Kup pan mp3
Zaskoczyło mnie niesamowite granie pana Erica Lewis (cover “Smells Like Teen Spirit po prostu wymiata). Na jego stronie dowiedziałem się o tym, że niedawno wydał album. Zaciekawiony kliknąłem na link do Amazona, gdzie można zakupić album w formacie MP3.
Cena albumu to 8,99$. Ten sam album w zwykłym wydaniu CD kosztuje nieco więcej bo ~13$. No i gdzie tutaj oszczędność na tych MP3? Ponoć wprowadzenie ich sprzedaży miało umożliwić dostęp do tańszej muzyki itd. Okazuje się, że za małą dopłatą można dostać namacalny album, który w mojej ocenie zawsze będzie lepszy niż zwykłe empetrójki.
Osobiście to jestem zawiedziony sklepami mp3. Jak już chcę zakupić jakiś album to za każdym razem zapala się lampka, że wystarczy dopłacić 10-15zł. W zamian otrzymam ładne pudełko z CD, wewnątrz będzie jakaś wkładka itd. Jak dla mnie to jest zdecydowanie lepsze niż jakiś wirtualny odpowiednik.
Mp3 w sieci nie kupuję. Jestem podobnego zdania co Ty.
Ale skoro już wspomniałeś o coverach tego słynnego kawałka, to mam swoje dwa ulubione.
Tori Amos: http://www.youtube.com/watch?v=wcHNZVrxEts
No i Możdżer. A ten cover to jest w ogóle mistrzostwo świata i czasami mam wrażenie, że Cobain postawiłby Możdżerowi piwo, gdyby to tylko usłyszał.
http://www.youtube.com/watch?v=eNlJHXEbcRA
Panowie z internetowych sklepów muzycznych po prostu nadal próbują wciskać ciemnotę, że pobieranie plików muzycznych bez opłat jest nielegalne, zamiast próbować jakoś zakupy u siebie uatrakcyjnić…
Ja to byłbym skłonny kupować mp3. Po prostu cenowo to się nie opłaca, bo cenowa różnica pomiędzy albumem MP3 a CD jest znikoma. Natomias zalety CD są nieporównywalnie większe.
Jakby było coś w rodzaju – płacę niewiele, mam dostęp do dużego repozytorium z muzyką, z którego mogę korzystać bez ograniczeń, bez DRM i w dobrej jakości – jestem skłonny. W innym wypadku – sorry, ale to nie konkuruje ze zwykłym google +rapidshare. Nie mówiąc już o tym, że ulubione albumy jednak wolę mieć fizycznie na półce.
Flegmatyk – zerknij może na muzodajnię – z Twoich wymagań nie spełnia chyba tylko nieograniczoności, ale i tak przelicznik wydaje się być nie najgorszy (20 zł za 250 utworów).
radmen – ja różnych płyt (a są na nich w większości albumy MP3) mam cały karton. Gdyby to były Audio-CD, zajmowałyby pół pokoju.
Namacalnym albumom mówię nie. I tutaj zastrzeżenie: owszem, niektóre, wyjątkowo dla mnie ważne – tak. Natomiast JAKOŚCI CD mówię zdecydowane TAK, i tutaj oczywiście dominują FLAC-zki i APE-s.
No to podam Ci lepszy przykład z Amazonu:
7-mio płytowe wydanie kolekcjonerskie pierwszego sezonu Avatar: The Last Airbender – obecnie ~27$
5-cio płytowe wydanie standardowe tego samego sezonu – na chwilę obecną ~40$
Oczywiście, wiąże się to z nadchodzącą premierą kinową.