Po raz kolejny musiałem zapakować maszynkę do wielkiego pudła. Tym razem nie napisałem mazakiem numeru RMA, tylko wydrukowałem wielki napis z tymże numerem. Stary zamazałem coby się nie pomylili przypadkiem. Tak oto laptop wewnątrz opakowany w worek na śmieci wyruszył w podróż w swym wielkim pudle do serwisu.
Tym razem sprawcą zamieszania był dysk, który już otrzymał swoją karę. Padł śmiercią męczęńską do samego końca nie pozwalając na wydarcie jakże cennych danych. Jego nieszczęście, że i tak porobiłem sobie kopie na DVD (moje nieszczęście, że coś ich odczytać nie mogę).
Recydywista szybko wrócił. Technicy uzupełnili braki wstawiając nowy dysk, a stary pewnie dali ludziom w potrzebie (oby nie skumali się, że tam są jakieś dane). System ponownie postawiony. O dziwo instalacja Archa zaskoczyła mnie, bo była praktycznie bezbolesna.
Najgorsze co pozostało to poinstalowanie reszty softu i jego konfiguracja. Do tego dochodzi ATI zdrajca, którego sterownik FGLRX przestał wspierać moją kartę graficzną. Otwarty sterownik mile mnie zaskoczył bo działa. Prawie. Muszę niestety pogmatwać w xorg.conf (a tak fajnie było go nie mieć) i zmusić kartę do tego aby w końcu odpaliła efekty KDE. Wsparcie 3d już mam jeno KDE grymasi. Zmuszę go do działania...
Przeczytałem dzisiaj bardzo fajnego newsa. Otóż na czarnym rynku niepozorny telefon Nokia 1100 jest wart nawet 25 tys. EUR. Dlaczego? Ponoć można przerobić ten telefon na maszynkę do podszywania się pod inne numery. Jak? Nie mam bladego pojęcia.
Jest tylko jedno ale. Zanim się rzucisz z telefonem na aukcję upewnij się, że pochodzi z niemieckiej fabryki z Bochum. Ponoć tamtejsze modele dostały dziurawe oprogramowanie, które można wykorzystać.
Jak wspomniałem mam ten telefon. Niestety póki co jestem potencjalnym posiadaczem drogiej zabawki, bo muszę ustalić czy telefon jest z tej fabryki. Ponoć wystarczy zdobyć numer PSN (production serial number), w którym znajduje się kod fabryki. Jeszcze nie wiem jak tego dokonam, ale w wolnej chwili poszukam informacji na ten temat :)
Zainteresowanych odsyłam do artykułu na Vancouver Sun.
Znajoma, z którą mieszkam, kupiła sobie laptopa. HP Pavilion jakiś tam. Sprzętowy wypas, duża maszyna dobrze wyposażona. Luksus wart ~3.5k zł. Ogólnie zakup mnie specjalnie nie ruszył, ale zaskoczyło mnie wychwalanie wszelkich bajerów w sprzęcie przez jej faceta (a mojego dobrego kumpla).
Po chwili doszedłem do wniosku, że część sprzętu znajdującego się w tym laptopie nie będzie wykorzystywana przez 90% czasu. Choćby taki napęd BluRay. No wypas, takie płyty odtwarza, a nawet filmy w HD! Super, ale przeca na nasze warunki to kupienie takich płyt się nie opłaca, a zanim ich cena będzie na tyle rozsądna to ceny takich napędów zlecą w dół o (przynajmniej) połowę. Także po co BluRay teraz ?
Tak sobie pomyślałem, że pewnie jest dużo osób, które jak coś kupują to kupują wyposażone na maksa. Coś na zasadzie podniesienia własnego wirtualnego penisa i zwiększenia lansu, bo ma się nowinki techniczne. Druga myśl - ludzie nie wiedzą, że to co kupują będzie tylko w małej części realnie wykorzystane.
Nie jest to mój problem. Gdyby jednak ludzie zastanowili się co kupują i do czego jest im to potrzebne to zapewne dzięki tak prostej czynności potrafiliby zaoszczędzić sporo pieniędzy. Dla nas może nie mieć znaczenia czy kupowany sprzęt będzie w stu procentach wykorzystany. Dla portfela natomiast to może mieć znaczenie. Ot moja prosta chłopska logika :)

Nie wiem czy to jest zabezpieczenie, ale uśmiałem się z tego. Gdy coś się popieprzy przy logowaniu to jesteśmy przekierowani na stronę logowania z CAPTCHA. Ciekawe po kiego wała jest tam ta CAPTCHA skoro można próbować wbijać się na konto z głównej? :)
PS. tak wiem, powinienem mieć inne zmartwienia :P