Dodano 31 GRU 2007 roku o godzinie 14:27:46
Możliwe, że już później nie dorwę się do kompa także piszę:
Ile równań niezależnych,
Ile jest szeregów zbieżnych,
Ile całek niewłaściwych,
Ile na płaszczyźnie krzywych,
Ile funkcji kwadratowych,
Co nie mają miejsc zerowych,
Ile krzywe mają siecznych,
Ile jest układów sprzecznych,
Ile różnych jest symetrii,
Ile twierdzeń w geometrii,
Ile przestrzeń ma wektorów,
Co nie tworzą pustych zbiorów,
Tyle szczęścia i radości w Waszych domach, w Nowym Roku niech zagości
Opis ściągnięty z *** - podobał mi się to go wkleiłem :P
Dodano 31 GRU 2007 roku o godzinie 10:43:18
Coś mi strzeliło do głowy (może to wina serwisu Evil Mad Scientist) i postanowiłem zakupić sobie coś w rodzaju "małego elektryka".
Jeśli utrzymam się na kierunku to ta wiedza prędzej czy później przyda mi się, a ja czuję jakiś dziwny zew pobawienia się ;-)
Nie wiem czy tutaj na joggerze są jacyś elektrycy, ale i tak się spytam. Co na początek by się przydało? Pytam się jakie książki + wyposażenie (lutownica etc) byłyby potrzebne, z tym żeby to wszystko było w jakimś rozsądnym przedziale cenowym (nie chcę od razu szaleć)?
Ot, postanowienie na nowy rok ;-)
Dodano 28 GRU 2007 roku o godzinie 12:36:49
Co tutaj wiele mówić. Widelands, gra wzorowana na Settlers 2, umywa się do pierwowzoru i nie warto jej nawet instalować.
Mógłbym powiedzieć, że Widelands jest nowszą grą, ale grafika jest kiepska (tak ta dosowa z 1996 roku jest lepsza). Grywalności nie ma, ponieważ trzeba zgadywać do czego służą poszczególne budynki, bo nie ma ich opisu, itd...
Jeśli ktoś myśli jeszcze nad starymi dobrymi gierkami to naprawdę nie interesujcie się tymi kopiami wzorowanymi na Settlers2, lepiej zainstalować oryginał.
BTW, gra działa również pod Linuksem, lecz nie poprzez Wine, a DOSBOX ;-]
Dodano 26 GRU 2007 roku o godzinie 10:13:30
Tak a'propos tych wszystkich kłótni prawie-noworocznych nt. złego kościoła itd..
Zacytuję znajomego ateistę:
Czy wierzysz w różowego niewidzialnego jednorożca?
Niech każdy zinterpretuje to sobie jak tylko chce.
Dodano 25 GRU 2007 roku o godzinie 11:07:01
Nie wiem dlaczego, ale ten kawałek wyjątkowo mnie bawi. Może dlatego, że dość nietypowy zespół, w dość nietypowy (jak dla nich) sposób odegrał ;-)
Dodano 24 GRU 2007 roku o godzinie 11:57:53

Kiepski jestem w pisaniu życzeń także dałem te najbardziej uniwersalne z możliwych ;-) Mogłem jeszcze dopisać "Wesołego jajka!" ;-)
Dodano 22 GRU 2007 roku o godzinie 13:50:11
Nie okłamujmy się, już nie jest tak jak dawniej. Teraz święta to w ogromnej mierze czysto marketingowa kampania prowadzona w celu pomnożenia ilości gotówki w portfelach producentów.
Teraz święta rozpoczynają się miesiąc w przód i z dnia na dzień jedynie ich promowanie staje się intensywniejsze. Gdziekolwiek się nie pójdzie widzi się Mikołaja, jakieś renifery i inne świąteczne gadżety. Prawie wszędzie słyszeć melodie świąteczne, których wykonanie często jest żałosne, ale puszcza się ten crap, bo o świętach mowa. Moje ostatnie zakupy w Empiku (tak kupowałem prezenty) przebiegały w melodiach bliżej nieznanych wykonawców, których gardła nadawały się jedynie do śpiewania przy butelce. Zamiast posłuchać sobie normalnej dobrej muzyki, jaka tam zawsze leci, bombardowano mnie tym pseudo świątecznym nastrojem, który miałby spotęgować we mnie chęć kupowania, bo w końcu święta mamy.
No cóż, tym razem nastrój mi się nie udzielił. Wszędzie tego za dużo. Mikołaje wpierdalają się w telewizor, radio i nawet nasze mózgi. Marketing kwitnie, a my mamy paść jego ofiarami. Gwałci się nasze umysły wbijając na chama, że trzeba kupić więcej i więcej.
