Z tego co zrozumiałem to recepta Buddyzmu na tego typu problem jest prosta: "do not feed the troll". Prawda, że łatwe? Problem w tym, że często jest tak, że nie można odpuścić takim trollom emocjonalnym.
Wiele osób chciało mnie w jakiś sposób pocieszać. Czy to na łamach tego bloga, czy podczas zwykłej rozmowy. Zazwyczaj słowa otuchy były do siebie podobne. "To minie", "Czas leczy rany", "Wszystkie kobiety to kurwy są", "Będzie dobrze" itd.
Zabrakło mi słów w rodzaju: "ciesz się tym co było, wykorzystaj to w przyszłości". Myślę, że będę takie słowa kierować innym w podobnej sytuacji. Powód jest prosty. Świadome wykorzystanie doświadczeń z poprzedniego związku może wpłynąć na "jakość" kolejnego. Wiem z autopsji.
A może zobowiązanie? W każdym bądź razie dowiedziałem się, że moi rodzice i rodzeństwo mieli ślub w przedziale wiekowym 21-22 lata. Z tego wynika, że mnie również pozostał niecały rok na to aby dopełnić rodzinnej tradycji. Ktoś chętny aby mi w tym pomóc?
Seria Avatara jest opowieścią o świecie, w którym ludzie potrafią wykorzystywać naturę do właśnych potrzeb. Są cztery nacje, podzielone na cztery podstawowe elementy natury (ogień, woda, powietrze, ziemia), którymi posługują się w życiu codziennym i/lub w walce. I tak np. benderzy (sorry nie wiem jak przetłumaczyć słowo bender) potrafią dowoli manipulować jednym z tych elementów. Jest też jedna osoba - Avatar - która potrafi opanować wszystkie cztery elementy oraz dowolnie się nimi posługiwać. Osoba Avatara zawsze przechodzi reinkarnację, a każde jej kolejne wcielenie rodzi się u innej nacji.
Wszystkie nacje żyły w pokoju, niestety nacja ognia wytoczyła wojnę i niczym Hitler chciała zagarnąć wszystko co się tylko dało. Niestety Avatar zaginął, dopiero po 100 latach (od poprzedniego wcielenia) zostaje odnaleziony. Mały Aang ma jeszcze sporo do nauki zanim kogokolwiek uratuje...
Nie wcale nie myślę o porzuceniu joggera. Wprawdzie w piątek był mój ostatni dzień lekcji w LO, to dopiero dzisiaj był uroczyste zakończenie i rozdanie świadectw.
Cała uroczystość długa, przedstawienie króciutkie, czasami zabawne, ale generalnie bez pomysłu wykonane. A poza tym to fajnie było widzieć moją klasę... Szkoda, że większości z tych ludzi nawet nie zdąrzyłem powiedzieć "narazie", bo w oka mgnieniu po prostu zniknęli.
Jedynym moim pomysłem na to co się z nimi stało to chęć szybkiego wyskoczenia na piwo. No cóż szkoda, że tak się stało. Troszkę mnie teraz śmieszą ich opisy na gg, że już żałują, że to koniec liceum...
Co ja zrobiłem po uroczystości? Załatwiłem kilka spraw związanych ze szkołą, poszedłem z moją paczką na pizzę, a potem pojechałem razem z Izą do niej. Dzisiaj mija miesiąc jak jesteśmy razem ;-)
Rzeczy zmieniają się wkoło nas. Zmieniają się także i ludzie, którzy zniżają się do poziomu rzeczy, ale nie zmieniają się przyjaciele co udowadnia, że przyjaźń to coś boskiego, nieśmiertelnego...
O tak, nie ma nic lepszego niż groźni panowie, z umalowanymi mordami, fajnymi ciuchami śpiewającymi szanty o szatanie ;-] Ważne, że to jest "napierdalanie dla shatana" xD
Może i panowie z Immortal nie mają lateksowych ciuchów, ale podejrzewam, że brakuje im jakiegoś fajnego toporka, albo miecza dwu i półręcznego...
Jestem właśnie po ciekawej lekturze dotyczącej dechrystianizacji.
Czym jest dechrystianizacja? Najprościej mówiąc jest to proces odwrotny do chrztu, a właściwie jego "anulowanie". Jest to swoisty sposób na zmazanie "piętna" wiary, oraz całkowite uwolnienie się od niej. Wprawdzie obrzędu (opisanego w tym artykule) dokonał jeden z kapłanów wyznających starosłowiańską wiarę to osoba, która się temu poddała wcale nie należy do jakiejś sekty, lub innej religii. Facet po prostu dokonał tego, ponieważ ciążył mu fakt bycia ochrzconym i wcale nie trzeba od razu o to posądzać szatana.
Dzisiaj przeglądałem sobie płytki z muzyką, które otrzymałem od mojej Izy. Generalnie to był metal + kilka klipów wideo. Dużo zespołów, większości z nich nie znałem...
Ciekawostką dla mnie było to, że nie potrafiłem włączyć kawałków, ktrych tytuły brzmiały, w wolnym tłumaczeniu, "czarny gej maca jaja"... Znalazłem tam zespoły o nazwie np. "Anal Strech", oraz kilka innych zespołów ze słowem "anal" w swojej nazwie. Ani jednego z tych kawałków nie odsłuchałem.
