Mam taką wadę. Strasznie się denerwuję kiedy mam coś powiedzieć przed sporą grupą ludzi. Dzisiaj również miałem ten problem na 3campie, kiedy chciałem zadać jakieś pytanie. Mimo, że to nie ja miałem prelekcję, pomimo tego, że nie stałem przed tymi ludźmi, w momencie kiedy zacząłem mówić do mikrofonu najzwyczajniej się zestresowałem.
Nie było w tym nic dziwnego, jednakże popełniłem szereg błędów, które sprawiły (u mnie) takie wrażenie, że i tak nie zrozumiano mojego pytania. Z takich ważniejszych to (chyba to najgorsze) - szybkie mówienie. Niestety zacząłem nawijać tak szybko, że w pewnym momencie zacząłem mówić szybciej niż przeszło mi to przez myśl. Co mam tutaj na myśli? Niestety mówiąc puszczałem potok słów, a dopiero po chwili zdawałem sobie sprawę, że sam się pomyliłem i musiałem to jakoś prostować.
Z takich kolejnych, bardziej przykrych rzeczy, to niestety muszę się przyznać do tego, że czasami brakuje mi słów. Doskonale wiedziałem jak chcę sformułować swój problem, ale z powodu braku konkretnych słów byłem zmuszony mówić na około, przez co znacznie wydłużyłem swoją wypowiedź, a to było tak naprawdę zbędne. Co ciekawe, po pewnej chwili przyszły mi do głowy te słowa, których powinienem użyć. Niemniej jednak, przed zadaniem pytania warto będzie się zastanowić czy jestem w stanie poprawnie sformułować moje pytanie. Nie chodzi tutaj o ogólną myśl. To powinien być konkret, tak aby inni również mogli zadać swoje pytanie, a nie czekać aż ja skończę.
W moim życiu nie ma jakoś zbyt wielu rzeczy (zwróć uwagę na słowo "rzeczy", nie myl przypadkiem z "ludzie"), które sprawiają, że cieszę się jak dziecko. Przesiadywanie przed komputerem i kodzenie jest fajne, bo potrafi mnie wciągnąć. Nie oznacza to jednak, że sprawia mi ogromną frajdę.
Dla mnie prawdziwą frajdą jest najzwyczajniejsza jazda samochodem, konkretniej to jego prowadzenie. Ot, prawko mam od ponad dwóch lat, a do dzisiaj nie znudziło mi się siedzenie za kółkiem.
Nie wiem skąd to się wzięło, ale cieszę się, że mam świra na jakimś punkcie. Tym bardziej siedzę i z dziecięcą niecierpliwością czekam na chwilę, w której kupię samochód. Już nie długo..
Czasami w życiu trzeba zadać sobie zajebiście ważne pytanie. Moje pytanie - za co ja płacę? Studia zaoczne wydawały się cudownym sposobem na pogodzenie pracy oraz zdobycia jakiegoś wykształcenia. Zamiast tego mam pracę i morderczy weekend, z którego wynoszę więcej bullshitu niż jakiś wartościowych rzeczy.
Ponieważ ja płacę (i to nie mało) to mam podejście do uczelni bardziej w sposób klient-sprzedawca. Jak łatwo się domyślić, to ja jestem tym klientem. A uczelnia jest tym sprzedawcą. Sprzedawca nie musiał się namęczyć, żeby mi wcisnąć swój towar. Co więcej wcisnął kit i posypał go lukrem.
Odnoszę wrażenie, że sytuacja wygląda w taki sposób, że ja płacę, a uczelnia udaje, że mnie uczy. Kilkugodzinne wykłady są zwyczajnie nudne. Często jest tak, że po godzinie zajęć nie wiem jak mam na imię i to wcale nie jest spowodowane moim ogólnym zmęczeniem. Zdaje się, że moje pieniądze opłacają osoby, które "poświęcają" się przychodząc w weekendy i po raz n-ty mówiąc dokładnie to samo co innym.
