Co mnie irytuje u wykładowców?

Głównie to ich lenistwo. Może jestem nieukiem, ale strasznie mnie wkurza to, że takiemu wykładowcy nie chce się nawet porządnie przygotować własnych materiałów. Później przyjdzie taki na wykład, wyświetli slajd ze swojego “materiału” i zacznie go czytać.
Jeśli ktoś czegoś nie zrozumie to on tylko uda zdziwienie i powie “no jak to pan nie rozumie? przecież jest napisane“. Wydaje mi się, że jeśli na tym polega bycie wykładowcą to w sumie nadaję się na tą fuchę.
Ja to skądś znam ;> Ten fragment znaczy się. Piwakowski? Konorski?
Tia, jeden z nich. Wiadomix, że znasz tych autorów. Pewnie widziałeś dokładnie te same slajdy na wykładach.
Właśnie też miałem pisać, że gdzieś widziałem to samo. Może to jednak z książki jakiejś, bo raczej do Waszych prowadzących mam daleko.
A nie jest czasem tak … (w moim odczuciu jest) … , że notatki z wykładu to tylko i wyłącznie dobra wola prowadzącego. Są wykładowcy lepsi i gorsi…ale studia to nie wiedza na tacy, ale (ti znów IMHO) dużo pracy własnej.
(Choć zgodzę się, że “no jak to pan nie rozumie? przecież jest napisane” jest wkurwiające).
Dobrze oddaje to idea punktów ECTS.
Ciężko mi przywołać źródło ale 1 punkt odpowiada około 30 godzin pracy (RÓWNIEŻ SAMODZIELNEJ). Bynajmniej tak jest w ich (punktów) definicji.
60 ECTS-credits that are equivalent to 1500–1800 hours of study
via Wiki, ale nie o tym źródle myślałem.
@Jacek: Zgadzam się, podobnie sytuacja ma się z prezentacjami, które powinny być jedynie tłem dla prezentującego. A już na pewno nie powinny zawierać całej, słowo w słowo, przemowy prowadzącego. Co nie zmienia faktu, że potrzeby i zachowanie studentów wymusza zmianę tego podejścia.
PS. Źle zastosowałeś “bynajmniej”.
Co do bynajmniej masz rację.
Ale nie zrozumiałem (lub zrozumiałem niepoprawnie): “potrzeby i zachowanie studentów wymusza zmianę tego podejścia”. Bo trochę prowadzi do takiej “równi pochyłej”; zaniżanie standardów. Studiuję fizykę teoretyczną i problem “trywialnych dowodów” jest mi znany. Ale zdaję sobie również sprawę, że nigdy prowadzący nie wyrobił by się z materiałem gdyby dowodził każdego twierdzenia explicite.
@Jacek: na wykładzie nie musi o tym mówić. Fajnie by było aby chociaż w materiałach pozostawił wzmiankę. Myślę, że standardy nie zostaną zaniżone w sytuacji gdy student chciałby aby wykładowca trochę bardziej się postarał. Zwłaszcza na studiach zaocznych gdzie mu się ekstra płaci za to, że przyszedł.
Mnie się nie wydaje aby on zarabiał na tym, że przychodzi i siedzi x godzin.. Już kiedyś gdzieś pisałem, że do samych studiów mam nieco podejście jak do kupna produktu – płacę to i wymagam. Niestety uczelnie mają to zazwyczaj w dupie.
Jak pisałem: zgodzę się z faktem, że odpowiedź “przecież jest napisane” jest wkurwiająca. I ogólnie ‘zła’. Niemniej jednak (znów IMHO) wykład mówi mi czego mam się nauczyć i ma mi w tym pomóc. Ale zdaję sobie sprawę, że muszę w domu sam znaleźć źródła i sam policzyć. Jak mawiał Feynman “jeśli sam nie umiem czegoś policzyć tego tego nie rozumiem”. Ale to też specyficzna cecha moich studiów.
