Miniblog: Udogadniajmy dalej
A będziemy sobie robić coraz większą krzywdę. Do takiego wniosku dochodzę po dzisiejszym dniu spędzonym na rozmowach rekrutacyjnych. Okazuje się, że naprawdę są osoby które “programują”, a nie znają podstaw języka.
Przykładowo dzisiaj kandydat nie wiedział jak napisać proste regułki CSS – wykorzystywał generowanie (i podpowiadanie) kodu w Dreamwaver. Wcześniej inny delikwent nie wiedział jak napisać prostego SQLa, mimo że tworzył aplikacje wykorzystujące MySQLa.
Trochę to przypomina ten kawał o najlepszym sposobie aby nie skradziono samochodu w USA – wystarczy aby samochód posiadał manualną skrzynię biegów.
Całość zmierza w kierunku podobnym do tego co przedstawiono w “Idiokracji” – będziemy korzystać z technologii, których ani trochę nie rozumiemy.
Tak, pewnie dramatyzuję
Obawiam sie, że nie. Chociaż dalej będzie grup tych, co spojrzą głębiej i będą pracę traktować, jak pasję i tych, co będą umieć tyle ile przeciętny licealista próbując nazywać się profesjonalistami.
Mój ulubiony dowcip na rozmowie kwalifikacyjnej: “Ile jest 36×37?” I obserwowanie narastającej paniki
@torero
A dopuszczalną odpowiedzią jest: mogę policzyć na kartce?
Nie
@torero: podoba mi się, sprawdzę przy okazji
Dobry sposób na odsiew to telefon. Dzwonisz i zadajesz parę pytań technicznych (takich banalnych). Żeby było ciekawe u mnie odpada tak 60% osób, które przysłały CV – duża oszczędność czasu i nerwów
@torero: LOL, w/g mnie 21+4 = 24 x] Facepalm
Jaaaa… znowu TEGO RODZAJU post. Ile jeszcze?;)
dużo
a mi się dzięki takim postom znowu zaczyna chcieć chodzić na rozmowy rekrutacyjne, przebić tych wszystkich idiotów jeszcze większą ignorancją to jest pewne wyzwanie
No tak, wspomniałem o rekrutacji to już sami pociągnęliście ten temat, mimo że to nie jest tematem głównym notki
no tak, ale to czy to jest robienie sobie krzywdy czy nie to jest kwestia punktu widzenia. Mało kto umie sobie teraz naprawić/przerobić ubranie, tak samo jest z konserwacją żywności we własnym zakresie. Jak byłem mały to popularnym sportem wśród mężczyzn było leżenie pod samochodami, teraz to dotyczy tylko hobbystów a nie ogółu.
Posiadałem kiedyś “umiejętność programowania na kartce”, właściwie nie przydała mi się do niczego, to coś w guście umiejętności melodyjnego pierdzenia, z tym wyjątkiem że na melodyjnym pierdzeniu kilka osób zrobiło karierę. Nie tak znowu dawno (ale nie za moich czasów) była to umiejętność powszechna wśród “technicznych” bo komputera nie oglądało się z bliska tylko dawało się program na kartce do perforatorni…
A ja dziękuję tym wykładowcom, którzy olali nasze złorzeczenie że na kartce ciężko się kompiluje i wymusili nabycie pewnych umiejętności. Dzieki temu dziś bez komputera jestem w stanie obmyśleć algorytm, zapisać go na przykład w pseudokodzie i przeanalizować. Dla programisty IMHO umiejętność niemal bezcenna.