Archive | Myśli nieokiełznane RSS for this section

Myśl nieokiełznana: syreny

W święta udało mi się obejrzeć najnowszą część Piratów z Karaibów. W tej części udało się ulokować takie cudowne stworzonka, z którymi nie wiadomo co robić (ni to zjeść, ni to wykorzystać). Mowa o syrenach.

W filmie zostały przedstawione jako piękności z rybim ogonem zamiast nóg (przecież tak wygląda syrena, nie?). Ciekawe było natomiast to, że gdy taka syrena dotykała ziemi od razu traciła ogon. Właściwie to ten ogon się rozpuszczał odsłaniając zgrabne nogi. Po ponownym kontakcie z wodą ogon wracał, umożliwiając stworzeniu zgrabne popierdzielanie w wodzie.

No i mnie naszła taka rozkmina. Co się wydarzy, jeśli syrenka chodząca po ziemi (czyli w teorii nie powinna mieć płetwy) nagle się podnieci i zrobi jej się mokro między nogami?

Pimp da lajf

Pamiętam, że 7 lat temu byłem zachwycony programem o nazwie “Pimp my ride“. Wszystkie te ekrany telewizorów, konsole, pralki, głośniki i inne badziewia wydawały się być naprawdę fajne. Po każdym odcinku marzyłem o tym aby mieć w zagłówku ekran LCD, a w bagażniku ukrytą konsolę. Marzyłem o tym, żeby wrzucać pranie do samochodu, a wieczorami rozpalać kominek w bagażniku. Pragnąłem również posiadać tą zajebistą kanapę, na której mógłbym sobie leżeć w czasie jazdy samochodem.

Wtedy było to bardzo fajne. Fajne, ale również bezużyteczne. Przerobione samochody często nie posiadały bagażnika, a ekrany w zagłówkach były przeznaczone dla kierowców jadących z tyłu. Wszelkie bajery były tak naprawdę zbędne.

Jednak z punktu widzenia programu sprawa była prosta. Przerobiony samochód ma się świecić, powalać ekstrawagancją i być unikalnym rozwiązaniem. Monitory i konsole były ważne aby pokazać przepych, wszelkie dodatki niestandardowe (wanna, kominek, etc) były po to aby pokazać, że da się zrobić. Wszelkie dodatkowe prezenty były przejawem tego, że raper też człowiek i serce (i gotówkę) posiada.

Tak jak wspomniałem problem tylko w tym, że to wszystko jest tylko pozorne. Siedem lat temu myślałem, że te wszystkie rzeczy były naprawdę potrzebne. Teraz wiem, że to był tylko bajer, który nie przynosił żadnego pożytku.

Paradoksalnie dochodzę do wniosku, że teraz jest podobnie. Sztucznie kreuje się nasze potrzeby. Sami chwalimy się tonami bezużytecznych (w codziennych sytuacjach) gadżetów, jednak cieszymy się z ich posiadania. Mamy błyskotki, które przestają świecić po pierwszym użyciu, ale ważne, że chociaż raz się zaświeciły.

Nawet mój pieprzony smartfon jest zbiorem tylu pożytecznych rzeczy, a ma problemy z tą najważniejszą – możliwością przeprowadzenia rozmowy głosowej. Tylko czy to ważne? Rozmawianie przez telefon jest tylko dodatkiem. Przecież poza tym potrafi nagrywać filmy w HD, robić za nawigację, sterować lodówką, moim portfelem, oraz powiadamiać znajomych o tym gdzie jestem. Przecież to się teraz liczy co nie?

Czy przez ostatnie lata zatraciliśmy pragmatyzm? Konsumencka chęć posiadania przerosła zdrowy rozsądek? Po co inwestować w rzeczy zbędne, które poza wspaniałym wrażeniem nie służą niczemu konkretnemu? Czy warto inwestować nasze pieniądze w powiększanie wirtualnego ego?

Myśl dnia

W kwadratowym kubku, kwadratowy wir.

Dowiodłem tego. Empirycznie.

