Śmiech rozbraja wszystko
Moje niewyspanie z samego rana odbijało się wyjątkowo złym humorem. Humorem, dołem nieważne. Samopoczucie równie fatalne. Zebrałem się w kupę, zjadłem jakieś śniadanie i wypad do pracy.
W międzyczasie dodzwoniłem się do ex-teścia. Mam z nim pewne interesy i chciałem po prostu pogadać co dalej (skoro teściowie w końcu dowiedzieli się o naszym rozstaniu). Spodziewałem się raczej zwykłej, konkretnej rozmowy. Zamiast tego usłyszałem zaraźliwy śmiech i zapewnienie, że pewnie jeszcze nie raz będziemy pili wódkę.
Taki zwykły śmiech poprawił mój humor. Nie ma nic lepszego niż żartowanie z tego co się działo i dzieje. Proste śmianie się z rzeczy sprawia, że przestają być takie ponure. Ot, zwykły optymizm, który trzeba w siebie wpoić, co więcej zarażać nim innych.
Zwykły śmiech po prostu rozpuszcza to co sztywne.
Komentarze (e467914)
heliar
Radmen - w myśl słów "Jeżeli czegoś nie potrafisz zrobić, a męczysz się z tym dość długo - wpuść kogoś kto się kompletnie na tym nie zna - zrobi to za pierwszym pociągnięciem" - po prostu czasem spojrzenie na wszystko z innej perspektywy (nie tej tragicznej wręcz) uświadamia nas, że co się stało nie odstanie się, a jednak żyć trzeba dalej i co ważniejsze - prowadzić to życie w najlepszy możliwy sposób :) Też ostatnio miałem buffer overflow jeżeli chodzi o miłość, dlatego nie traktuje Twoich notek na "te" tematy po ignorancku, nawet więcej - rozumiem Cię, ale jak już wspomniałem life's go on, a my z tym nic niestety/stety nie zrobimy ;)