Tron Legacy
Lubię rzeczy, które pobudzają moją kaleką wyobraźnię. Wyobraźnia wymusza myślenie, a myślenie sprawia, że nie czuję się nierobem. Jest kilka filmów, które pobudziły w pewien sposób moją wyobraźnię. Dzięki temu po ich obejrzeniu zastanowiłem się kilka razy nad przesłaniem, a czasami po prostu delektowałem się niektórymi smaczkami.
Tak było w przypadku nowego Trona. Fabuła godna telenoweli dla osłów, ale obrazy i muzyka zrobiły swoje. Ze smaczków warto wspomnieć o Obi Wan Kenobim w wersji rave oraz genialnej muzyce Daft Punk. Rozbawiła mnie wizja programów wypowiadających się o swoim przeznaczeniu. Świat wewnątrz maszyny okazał się być nader fikuśny. Programy mają osobowość, robią sobie igrzyska, oraz powstają samoistnie (zapewne raz na jakiś czas /dev/random generuje kod jakiegoś mniejszego programu w dowolnym języku).
Czy warto na to iść? Myślę, że tak. Chociażby dla samej przyjemności wchłaniania obrazu i dźwięku. Okazuje się, że nie trzeba wymagać za wiele od fabuły aby czasami film mógł się spodobać.
A jak wytrzymuje porównanie do oryginału z lat osiemdziesiątych?
Wytrzymuje ok, jest sporo nawiązań. Obejrzenie oryginału jest zdecydowanie przydatne, ale nie jest konieczne, by … zrozumieć … “fabułę”.
Osobiści film mi się podobał, ale z uwagi na wszechobecny patos i słabą fabułę 4/10, ocena mojej żony to “stupid stupid stupid”
Ten film miał potencjał, który został standardowo niewykorzystany. Film jest nudny, głupi i żałosny. Same efekty nic nie dają, skoro idzie na nim usnąć jak Sam spotyka się z ojcem czy podczas końcowej sceny, która IMO powinna wypie*dolić w kosmos widza wielką walką pełną efektów, a jest jaka? Przegadana.
Już Megamocny w 3D się lepiej prezentuje.
Ta co ty napiszesz, bo jesteś kaleką z wyobraźnią a ja jestem nalepszy, bo to ja mam najlepszy blog.