Co do płace wymagam: uważam, że możesz wymagać warunków, poziomu wiedzy itp. Ale nie wiedzy podanej na tacy. Zarabiałem kiedyś jako asystent profesora na prywatnej uczelni. Praca gówniana typu rozdać kserówki, umówić profesora na kolokwia, egzaminy, itp (to jeden z moich profesorów z Uniwersytetu Łódzkiego, wykładał też na prywatnej WSHE Analizę Matematyczną dla informatyków i tam z nim pracowałem). Pod koniec jednego z wykładów (gdy ja rozdawałem materiały) poprosił o przeczytanie dwóch rozdziałów; łącznie jakieś 40 stron z Maurin’a. Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie z sali gdy ktoś spytał “które akapity” bo tego dużo. I jeśli tego wymagasz po “płacę wymagam” to uważam to za błąd. Nie po to są uczelnie.
z cytatu Feynmana “…to tego nie …” przepraszam za literówki
@Jacek: umówmy się co do jednego – nie ma nic za darmo. Ja płacę, wymagam dobrych warunków, oraz przygotowania wykładowców. Jeśli coś mi zadadzą do zrobienia to spoko, samo się przecież nie nauczy.
Ogólnie z warunkami nie jest tak źle. Większy problem jest IMHO z wykładowcami, bo często im się po prostu nie chce prowadzić wykładów. Miałem przykłady wykładowców zupełnie leniwych, oraz tych co się przygotowali. Jak myślisz kogo się lepiej słuchało?
Masz rację, naprawdę się w pełni z tobą zgodzę. I nie ma już ale
Prawda jest taka, że od pracowników uczelni wymaga się dwóch rzeczy wymagających zupełnie różnych kompetencji — po pierwsze działalności naukowej, a po drugie działalności dydaktycznej.
A tymczasem wysokiej klasy fachowiec z jakiejś dziedziny wcale nie musi potrafić przekazać swojej wiedzy w sposób ciekawy i zachęcający studentów do nauki. Tak samo aktywna działalność dydaktyczna (przygotowywanie wykładów, ciekawostek, opanowanie materiału) nie zostawia wiele czasu na działalność naukową (publikacje, referaty, wyjazdy na konferencje, prowadzenie badań).
Minio: Więc od czego jest PAN? Jak ktoś jest “wysokiej klasy fachowcem”, a nie umie przekazać wiedzy, to powinien się udać właśnie tam.
Dandys: przyznaję bez bicia że nie wiem na jakiej zasadzie funkcjonuje PAN, ale spodziewam się że podjęcie w nim pracy przez kogoś zaraz po studiach — choćby nie wiem jakiego geniusza — graniczy z cudem.
Zdaję sobie sprawę że to pewnie tylko ilustracja do posta, no ale to jest trywialne
@Pyetras: kiedy będę doktorantem to również tak powiem.
Dowód: równość jest przechodnia, symetryczna i zwrotna. Koniec dowodu. 1 semestr studiów informatycznych
@Pyetras: dziękuję i tak nie wiele mi to mówi. Tak niestety wyglądają te zajęcia.
Z resztą co się będę wiele rozpisywał, każdy wie swoje.
radmen – poza wykładowcami, którzy mają ci przekazać wiedzę są także książki:) Wystarczyło do jednej zajrzeć i już nie musiałbyś się frustrować. Szkoda zdrowia;)
matekm: nauczyłem się jednego – niektórzy wykładowcy nie akceptują odpowiedzi innych niż te z ich materiałów
f(a)=f(a) => aRa
aRb <=> f(a)=f(b) <=> f(b)=f(a) <=> bRa
aRb AND bRc <=> f(a)=f(b) AND f(b)=f(c) => f(a)=f(c) <=> aRc
Relacja jest zwrotna, symetryczna i przechodnia CND.
Nie trywialne?