hex#2

radmen's weblog

Niekrótka historia o zalaniu

♫ Tyle wkoło nienawiści.
Nie widziałeś tylu liści. ♫
Popatrz..


Jak każda porządna historia ta zaczyna się dramatem. Dzień zaczął się spokojnie. Byłem w drodze do Kuchar, słońce świeciło, kwiaty pachły. Ona zadzwoniła. I zaczęła krzyczeć. Że sufit przecieka, kapie i w ogóle japierdole. Sytuacja była dość poważna, dlatego postanowiłem pozostawić sprawy do ogarnięcia Loco.

Poszło jej dobrze. Powkurwiała się na księżniczkę sąsiadkę (która nas zalała). Zorganizowała zamknęcie wody w całym pionie, oraz powiadomiła o tym sąsiadów. Pełna profeska.

Później sytuacja się uspokoiła. Woda "nagle" przestała przeciekać, a jedyny jej ślad do smutna plama obserwująca nas z sufitu w kuchni.

Właściciele mieszkania postanowili pozbyć się plamy. Przy okazji usuwania szkody wyszło na to (poniekąd z powodu naszego narzekania), że mieszkanie należy odświeżyć. Plan okazał się być ambitny. Cała łazienka do wymiany, drobne przeróbki w kuchni oraz wywalenie ściany ze sklejki, która służyła za zabudowę licznika.

Data startu remontu - początek Woodstocku. Termin wykonania prac - do dwóch tygodni.

Po tygodniu zastaliśmy łysą łazienkę, zajebaną kuchnię i.. rozmrożoną lodówkę. Pierwsze wiadro wkurwa zostało wylane.

Później było już gładko. Panowie każdego dnia wzbogacali łazienkę o brakujące elementy. Na końcu postanowili ogarnąć odrobinę kuchnię. Poza drobnymi usterkami efekt końcowy był całkiem znośny. Z trojga nowych drzwi jakieś sto procent z nich niedomykało się. Kuchenka gazowa okazała się być nieszczelna. W łazience pralka niedomagała, a spod brodzika wylewała się woda (co potwierdził nam sąsiad z dołu).

Odrobina rzeźby w drzwiach, demontaż i ponowny montaż brodzika, wymania węża i uszczelki rozwiązały nasze bolączki.

Biorąc pod uwagę okoliczności łazienka prezentowała się bardzo dobrze. Mieszkanie odświeżone i posprzątane. W końcu mogliśmy mieszkać. Do tej pory (a było to ponad dwa tygodnie) nie mogliśmy korzystać z mieszkania.

Łazienkowy hedonizm kwitł w najlepsze. Mogliśmy zrobić (i robiliśmy!) pranie, mogliśmy skorzystać z prysznica, a nawet i kibelka. Byliśmy szczęśliwi.

Wtem przyszedł ten paskudny sąsiąd, który powiedział, że jego sufit walczy z grawitacją o status basenu. Widok był bardzo paskudny, bardzo dramatyczny. My natomiast byliśmy bardzo wkurwieni.

Mieliśmy przeciek. Wezwaliśmy osiedlowego fachowca, jednego i drugiego. Obaj zgodnie stwierdzili, że wina jest nasza (mieszkania znaczy się). Mieliśmy rozwiązać problem we własnym zakresie.

Tym razem wezwaliśmy naszego fachowca. W skrócie - rozpierdzielił część kuchni, aby odkryć, że winną przecieku okazała się przedłużka w baterii prysznica. Gdyby nie przeczucie rozkułby całą kuchnię w poszukiwaniu usterki.

Wnioski po naprawie były dość oczywiste - winnymi awarii byli majstrowie. Dostaliśmy ogromny protokół, przekazaliśmy go właścicielom.. a ci stanęli w obronie majstrów.

Nasza historia zakończyła się w zeszłym tygodniu kiedy została załatana dziura w kuchni.

Przez okres "właściwy" remontu praktycznie nie mogliśmy korzystać z mieszkania. W okresie "gwarancyjnym" właściwie nadal nie mogliśmy z niego korzystać. Mieliśmy niedziałający prysznic, brak zimnej wody, nieszczelną instalację gazową, ogromny bałagan (którego nie było sensu sprzątać z powodu kolejnych poprawek). Właściwie przez około miesiąc żyliśmy na torbach.