Dawniej czegoś takiego nie było. Mhm inaczej. Było, ale nie była to taka nawałnica. Nie było takiej ilości wesołych Mikołajów z naklejką na czole "kup mnie!". Nie było tego szaleństwa tylko rodzinna atmosfera i dobra kolacja wigilijna. Teraz odnoszę jedynie wrażenie (albo wszędobylska reklama sprawiła, że tak myślę), że święta ograniczyły się do idei Mikołaja i dawania prezentów...
what a splendid pie
pizza pizza pie
every minute every second buy buy buy buy
what a splendid pie
pizza pizza pie
every minute every second buy buy buy buy
pepperoni and green peppers mushrums olives chives
pepperoni and green peppers mushrums olives chives
need therepy therepy advertising causes need therepy therepy advertising causes need
therepy therepy advertising causes therepy
Dodano 20 GRU 2007 roku o godzinie 21:50:16
Idzie sobie grubas przez miasto i widzi "odchudzanie za 5$". Myśli sobie wejdzie zobaczy o co chodzi. Wszedł, a tam wspaniała laska, która mówi "złap mnie, a się Tobie oddam.". Grubas gonił ją przez 10 minut, po czym zmęczył się i sobie odpuścił.
Idzie dalej, a tam "odchudzanie za 10$". Wchodzi i widzi 3 laski - "jeśli nas złapiesz oddamy się Tobie". Goni, goni, goni... Po pół godziny zmęczył się i odpuścił sobie.
Ten sam grubas dalej się przechadza i widzi "odchudzanie za 15$". Wchodzi i widzi 2m murzyna z fallusem po kolana - "jak Cię złapię to mi się oddasz"...
Dodano 18 GRU 2007 roku o godzinie 20:11:57
Mam już dość! Coraz bardziej i porządniej wkurzają mnie sterowniki ATI, które są prawdopodobnie winne wywalaniu "artefaktów" na mój monitor. Zwykły screenshot ekranu nic nie dawał, także dorwałem się do cyfrówki kumpla i walnąłem dwie fotki.

Może ktoś ma jakiś pomysł jak zaradzić czemuś takiemu? Zapomniałem dodać, że te artefakty pokazują się w zupełnie losowych momentach, czasami w ogóle, czasami ciągle...
PS. Restart X-ów usuwa ten problem. Problem w tym ile można X-y restartować ? :>
Dodano 15 GRU 2007 roku o godzinie 17:58:45
Kurwa! Normalnie zaraz nie wyrobię. Nie dość, że ostatnio wszystko mi z laptopa wjebało to teraz mam wielki finał i sam laptop się wjebał!... Już wcześniej były dziwne problemy typu resetujący się (nie wiadomo skąd i dlaczego) BIOS.
Teraz natomiast mam motyw, że nic nie widzę na ekranie. Z początku myślałem, że pewnie matryca padła, ale przed chwilką znowu diabła odpaliłem i normalnie działała, ale po chwili znowu wszystko padło. Ściągnąłem nowego flasha na pendrive'a i teraz włączam to cholerstwo z nadzieją, że się odpali.. Jakieś sugestie, rady (poza oddawaniem tego do naprawy - szkoda czasu :/) ?
Dodano 15 GRU 2007 roku o godzinie 16:23:57
Moja ostatnia frustracja związana z Archem minęła na drugi dzień. Arch urzekł mnie swoją prędkością, oraz wbrew pozorom prostocie konfiguracji. Właściwie mogę powiedzieć, że najważniejsze już zrobiłem i system wydaje się być zdatny do dalszego użytku.
Teraz pozostaje mi odzyskać całą utraconą kolekcję muzyczną, oraz rozwiązać kilka mniej ważnych problemów technicznych:
Skype działa, ale jakoś nie mogę rozmawiać - rozmówca mnie nie słyszy. Sprawdzałem mikrofon działa (tj. słyszę siebie w głośnikach [jeśli to można nazwać działaniem...]). Podobny problem miałem pod moim Ubuntu, ale nie udało mi się go rozwiązać...
