżanie, rozładowany akumulator i ryzyko bycia “wymytym”. Nie lubię zimy. Nienawidzę.

Jednak, jest coś co w niej kocham. Kocham chodzenie po zamarzniętym jeziorze. Uwielbiam śnieg trzeszczący pod nogami. Lubię ten chłód, który przenika wszystko, a jednak nie sprawia, że jest zimno (pardon za  moją ignorancję, ale to chyba ma jakiś związek z wilgotnością powietrza).

Prawdziwie odi et amo. Sentencja, która pokazuje, że ludzie są nielogiczni. Haczyk polega na rozumieniu. Jeśli mam to zdanie odbierać dosłownie to naprawdę nie dojdę do żadnych sensownych wniosków. Jednak zrozumiałem, że tu nie chodzi o dokładne rozumienie. W tym wypadku kochać to suma wszystkich pozytywnych cech, które wiążemy z daną osobą/zjawiskiem/rzeczą. Nienawidzić to po prostu suma negatywów. Jeśli jedna z tych cech zdecydowanie ma przewagę ustalenie własnych uczuć jest proste.

Gorzej jeżeli sumy pozytywów i negatywów są sobie mniej więcej równe. Właśnie wtedy dochodzi do sprzeczności. Nienawidzimy za wszystkie złe rzeczy, kochamy za dobre. Ponieważ nie umiemy określić czego jest więcej oba uczucia się mieszają. Ponieważ to są naprawdę mocne uczucia gubimy się w nich i odczuwamy oba jednocześnie.

Dopiero czas i doświadczenie z nim płynące pozwoliły mi zrozumieć tą banalną prawdę. Ludzie jednak są interesujący.

Prawda nas wyzwoli

Można powiedzieć, że wychowałem się w kulturze hackerskiej. Dążenie do Prawdy było jednym z celów jakie chciałem osiągnąć. Polegało to głównie na tym aby zdobywać wiedzę. Widzę, która pozwalała wykradać fragmenty Prawdy z miejsc, do których normalnie dostępu nie było. Hackerem nigdy nie zostałem, ale Prawda od tamtych lat zawsze mi towarzyszy. Jest kochanką, tajemnicą, czymś niezgłębionym i zawsze szalenie interesującym.

Jest też szmatą, mniejszością, archaizmem. Przez ostatnie lata prawda przestała być ważna. Nie mówię tutaj o mnie, lecz o tym co się dzieje w świecie. Wszyscy walczą o prawdę, ale walczą o swoją wersję prawdy. Właściwie to ta jedyna Prawda przestała mieć znaczenie. Owszem, istnieje. Jest z nami i nigdy nas nie pozostawi. Jednakże Prawda jest mało atrakcyjna. Nawet jeśli ktoś będzie miał okazję ujrzeć tę piękną kobietę to jedyną reakcją będzie jej dokładne “obczajenie” po czym uwaga zostanie zwrócona na piękniejsze kobiety.

Śmiem twierdzić, że większość działań, które podejmujemy wcale nie jest spowodowana dążeniem do poznania Prawdy. Bardzo dobrym przykładem jest słynny już Smoleńsk. Chcemy poznać Prawdę? A kogo ona obchodzi? Lepiej wykorzystać kłamstwa krążące wokół niej tak aby zyskać jak najwięcej. Co nam da poznanie Prawdy. Co ono zmieni? Zmieni? Naprawdę zmieni? Naprawdę wierzysz w to, że Prawda którą poznasz sprawi, że system się załamie? Serio?

Kiedyś wierzyłem, że tak będzie. “Prawda was wyzwoli”. Kiedyś, gdzieś usłyszałem taką ładną sentencję. Poznałem fragmenty Prawdy. Każdy z nas może je poznać. Na przykład Prawda dotycząca Monsanto. Och ironio, prawda, że jest to szokujące? Tą Prawdę zna wielu (sądząc po oglądalności na YT to mowa o co najmniej 165 tys. osób). Uratowała ona ofiary tej korporacji? Doprowadziła do zapaści firmy i skruchy managerów? No właśnie, nic się nie zmieniło.

