Do następnego… końca świata!
Taak… Mamy rok 2012 i nagle cały misterny plan Stwórcy idzie w pizdu. Na jego szczęście coś pozostaje z ludzkiej rasy, jednak jest jej tylko garstka. Poza tym wszystkie zdobycze technologiczne człowieka również przestały istnieć. Załóżmy, że masz szanse przeżyć (albo na pewno przeżyjesz). Co z tą myślą zrobisz?
Takie pytanko (mniej lub więcej, a właściwie to mniej) zadał mi raz kuzyn. Pomijam już jego rozterki co do kalendarza juliańskiego (niestety nie chce mi się tego tłumaczyć) oraz staram się skupić tylko na tym problemie. Załóżmy, że faktycznie przyjdzie wykitować 90% ludzi i 100% naszego dorobku technologicznego powie nam “papa”, co wtedy? Oczywiście można się jakoś przygotować. Mój kuzyn stwierdził, że poszedł by na studia, bo wykształcenie by się przydało (mając wykształcenie będzie mógł stworzyć model teoretycznego rozwoju nowej ludzkości). Ja mówię, że mam to w dupie i nadal będę robić to co robię.
Jeśli jest nam pisana śmierć w wyniku zagłady to tak będzie. Jeśli jest mi pisane to przeżyć to zapewne to co teraz robię również jest mi pisane. Może się i mylę, bo właściwie to jestem zdania, że sam kuję swój los…
A jak Ty byś odpowiedział(-a)? na takie pytanie?
