hex#2

radmen's weblog

Oh lord Johnson

Od miesiąca mieszkanie jest przesiąknięte oryginalną mieszanką zapachu kupy i żwirku. Dla wtajemniczonych jest to niechybnie oznaka nowego lokatora w naszym mieszkaniu. Tak, ponownie mamy kota.

Imię kota miało oddawać jego oddanie ciemnym mocom. Crucifier (pol. Krzyżownik), Lodowa iglica nienawiści, lub po prostu Bogdan. Wyszło na to, że nasza kotka nazywa się Zorza.

Jak na prawdziwego adepta arkanów mroku Zorza opanowała kilka technik. Toksoplazmozę wykorzystała na nas już pierwszego dnia. Kilkanaście godzin później (o poranku) kotka objawiła się w zupełnie innej postaci (o czym dowiedziałem się dopiero niedawno!) - jako zmora.

Ze schroniska wniosła do naszego domu świerzb. Zapewne był to obóz przejściowy, w którym chciała się przygotować do walki z ludźmi. Ta sztuczka akurat się nie udała. Każdego dnia jej uszy są zalewane napalmem - zero litości dla usznych stworków!

Wspominałem, że Zorza jest kotem? Miauczy, wymaga głaskania, czasami pozwoli aby się z nią pobawić. Zdecydowanie często śpi na mnie, tuli się (czyt. wymaga głasków). Wymaga jedzenia i głaskania. W końcu mamy normalnego kota.

radmen radmen

No cześć

Przyjaciel spytał jak życie? Dobrze odpowiedziałem. Brat spytał co u was? Po staremu stwierdziłem. Ten sam brat spytał jak leci? Powoli rzekłem.


Nigdy nie wiem co odpowiadać na pytania dotyczące tego jak się życiu powodzi. Nie prowadzę listy zmian, a moja pamięć sięga paru dni wstecz. Z tego powodu zdarza mi się myśleć, że żyję nudnym życiem.

To życie przypomina jazdę ze stałą prędkością po bardzo długiej, bardzo prostej drodze. Jazda jest monotonna i końca nie widać.

Jednak podczas tej jazdy sporo się dzieje. Złapie się gumę, pojedzie dla zabawy zygzakiem, spotka nieznajomego. Czasami być może będzie trzeba uciekać przed jakimś gangiem, lub walczyć o dojazd na oparach benzyny.

Dla mnie wiele z tych wydarzeń to normalna kolej rzeczy. Wydają się być czymś tak bardzo naturalnym, że nie warto nawet o nich wspominać.

Czasami mam wrażenie, że to efekt mojego socjalnego kalectwa. Nie lubię poświęcać czasu na głupie rozmowy, a te dotyczące mojego (czasami nudnego) życia, nie wydają się być szczególnie interesujące.

Może jednak powinienem prowadzić dziennik zmian i podczas kolejnego pytania o nowości po prostu przeczytać z niego kilka losowych wpisów?

A może jestem socjopatą? [chwila zastanowienia..] raczej nie.

radmen radmen

War

War... War never changes..


Przyszło i rzuciło na nas cień widmo wojny. Nie tam jakiejś wojny na lądzie czarnego człowieka, ani w komunistycznej części azji, ani w którymś z narkotykowych imperiów. Tym razem wojna jest blisko.

Wojska wkroczyły na terytorium Ukrainy, a świat krzyczy aby Rosja tego nie robiła bo się obrazi. Przy okazji gorąco wspiera Ukrainę. Zdecydowanie zapowiada zdecydowane reakcje.

Świat prowadzi analizy. Tworzy, weryfikuje po czym obala kolejne teorie. Straszy, grozi, prosi i zachęca. W każdym razie stara się pokazać, że coś tam robi. W międzyczasie Rosja nic z tego i zajmuje kolejne obwody ukraińskie.

Podobno w XXI wieku nie dokonuje się inwazji wojskowych, ponieważ to jest takie passé. W XXI w. wojny prowadzi się na słowa, a kraje prowadzące wojnę wg. starej szkoły są jakieś dziwne. Cywilizowany zachód woli nie uczestniczyć w tych głupich zabawach.

Każdego poranka zastanawiam się czy będzie nam dany kolejny spokojny dzień. Boję się jednak tego, że świat mimo zapewnień nie zareaguje. Pozostawi Ukrainę samą, tak samo jak pozostawił kiedyś Polskę.

Nie wierzę w NATO, UE, USA i inne podobne twory. Póki co pokazują jak bardzo potrafią być zbędne.

radmen radmen

Persona non Facebook

- Nie mam fejsa.
- Ech, czyli nie wiesz co się stało..


Na imię mam Radek. Od dwóch lat nie korzystam z Facebooka.

Nie tracę czasu na wertowanie kolejnych wpisów o wstrząsających przeżyciach w kuchni (ani pokoju, ani innych wstrząsających miejscach). Nie muszę czytać o problemach ginekologicznych, ani zastanawiać się czy mam zbędne przedmioty, które mogą się przydać innym. Nie mam ściany, na której mógłbym napisać, że pożarłem kotleta. Nie ma mnie.

Jednak w pewnym sensie jestem obecny na Fejsie. To inne osoby wstawiają mnie tam w postaci jawnej (w formie tekstowej, lub, o zgrozo, jako zdjęcie). Do tego krótki opis wyjaśniający dlaczego się tam pojawiłem. W ten sposób niektórzy dowiadują się co się u mnie w życiu dzieje.

