Miniblog: Jak sobie poradzić z negatywnymi uczuciami?

Z tego co zrozumiałem to recepta Buddyzmu na tego typu problem jest prosta: "do not feed the troll". Prawda, że łatwe? Problem w tym, że często jest tak, że nie można odpuścić takim trollom emocjonalnym.

Miniblog: Rozstanie, a pocieszenia

Wiele osób chciało mnie w jakiś sposób pocieszać. Czy to na łamach tego bloga, czy podczas zwykłej rozmowy. Zazwyczaj słowa otuchy były do siebie podobne. "To minie", "Czas leczy rany", "Wszystkie kobiety to kurwy są", "Będzie dobrze" itd.

Zabrakło mi słów w rodzaju: "ciesz się tym co było, wykorzystaj to w przyszłości". Myślę, że będę takie słowa kierować innym w podobnej sytuacji. Powód jest prosty. Świadome wykorzystanie doświadczeń z poprzedniego związku może wpłynąć na "jakość" kolejnego. Wiem z autopsji.

Miniblog: Rodzinna tradycja

A może zobowiązanie? W każdym bądź razie dowiedziałem się, że moi rodzice i rodzeństwo mieli ślub w przedziale wiekowym 21-22 lata. Z tego wynika, że mnie również pozostał niecały rok na to aby dopełnić rodzinnej tradycji. Ktoś chętny aby mi w tym pomóc?

Najwyraźniej Twoja przeglądarka ma problemy z obsługą podstawowych znaczników CSS3. Możliwe, że z tego powodu coś może wyglądać beznadziejnie ;-)

PS. Czas zmienić przeglądarkę na coś bliższego nowym standardom.

Człowiek lepszą istotą jest

28 listopada 2008

Ten wpis troszkę jest zainspirowany wpisem na blogu Ani. W sumie nie chcę oceniać jej oburzenia opisanym faktem. Bardziej chcę się uczepić jej jednego komentarza:

zwierzęta nie są istotami myślącymi, nie mają duszy.

Ogólnie to jest tak bardzo zabawny argument na to, że człowiek jest lepszy, że to właśnie on zasługuje na łaskę Stwórcy itd.. Już nie raz słyszałem takie sformułowanie, głównie z ambony (z okresu kiedy jeszcze chodziłem w miarę regularnie do Kościoła). Jest to przykre, bo tak naprawdę zapomina się o tym czym człowiek był wcześniej.

Ostatnio miałem okazję czytać bardzo ciekawy artykuł w Newsweeku. Jest sobie pewna teoria, że mózg człowieka (dla niewtajemniczonych - narząd dzięki któremu, uwaga, myślimy) wyewoluował do obecnych rozmiarów po to aby ludzikom lepiej się... biegało :) Pradawni myśliwi zapierniczali za swoją zdobyczą cały boży dzień, aż ją umęczyli i łapali. Niestety mieli problem, ich mózg przegrzewał się przez co mogli dostać szoku (lub innych mało przyjemnych rzeczy). Tak więc Matka Natura chcąc nam pomóc powiększyła nam ten mózg.

Efektem ubocznym dużego mózgu jest, wspomniane na początku, myślenie. Teraz to już nam się całkiem dobrze myśli, ale dawniej tośmy myśleli w podobnej abstrakcji co szympansy widząc patyk, który mogą wetknąć w mrowisko..

Ciągnąc swą egzystencję

14 listopada 2008

Mam wrażenie, że już o tym kiedyś pisałem. Jeśli tak to wybaczcie, mam tendencje do powtarzania się.

Mówi się (albo tak mi się wydaje), że każdy ma jakąś tam pasję, dla której się oddaje. Dreski alkohole, metale emo itd. Niestety ostatnio zauważyłem coś dziwnego. Otóż pomimo moich jakiś-tam zainteresowań nie mam czegoś co tak naprawdę jest dla mnie ważne. Jakoś nie potrafię odnaleźć rzeczy, dla której chętnie poświęcę swój czas i wysiłek..

Patrząc na moją kobietę widzę, że spełnia swoje marzenia, zainteresowania. Robi to co lubi, stara się jakoś to rozwijać. Moja serdeczna przyjaciółka również dąży do tego co lubi. Stara spełniać się do tego stopnia, że praktycznie poświęca na ten cel swoje życie osobiste. Wprawdzie w tym drugim wypadku nie podzielam zdania, że warto aż tak bardzo się poświęcić, lecz mimo wszystko podziwiam te osoby, że robią to co lubią.

Jak już pisałem u siebie jakoś nie mogę takich pasji znaleźć. Dawne zainteresowania jakoś teraz straciły na znaczeniu. A tak naprawdę nie mogę znaleźć nic innego na ich miejsce. Czuję się tak jakbym ciągnął siebie samego z dnia na kolejny dzień tylko po to, żeby wykonać podstawowe czynności podyktowane przez naturę.

Co ciekawe zastanawiając się nad tym wszystkim przyszła mi do głowy jedna myśl. Niektórzy są stworzeni do oddawania się dla pasji, a ja może po prostu chcę poświęcić się dla ludzi (tj. moich znajomych, krewnych etc), a w przyszłości dla swoich dzieci..?

Pierwszy raz nieobojętnie

Kategorie
03 listopada 2008

Miałem dzisiaj okazję być w centrum Gdańska. Gdy uporałem się z tym co miałem, postanowiłem pójść na tramwaj. Na przystanku okazało się, że 'budkę' wyściela pewien młody jegomość (tak go przedstawiłem dzwoniąc :P ), który był ewidentnie w stanie opicia. Nie wiem czy to przez złe samopoczucie, a może dziwny układ gwiazd, ale zrobiłem coś zupełnie nieprawdopodobnego z mojej strony.

Normalnie to zlewam takie widoczki. Ot pan pijany, będzie mu ciut zimno gdy już się zbudzi, lub w momencie gdy alkohol wyparuje. Normalnie to sobie przechodziłem obok i tyle. Nie dzisiaj. Dzisiaj podszedłem do ludzi, spytałem się czy zadzwonili na policję czy cusik. Mówią, że nie to zadzwoniłem. Gdy już ktoś spod numeru policji odebrał mój telefon, zupełnie podręcznikowo, przedstawiłem się oraz wyjaśniłem w czym rzecz. Muszę przyznać, że mój opis kolokwialny był, ale pan policjant jakoś nie miał problemów ze skumaniem o co mi chodzi. Na końcu otrzymałem odpowiedź 'zaraz się tym zajmiemy' i tyle.

W międzyczasie do jegomościa podeszły dwie kobiety, które całkiem dosadnie posadziły go na ławeczkę (sugerując mu, że zaraz ktoś go okradnie). Myślałem, że jakiś policjant owszem zjawi się, ale (jak w wypadku mojej pierwszej "stłuczki") nie będą się śpieszyli. Co ciekawe po jakiś 10 minutach przyszedł już patrol.