Może tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale IMHO połowa z wykładowców w ogóle nie powinna prowadzić wykładów. Widać, że mają wyjebane na to, że połowa sali przestaje kontaktować. Oni po prostu nadal klepią swoje.
Dzwonił do mnie tata. Chciał założyć konto na NK (tak, w końcu i on o tym usłyszał :)). Wszystko fajnie, ale on nie ma własnej poczty, nie umie czegoś takiego obsługiwać, także jak mu konto na NK założyć ? Już pierwsza część zdania oznaczała problemy. Bite 40 minut próbowałem mu powiedzieć jak założyć konto na GMailu. Krok po kroku tłumaczyłem co ma uzupełnić i nic. Tak, mogłem zrobić to sam. Liczyłem na to, że może coś chwyci i na przyszłość będzie pamiętał.
Największy wniosek z tego eksperymentu jest taki - osoby w "podeszły" wieku widzą bardzo mały "zakres" ekranu. Gdy mówiłem tacie aby spojrzał troszkę niżej, bo tam jest obrazek to on był w stanie jedynie spojrzeć jedną linijkę niżej i nie zorientował się, że nie patrzy na obrazek, a na jakąś podpowiedź.. Poza tym tata nadal nie wie czym jest przeglądarka. Mimo, że ją włącza to strony otwiera poprzez Google'a, czyli wpisuje do szukajki 'gazeta.pl', 'polityka.pl' i w ten sposób znajduje odpowiednie strony. W tym wypadku można powiedzieć, że dla niego przeglądarka to Google.
Drogi Czytelniku, Ludwiku i Sabo - nie idźcie tą drogą! Nauczyć kogoś (zwłaszcza osobę starszą) korzystania z Internetu (czyli podstaw podstaw) przez telefon jest złem absolutnym i jest skazane na długie siedzenie z nerwowym uśmieszkiem.
Na święta wrócę do domu, to wtedy usiądziemy razem przed kompem i postaram się raz jeszcze wyjaśnić co i jak. Zdaje się, że tak będzie najłatwiej, bo będę w stanie pokazać jednoznacznie o co mi chodzi.
Ma głowa sobie pomyślała, że mógłbym w przyszłości być wójtem. Ot takim co by starał się wiochę rozwinąć (bo mowa o moim Chmielnie) oraz wszystkie wiochy z gminy rozwinąć.
Do tego stworzyłbym (tudzież zatrudnił) grono ludzi, którzy pomogli by mi w tym. Poprzedni (w sumie aktualny) wójt jest strażakiem, to ja jako programista z analitycznym mi podejściem upakowałbym właściwych ludzi na właściwe miejsca. Oni by mi pomagali, a ja ludziom bym pomagał i ja byłbym szczęśliwy i wszyscy inni również by byli.
A ponieważ wizja ma czysto romantyczna jest miałbym miecz, którym ukróciłbym biurokrację, tarczę, którą osłaniałbym przed durnymi przepisami oraz mą świtę niczym rycerzy okrągłego stołu }:>
Austriacki dziennik „Kurier” informuje, że więziona przez Josefa Fritzla córka obserwowała podczas procesu wyświetlanie własnych zeznań z nagrania wideo. Gazeta pisze, że Elisabeth chciała zaobserwować reakcję swego ojca na jej zeznania, by zamieścić je w książce na temat swoich przejść, którą zamierza napisać.
WP
Nie wiem czemu, ale jakieś dwa dni temu tak sobie pomyślałem, że będziemy mieli okazję poczytać książkę pisaną ręką ofiary Fritzla. Nie wiem jaki może być cel wydania takiej książki, jeśli nie brać pod uwagę możliwości zarobienia na tym.
Tak sobie chwilę oglądałem tego potworka. Ogólnie plus dla Polsatu, za próbę zrobienia czegoś innego. Trzeba im przyznać, że chyba po raz pierwszy nie zrobili klona jakiegoś programu TVNu. Niestety wykonanie totalnie zawalili.
