Kurs buisness english
W firmie dorwaliśmy kurs, który w 80% jest opłacany z UE. Trafiło nam się na buisness english. Dzisiaj miałem swoje pierwsze zajęcia i muszę przyznać, że jestem zachwycony!
Już na wstępie dostałem komplet podręczników, słownik i bloczek do notatek (szkoda, że kupiłem na te potrzeby zeszyt:P ). Zajęcia prowadzi native - babka z US&A. Bardzo fajna, mówi w sposób swobodny, bez robienia jakiś zbędnych "wykładów". Oczywiście na dodatek okazało się, że pani nie zna polskiego także trzeba mówić tylko po angielsku, co mnie się bardzo podoba. W końcu przypomnę sobie jak to się gadało..
Prowadząca na zajęciach potwierdziła coś co się przewinęło na blogu Zala - amerykanie (ogólnie ci co mówią tylo angielsku) są zachwyceni tym, że mogą porozmawiać z osobą, która zna ich język. Stopień zaawansowania nie ma znaczenia, ponieważ taki rozmówca zazwyczaj nie zwraca nawet uwagi na to w jakim czasie się mówi! Niby taka oczywistość, a dobrze wiedzieć.
Przy okazji wyszło coś jeszcze - generalnie moja umiejętność mówienia po angielsku jest po prostu słaba. Wychodzi bokiem ponad roczna przerwa w posługiwaniu się tym językiem i żałuję tego. Przez kolejne 100h kursu zapewne szybko to nadrobię, z czego się cieszę.
PS. brakuje mi również tego, że nie kontynuuje mojej nauki języka francuskiego - uważam, że mimo ogólnej trudności tego języka, jest on nader ciekawy.
Komentarze (e445169)
Clou
A ja wczoraj skonczylem egzaminem taki kurs. Oczywiscie w 100% darmowy, bo czesc środków z UE a czesc z gminy. Dwie książki, słownik za darmo :)
No i certyfikat TELC wpadnie :) I love UE :D
radmen
Clou: ja pozostałe 20% mam z firmy :)
weronika
też fajnie :) ja też dzięki UE mam telc’a, może się kiedyś przyda