Myślenie nie pomaga
Zdarzyło mi się raz opisać moją pewną “aktywność” społeczną. Tak samo jak wtedy dzisiaj spotkało mnie coś co sprawiło, że po raz kolejny mam “mind fuck” do końca dnia.
Sytuacja była dość ciekawa. Razem z dziewczyną wracaliśmy na kolejkę. Mijaliśmy dwóch kolesi stojących przy samochodzie. Typowe dresiki, z czego ten drugi próbował otworzyć drzwi. Jako narzędzia używał drutu (lub czegoś podobnego) wkładając go w szczelinę pomiędzy drzwiami, a szybą. Na pierwszy rzut oka widać, że ktoś próbuje się włamać do samochodu.
Oczywiście w najmniej dobrym momencie włączyło mi się myślenie i zamiast zadzwonić na policję podszedłem do kolesi z pytaniem co dobrego wyrabiają. Ich zupełna zlewka mojej propozycji skontaktowania się z policją w pewnym stopniu utwierdziła mnie w przekonaniu, że być może zatrzasnęły im się drzwi i próbują po prostu w jakiś rozpaczliwy sposób je otworzyć.
Jeszcze chwilę drążyłem temat, aż w końcu pewny siebie typek stwierdził, że jeśli za chwilę nie zadzwonię na policję to zwyczajnie mi “napierdoli”, bo ma dość. W tym momencie zwyczajnie zwinąłem ogon. Stwierdziłem, że nie ma sensu dalej z nimi gadać. Co gorsza wmówiłem sobie, że pewnie moja teoria się zgadza i faktycznie im się auto zatrzasnęło. Poszliśmy dalej.
Wielki szacunek należy się mojej kobiecie, która stwierdziła, że sprawy tak nie zostawi. Wprawdzie poszliśmy, ale ona stwierdziła że i tak zadzwoni na numer alarmowy. Co się okazało? Znane nam numery, które wbijano od małego (tj. 997 i 112) zwyczajnie nie działały. Szkoda słów.. W każdym bądź razie zwróciliśmy się do ochrony pobliskiego centrum i zostawiliśmy im “donos” o tym, że prawdopodobnie pod ich sklepem ktoś próbuje się włamać do samochodu.
Sytuacja wywołała moje zażenowanie (względem samego siebie), oraz zwykły wstyd. Z jednej strony wiedziałem, że mam obowiązek reakcji, a z drugiej strony bałem się zwykłego obicia mordy. Co więcej myśl, że być może spotkam kiedyś tych jegomościów i wtedy oberwę nie pocieszyła mnie za bardzo.
Najbardziej żenujące jest to, że zamiast reagować ja próbowałem się dowiedzieć jak najwięcej o zaistniałej sytuacji. Całe szczęście, że nie zrobiłem jeszcze ankiety środowiskowej z opinią przechodniów na temat tego co sądzą o kolesiach próbujących włamać się do samochodu.
Próba przeanalizowania sytuacji sprawiła jedynie, że stałem jak ten kołek naiwnie wierząc, że panowie mi ładnie wytłumaczą co robią. Całe szczęście, że moja kobieta jest bardziej spontaniczna ode mnie i ma sztywniejszy kręgosłup moralny.
Cała sytuacja jest dla mnie poważną nauczką. Na chwilę obecną odczuwam po prostu ogromny wstyd za własną głupotę i naiwność, lecz wyciągnę z tego jakieś wnioski.
Swoją drogą jeszcze jedna rzecz jest interesująca. “Złodzieje” nie ukrywali się specjalnie z tym co robią. Mimo to nikt nie zareagował. Czy to jest możliwe, że społeczna znieczulica jest tak ogromna? Jeśli tak, to w jaki sposób chcemy budować lepszy kraj, jeśli na ulicy nie reagujemy na typowe problemy?
Przy okazji przypomniałem sobie o pewnym paradoksie tkwiącym we mnie. Jestem nauczony aby nie przechodzić obojętnie wobec krzywdy drugiej osoby. Z drugiej strony mam też wpojony mechanizm samozachowawczy (nie nazwę tego instynktem, ponieważ sądzę, że jest to zachowanie nabyte w toku nauczania małego radmena)m który mówi mi aby nie mieszać się w “cudze” sprawy. ponieważ może mi się za to oberwać.
Zdaje się, że właśnie z tego powodu zachowałem się dzisiaj w ten sposób. Chciałem zareagować, zrobiłem to lecz po chwili zabrakło “pary” i zwyciężył strach przed uszkodzeniami mechanicznymi ciała..