Miniblog: Jak sobie poradzić z negatywnymi uczuciami?

Z tego co zrozumiałem to recepta Buddyzmu na tego typu problem jest prosta: "do not feed the troll". Prawda, że łatwe? Problem w tym, że często jest tak, że nie można odpuścić takim trollom emocjonalnym.

Miniblog: Rozstanie, a pocieszenia

Wiele osób chciało mnie w jakiś sposób pocieszać. Czy to na łamach tego bloga, czy podczas zwykłej rozmowy. Zazwyczaj słowa otuchy były do siebie podobne. "To minie", "Czas leczy rany", "Wszystkie kobiety to kurwy są", "Będzie dobrze" itd.

Zabrakło mi słów w rodzaju: "ciesz się tym co było, wykorzystaj to w przyszłości". Myślę, że będę takie słowa kierować innym w podobnej sytuacji. Powód jest prosty. Świadome wykorzystanie doświadczeń z poprzedniego związku może wpłynąć na "jakość" kolejnego. Wiem z autopsji.

Miniblog: Rodzinna tradycja

A może zobowiązanie? W każdym bądź razie dowiedziałem się, że moi rodzice i rodzeństwo mieli ślub w przedziale wiekowym 21-22 lata. Z tego wynika, że mnie również pozostał niecały rok na to aby dopełnić rodzinnej tradycji. Ktoś chętny aby mi w tym pomóc?

Najwyraźniej Twoja przeglądarka ma problemy z obsługą podstawowych znaczników CSS3. Możliwe, że z tego powodu coś może wyglądać beznadziejnie ;-)

PS. Czas zmienić przeglądarkę na coś bliższego nowym standardom.

Pożegnianie Lukasa

Kategorie
19 listopada 2009

Zadziwiające jest to jak długo pasożyt, jakim było moje konto w Lukas banku przetrwał. Wprawdzie początkowo miałem plany przeniesienia się właśnie tam to jakoś tego nie dokonałem. Przez kilka miesięcy nie robiłem żadnych przelewów z i do konta, natomiast regularnie znikało 5zł z tego co tam było.

Moje lenistwo sprawiło, że ten bank zarobił. Dzisiaj w końcu spiąłem zwieracze i sprawę definitywnie załatwiłem. Konto zamknąłem, całość poszła szybko i sprawnie.

P.s. To nie jest tak, że nie polecam mieć tam konta. Dla mnie było po prostu zbędne.
P.s.2 Zastanawiam się teraz nad tym samym losem dla konta w BzWBK i przeniesieniem się do mBanku. Może jesteście w stanie poradzić jakąś ciekawą alternatywę dla mBanku?

Zend Studio - nowe nie znaczy lepsze

Kategorie
12 listopada 2009

W biurze nastąpiła mała rotacja sprzętu. Wraz z nowym komputerem mam okazję testować Windowsa 7 (o tym może później napiszę). Pomyślałem, że dam również szansę najnowszemu Zend Studio. Niestety połączenie tego IDE z Eclipsem wyszło tylko na gorsze.

Pierwsza rzecz, która sprawiła że straciłem ponad 2 godziny to konfiguracja. Okazuje się, że głupia zmiana kodowania znaków oraz wielkości tabulacji wymagała ode mnie zmian w kilkunastu pozycjach. Oczywiście Eclipse ma osobne konfiguracje dla każdego z edytorów. Wiąże się to również ze skrótami klawiaturowymi, także aby wszędzie mieć te same skróty musiałem się chwilę zastanawiać którą opcję wybrać z menu kontekstowego.

Koniec końców okazało się, że moje wysiłki i tak były daremne. Okazuje się, że nie sposób skonfigurować pewnych rzeczy dla poszczególnych edytorów (każdy typ plików źródłowych ma swój "edytor"). Tak więc edytor PHP nie ma skrótu (Shift+Tab - cofnięcie tabulacji), choć edytor zwykłych plików tekstowych ma taką opcję. Poza tym okazało się, że dla CSSów tabulacje były większe niż w innych edytorach - znowu musiałem szukać w konfiguracji dlaczego tak się stało. Oczywiście aby było zabawniej polskich znaków nijak nie szło używać.

Najzabawniejsze jednak było stworzenie projektu. Po dodaniu odpowiedniej ścieżki do niego nie działało podpowiadanie kodu. Normalnie (czyt w wersji 5.x) wystarczyło wpisać nazwę klasy, a podpowiedzi same się pojawiały. W nowym Zendzie już tak wesoło nie jest. Tutaj poza dodaniem ścieżek do projektu trzeba zdefiniować dodatkowo zewnętrzne źródła, które wskazują na te same pliki tego projektu..

Okazuje się, że taki toporny Zend Studio w wersji 5.x jest o wiele bardziej dopracowany niż najnowsze dziecko firmy Zend. Pierdyliard opcji jakie przynosi ze sobą Eclipse po prostu komplikuje całą sprawę. Aby w pełni postawić to środowisko do normalnego funkcjonowania trzeba pewnie poświęcić cały dzień i przekopać tysiące, powtarzalnych pozycji w konfiguracji. Naprawdę nie warte zachodu i pieniędzy. Zwłaszcza, że ten sam efekt uzyskamy instalując starego poczciwego Zend Studio..

Tysiąc stron na Clie

Kategorie
04 listopada 2009

Niedawno skończyłem czytać "Erę Pięciorga" Trudi Canavan. Wszystkie trzy tomy przeczytałem, na otrzymanym niedawno Sony Clie. Łącznie wyszło na to, że przeczytałem niecałe tysiąc stron na tym urządzeniu. Jakie wrażenia? Jak dla mnie takie leciwe cacuszko, z powodzeniem może zastąpić Kindle'a. Pomimo małego ekranu ebooki czytało się bez większych problemów. Literki były na tyle duże, że bez problemu mogłem czytać w podróży (najczęściej w kolecje). Bateria, pomimo wieku, spokojnie wytrzymywała kilka dni (jakaś godzina czytania dziennie).

Sporym problemem może okazać się wrzucenie samej książki na Palma. Korzystam z aplikacji iSilo, także dokumenty muszę najpierw przekonwertować do odpowiedniego formatu. Zazwyczaj łapię takiego PDFa (lub DOCa) zapisuję do pliku tekstowego, lub HTML (jeśli to jest polska książka) i konwertuję za pomocą iSiloX. Okazuje się, że aby mieć znaki diakrytyczne konwersji muszę dokonać z pliku HTML, pamiętając o tym aby wyjściowym kodowaniem było CP1252. Jak wspomniałem trochę zabawy jest, lecz po jakimś czasie konwersja takiego ebooka nie zajmuje więcej niż parę minut.

Czy warto? Myślę, że tak. Sprzęcik starawy, a jednak wyjątkowo użyteczny. Dzięki monochromatycznemu wyświetlaczowi oczy się nie męczą tak szybko. Cenowo również wypada dobrze. Na allegro jakiś szaleniec chciał to sprzedać za 200zł, lecz na eBay'u widziałem aukcje za 20-30zł także nikomu nie będzie żal jeśli przypadkiem zgubi się tego PDA, lub gdy ulegnie zniszczeniu. W mojej ocenie nie ma sensu płacić 700zł za czytnik ebooków, który służy jako przeglądarka internetowa, czytnik RSSów i cholera wie co jeszcze.