Dla mnie pojęcie wypoczynku nad morzem graniczy wręcz z absurdem. Szukanie wolnego miejsca na przeludnionej plaży. Ciągłe patrzenie na nogi idąc przez las aby nie zaliczyć miny. Toalet jak na lekarstwo, a bary zazwyczaj pełne i beznadziejne. Do tego masa powtarzających się straganów, ludzi idących jak święte krowy. Wieczorem ciągłe imprezy, które spokojnie spać nie dadzą. Do tego ludzie, którzy czasami myślą, że wolno im wszystko bo są na wczasach.
Jak dla mnie nie mowy w takiej sytuacji aby normalnie odpocząć. Gdybym faktycznie chciał zaznać ciszy i spokoju nad morzem, to chyba musiałbym znaleźć sobie dziką plażę. Generalnie taki tłok jaki można zauważyć strasznie mnie przeraża. Zamiast odpocząć pewnie bardziej bym się wkurzył.
Zapewne podobnie sprawa ma się w górach (gdzie chciałbym raz pojechać), w sezonie. Wydaje mi się, że gdybym chciał sobie sprawić porządny odpoczynek, to albo musiałbym jechać poza sezonem, albo do jakiejś malutkiej wsi na skraju lasu. Może tam bym znalazł odrobinę wytchnienia.
Ogólnie to cieszę się, że zawsze mogę wrócić do rodzinnego Chmielna - tam nawet latem znajdzie się miejsce gdzie można po prostu odpocząć w ciszy.
Zaskoczyła mnie dyskusja, która wywiązała się w grupie Linux w serwisie Identi.ca. Całość zaczęła się od tego, że ktoś wstawił informację o tym, że wyszła nowa beta Skype'a dla Linuksa.
News przerodził się w dyskusję (kłótnię?) o to, że nie powinno się wspierać zamkniętych formatów/protokołów dla Linuksa bo to jest złe. Ogólnie to nie rozumiem skąd to się wzięło, bo przecież każdy ma w Linuksie wybór co nie ? To dlaczego nie można korzystać ze Skype'a i informować społeczność Linuksową o jego nowych wersjach? Czyżby to było dlatego, że Skype opiera się o zamknięty protokół? A może dlatego, że to jest "anti-feature" (cokolwiek to znaczy) ?
Zakładam, że z przyczyn naturalnych (brak snu?) miałem wczoraj dzień wkurwa. Dlaczego? Nie było sytuacji, która by mnie tak naprawdę wyprowadziła z równowagi, a mimo to wszystko mnie wkurzało. Dosłownie wszystko. Wkurzyły mnie nawet pączki, które kupiłem, bo za smaczne to nie były.
W tym wszystkim zapomniałem złożyć życzenia urodzinowe bratu i wujkowi, do tego rozwaliły się japonki (:P). Dzisiaj mam chyba wtórne objawy, bo tym razem jestem wkurzony z tego powodu, że zapomniałem o urodzinach..
Czas się porządnie wyspać.
Jak daleko sięgam pamięcią w Orange (a dawniej w Idei) istniał program Profit. Dawniej z niego skorzystałem, po przejściu na Mixa również dołączyłem do tego programu. Ostatnio program Profit umarł. Zajrzałem na Orange on-line, w celu sprawdzenia ile tych punktów uciułałem. Nie było wiele, ale dostatecznie aby doładować sobie konto.
I teraz pewnie myślisz, że doładowałem sobie to konto? Otóż się mylisz! Nie mogłem tego zrobić bo.. mam pier.* mixa! Po raz kolejny czuję się w tej sieci jak bez rąk i nóg, bo znowu wszelkie bonusy/promocje mnie omijają. Po kiego wała zbierałem te punkty, kiedy nawet nie mogę tego zamienić na doładowanie?! Niestety po raz kolejny Orange przekonało mnie do tego, że to szajka wyłudzająca kasę.
Ps. fart w tym, że mogłem innej osobie doładować konto - w końcu wszyscy pozostali klienci Orange, którzy nie mają Mixa mogą skorzystać z bonusów.
Oto 5 zasad internetu bez ch@mstwa:
- Myślę, CO piszę - wypowiadam się tylko wtedy, gdy mam coś do powiedzenia.
- Myślę, DO KOGO piszę - traktuję innych jak ludzi, bo są ludźmi - nie obrażam, nie wyśmiewam i nie zdradzam ich tajemnic. Osoby publiczne są także ludźmi i zasługują na szacunek. Nie traktuję Internetu jako narzędzia do odwetu i załatwiania prywatnych porachunków.
- Myślę, Z KIM rozmawiam - nie wdaję się w pyskówki, z tymi, którzy za pomocą chamstwa i wulgaryzmów próbują zamienić dyskusję w awanturę. Zgłaszam naruszenia zasad wypowiedzi, gdy się z nimi spotykam.
- Myślę, JAK pisać - dbam o polski język i poziom dyskusji. Staram się przestrzegać zasad ortografii i poprawności gramatycznej.
- Myślę DWA razy - bo nic nie zostanie zapomniane. Bezkarność i anonimowość w Internecie jest złudna. Pamiętam, że współtworzę świat, w którym żyję.
A ja myślę, że ludzie nie myślą. A jak nawet myślą, to często w myśl zasady "moja racja jest bardziej mojsza niż twojsza".
