Dzienniczek

Dzienniczek

Spacer przez miasto może być ekscytujący. Zakładając, że każda mijana osoba to tykająca bomba.


Zawsze podziwiałem pamiętniki prowadzone regularnie. Poniekąd ten blog miał być swoistym dziennikiem tego co się porabia w moim szaleństwie.

Niestety forma bloga w pewnym sensie nie pozwala na to. Bardzo lubię to poletko moich wynurzeń, jednak to co się na nim pojawia to produkt eksportowy moich myśli. Wygładzony, czasami ułożony. Możliwe, że nie zawsze prawdziwy (lub taki, w którym trzeba doszukać się prawdy).

Inaczej jest z dziennikiem. Dziennik to coś absolutnie prywatnego. Życiowe sytuacje ubrane w te słowa, które nasunęły się w danej chwili. Bez wygładzania, bo nie są przeznaczone dla nikogo innego. Taki Twitter dla myślowego introwertyka.

Mój pierwszy blog (ten tajemny) był właśnie taki. Jednak przez to, że miał to być blog starałem się pisać w nim całe elaboraty. Znowu układałem myśli.

Zainspirowałem się pewnymi programami, które odnalazłem w sieci. Mowa o DayOne i jrnl. Dzięki nim postanowiłem realizować dawne założenia - pisanie dziennika. Takiego prywatnego, bez zbędnego upiększania. Coś do czego będę mógł wrócić jak zaatakuje mnie skleroza (mniej więcej po tygodniu). Tym razem produkt, który nie jest przeznaczony do eksportu.