- Mam jakieś dziwne problemy z MySQL - klient mysql łączy się z "localhost", ale z "127.0.0.1" już nie chce. Zend Studio natomiast w ogóle nie ma dostępu do bazy
Bateria ciutkę krócej trzyma (ok 2h), niby chciałem zrobić rekompilację kernela przy pomocy PKGBUILDa, ale na końcu okazało się, że paczka niby jest zainstalowana (a właścwie nie mam pojęcia czy przy tym procesie nastąpiła jej instalacja). Właściwie to kernel teraz mam najnowszy i, chyba, poprawnie skonfigurowany kernel o0
Zainstalować stery dla ATI
- Sprawdzić, czy się jakoś nie da zrobić tak, że po kliknięciu scrollem na folder Konqueror otworzy go w nowej zakładce, a nie w nowy oknie (w Kubuntu od razu to działało)
- Chciałbym się pozbyć lapsus-aplet, bo mi paskudzi traya, ale muszę znaleźć jakiś zamiennik, tak żebym mógł korzystać z przycisków funkcyjnych...
- Doinstalować resztę softu/wtyczek do ff
A i najważniejsze: kodeki do filmów! Niby mam zainstalowaną paczkę "codecs","vlc", ale filmów nadal nie mogę normalnie oglądać! ;/
Gdyby ktoś wiedział jak pomóc, chętnie skorzystam z tej pomocy ;-)
PS, no i mały screen ;-)

Dodano 13 GRU 2007 roku o godzinie 01:27:35
Ok, wpakowalem sie w niezla kabale z Archem. Nie dosc, ze podczas instalacji wyjebal mi inne partycje (a specjalnie ustawialem, zeby nie ruszal ich w ogole) to teraz zastanawiam sie co mu jeszcze brakuje, zeby nie bylo tyle pierdolenia...
Teraz pozostaje mi ogromne todo:
- zrobic jakies ludzkie laczenie sie z WiFi (bo jak nie to wracam na Ubuntu)
- zrobic cos z tym, zeby wiekszosc cholera wygladala tak jak w ubuntu !! xD
Po chwili stwierdzam, ze trace tylko czas z Archem. Nie moge uzywac nawet polskich znaczkow. Poza tym ogolny wyglad jest beznadziejny, a ja czuje, ze naprawde nie mam ochoty tracic czasu na konfiguracje tego wszystkiego...
TODO:
- Poprawić wygląd (coś cairo-lcd nie chce się zainstalować)
- Poinstalować wszelki soft
usunąć zbędny syf naleciały z KDE
- rozwiązać sprawę klawiszy funkcyjnych dla mojego lapka
- skompilować jajko dla ustawien optymalnych dla laptopa
Dodano 11 GRU 2007 roku o godzinie 22:21:32
Dodano 08 GRU 2007 roku o godzinie 21:00:32
"Wiedźmin" to spore niedopowiedzenie. Tak naprawdę przeczytałem wszystkie tomy Andrzeja Sapkowskiego dotyczące przygód wiedźmina Geralta z Rivii. Cóż mogę powiedzieć? Bardzo ciekawe historie. Dość charakterystyczny opis zdarzeń, oraz fajne przeplatanie różnych historii.
To by było tak wstępem, bo można powiedzieć pewnie więcej. Ogólnie cała historia jest super. Problem jedynie z końcem - dość banalne (jak to powiedziała Ciri - "ożenili się") ;-) Bardzo brakowało mi jakiegoś dalszego wyjaśnienia o wiedźminach (dość lakoniczne), chociaż z drugiej strony ta aura tajemniczości miała wpływ na szybsze tempo czytania (a nóż widelec za chwile dowiemy się coś więcej).
Przez większość fabuły wiele rzeczy pozostaje dość tajemniczych. Nawet sam koniec jest zagadką, bo tak właściwie nie wiadomo na pewno co się dzieje z Ciri. "Koniec" Geralta i Yennefer jest znany, jednak losy małej wiedźminki cały czas są ciekawe. Szkoda, że historia kończy się tak nagle i jakoś bez wyjaśnień...
Pomimo tego polecam przeczytanie tych książek. IMO wciąga i zmusza do dalszego czytania ;-)
PS. po cichutku liczę, że może po premierze gry "The Witcher" ktoś z zachodu zainteresowałby się ekranizacją książki. Ten polski "film" jest jak wiadomo porażką, chociaż w tym wszystkim gra Żebrowskiego podobała mi się ;-)
Dodano 07 GRU 2007 roku o godzinie 20:45:59
Prawie rok temu rozmawiałem z pewnym Irakijczykiem. Ahmed (bo tak mu na imię) uciekł z Iraku i dostał się do Syrii. Chce jednak wyjechać gdzieś do EU. Z dzisiejszej rozmowy wynika, że aby to uczynić musi zdobyć zaproszenie do jakiegoś z tych krajów, bo inaczej nie otrzyma wizy (prawo arabskie tak nakazuje).
