Dramat kurwa!

Dramat kurwa!

"Wyprowadziłam się do akademika.. Myślałam, że gdy mnie zabraknie pójdzie za mną. Po pół roku wysłał mi list. To był pozew rozwodowy.."

"Byłem z nią na imprezie. Pod koniec przyjechał po nią znajomy. Pojechali. Ja najebany zrobiłem się zazdrosny. Wsiadłem pijany do samochodu i zacząłem ich śledzić. Teraz boję jej się o tym powiedzieć.."

"Czy ty rozumiesz?! Ja go kocham! A on mnie ciągle kontroluje.. Mówię mu, że mam tego dość. On mi na to, że mi nie ufa. No kurwa jak on może mi tak mówić? Kocham go! Jednak czuję, że coś w tym nie pasuje.."

Dramat? Absurd? Dla jednych zapewne najprawdziwszy dramat. Dla tych zdystansowanych brzmi jak absurd. Dla mnie to dramat absurdu.

Jest to zjawisko, które mi towarzyszyło przez lata. Jakoś tak życiu wyszło, że otoczyło mnie ludźmi których dramaty wciągały mnie w swoje tryby. Zazwyczaj było źle, fatalnie. Aż do momentu kiedy zacząłem rozumieć jak dużo absurdu potrafi się zmieścić w ludzkich "dramatach".

Ta odrobina dystansu jakiego nabrałem sprawiła, że słuchanie o ludzkich "dramatach" stało się niejako zabawne. To było trochę jak petarda wrzucona w gnojówkę. Niezła rozrywka, tylko bez gówna i smrodu.

No i nagle moje źródła dramatu uległy wyczerpaniu. Gdzieś się rozjechały, lub, co gorsza, zmądrzały. Zostałem sam, a potrzeby ciągle duże. W końcu doszło do tego, że sam sobie muszę generować dramat.

Osiągnąłem poziom chaotycznego machania kończynami, łamania głosu i wielkich szklanych oczu. Problem w tym taki, że ten dramat w osobistym wykonaniu jakoś nie jest za bardzo zabawny.

Jednak trzeba włączyć dystans wobec siebie i poszukać innych duszyczek skłonnych do dramatu.