Nie wiem dlaczego, ale piosenki o takim tytule wyjątkowo mnie odrażały i włączyła się swoista blokada, która nie umożliwiła słuchanie tego. Dla mnie to jest odrobinkę dziwne, ponieważ nie mam problemów ze słuchaniem muzyki o szatanie, lub jemu podobnych...
Dzisiaj był mój ostatni dzień zajęć w LO. Wprawdzie dopiero 30 IV odbieram świadectwo to dzisiejszy dzień uznaję za koniec, bo odbiór świadectw to już tylko formalność...
Cóż mogę powiedzieć. Cholernie szkoda, że to się tak szybko skończyło. Wprawdzie siedziałem w tej szkole 3 lata to jednak mógłbym jeszcze spędzić rok więcej... Wiele się działo, czasami sporo nerwów, czasami totalny luz. Moja klasa dla mnie była taka średnia. Kilku dobrych znajomych, z innymi tylko taka sztuczna relacja. Jedni mnie wkurwiali, inni byli "wporzo", ale mimo wszystko to była moja klasa. To były moje debile, za którymi już teraz tęsknię...
Na początku gry było cienko, ale gdy doszło do tego, że dysponuję już sporym zasobem gotówki, roczne zyski liczę już w milionach to nie mogłem pozwolić na to aby jacyś konkurenci zaczęli mi podbierać MOICH klientów. Tak więc albo doprowadzałem ich do ruiny (wykupywanie specjalnych praw handlowych na okres jednego roku, reklamy itd), albo po prostu przejmowałem całą spółkę poprzez kupno wszystkich akcji....
Dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że moje zagrywki właściwie były bardzo zbliżone do tych rodem z Redmond. Praktycznie nie mogłem znieść myśli, że ktoś podbiera mi MOJE towary, które to ja powinienem transportować...
Krótkie pytanko co do tego: kto normalny chcąc popełnić samobójstwo strzela sobie w środek klatki piersiowej?
Ok, sam samobójca przez to co chce zrobić (albo już zrobił) nie jest normalny, ale jak ktoś chce się zabić to raczej skutecznie, czyli jak mniemam strzelajać sobie w głowę...
Dla mnie ta kobieta również mogła sobie przestrzelić (załóżmy) miednicę, aby powoli się wykrwawić... No cóż dla mnie tutaj śmierdzi kłamstwem, ale zapewne nie poznamy całej prawdy..
Po raz kolejny kłania nam się przykład jak sprawy mają się w Polsce... Kiedyś narzekałem, że obcokrajowcy często publicznie przedstawiają fałszywą prawdę o naszym kraju (a konkretniej jego historii), a tutaj się okazuje, że nasi rodacy również są niewiele lepsi...
Pan Bóg pracował przez sześć dni, odpoczywał siódmego. Człowiek nie Pan Bóg, szybciej się męczy, więc uznał, że sobota też mu się należy jako dzień odpoczynku. To postanowienie nie spotkało się z wyraźnym sprzeciwem ze strony Instancji Najwyższej.
- Jeżeli udało się z sobotą, to może uda się z piątkiem - pomyślałem i wystosowałem do Pana Boga podanie tej treści:
"W związku ze zmęczeniem, jakie odczuwam po poniedziałku, wtorku, środzie, czwartku i piątku, proszę uprzejmie o przyznanie mi również piątku jako dnia wolnego od pracy. Homo Sapiens".
Odpowiedzi nie było, więc uznałem, że piątek też mi przyznano.
Dzisiaj, po raz kolejny, przyszedł do nas (a konkretniej do parv) mój były pies - reks. Wprawdzie musiałem zwierzaka oddać właścicielowi po dość sporej awanturze to jednak dzisiaj postanowiłem w jakiś sposób dogadać się z tymi chujami (a nóż widelec coś się uda)...
Wynik, tak jak w tytule, negatywny. Nie było żadnych szans na przekonanie tych gburów, ale o tym już w dalszej części...
No właśnie co by się wtedy mogło zmienić? Do tego przemyślenia zmusił mnie program "Rozmowy w toku", w którym goścmi były osoby, które potrafiły przepowiadać to kiedy ktoś umrze. Prowadząca spytała się publiczności kto by chciał znać swoją datę śmierci, tylko jedna osoba się odezwała...
No właśnie. Znamy datę naszej śmierci i co z tego? No tak wiemy już, że tego dnia (roku/w tym wieku) umrzemy. Czy to sprawi, że nasze życie w diametralny sposób się zmieni? Możliwe, że za wszelką cenę do tego dnia postaramy się aby wszystko "załatwić"...
Stwierdziłem, że w najbliższym czasie załatwię sobie oświadczenie woli, a właściwie coś w rodzaju mojej zgody na transplantację moich narządów po śmierci.
Dlaczego? Tak naprawdę to tylko dlatego, że nawet po śmierci będę mógł jeszcze w jakiś sposób pomóc. Nie obawiam się jakiś głupot typu "moje ciało będzie niekompletne w niebie", wali mnie coś takiego..
Osobiście jestem zdania, że i inni powinni przyłączyć się do tej akcji, to naprawdę mogłoby uratować życie wielu osobom...