Pomyślałem sobie, że mógłbym mu w tym pomóc, jednak mam pewne wątpliwości. Może ktoś z Was ma pojęcie, czy faktycznie tak jest, oraz czy jest się czego obawiać? ;-)
Dodano 05 GRU 2007 roku o godzinie 10:26:32
Jak w tytule. Czym jest "michnikowszczyzm", "michnikowizm" (czy jak to się tam pisze) ?
Pytam się konkretnie. Żądam konkretnych wyjaśnień i potwierdzeń swojej teorii.
Dodano 04 GRU 2007 roku o godzinie 23:51:32
Pomijając to, że zjadłem 1GB transferu miałem kolejny zestaw dziwnych słów kluczowych. Oto kilka z nich:
- pojeby
- odcinki mody na sukces ( i pochodne )
- najwieksze penisy
- dzikie.plemiona. sex
- emo tamagochi
- jaki naród ma największe penisy
- żydowski penis
- analiza wyników testu papa
- coś mi tu kurwa nie gra
- kochankowie dody
- kod do programu na komcie
- mam malego penisa
- masz malego !
- odpowjec mi
- szymon majewski zyd
- wpisy penisów
Chyba wszystko... ;-)
Dodano 03 GRU 2007 roku o godzinie 16:57:04
Już wcześniej dwaj moi znajomi kUtek i Dizzer, którzy profesjonalnie zajmują się hackowaniem kont w Tibii opisali pewne metody jak zdobyć czyjeś konto. Niestety ich opisy nie pozwalały hacknąć konta powyżej 100lvla, a to ze względu na dodatkowe zabezpieczenia Clipsoft dla tych kont.
W tym artykule postaram się przedstawić pewne sposoby obejścia tych zabezpieczeń (tak istnieją!), dlatego ten artykuł podzielę na część teoretyczną i praktyczną. Szanowna braci joggerowa. Wiem, żeście są profesjonalistami w łamaniu wszelkich zabezpieczeń, ale łamać kont w Tibii tak jak ja nie umiecie, także nie wypowiadać mi się tu! ;->
Dodano 01 GRU 2007 roku o godzinie 16:53:11
"Promień śmierci" był czymś w rodzaju fal dźwiękowych, niewidzialnych dla ludzkiego oka.
Artykuł na eioba.com
Dodano 01 GRU 2007 roku o godzinie 16:43:43
W czasach wielkich bohaterów żyje najmężniejszy z nich – Beowulf. Pokonawszy potężnego potwora o imieniu Grendel, Beowulf ściąga na siebie niegasnący gniew jego uwodzicielskiej, a zarazem bezwzględnej matki, która zrobi wszystko, co w jej mocy, aby pomścić syna. Epicka w swoim rozmachu walka, do jakiej doszło, wspominana była później przez wieki, a imię Beowulf zapisało się na zawsze w ludzkiej pamięci.
Muszę przyznać, że po tym filmie mam dość mieszane uczucia. Może najpierw zacznę od samej techniki, tudzież tego jak ten film wyglądał. Otóż mogę powiedzieć, że mamy do czynienia z oglądaniem animacji na bardzo wysokim poziomie (coś w rodzaju Final Fantasy). Zadbano o każdy najmniejszy szczegół (choćby pojedyncze żyłki na ręce Beowulfa). Poza super grafiką, oglądamy prawdziwych aktorów, przeniesionych do cyfrowego świata (zapewne metodą motion capture).
Animacja sprawia, że odnoszę wrażenie oglądania prawdziwej baśni, a właściwie to ta animacja lepiej oddaje klimaty baśni. Podejrzewam, że gdyby sprawę załatwiono w klasyczny sposób (tzn, "realny" świat + animacje) efekt mógłby być zepsuty. Problemem w tym wszystkim dla mnie byli aktorzy. Wiem, że byli realni, ale widziałem ich postacie cyfrowe. Podczas oglądania filmu ciągle miałem problem z tym czy oglądam jakąś animację czy, może jednak, zwykły film. Wiem, że to brzmi absurdalnie, ale czułem się dość nieswojo widząc typową animację połączoną z grą prawdziwych aktorów, których postacie zdigitalizowano.
Mówiąc o aktorach chcę jeszcze wspomnieć krótko o dziwnym głosie Angeliny Jolie, który strasznie mi nie przypadł do gustu (-;
Pomijając mój największy ból mogę jedynie ponarzekać na samą postać Beowulfa. Do aktora, który go grał, nic nie mam. Mam na myśli jedynie to, że w scenariuszu ktoś postanowił z tego herosa zrobić gościa z syndromem megalomana, który przy każdej okazji (nawet gdy go nikt nie słyszał) skandował głośno swoje imię... Niestety to troszkę psuło mi ogólne wrażenie z oglądania filmu.