Prawda jest tylko jedna. “Prawd” są tysiące. Są one osobiste, spersonalizowane. To są kłamstwa, które poparte dobrymi argumentami mają pozory prawdy. Niewielu poszukuje Prawdy. Nawet jeśli ją znajdą to pozostanie ona czysto osobista. Dla innych będzie kłamstwem, a dla Ciebie będzie najważniejsza, bo jedyna i prawdziwa. Poznasz ją i zrozumiesz, że nie ma już potrzeby przekazywania innym, bo zostanie odebrana jako kłamstwo.

W świecie relatywnym wszystko jest kłamstwem. Jeśli jakakolwiek Prawda ma nas wyzwolić to tylko ta absolutna. W jej odnalezieniu nie pomogą nam żadne komisje, detektywi ani media. Musimy ją odnaleźć sami. Najpierw musimy odnaleźć naszą Prawdę świata relatywnego, aby zrozumieć, że jest coś bardziej rzeczywistego niż to do czego dążyliśmy.

Prawda, że to jest skomplikowane?

Wieczność, a sprawy bieżące

Zdarza się Wam myśleć o wieczności? Mnie całkiem często, zwłaszcza podczas oglądania filmów o wampirach lub w trakcie alkoholowych libacji (“oby  ta chwila trwała wiecznie”). Niestety czas skończyć te słodkie rozmyślania. Wdziera się straszliwa wizja klęski ekonomicznej świata. Ponoć tym razem Polska nie spieprzy sprawy i również weźmie udział w tej imprezie.

Jeśli tak będzie to wieczność będzie musiała poczekać. Ceny paliw rosną, a wraz z nimi wzrosną ceny wszystkiego. Nawet jeśli na świecie cena za baryłkę ropy będzie spadać w Polsce i tak pójdzie w górę (aby wyrównać straty związane z ogólnokrajową paniką dotyczącą podwyżki ceny paliwa). Mimo tej straszliwej wizji jestem dobrej myśli. Może w obliczu kryzysu Polacy pokażą światu, że można sobie radzić takich w warunkach?

Czas aby nasi rodacy ponownie byli żywym przykładem tego jak można kombinować. Osobiście proponuję stworzenie wódki, posiadającej zestaw niezbędnych minerałów potrzebnych dla organizmu. Wtedy będzie można rozwiązać problem żywieniowy (pod warunkiem, że koszt produkcji litra takiej wódki będzie mniejszy niż cena bochenka chleba), czyli doczesne utrapienie blokujące moją wizję wieczności. Cholera, a może łatwiej zostać wampirem?

Bezdomny = publiczny

Prywatność to takie coś co pozwala mi oglądać Teletubisie w zakamarkach własnego mieszkania bez przyznawania się do tego innym. Oznacza (prywatność – dop. autora [zawsze chciałem tak napisać]) również, że mogę po kryjomu znęcać się nad misiami i innym nic do tego jeśli robię to po cichu. Można powiedzieć, że jestem zdecydowanym zwolennikiem prywatności.

Niejako z tego powodu dość boleśnie rozbiła się o czaszkę myśl, która wpadła podczas pewnego zdarzenia na ulicy. W zdarzeniu brali udział bezdomni, którzy mają w Sopocie swoje miejsce. Miejsce to jest raczej wszystkim znane, bo całe tłumy mijają je wychodząc z tunelu idącego pod Aleją Grunwaldzką (jest to tak znane miejsce, że nie będę nawet dokładnie na nie wskazywać). Mamy miejsce, oraz “aktorów”. Zdarzenie dotyczy niejasnej kłótni, w której kobieta wiesza się na ręce mężczyzny i płacząc prosi go o to aby się jeszcze zastanowił nad czymś co prawdopodobnie doprowadziło ją do tego płaczu.

Banalne? A  teraz wyobraź sobie, że każdy swój problem musisz rozwiązać publicznie. Nie masz gdzie się schować, jesteś niczym publiczna dziwka od osobistych tragedii. Każdy może przyglądać się Twojemu dramatowi, może go komentować. Byle przechodzień poświęci parę minut swej uwagi, a później niczym widz odejdzie i jeszcze zacznie komentować, że nie masz wstydu, skoro takie sceny odwalasz.

Przerażająca jest myśl, o tym, że mógłbym stracić własną prywatność.