Wydaje mi się, że pan Chajzer niespecjalnie pasuje. Poza tym po prostu w tragiczny sposób czeka się się na moment, aż beznamiętny głos powie magiczne słowa i będzie mogło paść kolejne pytanie. Na domiar złego po każdym pytaniu następuje jakaś gadka szmatka, aby to nie wyglądało jak hurtowe odpytanie 'uczestnika'.
Jak dla mnie program słaby. Pomijam jego wartość merytoryczną, bo nie ma czego oceniać. Polsat postarał się ciut o bycie oryginalnym, ale sprawę zawalił tak jak zazwyczaj to robił podczas tworzenia swoich klonów.
Swoją drogą na pytania, które tam padają byłbym w stanie bez większych problemów odpowiedzieć. Może nie zdążyłem dojść do pikantniejszych szczegółów, ale nie sądzę, aby to było jakoś straszne do obejścia.
Jestem na jakimś deptaku. Jestem i jestem, aż nagle widzę wychodzącego ze sklepu premiera Kaczyńskiego. Facet ma na sobie jakiś flanelowy koc, bo widać, że mu zimno jest (zdaje się, że zimę mamy). Podchodzę do niego, między nami wywiązuje się taka mała dyskusja:
- Pana brat jest fajnym prezydentem. Jest stanowczy, co mi się podoba. Mimo to nie lubię jak czasami ględzi o sprawach, które tak naprawdę go w ogóle nie dotyczą.
- Wiem, ma pan rację.
Gadamy sobie jeszcze chwilę gdy nagle zauważyłem samolot, który ze zwykłego toru lotu zaczął nurkować, znaczy się spadać. Po chwili widzę jedynie masę dymu. Patrzę w górę, a tam kolejny samolot dziwnie się zachowuje. Krzyczę do Kaczyńskiego "chodu! zamach kurwa jest!". No i biegniemy, ja się zastanawiam czy dzwonić na 112 (przeca inni już mogli to zrobić). Dzwonię, zamiast jakiegoś komunikatu tekstowego, przywitania czy cuś słyszę techniawkę. Po chwili rozłączam się i kwituję to - "kurwa".
Biegniemy dalej. Nagle mijamy podwórko na którym jest policjant stojący nad jakąś rozciągniętą plamą krwi. Kaczyński mnie zatrzymuje, mówi że z nim (policjantem) pogada. Okazuje się, że Kaczyński, to nie Kaczyński. To Putin, a ja jestem w Rosji! Gadamy sobie z tym policjantem. Mówi, że te jebane terrorysty dały o sobie znać. Po chwili widzimy nawet jak ktoś chce nas z rakiety ustrzelić.
Przeraża mnie ten widok. Wystraszona babcia staje przed drzwiami do autobusu i rozpaczliwie naciska wszystko co przypomina guzik. Boję się tego. Zagubienie w tych czasach jest straszne, zwłaszcza, że wiele rzeczy jest zupełnie inne niż 10 lat temu. Wtedy też były samochody, teraz też przeca są. Jeszcze nie latają znaczy się to samo. A jednak nie, bo tutaj nie trzeba szarpać, trzaskać. Wystarczy guzik wcisnąć i działa.
Boję się tego, że przyjdzie moment, w którym sobie uświadomię, że nie wiem co zrobić z tymi wszystkimi nowymi rzeczami. Widząc starszych ludzi, którzy mają naprawdę poważne problemy ze zrozumieniem czegoś nowego mój strach potęguje.
Niby jesteśmy już pokoleniem nastawionym na nowości. Ciągła zmiana (niby na lepsze) nie powinna nas dziwić. Uważam jednak, że teoria ta bzdurą jest. Przyjdzie moment, kiedy nasz organizm nie będzie w stanie dostatecznie szybko przyswoić nadmiaru informacji. Poczujemy się zagubieni w tym świecie nowości.
