Z życia na stancji
Już mija parę dni (dokładnie od czwartku) kiedy to jestem na własnym (czyt. na stancji). Póki co jest ok. Jeszcze mamy co jeść, jeszcze jest kasa i raczej nie ma co się dziwić, bo tydzień ledwo się rozpoczął
Mimo wszystko w tak krótkim czasie mogą człowieka spotkać dziwne sytuacje. Jedną z nich była pewna przemiła pani Moher…
Nasze mieszkanie jest na takim małym dziedzińczyku, w którym są ludzie, którzy przeżyli chyba całe swoje życie (ul. Zagrodowa – Gdańsk – dla zainteresowanych). W ostatnią sobotę przyjechał ojciec kumpli, którzy są razem ze mną na stacji. Przywiózł jakieś dodatkowe rzeczy, oraz psa (wabi się Bestia), który narobił przy okazji sporo hałasu…
Uporaliśmy się z bagażami i przed wejściem do budynku zostaliśmy na chwilkę, aby pogadać sobie. Nagle swoją obecnością uraczyła nas pani Moher z tekstem “co to za zbiorowisko?”. My jedynie w konsternacji zastanawiamy się co odpowiedzieć, a pani dalej “co robiliście na podwórku?”…
Normalnie w tym momencie człowiekowi mogły nerwy puścić i gdyby szanowna pani była młodsza mogłaby zarobić porządnego kopa w dupę, ale na jej szczęście tak się nie stało. Wyjaśniliśmy jej spokojnie co i jak, oraz przedstawiliśmy jej fakt, żeśmy są studenci ambitni. Gdy kumpel powiedział, że studiuje administrację to babka jedynie palnęła “taki młody i bez ambicji!”… Oczywiście chwilkę później babcia Moher zaczęła nam mówić, że jej wnuczka myśli przyszłościowo i studiuje biotechnologię, a wnuczek jest światowym człowiekiem i studiuje gdzieś za granicą. Niestety i tak nowoczesnemu Moherkowi (jest to w ogóle możliwe?) ten fakt kolidował z ambicją, bo szanowny wnuczuś powinien studiować na księżycu serologię… Delikatnie powiem, że cholernie wkurzają mnie tacy ludzie. Babsko ma ponad 80 lat i wpierdala się bez pytania. Bezczelnie zadaje pytania, które praktycznie godzą w (nikłą w tym wypadku) prywatność, a robi to prawdopodobnie tylko po to, żeby później se poplotkować… Dzień później (czyli z tego wynika, że w niedzielę) wybraliśmy się, jak każdy katolik, do sklepu na zakupy. Normalnie gdy wchodzimy na nasz dziedzińczyk babcie/dziadkowie patrzą się przez okno (zazwyczaj to jedna-trzy osoby) i patrzą kto przyszedł. Tego dnia babcie zapuściły nam kombosa i mieliśmy przyjemność bycia obserwowanym przez dwie babcie w jednym oknie… Chyba faktycznie mój bracki miał rację mówiąc, że to miejsce jest całym życiem tych ludzi i dlatego zachowują się tak, a nie inaczej…
Mieszkasz na stancji takiej prawdziwej – z babcią za ścianą?? Brr!
Może nie koniecznie z babcią za ścianą, ale zdecydowanie z babciami na dzielni
oo żesz fuck!!!
a jak sie babcia pyta, to sie nie denerwowac tylko powiedziec, ze to nie szanownej pani interes