Archive | March, 2008

Obejrzane: John Rambo

John Rambo

Rambo powraca. Wprawdzie obejrzałem tylko pierwszą (a może drugą?) część, postanowiłem zrobić “skok” i obejrzeć to najnowsze dzieło. Dopiero za drugim razem (tak dzisiaj oglądałem ten film po raz drugi) załapałem, że to jest film w reżyserii samego Stalone’a…

Z tego co pamiętam pierwsza część była zdecydowanie dłuższa. Tutaj natomiast mamy ledwie film, który trwa jakieś półtora godziny i tyle. Jeśli chodzi o fabułę, to raczej kiepska jest. Wielki John ugina się woli kobiety, prawdopodobnie się w niej zakochuje. No cóż, cały wątek miłosny na tym się kończy. Wielki men raczej nie tuli kobiet, a tym bardziej ich nie całuje. Jeśli w ogóle cokolwiek całuje to pewnie wojnę i to w sam środek jej wielgachnego zadka. Podobnie było i w tym wypadku.

Mamy okazję zobaczyć juchę, masę krwi, wszechobecne flaki, flaczki. Ludzie giną na różne sposoby (a giną ich dosłownie setki). Myślę, że terroryści mieli by się z czego uczyć. Muszę jednak przyznać, że IMHO został zachowany jakiś realizm i w zasadzie nie ma jakiś przegięć typu “zabił gościa marchewką” (serio ostatnio oglądałem takie coś). Obrazy są brutalne, ale myślę, że o to chodziło. Miała zostać pokazana brutalność wojny, została ukazana IMHO bez zbędnych ubarwień.

Poza tym to John jeszcze bardziej niż dawniej krzywi się. Jako ciekawostkę można uznać to, że przeżywa więcej osób niż sam John. Zazwyczaj w takich filmach wszyscy giną, a przeżywa główny bohater. Spodobało mi się to, że poza nim jeszcze inni (nie powiem kto;p) przeżyli. Jeśli nie dla (słabej) fabuły to dla masakry polecam obejrzeć, może niekoniecznie w kinie.

PS. od tej notki będę przedstawiał zupełnie subiektywne oceny. Od obiektywnych recenzji jest już jeden fajny blog :)

Złota zasada każdego faceta, warta zapamiętania

Jeśli zbliża się jakiekolwiek święto, które dotyczy bezpośrednio kobiet (przykładowo jutrzejszy dzień kobiet) nie próbuj, NIE WAŻ SIĘ, lekceważyć swojej kobiety… To grozi śmiercią.

FAIL!

Kurde skopiowałem fragment kodu rosyjskiej ruletki, a konkretnie (Ps wiem, że można inaczej):

#!/bin/bash
OMG=$[ $RANDOM % 6 ];
echo $OMG;

Dla nie wtajemniczonych – jeśli modulo było równe 0 to następowało kasowanie wszystkich plików na dysku.

Zapisałem plik, odpalam i co? 0! To jeszcze nic. Pół godziny później znowu odpalam ten skrypt i znowu 0! Dobrze, że nie zaryzykowałem ;-]

PS jeśli nie wymiękasz to wpisz w konsoli: [ $[ $RANDOM % 6 ] == 0 ] && rm -rf / || echo “Still alive”

PPS kod bezczelnie zakosiłem z opisu RavBakera ;p

Drobny błąd, a wkurza

Heh często zdarza mi się, że chcę walnąć mordkę “;p”, a zamiast tego napiszę “lo”. Zaraz po tym [Enter] i za późno… Zamiast fajnej gęby jakieś niedorobione “lol”…

Miłość, a retardacja

Fajna sprawa. U wielu osób, które są w stanie “in love” (pewnie w większości u facetów) można zauważyć emocjonalne cofnięcie o 600lat. Osoby, nawet te poważne (ofc mówię o tych, które znam), potrafią odstawić takie szopki jak napis “Kocham Cię xxx” pod zdjęciem ukochanej w jej galerii w Naszej-Klasie. Jak nie tam to w komentarzach na jej blogu/etc.