Miniblog: Subiektywny paradoks czasu

Gdy jestem przekonany, że się spóźnię udaje mi się przyjść prawie na czas. Gdy jestem pewien, że zdążę często przychodzę spóźniony.

1{10}

Dnia jedenastego listopada roku pańskiego dwa tysiące jedenastego o godzinie jedenastej jedenaście, w jedenastej sekundzie wydarzyło się nic. To piękne mistyczne zjawisko było manifestacją kolejnego fiasko przewidywanego końca świata, oraz okazało się chłodnym prysznicem, dla fanów celtyckich kapłanów (te zielone zgredy na pewno planowały coś na ten dzień).

Ten dzień był oczywiście wyjątkowy. Właśnie tego dnia dokonano rozbioru Neapolu, odbyła się premiera filmu Wywiad z wampirem no i ojczyzna odzyskała wolność. Święto oczywiście po raz kolejny pokazało to kim jesteśmy. Warszawa stała się areną walki pomiędzy Prawdziwymi Polakami, a  Autentycznymi Polakami. Z ich starcia wynikło nic.

Wróćmy jednak do końca świata. Nie wiem już co miało nas zabić. Meteor, słońce, a może nawałnica drewnianych durszlaków chińskiej produkcji. Jestem zawiedziony, że po raz kolejny wielkie wróżby spełzły na niczym. Zacznę chyba pisać zażalenia (skierowane ogólnie do świata), a tych co wieszczą zagładę pozwę za straty moralne. A może dzisiaj mieliśmy żyć, tylko wyjątkowość tej daty automatycznie nakierowała mnie na to, że apokalipsa będzie realna?

Założę się, że tysiąc lat temu to musieli mieć imprezę. Wiecie, gniew boga (-ów), dywersja szatana i takie tam…

Ech, chyba nie mam nic lepszego do robienia.

Wieczność, a sprawy bieżące

Zdarza się Wam myśleć o wieczności? Mnie całkiem często, zwłaszcza podczas oglądania filmów o wampirach lub w trakcie alkoholowych libacji (“oby  ta chwila trwała wiecznie”). Niestety czas skończyć te słodkie rozmyślania. Wdziera się straszliwa wizja klęski ekonomicznej świata. Ponoć tym razem Polska nie spieprzy sprawy i również weźmie udział w tej imprezie.

Jeśli tak będzie to wieczność będzie musiała poczekać. Ceny paliw rosną, a wraz z nimi wzrosną ceny wszystkiego. Nawet jeśli na świecie cena za baryłkę ropy będzie spadać w Polsce i tak pójdzie w górę (aby wyrównać straty związane z ogólnokrajową paniką dotyczącą podwyżki ceny paliwa). Mimo tej straszliwej wizji jestem dobrej myśli. Może w obliczu kryzysu Polacy pokażą światu, że można sobie radzić takich w warunkach?

Czas aby nasi rodacy ponownie byli żywym przykładem tego jak można kombinować. Osobiście proponuję stworzenie wódki, posiadającej zestaw niezbędnych minerałów potrzebnych dla organizmu. Wtedy będzie można rozwiązać problem żywieniowy (pod warunkiem, że koszt produkcji litra takiej wódki będzie mniejszy niż cena bochenka chleba), czyli doczesne utrapienie blokujące moją wizję wieczności. Cholera, a może łatwiej zostać wampirem?

Zły rozwój

Nawet papier toaletowy aby być użytecznym musi się rozwijać.

Tym oto słowem wstępu chciałem wyżalić swoje przemyślenia dotyczące rozwoju. Tego złego. Rozwój technologii jest niezaprzeczalnie zajebisty. Mamy fajne gadżety, kontakt ze wszystkimi, wszystko robimy sto razy szybciej. Mamy również rzeczy, które robią z nas kaleki, neurotyków, oraz społecznych wyrzutków.