Szatan się czai

Telewizja Polska postanowiła nas uraczyć programem pokroju Mam talent, czyli przygotowała kolejną szopkę, w której śpiewają ludzie. Nieoczekiwanie szopka stała się areną walki religijnej. Dlaczego? Otóż w programie jednym z jury jest nie kto inny, a sam demon w ludzkiej skórze Adam Darski, pseudonim Nergal (uwielbiam jak dziennikarze przy każdej okazji używają tej formy), lider zespołu Behemoth.

Jak powszechnie wiadomo zespół Nergala nie śpiewa kołysanek dla dzieci, ani nie jest prekursorem muzyki ambient. Tak, Behemoth jest zespołem satanistycznym. Tak bardzo satanistycznym, że Polska Wierząca, dopiero po 20 latach od powstania grupy zorientowała się, że na jej ziemi czai się mrok. Przypomnę, mrok pod postacią Nergala, który w programie The Voice of Poland ocenia zdolności muzyczne uczestników (czy w ramach tego wchodzą moralne gadki o wielkości szatana?).

Piekło medialne (i mentalne) musiało się rozpętać. Wzniecił je katolik, który uznał, że przedstawienie w telewizji faceta, który coś tam sobie śpiewa godzi w jego uczucia religijne. To prawda, moje uczucia również zostały ugodzone. Nergal bez mejkapu? Przecież bez tego nie ma mroku!

Zaraz za uprzejmym donosicielem odezwały się kolejne głosy. Paru księży pokrzyczało, aż w końcu szanowna partia obrońców jedynej słusznej i prawdziwie prawdziwej wiary posmoleńskiej postanowiła do piekielnego ognia głupoty dolać napalmu. Z powodu jednego Nergala zebrały się specjalne komisje, które uznały, że pokazanie kogoś takiego jak Darski ogranicza demokrację..

Byłem w stanie znieść wszelkie wypowiedzi księży. Wiadomo – metal to zło, a Behemoth jest jego aktywnym przedstawicielem, znaczy zło. Szatan to zło, a Behemoth coś tam wspomina o szatanie, znaczy zło. No, a jak zło to owieczki trzeba ratować. Jestem w stanie to zrozumieć.
Nie jestem natomiast w stanie zrozumieć tego, że ktoś nagle dochodzi do wniosku, że osoba myśląca inaczej od większości społeczeństwa oznacza ograniczenie demokracji.. Niestety po raz kolejny przybliża mi się wizja państwa opartego na katolickiej wersji szariatu. Czytał ktoś Przenajświętszą Rzeczpospolitą? Jeśli nie to odsyłam do lektury aby łatwiej sobie wyobrazić taką wizję.

Wkurzające jest również to, że o sprawie robi się coraz głośniej, a ci najbardziej urażeni nawet nie próbują zrozumieć dlaczego Nergal posługuje się szatanem. Nergal wielokrotnie tłumaczył to czym jest dla niego szatan:

Tu nie o szatana chodzi. On jest tylko metaforą i – jak widać niezwykle potężnym – ale tylko symbolem.

Jeśli już w ogóle mówić o satanizmie to jedynie o tym w wydaniu Lavey’a.

Nie podoba mi się to. Nie podoba mi się, że w imię pokrętnych praw moralnych rządzących może dojść do tego, że ograniczy się naszą swobodę. Darski ma odwagę powiedzieć otwarcie to o czym sądzi. Przy okazji robi sobie świetną reklamę, a jego zespół zyska jeszcze większe rzesze fanów. Wszystko dzięki katolikom, którzy chcą bronić owieczki przed zgubnym wpływem urojonego szatana, który mówi aby ludzie robili to co chcą, a nie to co im nakazano.
Na szczęście w całej sprawie znalazły się również głosy rozsądku. Osoby, które wspierają Nergala (choćby Hołdys, który raczej nie jest satanistą (chociaż z drugiej strony on ma długie włosy, także kto wie..)), czy też ludzie, którzy nie są fanami zespołu, ale potrafią oddzielić kwestie wiary od rozumu.