Ogłaszanie światu ważnych rzeczy na FB stało się na tyle oczywiste, że ludzie dziwią mi się, że o nich nie wiem. Obawiam się, że jestem przyczyną tego, że muszą powtórzyć to co napisali.

Czasami mam wrażenie, że jestem samotny wśród ludzi. Oni, powiadamiani o każdym wydarzeniu z życia bliskich. Ja, ignorant, który o niczym nie wie.

Właściwie to dobrze mi bez Fejsa. Jestem społecznym kaleką, jednak nie muszę się martwić problemami opisanymi w 160 znakach.

radmen radmen

My neosłowianie

Dla ciebie to pomidor. Ja bym powiedział, że to skondensowany gniew natury.


Do pewnego momentu raczej się nie zastanawiałem nad swoimi korzeniami. Pochodzę z Kaszub, co czyni mnie Kaszubem. Jednak nie czuję się nim. Tak właściwie to nie przepadam za Kaszubami jako takimi.

W pewnym momencie życia poznałem osoby, które skłoniły mnie do zastanowienia się nad tym kim byli moi przodkowie. Nie mowa tutaj o Kaszubach. Mowa o ziomkach, którzy byli wcześniej - Słowianach. Dzięki nim zacząłem doceniać osiągnięcia (oby) moich przodków.

Jakiś czas później pojawił się Donatan i gwałtem (cyckami) wetknął przodków w czasy współczesne. Nie zamierzam oceniać tego co Donatan zrobił (ani jaki styl prezentuje), jednak pomyślałem sobie, że to co zrobił mogło by być początkiem pięknej rewolucji.

Tak to już jest, że gdy ludziom dobrze się wiedzie i mają dużo czasu zaczynają wymyślać różne dziwne rzeczy. Wcale bym się nie zdziwił gdyby na fali słowiańskich rytmów ktoś postanowił wskrzesić dawne wierzenia (neopogaństwo) oraz obyczaje i rozpocząć coś co można określić mianem neosłowiaństwa.

Byłaby szansa aby ponownie wskrzesić potężne plemię. Dawne wierzenia nabrałby mocy, a ludzie odzyskali harmonię. Ponownie bylibyśmy wspaniałym narodem. A wszystko to na wzór teledysków Donatana.

radmen radmen

Coś się kończy, coś się zaczyna

Poeta rzekłby, życie zapierdala.


Kolejny rok za nami. Zastanawiam się jakim cudem on tak szybko upłynął. Na szczęście tym razem zakończył się bez moralnego kapcia w pysku. Właściwie to dobrze się zakończył. Ba, tak naprawdę to przez cały czas było naprawdę nieźle.

Dużo się działo. W każdym miesiącu jakieś wydarzenie. Od koncertów mniejszych i większych po wielkie bale. Zaliczyliśmy kilka szalonych imprez, część z nich niestety przespałem (w tym własne urodziny) (co nie znaczy, że imprezy były złe) (tak właściwie to fajnie się pisze w nawiasach).

Były też plany. Duże plany. Małe plany i plany ambitne. Sporo zakupów, które również były zaplanowane. Chyba im podołaliśmy. Co prawda nie wszystko udało się zrealizować, jednak większość z nich została wykonana.
Wyjątkowo dumny jestem z udanego planowania finansów. Obawiam się, że bez tego porażka byłaby całkowita.

Udało się uregulować stosunek do pracy. Przestałem robić nadgodziny i zredukowałem do minimum dodatkowe zlecenia. Obawiałem się, że przez takie ograniczenie zawalę swoje obowiązki, jednak katastrofa nie nadeszła. Udało mi się poznać parę nowych rzeczy. Nareszcie potrafię korzystać z VIMa, a Vagrant nie jest już taki straszny.

Życie płatało odrobinę figli, nie dawało o sobie zapomnieć. Przyjeciele nie serwowali osobistych dramatów. Byłem na urlopie, który nawet mi się spodobał.

Postanowiłem wiele rzeczy. Wiele z tych postanowień nie zostało zrealizowane, lub udało się je wykonać w bardzo ograniczonym zakresie. Myślę, że to trochę porażka. Nawet taka duża. Jednak najważniejsze, ograczniczenie pracy udało się.

Niestety w tym roku (znaczy poprzednim, 2013) życie opuściło trzech członków mojej rodziny. Mogło jeszcze pozostać w nich przez kilka lat, najwyraźniej miało coś ważniejszego do roboty. Pozostała pewna pustka, która będzie odczuwalna przez jakiś czas.

No i blogasek. Podoba mi się nowy blog. Piszę zdecydowanie mniej, jednak staram się pisać lepsze notki.

Wstawiam też całkiem sporo obrazków.
A nawet piszę swoje wiersze.

Prawdziwe bogactwo intelektualne.

Postaram się utrzymać ten kierunek.

Dość. Roczek za nami, podsumowanie za mną. Czas przygotować się na nowe przygody i figle.

W nowy rok mówi się do siego roku. Mnie to niestety kojarzy się z pewnym produktem, dlatego złożę tradycyjne życzenia - najlepszego (w nowym roku)!

radmen radmen