Nudziłem się i machnąłem sobie taki skrypt co to za pomocą łopatologicznej metody generuje sobie wszelkie możliwe kombinacje z zakresu [a-zA-Z0-9]. Jakie efekty? Po pół godziny pracy (każde słowo wrzucałem do bazy danych) otrzymałem jakieś 30 mln rekordów. Całość zajmuje mi na dysku ponad 500Mb, a średni czas wykonania jakiegokolwiek zapytania 15 sekund wzwyż :)
Co ciekawe wszystkie wyrazy zaczynają się tylko od literki 'a', czyli przez ten czas nie wygenerowano ani jednej kombinacji typu 'bxxxxx', gdzie x jest dowolnym znakiem alfanumerycznym.
Czy warto? Raczej nie, chociaż kiedyś dobry słownik był podstawą :D. Ogólnie gdybym chciał wygenerować całość (o ile się nie mylę to liczba kombinacji to 62! * n, gdzie n to maksymalna długość) w jakiś sensowny sposób to musiałbym posiadać armię komputerów zombie i jakoś dane między nimi synchronizować.
Ogólnie całość traktuję jako ciekawostkę, kod wrzucam poniżej.
Od zawsze korzystałem z tego odtwarzacza. Naprawdę go lubiłem dopóki nie wypuszczono wersji 2.0. Powiadają, że KDE4 failem był, ja mówię, że nowy Amarok nim jest. Od paru miesięcy korzystania, ani razu nie udało mi się raz a dobrze ustawić plazmoidów, za każdym razem ustawiały się po restarcie inaczej. Na domiar złego, wtyczka do Last.fm po prostu nie działała. Amarok potrafił sprawdzić, czy podane przeze mnie dane są poprawne (testowo się logował), ale nie potrafił wysłać ani jednej informacji o odsłuchanych piosenkach.
Do tego napotykał na jakieś losowe problemy i z automatu zmieniał co chwila piosenki, bo nie potrafił ich nagle odczytać. Totalnym failem było to, że zabrakło mu opcji 'kolejkuj', a wrzucenie opcji 'wstecz' sprawiało, że cofnął się, odegrał kawałek i go powtórzył jeszcze raz.
Te błędy na tyle mnie wkurzyły, że postanowiłem coś zmienić. Jakoś nie znalazłem ciekawych odtwarzaczy dla KDE, także zainstalowałem sobie MPD. Już jest skonfigurowany i Sonata ładnie mi wszystko odtwarza. Chciałbym zastąpić Sonatę czymś natywnym, w miarę prostym i nieupierdliwym. Niestety wersje klientów QT, są beznadziejne.
Myślę, że poniższy obrazek przemawia lepiej niż przysłowiowe "tysiąc słów".

Śniło mi się, że radośnie kupiłem samochód (jakaś dziwna wersja Forda Focusa), przez allegro. Kasę, całe 4k, wpłaciłem na konto i zapomniałem o fakcie. Dalej szukałem swojego Passata.
Nagle po paru dniach przyjeżdża do mnie ten Focus (coś w rodzaju wysyłki, w końcu to allegro). Sprawdziłem autko na rondzie, które o dziwo miałem na podwórku. Samochód sprawdził również kumpel. Niby wszystko ok. Wjeżdżając do garażu okazało się, że auto jest węższe od Fiata Seicento, przez co prawie spadł do kanału..
Minęło znowu parę dni, a tu zjawia się pani. Mówi, że to była tylko zaliczka, a ktoś mi nad uchem krzyczy, że mam auto oddać i wziąć z powrotem tą zaliczkę, bo niedługo wejdzie ustawa, która zabrania na pobieranie tak wielkich zaliczek.