Odniosłem wrażenie, że cała sprawa nie jest tylko medialną papką. Ludzie o tym zamieszaniu mówią. Konfrontują swoje poglądy na ten temat (w końcu związane to jest z wiarą, a na tym poletku każda dyskusja potrafi zakończyć się porządną kłótnią). Takie sytuacje mogą wymusić u ludzi myślenie. Może niektórzy zrozumieją, że wyimaginowany szatan, z którym się walczy istnieje po to aby tak naprawdę wyzwolić ludzi z okowów głupoty.

Depresja

Powrót z Berlina zakończył się depresją. Nie mówię tutaj o katatonicznym zachwycie nad zaciekami na ścianie, a totalnym załamaniem spowodowanym beznadziejnością miejsca, w którym wylądowaliśmy. W obcym kraju potrafiliśmy w ciągu dwóch minut znaleźć interesujący nas środek transportu. Bez problemów odnajdowaliśmy się w gąszczu wielopiętrowych peronów.

Powrót do Polski (a konkretniej stacji PKP Szczecin Główny) zakończył się depresją. Wysiedliśmy i będąc we własnym kraju nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić. Chcieliśmy kupić bilety na dalszą podróż, ale nie mieliśmy pojęcia gdzie jest kasa. Co więcej nie mogliśmy znaleźć żadnej stosownej informacji. Po 10 minutach krążenia w końcu się udało. Poza tym przywitała nas szarość, zalew reklam i totalny brak możliwości. Najbliższa knajpka była ponad 700m od PKP, a nie mieliśmy dość czasu aby tyle człapać. Nasz obiad “zjedliśmy” w sklepie spożywczym.

Trzy dni w Berlinie i nagły powrót do szarości naszego kraju spowodowały w nas ogromną tęsknotę, oraz zagubienie. Paradoksalnie to w obcym kraju było nam się łatwiej odnaleźć niż w obcym (lecz nadal Polskim) mieście.

Life log: #040520112255

W większości przypadków przeszłość zostawiam za sobą. Zwyczajnie zapominam o tym co było. Dzięki temu łatwiej mi się skupić na tym co jest teraz, oraz co będzie. Niestety okazuje się, że w cieniu myśli bieżących nadal kryje się dziwka wraz ze swoim alfonsem. W czasie wolnym od pracy (czy muszę wspominać, że mowa o “majówce”?) pewne tryby zwolniły dając okazję do wzmożenia aktywności mieszkańców cienia.

Byłem przekonany, że przygoda z dziwką będzie raczej epizodyczna. Wspaniała noc, oraz ewentualny “w ryj” od jej ochroniarza za niewywiązanie się z zapłaty. Okazuje się, że to co kryje się za postaciami sutenera i kochanki to tak naprawdę ktoś zupełnie inny. W moich myślach znalazł sobie miejsce człowiek w żelaznej masce. Ktoś zapomniany, niepozorny. Czekał tylko na odpowiednią chwilę aby zadziałać.

Idealnie wybrał moment na rozpoczęcie swoich działa dywersyjnych. W kilku ruchach zniszczył mój balans wewnętrzny, a myśli zatruł. W głowie zaczęły się rodzić szalenie niebezpieczne myśli, których konsekwencji zaczynam się poważnie bać. Tym razem może się okazać, że podjęte przeze mnie działania będą błędne.

Przeszłość najwyraźniej tak łatwo nie daje za wygraną i nie chce zostawić mnie w spokoju. Wydarzenia z dni poprzednich nie mają zbyt dużego znaczenia w porównaniu do tego co będzie. Z tego też powodu nie powinienem poświęcać tym myślą zbyt dużej uwagi. Szkoda, że teorię tak ciężko wykorzystać w praktyce. Jeszcze dużo brakuje mi do osiągnięcia poziomu mistrzowskiego w tej sztuce.

Eteryczny flow

Uwaga. Poniższa notka zawiera nieautoryzowany zapis niepoukładanych, oraz wysoce bezsensownych myśli autora tego bloga. Wspomniany autor nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne straty czasu i innych równie subtelnych rzeczy.

Jestem w chwili. Kontempluję nieuchwytne piękno tego co niepojęte. Próbuję wymacać myślami ramy tej nieuchwytnej materii. Może w świecie wyobraźni pochwycę to co niezbadane i tajemnicze. Myślę o tym co zostało przemyślane i o tym o czym nikt nie myślał. Nie wiem, że myślę o tym pierwszy raz, skąd mógłbym to wiedzieć? Nie ważne, to jest przyjemne, błogie uczucie. Niech takie pozostanie.

