Postawiono sobie pomnik takiego pana, który ponoć jest naszym królem. Wielu się oburzyło, inni są zachwyceni. Oburzeni skandują, że pieniądze wyrzucone w błoto, a zachwyceni, że mogą poopalać się w cieniu Boga.
Przyznaję, że mam mieszane uczucia do tego “dzieła”. Ciężko mi to nazwać “pomnikiem”, bo z niewiadomych przyczyn odnoszę wrażenie, że ów “pomnik” swoim wykonaniem prezentuje poziom sanktuarium w Licheniu, a to jest w mojej ocenie ewidentnym przykładem kiczu. Nie rozumiem również tak dobitnej potrzeby manifestowania swojej religijności.
W każdym bądź razie stało się. Bóg rzuca cień wkurwiając przy okazji wielu. Co ciekawe również swoich wyznawców. Znowu nastąpił podział na mniej i bardziej wierzących, gdzie tych “bardziej” wierzących można po prostu nazwać dewotami.
Pomijając kwestie religijne. Czy dobrze się stało, że Jezus góruje nad nami? Pomińmy już kwestię pieniędzy, tych się teraz nie odzyska. Wydaje mi się, że ten pomnik może być czymś w rodzaju “pussy magnet“, tylko takiego w wersji dla dewotów z całego świata. Śmieszne? Dziwne? Wyobraźcie sobie jakie zyski ci ludzie mogą przynieść lokalnej społeczności. Potencjał spory, chociaż w iście narodowym stylu zostanie zmarnowany.
Chyba to jest taki narodowy zwyczaj aby stworzyć coś co ma ogromny potencjał, a później ten potencjał totalnie zaprzepaścić.
Ach, przypomniał mi się Licheń i jego ograniczenia. Ciekawe czy z szacunku do Boga na terenie pola (wzgórza?) w obrębie którego stoi pomnik również nie będzie można chodzić w szortach, ani innym “ubliżającym” stroju? Lubię te wymysły adwokatów Boga, jakby to oni wiedzieli czego on najbardziej potrzebuje.