Content Delivery Network, bo tak zowie się potworek, był moim dzisiejszym celem. Konkretnie to znalezienie jakiś informacji o firmach serwujących tego typu usługę. Okazało się, że to wcale nie było takie proste.
Miałem dość konkretny cel, dla którego chciałem zastosować CDNa. Poza faktem hostowania plików potrzebne były maszyny, które mogłyby zająć się encodowaniem i serwowaniem wideo. Tak więc najbardziej skupiłem swoją uwagę na tym aby firmy oferujące usługę (bo tak to roboczo nazwę) CDN pozwalały również na obróbkę plików wideo (im więcej formatów, tym lepiej).
Dodam, że przewinął nam się pomysł postawienia własnej maszyny, ale sobie odpuściliśmy.

Informacja na blogu Zammera w pewien sposób mnie zaintrygowała. To, że była kolejna próba kolejnego ataku typu Phishing jakoś mnie nie poruszyła.
Bardziej mnie zastanowiło to, że są ludzie, którzy widząc totalnie durną stronę naprawdę wierzyli, że w ten sposób uda im się coś zyskać. Najwyraźniej można próbować zdobywać hasła nie robiąc idealnych kopii serwisu, a jedynie wykorzystując proste ludzkie "magiczne myślenie".
Co ciekawe, parę osób na których konta się zalogowałem nie wyglądało na słodkie trzynastki. Możliwość posiadania większej ilości bajerów niż przeciętny zjadacz sprawiła, że te osoby otworzyły białą stronę i wpisały swoje dane. Patrząc na plik z hasłami (o którym mowa w/w notce) można się domyślić, że nie było po "zalogowaniu" żadnego przekierowania co nie wzbudziło u tych osób żadnych podejrzeń. Po prostu próbowały kilka razy się "zalogować", co widać w "zakazanychdanych".
Mam znajomego, który zajmuje się "doradztwem finansowym". Konkretniej mówiąc dokonuje analizy budżetowej, czyli spotyka się z "klientem" i przeprowadza "ankietę". Byłem świadkiem jednej z tych ankiet i zaskoczyła mnie jedna rzecz. "Ankieter" na samym końcu poprosił o nr PESEL oraz serię dowodu osobistego.
Osoby, z którymi rozmawiał ankieter jeszcze nie są klientami. Pic polega na tym, że robi się tą ankietę, a potem pyta się ich czy byliby zainteresowani doradztwem. Jednak ja nie o tym.
Czy może mi ktoś wytłumaczyć do czego takiej firmie potrzebne dane typu PESEL, lub seria dowodu osobistego ? Skoro to nie są klienci, to taka firma IMHO nie powinna ściągać tych danych. Z drugiej strony zastanawia mnie czy te podane dane mogą zostać przez taką firmę w jakikolwiek sposób wykorzystane (nawet w przypadku odmowy doradztwa)...
Osobom, które przeszły już na Linuksa wydaje się, że muszą nawrócić wszystkich, których znają, aby doświadczyli wspaniałości Linuksa. Wiecie co, dajcie spokój - to nie zadziała. Wykorzystajcie swój czas aby zrobić coś bardziej konstruktywnego i mniej frustrującego. Wy będziecie szczęśliwsi. Oni będą szczęśliwsi. Apple i Microsoft zarobią więcej pieniędzy, co też uczyni ich szczęśliwszymi.
(...)
Przestańcie próbować namawiać do przejścia mówiąc o stabilności, wolności, cenie i wszechstronności. Zatrzymajcie to dla siebie. Nikt nie chce tego słuchać. Nie było przecież żadnego proroka nakazującego wam udać się ręka-w-rękę do wszystkich domów w sąsiedztwie niosąc nowinę o Linuksie, konwertować stare, zmęczone komputery, uczyć o męczarni restartów i mieć serce rozdarte banalnymi pytaniami typu “Jak mam uruchomić na tym Internet?”
OsNews.pl :: Linux powinien być wytresowany - czy nie?
W sporej części zgadzam się z tym co tam jest napisane. W sumie to i do mnie jest/było skierowane, na szczęście już jakiś czas temu odpuściłem sobie ewangelizację.
Po raz kolejny byłem świadkiem scenki rodzajowej z cyklu "na jakiej podstawie wlepia mi pan ten mandat?", oczywiście w wykonaniu jakiejś babci.
Całość skończyła się tym, że kanary musiały się wybrać z delikwentką na policję. Oczywiście ktoś z ludzi potem skwitował zaszłą sytuację słowami to są najwięksi złoczyńcy.
Nie wiem jak Wy, ale ja już osobiście mam dość tej plebejskiej durnoty powszechnej. Wszyscy kontrolerzy, a ogólniej mówiąc służby porządku są wyjątkowo nielubiane przez mieszkańców miasta. Już raz toczyłem dyskusję z kolesiem, który co chwila na widok policji/straży miejskiej/kanarów od razu zaczynał się im odgrażać. Gdy się go spytałem skąd to zachowanie to odpowiedź prosta - za mandat. Paradoksalnie ten sam koleś przyznał, że "zasługiwał" na niego.
Może powinniśmy zlikwidować wszelkie służby porządkowe tak aby ludziska w końcu zauważyły, że działania tychże osób mają realny wpływ na to co się dzieje dookoła ?