To są te same rzeczy. Z tą tylko różnicą, że przestały działać (rozładowana bateria, brak zasięgu etc). Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do elektronicznych bajerów, że ich brak uświadamia mnie jak wiele umiejętności utraciliśmy. Tylko kto by się przejmował tym skoro prąd jest taki powszechny, a elektronika coraz tańsza i wydajniejsza, prawda?

Bezdomny = publiczny

Prywatność to takie coś co pozwala mi oglądać Teletubisie w zakamarkach własnego mieszkania bez przyznawania się do tego innym. Oznacza (prywatność – dop. autora [zawsze chciałem tak napisać]) również, że mogę po kryjomu znęcać się nad misiami i innym nic do tego jeśli robię to po cichu. Można powiedzieć, że jestem zdecydowanym zwolennikiem prywatności.

Niejako z tego powodu dość boleśnie rozbiła się o czaszkę myśl, która wpadła podczas pewnego zdarzenia na ulicy. W zdarzeniu brali udział bezdomni, którzy mają w Sopocie swoje miejsce. Miejsce to jest raczej wszystkim znane, bo całe tłumy mijają je wychodząc z tunelu idącego pod Aleją Grunwaldzką (jest to tak znane miejsce, że nie będę nawet dokładnie na nie wskazywać). Mamy miejsce, oraz “aktorów”. Zdarzenie dotyczy niejasnej kłótni, w której kobieta wiesza się na ręce mężczyzny i płacząc prosi go o to aby się jeszcze zastanowił nad czymś co prawdopodobnie doprowadziło ją do tego płaczu.

Banalne? A  teraz wyobraź sobie, że każdy swój problem musisz rozwiązać publicznie. Nie masz gdzie się schować, jesteś niczym publiczna dziwka od osobistych tragedii. Każdy może przyglądać się Twojemu dramatowi, może go komentować. Byle przechodzień poświęci parę minut swej uwagi, a później niczym widz odejdzie i jeszcze zacznie komentować, że nie masz wstydu, skoro takie sceny odwalasz.

Przerażająca jest myśl, o tym, że mógłbym stracić własną prywatność.

Blog status: revived

Rootnode zaliczył poważnego fuckup’a, a wraz z nim ten blog. Przepadły wszystkie wpisy, szablon, pluginy itd. Ja oczywiście nie zrobiłem sobie backupów przez co musiałem się troszkę nagimnastykować z przywróceniem danych. Większość postów odzyskałem dzięki starej bazie postów z Jogger.pl. Te po prostu zaimportowałem korzystając ze skryptu JoggerLaunch. Większy problem był z nowymi postami. Ich kopii nie było nigdzie.

Na szczęście z pomocą przyszedł Google. Okazuje się, że Google Reader przechowywał skeszowanego feeda RSS. Wystarczyło z niego przekopiować treść notek i tak udało mi się je zachować ;) Niestety nie ma zdjęć. Trudno, strata jest mała.

Odnośnie całej sytuacji na RN. Jak zwykle adminom dostały się poważne zjeby. Początkowo w mym mini załamaniu chciałem zrobić to samo. Szybko się jednak opanowałem – takie rzeczy mogły się wydarzyć, a RN nie oferuje stu procentowej skuteczności. Co więcej, brak backupów był moją winą, także biję się teraz w pierś ;) Przygotowałem jakiś prowizoryczny system do backupów, także w razie kolejnych problemów powinienem postawić bloga o wiele szybciej.

Miniblog: Adios

Przeprowadziłem się. Mimo, że ostatnie tygodnie mojego pobytu w tym miejscu były raczej smutną koniecznością to jednak będę to dziwne mieszkanie wspominać z pewnym masochistycznym sentymentem.

Pozostawiłem w nim cały ogrom energii. Głównie tej negatywnej. Walczyłem ze smutkiem, gniewem, również z nienawiścią. Wszystko to w tym jednym, małym pokoju w mieszkaniu krzyczącym o remont.

Paradoksalnie, zapamiętam z tego mieszkania właśnie te najgorsze uczucia jakie mi towarzyszyły. Pozostawiły na mnie piętno, które nie pozostało bez znaczenia.