hex#2

radmen's weblog

Sennik: Telekineza

Nareszcie mogłem dysponować mocą telekinezy. Uczucie było cudowne. Pierwszy sen dawał mi pełnię władzy. Podczas drugiego moc była dostępna jedynie wtedy kiedy trzymałem w dłoni kieliszek. Trzeci sen dostarczył nową dawkę emocji - mogłem korzystać z telekinezy wyłącznie w obecności zmarłych.

Dziwna ta moc.

radmen radmen

Próżnia

Życie nie lubi próżni. Najwyraźniej nie potrafiłem jej dostatecznie zapełnić, dlatego życie postanowiło załatwić to we własnym zakresie. Zapchało kratkę odpływową. Gówniana apokalipska powróciła. Tym razem pod postacią zapachu.

Sprawa była dość poważna. Pomijając zapach gówna wisiała nad nami groźba rozkuwania łazienki. Na szczęście znaleźliśmy fachowców, którzy nie bali się wejść w drogę życiu. Metodą siłową (z odrobiną wrzątku) przepchali to gówno. Obeszło się bez kucia.

Ta banalna historia nauczyła nas jednego - nie trzeba zasrać domu aby gównem waliło.

radmen radmen

Wirtualny grób

Uśmiech.
Ziewnięcie.
Zasnął.


Zdarza mi się myśleć o śmierci. W tym roku dała ona o sobie przypomnieć kilka razy. Jednak ta ostatnia pozostawiła sobie coś co dało mi trochę do zastanowienia.

Został po nim Facebook. Na jego ścianie było mnóstwo wpisów. Była to okazja aby poznać go trochę lepiej. I nagle przyszła ta przerażająca myśl - to co napisał może być dostępne przez kolejne lata. Kiedyś dziecko spyta się o tatusia. W końcu wpadnie na pomysł aby poszukać informacji o nim w internecie i odnajdzie jego profil na FB.

Społecznościówki to takie media gdzie wylewamy nasze żale, potrzeby lub przemyślenia (czasami zdjęcia kotów). Czy na pewno chcę aby ktoś na ich podstawie oceniał jakim byłem człowiekiem?

Na szczęście prowadzę bloga. Po mojej śmierci ktoś żądny wiedzy będzie mógł go przeczytać. Przerazi się.

radmen radmen

Wróg u bram

Napisz coś o mnie.. Nie


Uważam, że ze wszystkich naturalnych drapieżników największe zagrożenie stanowi dla człowieka gołąb. Lata to pośród ludzi, atakuje (obsrywa) co się da. Mimo, że jest ewidentnie wrogo nastawiony potrafi przekonać ludzi do siebie, dzięki czemu nie musi się martwić o pokarm. Czysty geniusz zła.

Z drugiej strony balkon wydaje się być czymś zupełnie pożytecznym. Miejsce kontaktu z powietrzem, graciarnia, coś co zawsze się przydaje.

Ta historia jest gołębiach i zasranym balkonie.

Nasz balkon był typową graciarnią. Były na nim głównie stare rabatki z uschniętymi eksperymentami ogrodniczymi. Był sobie tak przez kilka miesięcy aż nagle na balkonie pojawiły się gołębie. Dwa, pan i pani gołąb. Gołębie postanowiły przespać się na noc w jednej z rabatek.

Właściwie to byliśmy zachwyceni. Te strachliwe stwory postanowiły spać tuż obok nas. Jednak niepokoiło mnie, że coraz częściej widujemy je na naszym terenie. Postanowiłem sprawdzić o co chodzi i wyszedłem na balkon. Ptaki uciekły zostawiając po sobie dwa jajka.

W tym właśnie momencie popełniłem błąd. Nie potrafiłem dokonać ptasiej aborcji, dlatego postanowiłem, że gdy ptaki wrócą pozwolę im wysiąść jajka. Początkowo było cacy. Ptaki na zmianę sobie siedziały na jajkach. W końcu pojawiło się pisklę (jedno, pewnie zjadło drugie).

Jak każde małe zwierzątko to pisklę było łyse, brzydkie i w ogóle nie dało się na nie patrzeć. Pisklę miało ciężki żywot. Gdy rodzicie wybywali po jedzenie było atakowane (!) przez srokę. A ja je nawet raz ochroniłem przed tą sroką..

W końcu pisklę wyrosło. Dostało pióra i zostało gówniarzem. Dosłownie. Właśnie wtedy balkon osiągnął apogeum obsrania. Zasrane było praktycznie wszystko poza gniazdem.

