Nastąpiło gwałtowne przesunięcie pór roku. Moja Wiosna ma miejsce właśnie teraz. Rozmraża emocjonalne zlodowacenie i sprawia, że chce się żyć jeszcze bardziej!
Znajomość przerodziła się w związek. Jest ktoś komu mogę się oddać, jest ktoś kogo mogę przytulić (i pocałować ;), jest... zajebiście jest!
Tylko martwe ryby płyną z prądem rzeki.
Zasłyszane z ust Wojtka Tracewskiego, choć to nie jest jego tekst (niestety nie potrafię sobie przypomnieć czyj).

Zupełnie nie rozumiem tego co jest fajnego w tworzeniu takich obrazków. Zwłaszcza, że historia kryjąca się za zdjęciem tej dziewczynki po prostu nie jest ani trochę zabawna. Często jestem serdecznie zniesmaczony tworzeniem takich rzeczy.
Zrobiono zdjęcie ukazujące ludzkie cierpienie, a potem ktoś sobie dla jaj to przerabia. No, ale wiadomo, ile osób tyle różnych zdań na ten temat. Ja się tutaj zniesmaczam, a inni mają z czegoś takiego niezły ubaw.
Była druga tura, a ja tak samo jak w przypadku tej pierwszej nie brałem udziału. Tym razem miałem glejt, ba nawet wylazłem z mieszkania z postanowieniem, że jak znajdę komisję wyborczą to zajdę i do niej. Takowej nie znalazłem, także nie poszedłem.
W zasadzie nie ma to dla mnie znaczenia, bo oddałbym głos nieważny. To są wybory tak? Czyli mogę wybrać co chcę? To był mój wybór. Stwierdziłem, że żaden z dwóch kandydatów nie nadaje się na to stanowisko, a ja wcale nie miałem ochoty głosować na mniejsze zło.
Początkowo mój wybór kierował się ku Komorowskiemu, może i lepiej że on wygrał. Mimo to nie jestem zdania, aby jego prezydentura była jakimś przełomem.
Jak na moje to przy korycie nadal pozostają te same osoby. Skoro skład się nie zmienia to wątpię aby zmieniły się jakoś ich pomysły na rządzenie krajem. Potrzeba tutaj świeżej krwi, a na to jeszcze poczekamy.
I tak, mówi to osoba, która zna się na polityce na tyle na ile zna się przeciętny polaczek.
Sesja jest już za mną. Właściwie to pozostała w zawieszeniu, trzeba będzie się przygotować na kampanię wrześniową (oby to był Blitzkrieg). Uwaliłem dwa przedmioty, z czego jeden ewidentnie na własne życzenie. Postanowiłem potraktować wykładowców w taki sam sposób jak oni nas. Wprawdzie było to z góry skazane na porażkę, bo moje fochy i tak nie miały żadnego wpływu na ich działania.
W każdym bądź razie zaczynają się wakacje. Kompletnie nie wiem co będę robić. Perspektywa wolnych weekendów wiąże się z myślą siedzenia w mieszkaniu. Nie mam nawet zaplanowanego urlopu. Tym razem zapowiada się dość posępnie. Chyba, że pewne osoby/zdarzenia zmienią ten stan rzeczy.
Jedynym solidnym postanowieniem jest wypad nad jezioro, nie jeden. Rok temu, będąc w rodzinnych stronach, praktycznie ani razu nie miałem okazji się poszlapać w jeziorze. Jakoś tego brakuje, zwłaszcza, że dawniej dzień bez wypadu nad jezioro był dniem straconym.
Już teraz wolne chwile spędzam na częstych wypadach na rolki - jest to skuteczny ubijacz wolnego czasu. Będąc sam zupełnie nie wiem co mam ze sobą zrobić, brakuje jakiś sensownych inspiracji do działań.
Jeśli się uda to jadę na weekend do Kuchar na letni kurs medytacyjny. Z dniem dzisiejszym rozpoczynam również praktykę małego schronienia. Po jej ukończeniu przyjdzie czas na rozpoczęcie Nyndro.
Mimo posępnego wyrazu notki nie jest źle. Doskwiera w pewnym sensie samotność, ale na szczęście są osoby, dzięki którym przestaję ją odczuwać. Póki co przyszłość nie wydaje się być różowa, chociaż nie specjalnie się tym przejmuję. Nie ma sensu wybiegać za bardzo do przodu kiedy trzeba się skupić na tym co jest teraz. W ten sam sposób postaram się wykorzystać wszelkie możliwości jakie mi się nadarzą.