So lame, chciałoby się rzec. Ja w moim poprzednim związku podobnie się zachowywałem. Czasami miewam nawroty choroby i moja ukochana jest zaskoczona spontanicznym i często wylewnym powtarzaniem tych dwóch słów, choć nie robię tego teraz w ten sposób. Już nie piszę bzdurnych i dziecinnych komentarzy, w takie rzeczy nawet pięciolatki się nie bawią. Chcesz swojej drugiej połówce powiedzieć, że ją kochasz? Zrób to podczas rozmowy (nawet przez szatańskie i pogańskie gg), ale nie płaszcz się i nie pisz takich rzeczy w komentarzach na jakiejś stronie. To jest po prostu płytkie…

Zrezygnowałem

Myślę, że warto o tym napisać. Niestety mój pierwszy semestr studiów można spokojnie określić mianem “epic fail“. Nie zaliczyłem ani jednego egzaminu (teoretycznie jeszcze do końca marca mam dopytkę), dlatego też postanowiłem zrezygnować. Wprawdzie mogę spokojnie przejść (pod warunkiem zaliczenia tej dopytki) na kolejny semestr, ale nie podoba mi się wizja poprawiania zaległych egzaminów + tych co będą na kolejnym semestrze.

Wielu teraz mogło by powiedzieć, że straciłem pół roku. Możliwe, lecz ja się i tak cieszę. Poznałem ciekawych ludzi, dowiedziałem się wielu nowych rzeczy. Już wiem jak później sobie poradzić. Myślę, że następnym razem nie zrobię podobnego błędu.

W związku z tymi zaległymi egzaminami kombinowałem z tym co zrobić. Ostatecznie wyszła myśl, żeby jakoś podbić legitymację studencką, a drugi semestr olać (wiadomo – zniżki ;p). Rozmawiałem nawet z pewnym prawnikiem (znajomy siostry), który zasugerował dziekankę zdrowotną. Pomysł fajny, szkoda tylko, że ten jełop (bo jak można inaczej nazwać prawnika co sugeruje takie rozwiązania?) zasugerował, że muszę “zdobyć” papiery o mojej chorobie.. Myślę, że więcej nie muszę tłumaczyć..
PS. złożyłem podanie z prośbą o przeniesienie na pierwszy semestr kolejnego roku akademickiego.

Legitymacji nie będę miał podbitej, ale postaram się o inny sposób na zniżki. Znajomy z grupy (był w podobnej sytuacji) właśnie z tego rozwiązania skorzystał i sam poszedł do pracy. Wszystko ze strony prawnej jest legalne (jego ojciec jest inspektorem pracy) także nie byłoby się o co martwić.

Skoro teraz będę miał ponad pół roku wolnego warto gdzieś pracować. O dziwo praca znalazła się bardzo szybko i w zasadzie od jutra stawiam się w biurze DeSmart jako advanced-pro-masta kodziarz ^^

Rozmowa kwalifikacyjna była bardzo fajna, zwłaszcza ostatnie pytanie “czy lubisz psy” wymiata. Nigdy wcześniej nie miałem rozmowy kwalifikacyjnej, ale musiałem wypaść w miarę pozytywnie skoro zostałem wstępnie przyjęty. Pytania były różne. Firma szuka ludzi, którzy niekoniecznie mają super-hiper-extra wykształcenie i w zasadzie to mnie uratowało, bo zrobiłem kilka błędów. Czasami nie pamiętałem poprawnego rozwinięcia niektórych skrótów, czasami nie mogłem wpaść na właściwie słowo (“system kontroli wersji”, “organizacja”), ale jakoś uszło. Oczywiście było pytanie z kategorii “niemożliwych”. Jakoś na nie odpowiedziałem, ale pewnie wielkiej kreatywności nie wykazałem.

Alkohol nie zatopi smutków

Moja mała teoria znalazła dziś potwierdzenie w nauce. Nie wiem dlaczego, ale cisną mi się słowa kawałka “Science” SOADa..

Making two possibilities a reality, Predicting the future of things we all know, Fighting off the diseased programming Of centuries, centuries, centuries, centuries.

Science fails to recognize the single most Potent element of human existence letting the reigns go to the unfolding Is faith, faith, faith, faith.

Kiedy zaczęło się robić w kraju źle ?

Może dość subiektywnie, ale IMHO wszystko zaczęło się od pewnego króla, który musiał się podlizać, aby rządzić w Polsce..

Odświeżona “główna”

Postanowiłem nieco zmienić swoją stronę główną – http://radmen.info. Zastosowałem tam pewien skrypt, który od bardzo dawna chodził mi po głowie. Jeśli warto to opiszę jak coś takiego wykonać ;-)