Punktem krytycznym był moment, w którym przenieśliśmy się do biura, bo uznaliśmy, że w nim mamy lepsze warunki niż w mieszkaniu.

To był bardzo intensywny okres. Pełen nerwów, zwątpienia i chęci mordu.

Problem był bardzo skomplikowany. Z jednej strony właściciele mieszkania chcieli zrobić dobrze - odświeżyć stare mieszkanie, polepszyć komfort życia. Niestety w pewnych aspektach chcieli zaoszczędzić, co naszym zdaniem było przyczyną późniejszych problemów. Zupełnie nie rozumieliśmy skąd się bierze tak duża pobłażliwość dla osób wykonujących remont.

Życie jak zwykle postanowiło dostarczyć nam atrakcji. Sprawdziło naszą wytrzymałość, elastyczność, cierpliwość, oraz rozwinęło naszą sztukę elokwencji.

Miałem również okazję poznać na przykładzie czym jest ironia - całym powodem do remontu były drzwi do łazienki, które się nie zamykały. Po remoncie dostaliśmy nowe drzwi, które również się nie domykały.

radmen radmen

Dzienniczek

Spacer przez miasto może być ekscytujący. Zakładając, że każda mijana osoba to tykająca bomba.


Zawsze podziwiałem pamiętniki prowadzone regularnie. Poniekąd ten blog miał być swoistym dziennikiem tego co się porabia w moim szaleństwie.

Niestety forma bloga w pewnym sensie nie pozwala na to. Bardzo lubię to poletko moich wynurzeń, jednak to co się na nim pojawia to produkt eksportowy moich myśli. Wygładzony, czasami ułożony. Możliwe, że nie zawsze prawdziwy (lub taki, w którym trzeba doszukać się prawdy).

Inaczej jest z dziennikiem. Dziennik to coś absolutnie prywatnego. Życiowe sytuacje ubrane w te słowa, które nasunęły się w danej chwili. Bez wygładzania, bo nie są przeznaczone dla nikogo innego. Taki Twitter dla myślowego introwertyka.

Mój pierwszy blog (ten tajemny) był właśnie taki. Jednak przez to, że miał to być blog starałem się pisać w nim całe elaboraty. Znowu układałem myśli.

Zainspirowałem się pewnymi programami, które odnalazłem w sieci. Mowa o DayOne i jrnl. Dzięki nim postanowiłem realizować dawne założenia - pisanie dziennika. Takiego prywatnego, bez zbędnego upiększania. Coś do czego będę mógł wrócić jak zaatakuje mnie skleroza (mniej więcej po tygodniu). Tym razem produkt, który nie jest przeznaczony do eksportu.

radmen radmen

Cisza

Każde słowo, które wypowiesz pozostaje w przestrzeni przez kolejne wieki. Wystarczy znaleźć się w miejscu jego wypowiedzenia aby móc przywołać i ponownie usłyszeć to co zostało wcześniej powiedziane. Takie miejsca można rozpoznać po charakterystycznym szumie. Im więcej w nich powiedziano, tym są wyraźniejsze. Nazywamy je echami przeszłości.


W dzisiejszych czasach trudno o pustkę. Znana nam przestrzeń jest wypełniona szumem. Jego wielorakość powoduje coraz większe zamieszanie i brak zrozumienia. Fakty są nadinterpretowane, a wypowiedziane wcześniej słowa uważane za takie, które nie miały miejsca.

Wystarczy tylko dobrze poszukać i można znaleźć te zapomniane wypowiedzi. W dzisiejszych czasach to nie jest problem. Jednak wielu boi się do nich przyznać, lub tłumaczy się tym, że zostali źle zrozumiani.

Coraz częściej mam wrażenie, że to cisza jest tym co niesie wartość. Być może trudno to pojąć, jednak to jest jedyna rzecz, która daje nam szansę poznania własnych myśli. Na spokojnie, bez zewnętrznego narratora, który mówi nam jak powinniśmy się zachować.

W czasach ech przeszłości cisza staje się towarem luksusowym.

radmen radmen

Świetny święty

W swym życiu prowadziłem kilka blogów. Wśród nich był taki jeden wyjątkowy. Bardzo prywatny, bardzo osobisty. Istniał wyłącznie na dysku mojego komputera i.. przepadł.

