Sieć bez ch@mstwa
Oto 5 zasad internetu bez ch@mstwa:
- Myślę, CO piszę – wypowiadam się tylko wtedy, gdy mam coś do powiedzenia.
- Myślę, DO KOGO piszę – traktuję innych jak ludzi, bo są ludźmi – nie obrażam, nie wyśmiewam i nie zdradzam ich tajemnic. Osoby publiczne są także ludźmi i zasługują na szacunek. Nie traktuję Internetu jako narzędzia do odwetu i załatwiania prywatnych porachunków.
- Myślę, Z KIM rozmawiam – nie wdaję się w pyskówki, z tymi, którzy za pomocą chamstwa i wulgaryzmów próbują zamienić dyskusję w awanturę. Zgłaszam naruszenia zasad wypowiedzi, gdy się z nimi spotykam.
- Myślę, JAK pisać – dbam o polski język i poziom dyskusji. Staram się przestrzegać zasad ortografii i poprawności gramatycznej.
- Myślę DWA razy – bo nic nie zostanie zapomniane. Bezkarność i anonimowość w Internecie jest złudna. Pamiętam, że współtworzę świat, w którym żyję.
A ja myślę, że ludzie nie myślą. A jak nawet myślą, to często w myśl zasady “moja racja jest bardziej mojsza niż twojsza”.
Ps. jak to zwykle z uogólnieniami bywa – to się nie ma do wszystkich ;]
oh u ;3
Prawie jak desiderata
http://www.fuw.edu.pl/~jziel/dezyderata.html
“A ja myślę, że ludzie nie myślą.” I też jesteś człowiekiem?
Ba, niesamowite co nie ?
6. Donoszę. :>
Dopiero z wiekiem czlowiek zaczyna doceniac ograniczenia w miejscu, ze tak powiem, bez ograniczen…
A ja pamiętam jeszcze pierwszą, prawie anarchistyczną wolność usenetu. Co prawda – była netetykieta, ale to był tylko zbiór sugestii. Prawda była taka, że jeżeli byłeś zabawny,interesujący i miałeś poglądy, to mogłeś być też nieco chamski i sarkastyczny.
Właściwie, tak naprawdę, istniała tylko jedna zasada: Nikt nie wie, gdzie dokładnie jest poziom, ale – Przebóg! – starajmy się nie schodzić poniżej tego poziomu.
Szkoda, że ten cały internet skończył tak, jak skończył. Jako własna wykastrowana karykatura.