Nie miałem okazji zetknąć się wcześniej z twórczością Coelho. Książkę pożyczyła mi znajoma, stwierdziła, że spodoba mi się, bo jest zgodna z moim poglądami.
Coelho w tej książce opisuje zwykłe dni ze swojego życia. Robi to w fenomenalny sposób. Wyciąga naprawdę zaskakujące wnioski, z którymi często się zgadzam. Znajduje się tam cały ogrom odniesień do Boga i wiary. Zaskakuje mnie to, że Coehlo jako osoba wierząca ma bardzo otwarty światopogląd. Jasno daje do zrozumienia, że w rzeczywistości każda religia oddaje cześć temu samemu bogowi, chociaż w zupełnie inny sposób.
Większość historii opisanych zakończonych jest naprawdę wartym zapamiętania wnioskiem. Często są to odniesienia do religii, chociaż myślę, że bez problemu można je przełożyć na realia osób innych wyznań (lub ich braku). Coehlo zwraca uwagę na to, że często nie mamy po prostu czasu aby zwyczajnie usiąść i nie robić dosłownie nic. Brakuje nam czasu na zgłębienie tego co się kłębi w nas samych. Ciągle poszukujemy sensu własnego życia. Ponieważ jest ono krótkie robimy to w biegu przez co nie zwracamy uwagi na detale, małe fragmenty życia, które niosą ze sobą ogromne szczęście.
W jakiś dziwny sposób irytowało mnie określenie “wojownik światła“, chociaż tutaj nie chodzi o jakieś określenie ściśle powiązane z religią. Jak dla mnie pod tym pojęciem kryje się osoba, która próbuje odkryć swoje przeznaczenie na ziemi. Opisane są przeróżne problemy jakie mogą spotkać takiego wojownika. Przedstawione są również sposoby walki, tak aby móc sobie poradzić z codziennością.
Warto było poświęcić czas na przeczytanie tej książki. Płynące wnioski z życia autora można spokojnie wykorzystać we własnym. Często zaskakują, często wydają się być oczywiste. Często jest też tak, że ktoś musi napisać o rzeczach oczywistych, aby ktoś inny mógł zdać sobie sprawę z ich istnienia.