Nie chciałem popełniać eutanazji. Powiedziałem sobie, że poczekamy aż gówniarz nauczy się latać. Zajęło mu to jakieś dwa tygodnie. Aż dnia jednego zauważyłem, że gniazdo jest puste.

Dzień później odbyła się operacja eksmisji. Wyposażony w specjalistyczny sprzęt (wrzątek, wiadro, szpachla) przystąpiłem do usuwania zanieczyszczeń. Udało się.

Parafrazując mojego tatę, masz miękkie serce, masz zasrany balkon.

radmen radmen

Idziemy na jednego

Wesele to nie taka straszna sprawa. Zwłaszcza gdy jest się gościem. Jednak co jeśli impreza odbywa się w luksusowym hotelu, na stole jest o trzy szklanki za dużo i nie wiadomo, którego noża użyć do posmarowania bułki?

Były bankiety (dwa!), piękne zespoły (trzy!), kelnerzy akrobaci, pokazy, przedstawienia, przemowy. Byli ludzie z całego świata, politycy i my gbury.

I nagle odezwał się we mnie nieznany patriotyzm wiejski. Bo tak właściwie co mi po wykwintnej uroczystości gdy nie ma schabowego i kawy siekiery na stole? Dlaczego zostawia się menu skoro i tak wszystko zostało podane? Jak tu się bawić, gdy zespół nie zachęca do picia? Co zrobić kiedy wódka jest jedynie ozdobą?

Szybko wyśmiałem swoje wiejskie korzenie (w końcu jestem postępowy) i zacząłem dostrzegać możliwości uraczenia się potrawami o których nawet nie śniłem. Melancholię rozwiałem w oparach starego (dwudziestoletniego i paskudnego) koniaku. Przyszedł czas na tańce, zdjęcia i dobrą imprezę.

Mój wiejski problem okazał się być cennym zjawiskiem. Uświadomiłem sobie, że każdy powinien przeżyć taką uroczystość. Jest to jedna z tych historii, którą chętnie będzie się wspominać dzieciom.

I tak się jakoś złożyło, że byliśmy częścią tej pięknej bajki.

radmen radmen

Żyję w strachu

Pobili się. Znaczy kibole. Z marynarzami. O honor polskich kobiet (bo marynarze jakby mało polscy). Może też o dobro narodu. Inne źródła podają, że poszło o to aby sobie nawzajem wpierdolić. Policja długo się namyślała, jednak po czasie stwierdziła, że chętnie pobawi się z uczestnikami.

Po wszystkim, nadszedł czas na szumne wystąpienia. Nawet sam przewodniczący narodu, premier polski stwierdził, że nadszedł czas na zero tolerancji dla tak ślepej agresji. Po tych mocnych słowach premier w pośpiechu opuścił salę w obstawie swojej doborowej ochrony.

I ja się przestraszyłem. Idąc przez Gdynię na widok marynarzy niepolskiego pochodzenia nerwowo rozglądam się w poszukiwaniu kiboli. Na pewno gdzieś są i czekają na powtórkę imprezy. O dziwo nie ma ich nigdzie. Nie szkodzi i tak idę cały spięty. A co jeśli niepolscy marynarze postanowią skopać losowe osoby w ramach odwetu?

Polska jednak jest prostym krajem. Jak biją to jawnie. Na zachodzie to się dopiero dzieje. Tam to zło czai się wszędzie. Czyha schowane za kamieniem aby napaść psy, które są wyprowadzane (taka okrężna metoda na wywołanie fali masowych samobójstw). Złe pedofile gwałcą pół narodu, a szpiegi chowają się w kanapie.

Tam nie ma lekko. Trzeba każdego obserwować, każdego sprawdzać. Trzeba weryfikować, podsłuchiwać, śledzić. Trzeba, bo inaczej będziemy (zachód będzie; Polska jest na etapie bicia sztachetami) w niebezpieczeństwie. Tym najgorszym, bo nieokreślonym. W każdej chwili tysiące samolotów są gotowe aby spaść na nasze głowy, miliony kretów podkopują nasze domy aby się zapadły, a Azjaci postanowili sprowadzać psy z sąsiednich krajów.

Na szczęście mamy obrońców. Strażników, którzy wiedzą co jest dla nas dobre. Wystarczy, że będziemy im posłuszni. Wystarczy, że pokażemy im wszystko. To jest ważne, ponieważ bez tego nie będziemy bezpieczni. Ja nie będę bezpieczny.

A przynajmniej tak ktoś uważa. To się chyba nazywa władza.

radmen radmen