Coś się kończy, coś się zaczyna

Coś się kończy, coś się zaczyna

Jak co roku nadszedł czas na napisanie podsumowania roku poprzedniego. Muszę przyznać, że tym razem mam z tym spory problem.

Po raz pierwszy muszę przyznać, że cieszę się, że przez ten rok prowadziliśmy jako takie archiwum zdjęć. Dzięki temu jestem w stanie przypomnieć sobie, że ten rok nie był wyłącznie obłożony pracą. Był to również czas wspaniałej zabawy z przyjaciółmi, udanymi wyjazdami i powolną, aczkolwiek konsekwetną, stabilizacją.

W tym roku po raz pierwszy zaliczyłem kąpiel w jeziorze w kwietniu. Byłem na majówce zorganizowanej poza moim miejscem zamieszkania (tak hipsterskiej, że odbyła się w kwietniu). Zjeździłem trochę kraju, zaliczyłem legendarny Jarocin. Nie mam pojęcia jak udało się dopiąć finansowo niektóre z tych wyjazdów.

Było też sporo naprawdę dobrych koncertów. Jak zwykle się sponiewierałem, tym razem jednak uzbrojony w glany. Zaliczyłem crowdsurf'a, uczestniczyłem w tańcu metalowych kaczuszek.

Będąc błogiem złamałem palucha. Po raz pierwszy wypiłem więcej niż mój młodszy bratanek i nie zazgoniłem pierwszy. Piłem wódki parszywe, dobre i spirytus. Wielokrotnie zapowiadałem odwyki alkoholowe, chyba żadnego z nich nie dotrzymałem do końca.

Przuciłem też Fejsa, Mc Donalda i KFC. To pierwsze nadal obowiązuje. Co do tego drugiego, najwyraźniej kupa nie wyglądała tak źle.

Jednak nastało zaćmienie (wcale nie mówię o końcu świata). Ostatnie miesiące okazały się być przepełnione pracą. Przepełnione do granic mojej wytrzymałości. Byłem nerwowy, wiecznie niewyspany, zmęczony. To zmęczenie przerodziło się w małą depresję. Z tego powodu rok kończyłem z niesmakiem porażki.

Było dużo pracy, a wyników żadnych. Poświęciłem sporo czasu na inwestycje, które się nie zwróciły. Chyba zmarnowałem całkiem sporo samego siebie w imię pogoni za niczym. Chyba to była moja największa porażka.

Tak naprawdę gdy myślę o tym roku mam wrażenie, że on cały był porażką. Jeszcze wczoraj byłem gotów zrobić wpis, który traktował tylko o tej porażce. Na szczęście nie była to zupełna porażka.