Oh lord Johnson

Od miesiąca mieszkanie jest przesiąknięte oryginalną mieszanką zapachu kupy i żwirku. Dla wtajemniczonych jest to niechybnie oznaka nowego lokatora w naszym mieszkaniu. Tak, ponownie mamy kota.

Imię kota miało oddawać jego oddanie ciemnym mocom. Crucifier (pol. Krzyżownik), Lodowa iglica nienawiści, lub po prostu Bogdan. Wyszło na to, że nasza kotka nazywa się Zorza.

Jak na prawdziwego adepta arkanów mroku Zorza opanowała kilka technik. Toksoplazmozę wykorzystała na nas już pierwszego dnia. Kilkanaście godzin później (o poranku) kotka objawiła się w zupełnie innej postaci (o czym dowiedziałem się dopiero niedawno!) - jako zmora.

Ze schroniska wniosła do naszego domu świerzb. Zapewne był to obóz przejściowy, w którym chciała się przygotować do walki z ludźmi. Ta sztuczka akurat się nie udała. Każdego dnia jej uszy są zalewane napalmem - zero litości dla usznych stworków!

Wspominałem, że Zorza jest kotem? Miauczy, wymaga głaskania, czasami pozwoli aby się z nią pobawić. Zdecydowanie często śpi na mnie, tuli się (czyt. wymaga głasków). Wymaga jedzenia i głaskania. W końcu mamy normalnego kota.