Całość skończyła się tak, że nie wiem czy mam samochód, czy też nie. Możliwe, że pani mi go zabrała bo nie chciałem jej zapłacić reszty kwoty. Myślałem nawet żeby wytoczyć jej pozew, bo na allegro nie było mowy o tym, że to zaliczka była :)
Uwaga, autor (czyli ja) nie jest wojującym ateistą. Nie lubi po prostu gdy pewne instytucje religijne wciskają wszędzie gdzie popadnie swoje łapska.
Gdy widzę kolejne komentarze w stylu ostatniego tekstu bp Pieronka - "Jeśli ktoś chce mieć wojnę, to będzie ją miał na własne życzenie." to naprawdę chciałbym aby ktoś w końcu powiedział stanowcze dość i jednoznacznie wyznaczył zasięg wpływów Polskiego Kościoła.
Rozumiem, że temat trudny, a czas może niewłaściwy. Kaczyński twierdzi, że nie teraz o eutanazji bo mamy (mistyczny z lekką nutką dekadencji) kryzys, który jest już ciągle i wszędzie (nawet dzisiaj na sali go miałem, skubany nie pozwolił kilku osobom grać). Rozumiem, że Kościół jako moralny przewodnik wielu polaków (tak - 90%) ma prawo wypowiadać się w tych kwestiach. Ale co do cholery ma znaczyć "chce wojnę, to będzie ją miał"? Jakieś agitacje polityczne? Ja się na to nie godzę!
Miejsce Kościoła nie jest w polityce. Niech zbawia dusze, a nie naród. Kiedyś pełnił dwie funkcje naraz, może chce wrócić do starych dobrych czasów (niczym imperialne zapędy Rosji). To było dawniej. Teraz IMHO wara hierarchom od polityki. Wasze miejsce jest gdzie indziej.
Było się rzucać? Strasznie nie lubię pana 'sekta-tu sekta-tam'. Gdy usłyszałem, że wokalista Behemotha pozwał go za znieważenie to się jeno uśmiechnąłem. Dzisiaj natomiast miałem prawdziwą bekę czytając, że Nergal wygrał.
Czy to dobrze? Myślę, że tak. Nie godzę się na to, żeby ze względu na słuchaną (lub wykonywaną) muzykę mieć podstawy do tego aby innych wyzywać od przestępców. Nowakowi się należy. Na jego miejscu dałbym te 3k zł na "Ciapkowo" i siedział dalej cicho.
Zamiast zajmować się czymś poważnym biega za propagandą Kościoła i uznając wszystko za zło, bo to "nju ejdż", lub "satana metala". Oczywiście ma poparcie ludzików, a szkoda. Wiem, że nie zmieni się mentalności ludzi. Może zamiast tego lepiej powstrzymać osoby pokroju pana N.?
Niżej przedstawię krótką myśl, która zapewne ma jakąś nazwę naukową i jej w pełni poprawną definicję. Piszę to aby wytłumaczyć to zjawisko pod własnym osobistym pojęciem, także traktuj to jako przemyślenie, a nie traktat naukowy.
Czym jest "Chore Ego"? Myślę, że jest to rzecz, którą ma wiele osób. Często pewnie rodzi się z chęci bycia docenionym.
Jak to się przejawia? Zazwyczaj taka osoba stara się za wszelką cenę dążyć do tego, do czego dąży "chore ego". W przypadku mojego kumpla - kupowanie zbędnych gadżetów, tylko po to żeby się nimi pochwalić. W przypadku mojej znajomej - studiowanie jak najwięcej, pokazywanie się gdzie popadnie, pomaganie innym - po to aby pokazać innym, że potrafi. Również po to, aby inni docenili jej osiągnięcia.
A ja? Ja natomiast chcę kupić samochód. Chcę wyłożyć sporo kasy i ryzykuję to, że coś spieprzę. Co więcej, może stać się tak, że będę musiał ten samochód po prostu odsprzedać, a długi spłacić. Po co to więc? Aby pokazać samemu sobie, że potrafię. Chcę udowodnić (samemu sobie), że potrafię podjąć dobrą decyzję i jestem w stanie dążyć do (nawet ambitnego) celu. To jest moje "chore ego". A Twoje?
