Akcja ratowania pijaczka
Cała sytuacja miała miejsce chyba w poniedziałek. Ktoś z biura krzyknął, że jakiegoś pijaczka zeskrobują z ziemi. Podszedłem do okna i to co zobaczyłem było dość, hmm.. dziwne. Przed oczyma widzę faceta, który leży plackiem na parkingu. W ogóle się nie rusza, także przez chwilę myśleliśmy, że może widzimy denata.
Nad panem stoi sanitariusz (karetka już była na miejscu). No i tak sobie stoi. Lekarza w ogóle widać nie ma, a sanitariusz chyba komórką się bawił. Po paru minutach przychodzi lekarz z dwójką policjantów. Pierwsze co robią to zakładają lateksowe rękawiczki, a dopiero później (!) policjant przykuca obok pijaczka i sprawdza czy w ogóle ma tętno.
Później pan policjant przekręcił pana pijaczka w pozycję przypominającą tą boczną ustaloną, ale zrobił to na tyle niezdarnie, że stwierdziliśmy, że chyba chciał znaleźć w tylnej kieszeni jakieś dokumenty.
Po paru minutach ‘pacjent’ cuci się i przejawia jakieś oznaki życia (wcześniej praktycznie był sztywny) toteż ktoś posadził go i kazał się oprzeć o nogi sanitariusza. W tej chwili podjechała karetka, z której wyszło sobie łóżeczko. Okazało się, że ani sanitariusz, ani lekarz nie wiedzieli jak ponownie wpakować łóżko z pacjentem do karetki, przez co zafundowali mu darmową wycieczkę górską. Całość skwitowała pani policjantka, która wracając do radiowozu wlazła w psią minę.
Disclaimer: całą sytuację oglądałem z dość daleka (budynek jakieś 50m, 4 piętro) także nie byłem w stanie dokładnie powiedzieć co mogło dolegać panu, o którym napisałem.
Od siebie chciałem dopisać, że służbom bezpieczeństwa (bo w końcu od tego są oni [są]), strasznie nie zależy na tym, żeby takim osobom pomagać. Z początku byliśmy przekonani, że facet jest pijany, no ale się nie ruszał w ogóle. Pewnie zaliczył tzw. ‘zgona’, ale żeby żadna osoba z karetki nie sprawdziła, czy w ogóle żyje ? Dopiero po paru minutach zrobił to za nich policjant.. Patrząc na takie sytuacje można nie czuć się bezpiecznie w tym kraju..
Masz rację – szczególnie, że gumowe rękawiczki są na wyposażeniu karetki.
A ile ja musiałam perswazji użyć, żeby przekonać panią z pogotowia, że pan, którego znalazłam na chodniku NIE JEST PIJANY TYLKO TAK POBITY, ŻE MÓWIĆ NIE MOŻE, A TYM BARDZIEJ WSTAĆ O WŁASNYCH SIŁACH to głowa mała…
Chyba tylko w tym kraju można wpaść pod karetke i nie przeżyć.
to są doświadczeni rutyniarze. przeważnie takich przypadków to oni mają tygodniowo na pęczki. z bliska możliwe że było widać że oddycha
Koval: tak to może jest jakieś wytłumaczenie, ale imho oni nie są od tego, żeby ludzi ignorować. Nie ważne w jakim stanie są
tyż prawda… to się łączy (napisałem – rutyniarze). mozna zrobić test – wpaść na izbe przyjęć, upaść i włączyć stoper licząc ile im zajmnie spr czy żyjesz itp… (od razu się przypomina babka która w Usa na izbie umarła a po godzinie się kapneli że ona nie żyje)
Najważniejsze to sprawdzić, czy „ubezpieczony”.
sytuacja conajmniej dziwna – jako ratownik wiem ze do pijaczkow jezdzi sie czesto i gesto (po kilkanascie razy w ciagu dnia czasem). Takze podejscie do tego typu sytuacji to juz rutyna bez obrzydzenia. Sie zbiera i kierunek albo izba przyjec albo izba (nie zostawia sie gdy sie juz przyjezdza).
Takze conajmniej dziwne.. I wkurzajace, przynajmniej idealistow czy pracujacych w zawodzie, czy juz nie pracujacych z wlasnej woli (ja).