Opisałem w nim dzień, w którym zmarł Papież. Jedyny Papież polaków. Święty i wspaniały. Dla mnie to było duże wydarzenie. W tym czasie uważałem JP2 za kogoś wyjątkowego, świętego. Swoje przemyślenia dotyczące tego dnia skrupulatnie spisałem. Niestety bezpowrotnie przepadły.

Chciałoby się powiedzieć - papież umarł, niech żyje papież. Jednak doskonale wiemy, że to nie był koniec. Ludzie żądali świętego. Santo subito.. Watykan wrzucił wyższy bieg i już w drugim pokoleniu papieży dokonano beatyfikacji Papieża polaków.

Mój pogląd religijny uległ ogromnej zmianie. Stałem się bardziej krytyczny. W pewnym sensie zrewidowałem swój pogląd dotyczący JP2. Stał się on dla mnie zwykłym człowiekiem. Żadnym świętym. Nie mogę negować cudów (które przesądziły o beatyfikacji), jednak tak jak każdy człowiek popełniał błędy (choć spadło na nie święte milczenie).

JP2 był po prostu odpowiednim facetem w odpowiednim miejscu i czasie. Jednak święto jego beatyfikacji zupełnie mnie nie obchodziło. W niedzielę była idealna pogoda aby ostatecznie rozprawić się z balkonem (ptactwo tym razem zrobiło sobie kuwetę).

radmen radmen

Koalang

Szary anioł przyśnił mi się nieostrożnie.


Jestem czarnowidzem. Czarno widzę tzw. wolność internetu. Powstaje coraz więcej inicjatyw, które mają ją ograniczyć. Prędzej czy później któraś z nich zostanie wdrożona.

Ponoć kryptografia jest odpowiedzią na takie działania. Zastanawiam się jednak co w sytuacji kiedy zabroni się jej stosowania?

Koalang – akronim terminu KOjarzeniowo-ALuzyjny język (ang. LANGuage), termin użyty przez polskiego pisarza fantastycznego Janusza A. Zajdla w dystopijnej powieści Paradyzja.

Paradyzja jest zamkniętym sztucznym światem, kontrolowanym przez totalitarny reżim za pomocą obowiązkowych identyfikatorów i wszechobecnych komputerów, śledzących zachowanie, a nawet mowę wszystkich obywateli. By oszukać system ludzie zamieszkujący Paradyzję wykształcili specyficzny żargon, oparty na aluzjach i metaforach.

Czy taka może być przyszłość?

radmen radmen

Sushi

Po co oglądamy telewizję, skoro życie jest snem?


W sąsiedztwie pojawił się nowy samochód. Pewnie któryś z sąsiadów sobie kupił. Ewentualnie kamienica pozyskała nowego sąsiada. Może być też tak, że nowy sąsiad z nowym samochodem.. W każdym razie samochód ma naklejkę. Taką graficzkę z napisem "I ♥ sushi". Historia, którą opiszę ma trzy akty.

Akt 1.
Idąc do pracy mijam wspomniany samochód po raz pierwszy. Widzę tajemniczą naklejkę. Dzięki znajomości języka bardzo szybko zrozumiałem jej przekaz. Przyznam, że pojawił się na mojej twarzy mały uśmiech. Wariatów na tym świecie jest sporo, na pewno znajdzie się miejsce dla maniaków sushi.

Akt 2.
Wracam z pracy. Samochód dalej stoi. Tym razem przyjrzałem się naklejce. Był na niej ludzik. Wyglądał tak jakby leżał trzymając w ręce butelkę. Szybko zrozumiałem metaforę napisu. Tak naprawdę właściciel samochodu uwielbia ostro popić (łatwo złapałem analogię sushi == suszy). Nie wstydzi się do tego przyznać. Nie obawia się późniejszego kaca.

Akt 3.
Po raz kolejny ten sam samochód. Znowu ta sama naklejka. Byłem przekonany, że znam ją na wskroś. Jednak nie. Okazało się, że obrazek przedstawia dwie postaci. Jedna ma głowę między nogami tej drugiej. Najwyraźniej właściciel samochodu jest smakoszem miłości oralnej. Na tym poprzestanę.

Kurwa, a myślałem, że jestem dobrym obserwatorem.

radmen radmen