Tak się zastanawiałem nad tym o czym mógłbym napisać w moim testamencie. Załóżmy, że zemrze mi się w najbliższym czasie - co chciałbym w takim wypadku przekazać bliskim? Dobytku w zasadzie nie posiadam, także jedyną rzeczą jaką bym pozostawił to chyba słowo.
Raj spytał się Buddy, "Czcigodny Panie, dlaczego mój umysł włóczy się po zakazanych miejscach, gdy Twój tego nie robi?" "Panie, dlaczego obgaduję innych, a Ty nie?", "Panie, dlaczego nie mam współczucia dla innych kiedy Ty masz?". Wszystkie pytania Raj'a były tej samej natury.
Budda odpowiedział, "Raj, Twoje pytania są dobre, ale wydaje mi się, że za 24 godziny umrzesz".
Zaskoczyło mnie niesamowite granie pana Erica Lewis (cover "Smells Like Teen Spirit po prostu wymiata). Na jego stronie dowiedziałem się o tym, że niedawno wydał album. Zaciekawiony kliknąłem na link do Amazona, gdzie można zakupić album w formacie MP3.
Cena albumu to 8,99$. Ten sam album w zwykłym wydaniu CD kosztuje nieco więcej bo ~13$. No i gdzie tutaj oszczędność na tych MP3? Ponoć wprowadzenie ich sprzedaży miało umożliwić dostęp do tańszej muzyki itd. Okazuje się, że za małą dopłatą można dostać namacalny album, który w mojej ocenie zawsze będzie lepszy niż zwykłe empetrójki.
Osobiście to jestem zawiedziony sklepami mp3. Jak już chcę zakupić jakiś album to za każdym razem zapala się lampka, że wystarczy dopłacić 10-15zł. W zamian otrzymam ładne pudełko z CD, wewnątrz będzie jakaś wkładka itd. Jak dla mnie to jest zdecydowanie lepsze niż jakiś wirtualny odpowiednik.
Dawno temu czytałem artykuł o urządzeniu, które nazwano chronowizor. Stworzył je ojciec Pellegrino Ernetti wraz z grupą naukowców. Chronowizor był telewizją przeszłości. Dzięki niemu można było oglądać zdarzenia z przeszłości. Zasada działania opierała się na tym, że ów urządzenie próbowało "wyłapać" cząstki energii, które wg. ojca Ernettiego nigdy nie przepadały.
Weźmy dźwięk: każda fala dźwięku to energia, pochodzi z określonego źródła [...], dzieli się na coraz mniejsze jednostki, jednak nie ulega zniszczeniu, tylko podlega tym samym procesom, które znamy z teorii względności. Materia rozkłada się nie tylko na atomy, ale i na mniejsze cząsteczki, i może zostać zrekonstruowana przy użyciu odpowiednich procedur. To możliwe, bo mamy do czynienia z energią. Do tego potrzebna jest odpowiednia aparatura, ale to już inna sprawa. Trzeba tylko zapamiętać zasadę: energia nie ginie, tylko się zmienia
ojciec Ernetti w wywiadzie dla gazety "La Domenica das Corriere"
Ojciec Ernetti jako dowód miał pokazać twarz Jezusa. Poza tym dokonał "rekonstrukcji" dzieła "Tiestes" napisanego przed rokiem 169 p. n. e. przez Kwintusa Enniusa Calabera. W obu przypadkach udowodniono, że przedstawione dowody są fałszerstwem.
Wątpię aby opisane urządzenie w ogóle działało. Nawet nie w tym rzecz. Zainteresowała mnie wówczas kwestia rozpadającej się energii. Czy faktycznie jest tak, że ona nigdy nie zanika a energia wytworzona w przeszłości istnieje do dzisiaj? Czasami odnoszę wrażenie, że owa energia faktycznie potrafi pozostać w pewnych miejscach. Nie raz wydawało mi się, że mijałem takie miejsca.
W ramach powolnego uniezależniania się od aplikacji Google'a postanowiłem, że postawię sobie na serwerze coś co będzie odpowiedzialne za przechowywanie moich kalendarzy.
Generalnie nie za bardzo wiedziałem jak ugryźć temat, bo coś ciężko znajdowałem ciekawe informacje. Okazało się, że do najprostszego sposobu przechowywania kalendarzy wystarczyło skonfigurować WebDAVa i w sumie tylko tyle.
