Archive | September, 2008

Armin van Buuren ft Sharon den Adel – In and Out of Love

Przyznam się, że nie spodziewałbym się, że wokalistka zespołu rockowego/metalowego Sharon den Adel zagra w kawałku hmm.. klubowym. Szczerze mówiąc bardzo mi się spodobało i jestem pod miłym wrażeniem.

Kolejny przykład, że są ludzie, którzy dobrze czują się w różnych gatunkach i nie mają problemu z tym, żeby odejść od normy i zagrać coś innego.

Poczucie przynależności do grupy

Odkąd mieszkam sam w wynajmowanym mieszkaniu (a konkretniej to tylko pokój, ale i tak sens ten sam :) ) to poczułem nagle jakąś chęć przynależności. Wiadomo, móc się z kimś identyfikować i wiedzieć, że jest grupa ludzi, która dzieli te same zainteresowania i nigdy się nie nudzi będąc razem. Ostatnio zastanawiałem się, gdzie mógłbym się wpasować, biorąc pod uwagę różne typy subkultur i jakiś około-podobnych grupek.

Może zacznę od tego co mi, aktualnie, najbliższe – ludzie z branży, czyli (tak ładnie to ujmę) informatycy. Bardziej ludzie określani jako geek (przynajmniej Ci znajomi), no ale pozostanę przy tych informatykach. O dziwo nie będę tutaj mówił o ludziach z pracy, ale o tym za chwilę. Hmm czy tutaj bym pasował? Dla większości znajomych zapewne tak. Wiadomo, siedzę przed kompem, znam słowa, których większość przez całe życie nie usłyszy. Jednak w czym problem? Miałem okazję wybrać się na trójmiejskiego Poolcampa. Inicjatywa fajna, bo fajnie przejść się i z ludźmi, w sumie obcymi, pograć. Szkoda tylko, że część poza tematami spoza świata IT miała problem w ogóle rozmawiać. Pierwsze pytania jakie padały to coś w stylu ‘jaki masz system, o Linux, a jakie distro ?’ itd. Trochę zbyt sztywne to to, dlatego siebie tutaj nie widzę. Wprawdzie później rozmowa się rozluźniała ale i tak była bliska tematom IT.

Postanowiłem nie mieszać do ludzików z IT ludzików z pracy. Dlaczego? Ponieważ o dziwo poza pracą to nie ma gadania stricte z pracą związanych. Praktycznie zero gadania o tym z komputerem związane. Może to przez pracę, sam nie wiem. U mnie też zauważyłem coś takiego odkąd zacząłem pracować..

Skoro nie ludziki z IT, to kto ? Może mroczne i groźne metale ? Hmm coś tam wspólnego z nimi mam. Postronni powiedzą, że skoro słucham metalu to pewnie jestem jakimś metalem. No a skoro nie noszę glanów, nie mam tylko czarnych ciuszków i długich włosów to pewnie jestem krypto-metalem. No cóż. Metalu lubię słuchać, ale problem z tymi ludźmi jest taki, że trzeba tylko i wyłącznie słuchać metalu. Cokolwiek innego oznacza, że nie jest się tru. Ja poniekąd jestem automatycznie wyeliminowany, bo nie jestem i nie będę tru.

Wszelcy kibicie odpadają, bo w sumie nie do końca rozumiem tego całego precedensu także pominę sobie w ogóle ten temat.

Jak się tak zastanowić to nie ma sensu szukać sobie jakiejś grupy, do której można czuć przynależność. Dlaczego ? Hmm przede wszystkim dlatego, że to oznacza zamknięcie się na wszystko co inne. W takim razie do kogo mógłbym przynależeć ? Do nikogo i to chyba czyni z człowieka indywidualistę. Kogoś, który w sumie nie ma ludzi, którzy dokładnie podzielaliby wszystkie jego pasje.

Czasami to sprawia, że człowiek czuje się sam. Na szczęście ma się grono znajomych, dzięki którym to poczucie szybko mija. Może nie można z nimi podzielać części swoich pasji, ale to i tak nie stanowi problemu. Poza tym życie byłoby strasznie monotematyczne, gdyby tak było..

Na końcu miało być coś zabawnego, ale zrezygnowałem z tego :) Jeśli na chama miałbym się uprzeć to mogę czuć przynależność do piwoszy, ale nie w kwestii upijania się piwem :)

Obejrzane: Uprowadzona

Film dokładnie w tym stylu w jakim się spodziewałem. Miałem wyobrażenie, że to będzie coś w stylu trylogii Bourne’a i się nie myliłem. Mamy pana rozpierdalatora, który (jak na rozpierdalatora przystało) robi ogólny rozpiździel. Na szczęście nie było scen w stylu ‘lecę 100m samochodem, ląduję na płynącym statku, wyłaniam się z pożogi i zabijam uśmiechem’. Na szczęście była szybka, dobra akcja.

Spodobała mi się rola pana rozpierdalatora, który grał osobę cholernie zdeterminowaną. Podobało mi się, że nie było jakiś rozterek typu ‘co ja teraz zrobię?’. Spodobało mi się właśnie to, że tatuś po prostu wiedział co ma zrobić i konsekwentnie to wykonywał nie bacząc na to jakie zamieszanie spowodował.

Szkoda tylko, że kolo potrafił wybić 10-15 facetów, a przy okazji nie dostać ani jednego siniaka. Dopiero pod koniec troszkę mu się oberwało..

Mimo wszystko polecam ten film, bo jak dla mnie to było naprawdę fajne kino akcji. Coś co można obejrzeć i nie żałować, że się wydało pieniądze na bilet do kina.