Miniblog: Sesyja
Skoro mamy tematy około sesyjne stwierdziłem, że również słowem wspomnę o tym. Zawsze mnie to zastanawiało jakim to cudem wszystko zwala się w czasie sesji. Wiadomo, część z tego to zwykłe lenistwo studenta, który postanawia się uczyć dzień przed egzaminem. Czy jest coś jeszcze? Myślę, że przykład jaki idzie z góry. Prowadzący zajęcia również mają brzydki zwyczaj robienia wszystkiego jak najpóźniej. Tak więc poza samymi egzaminami jest masa zaliczeń, projektów i innych dziwnych rzeczy do zrobienia.
Mówi się, że przykład idzie z góry. Skoro tzw ciało pedagogiczne pokazuje nam, że wszystko najlepiej zrobić na sam koniec to czy my podświadomie robimy dokładnie tak samo?
Lemingi? xD
Co racja to racja, ja wszystkie zaliczenia mam w tym tygodniu i następnym poprzedzającym sesje i ucz się teraz do egzaminu. Nawet gdybym chciał to nie mam na to czasu bo muszę nauczyć się na jakieś dwa koła na czwartek i potem kolejne zaliczenia.
A kiedy ma być kolokwium sprawdzające czego nauczył się student przez cały semestr? W listopadzie?
Można robić kilka kolokwiów w semestrze. Z tego co mi wiadomo na kierunkach przyrodniczych tak zazwyczaj się dzieje. Ale niektórzy prowadzący wolą robić tylko jedno — i siłą rzeczy robią je na przedostatnich zajęciach w semestrze (na ostatnich są wpisy i ewentualna poprawa).
Można też uczyć się na bieżąco i robić takoż samo notatki. Później trzeba sobie tylko przypomnieć.
Minio: kwestię lenistwa studentów pominąłem o czym zdaje mi się, że wspomniałem. Niektóre kolokwia można z powodzeniem robić wcześniej, lub po prostu rozbić je na sprawdziany z jakiegoś okresu nauki.
U mnie przykładowo detale o wykonaniu projektu dostałem dwa tygodnie przed terminem jego oddawania. Można było takie rzeczy ustalać na początku semestru, a nie na końcu.
radmen: można, i powinno się. Tylko aktualnie przedstawiasz sytuację bardzo jednostronnie — zła kadra akademicka się opierdala i studenci są zmuszani żeby wszystko robić na ostatnią chwilę. A tymczasem pozostaje pytanie czy wy — studenci — poruszaliście ten temat wcześniej. Czy ktoś zapytał jakie są wymagania dotyczące pracy zaliczeniowej? Czy zwracaliście uwagę prowadzącego na to zagadnienie wcześniej?
Każdy kij ma dwa końce. Z Twojego wpisu bije postawa o tym że wszelkie niepowodzenia studentów są winą wykładowców. Nie twierdzę że wykładowcy są święci i nie popełniają błędów, bo nie mogę — a w tej konkretnej sytuacji tego po prostu nie wiem. Ale jestem przekonany że nawet jeśli prowadzącym można coś zarzucić, to studenci też nie są święci. Chociaż — oczywiście — w tej konkretnej sytuacji też tego nie wiem.
Minio: jasne, że studenci są w wielu sytuacjach winni. Ja sam bez bicia mogę się przyznać, że do sesji zabieram się dopiero teraz.
Odnośnie mojego projektu – taki termin miałem w planie. Laborki na samym końcu natomiast na wykładzie nie było mowy bo prowadzący wykład nie prowadził laborek.
Chciałem sytuację pokazać nieco inaczej – jeśli władze uczelniane pokazują, że jest ok robić wiele rzeczy na samym końcu to czy studenci później biorą z tego “przykład”? W pewnym momencie naszło mnie, że takie przedkładanie wszystkiego na sam koniec to w dużej mierze domena studiów i studentów. Ciekaw jestem czy to wynika tylko z ich lenistwa, czy też ze złych przykładów idących z góry.
Myślę że odkładanie wszystkiego na koniec nie jest wcale domeną studentów, a raczej nawykiem wyniesionym z liceum albo i gimnazjum/podstawówki. Ile wypracowań z j. polskiego napisałeś dzień przed terminem oddania? W przypadkach kiedy dany przedmiot miałeś tylko raz w tygodniu, kiedy odrabiałeś prace domowe z niego?
Akurat niedawno przypomniała mi się sytuacja z mojego gimnazjum, kiedy pewna grupa osób próbowała przekonać nauczyciela żeby zadanie domowe było nie na poniedziałek a na następny dzień, bo w niedzielę jest finał WOŚP, a oni będą wolontariuszami. A przecież nawet gdyby to był piatek, to można było tę pracę zrobić tego samego dnia albo w sobotę, żeby w niedzielę móc spokojnie kwestować.
Takie sytuacje można mnożyć. Tylko o ile na wcześniejszych szczeblach edukacji pracę można było spokojnie wykonać na dzień przed terminem oddania, o tyle na studiach (zazwyczaj) wymaga się dużo więcej.
Myślę że nawyk ten na studiach jest tym bardziej praktykowany, im bardziej sprawdzał się w liceum. Bo po co modyfikować coś co się sprawdza? A przyzwyczajenia mają to do siebie, że trudno je zmienić.
Masz rację. W sumie najtrudniej wprowadzić systematyczne działanie. Dopiero w momencie gdy zacząłem pracować zauważyłem jak chaotycznie wyglądał dzień na uczelni