Skonfigurowanie rozszerzenia Lightning zajęło mi niecałą minutę. Dzięki temu rozwiązaniu będę miał dostęp do kalendarzy w sytuacji awaryjnej (czyt. bez posiadania własnego komputera).
Fajnym uzupełnieniem jest PHP iCalendar - prosta aplikacja generująca podgląd kalendarzy, znany z Google Calendara. Wystarczy tylko zdefiniować ścieżkę, w której są zapisane pliki .ics, a reszta zostanie załatwiona z automatu. Warto poświęcić trochę czasu na konfigurację, ponieważ jakimś dziwnym cudem panel preferencji nie za bardzo działa.
Były święta, była też spowiedź. Osobiście to do tematu podszedłem po staremu, czyli poszedłem odklepałem co miałem i tyle. Jedna rzecz mnie zastanowiła. Na liście grzechów pojawiła się pozycja "kłamstwo".
Należę do ludzi, którzy po prostu nie parają się kłamstwem. Nawet gdy chodziło o "grę" polegającą na udziale w "życiu kościelnym" starałem się dotrzymywać wszelkich zasad określających warunki gry. Równie dobrze mogłem udawać, że wszystko załatwiłem jak należy, a tak wcale nie było.
Wspomniane kłamstwo dało mi do myślenia. Kiedy, gdzie i dlaczego? Po jaką cholerę w ogóle się tym przejmowałem? A jednak, malutka skaza pozostała. Zupełnie przy okazji przyszła mi inna myśl - czy zdarzają mi się tzw "codzienne kłamstwa"? Dużo osób zwyczajnie wysługuje się kłamstewkami aby załatwić swoje sprawy. Często to jest nawet całkiem wygodne, ale znów - ja tak nie robię..
Wraz z tą spowiedzią wyszło mocne postanowienie, aby nawet raz nie skłamać. Może to i debilne, ale ja naprawdę nie uznaję takich rozwiązań. Nie znoszę gdy ktoś mi wciska kit, sam nie lubię tego robić. Zawsze można zwyczajnie powiedzieć, że nie chcę na dany temat mówić. Poza tym nie mam oporów przyznać się do ew. ułomności.
Koalicja Antypiracka popisała się stworzeniem kalkulatora kar. Ot taki badziew co to przedstawia nam kwotę jaką trzeba by zapłacić w razie złapania. Po potwierdzeniu formularza pokazuje się nawet jakieś wideo z takim ładnym podsumowaniem:
Pamiętaj w sieci nie jesteś anonimowy!
nielegalne ściąganie
i rozpowszechnianie plików
może być karalne
Teraz tak się zastanawiam, czy po wysłaniu takiego formularza nie zwrócę czyjejś uwagi na to, że teoretycznie posiadam 10k utworów muzycznych? Z tego powodu formularz wysyłałem spod VPNa.
Parę osób polecało mi ten edytor. Z powodu przyzwyczajeń do Zend Studio (w wersji 5.1.0) inne edytory były zawsze gorsze. Wszystko to co wywodzi się z Eclipse'a to również zło.
No i w tym miejscu dochodzimy do Netbeansa. Edytor dość przyjemny w obsłudze. Panel z opcjami jest czytelny, łatwo znaleźć co trzeba. Instalacja wtyczek banalna, a ogólne wrażenia z obsługi całkiem dobre.
Wkurza mnie trochę powolne indeksowanie plików źródłowych, momentami też są problemy z odnalezieniem metod/funkcji/etc. Jeśli dalej miałbym się czepiać to mogę dodać, że pomimo otwartego jednego projektu wyszukiwanie jest po wszystkich, wcześniej dodanych, projektach.
Postaram się jeszcze wykorzystać to IDE do innych projektów. Bardzo możliwe, że przesiadka ze starego Zend Studio może być prawie bezbolesna ;)
Ciekawe czy i tym razem na Joggerze będzie fala zamykania blogów. A może kogoś pohakujom?
Tradycyjnie się powtórzę - jakoś strasznie irytują mnie te tanie rewelacje opisywane 1 kwietnia..
Rok temu parę serwisów postarało się o coś wystrzałowego. Ciekawe czy któryś z nich mnie tym razem zaskoczy :)