A gdyby tak zastosować takie rozmyślania w pracy? Skuteczny spadek efektywności byłby gwarantowany, ale za to jakie cudowne wnioski mogłyby się nasuwać? Bo gdyby się tak zastanowić to myjąc kolejny talerz można dojść do wniosku, że pozostawiony syf świadczy o osobie. Czy to co czuła w danej chwili było wywołane pod wpływem pojedynczego impulsu, czy każdego dnia pozostawia taki nieład? Dla niej to codzienność, a dla mnie to może się okazać poznawczym szokiem.

Widzę kod. Taki jakiego powinienem się spodziewać. A jednak jest to coś innego. Twórcy zabrakło konsekwencji. Raz stosował taby, innym razem spacje. Czasami zostawiał masę pustych odstępów, żeby chwilę później drobnym maczkiem zapełnić kolejne ekrany. Ciekawe w jaki sposób on znajduje w tym błędy? Czy nikt nie sprawdza takiej pracy? Przecież tutaj jest tyle błędów, nawet w komentarzach..

Oto stoi sobie ochroniarz. Bacznie lustruje tyłeczki fajnych panienek, a obok niego szwęda się podejrzany typ. Co jeśli podejrzenia są słuszne i podejrzany typ zrobi coś podejrzanego? Czy ochroniarz zdąży zareagować? A może zrobi to w momencie kiedy ktoś przerwie jego subtelną więź z cudownym biustem kolejnej wypalonej laseczki?

A może gdybym ja się w końcu skupił to bym nie zastanawiał się nad tą chwilą? Bo tak naprawdę to mam cały ogrom możliwości. W równoległych wszechświatach jestem pewnie milionerem, a w innych słodko umalowanym gejem ze skłonnościami sado-maso. Ciekawe czy te wszystkie “ja” mając coś wspólnego ze mną? Pewnie wygląd, ale czy coś jeszcze? Bardzo był chciał aby oni nie byli tacy eteryczni. A może oni teraz również myślą o pozostałych “nas”?

Może te niespodziewane chwile smutku, które nas ogarniają to tak naprawdę sytuacje, w których nieskończenie bogaty gej “ja” z innego świata umiera? Ciekawe co czuje podczas umierania? Boi się, czy uśmiecha? Może spotkanie z Kostuchą będzie jego jedynym zbliżeniem z kobietą? Zdąży ją pokochać, czy znienawidzić?

Ciekawe co ja powiem Białej Pani, gdy przyjdzie. W sumie to wytknąłbym jej palec i powiedział, że to ja płaciłem krwią za swoje życie i jako klient świata wcale nie chcę jej teraz widzieć. Pewnie umówiłbym się z nią na jakieś spotkanie w przyszłości, o którym bym zapomniał. Czy urażona kochanka śmierci strzeliłaby na mnie focha? Jeśli tak, to co wtedy byłoby ze mną?

Życie jest naprawdę trudne. Tak sobie myślę i dochodzę do wniosku, że może lepiej nie myśleć za dużo? Wprawdzie to nie boli, ale później w snach kręci mi się wszystko i tworzy gorzką zupę, po której budzę się z niewysłowionym wyrazem twarzy. Czy warto myśleć tylko po to aby nie przespać kolejnej nocy? Taki bezsensowny bieg przez życie również ma swoje uroki. W końcu pominę te wszystkie bezsensowne rozważania i zbliżę się do ideału natury. Będę chciał za wszelką cenę zaspokoić podstawowe potrzeby, czyli w pewnym momencie przyczynię się do rozmnażania rasy ludzkiej.

I po co mi wiedza, że to co będę robić będzie miało taką nazwę? Zwierząt jakoś nie trzeba uczyć jak żyć. Skubane mają swój instynkt i to im wystarcza. Dlaczego człowiek nie może rodzić się z gotową książką jak przejść przez życie? Może kiedyś w pewien sposób założył się o to ze stwórcą?

Tak wiele pytań, tak mało czasu..