W pośpiechu zapomniałem zabrać dzisiaj telefon. Jakie uczucie? Pustka w kieszeni drażni mnie niebywale. Jakoś przeżyję brak cegiełki do wieczora, choć pewnie brak jedynego zegarka będzie mnie wkurzał.
Ogólnie śmieszne to. Człowiek nie ma telefonu ze sobą i od razu nachodzą go myśli, że na pewno będzie dzwonił ktoś z czymś bardzo ważnym. Trudno, ten ktoś będzie musiał poczekać. Kolejna myśl, że ja będę musiał pilnie do kogoś zadzwonić, choć zdarza się to rzadko. Dalej - nie będę mógł napisać żadnego smska do nikogo - trudno przeżyję.
Także w czym problem? Otóż rozwój cywilizacji sprawił, że jesteśmy często niewolnikami technologi, która miała przecież nam pomagać. Czasami zastanawiam się czy nie robić sobie dnia bez komórki, dnia bez komputera itd..
PS. wbrew pozorom nie korzystam nałogowo z komórki, jednakże czuję się do niej przyzwyczajony przez co jest jakiś jej dziwny brak. Brzmi jak zboczenie, czyż nie ?
Ogólnie to nie miałem ochoty wydawać pieniędzy na ten film. Los chciał, że nie wydałem, a jednak się wybrałem. Okazało się, że jeden z naszych klientów grał w tym filmie i dzięki niemu zdobyliśmy parę biletów :)
Na film wybieraliśmy się z przeświadczeniem, że obejrzymy patetyczną historyjkę o miłości, w której tanieć ma kluczową rolę. W sumie nie za bardzo się myliliśmy, ale nie było to aż tak tragiczne jak się wydawało.
Dzisiaj miałem niebywałą okazję jazdy na łyżwach. Tak, to był mój pierwszy raz i nie, nie nauczyłem się najważniejszego - lekcji spadania. Jakoś nie wywaliłem się ani razu, chociaż ciężko powiedzieć, że jechałem z gracją.
Ze względu na mój stopień wtajemniczenia wybrałem miejsce oblegane głównie przez dzieci, ale dzięki temu udało mi się załapać jakieś podstawy. Jeszcze parę razy na specjalnym placu i będę śmigał ::)
Do samego wyjścia podchodziłem sceptycznie. Całość brałem bardziej na ambicję, a skoro jeździć nie umiałem to byłem przekonany, że dam dupy. Na szczęście, dzięki mojej Kobiecie poszedłem i nie żałuję. Bawiłem się przednio i mam ochotę na więcej :) Być może już nie w tym sezonie, ale w następnym na pewno się wybiorę.
Zaczynając od tego dumnie brzmiącego tytułu chciałem jedynie sprostować jedną rzecz - samochód, owszem chcę kupić. Chcę kupić w tym roku. Nie teraz, najwcześniej za jakiś miesiąc, pewnie jeszcze później. Budżet? Ok. 15k PLN.
Przeglądam sobie różne oferty, moje typy:
- VW - Passat
- VW - Polo
- Toyota - Corolla
- Renault - Megane
Pytanie teraz, który z tych modeli byłby najlepszy? Chciałbym, żeby samochód miał maks 10 lat. Ekonomiczny - wiadomo, ale nie od razu 4l/100km. Chcę żeby pożerał paliwo w granicach rozsądku, tak abym nie musiał jeździć nim raz na rok. Chcę żeby taki wózek był mało awaryjny i sprawdzony.
Jaką mam do Was prośbę? Proszę o radę, podpartą własnymi doświadczeniami. Co dla Was miało znaczenie podczas kupna samochodu, który z w/w wydaje się być dobrym wyborem? Czym powinienem się sugerować?
Z góry dzięki za pomoc, jeśli już kupię ten wózek to wrzucę jakieś foty :D